Leszczenko: Janukowycz stracił legitymację do rządzenia

,
+A -A

Dziś UE nie powinna z Janukowyczem negocjować reform, tylko moment jego odejścia i jego dalszy los.

Michał Sutowski: Prezydent Janukowycz zadeklarował wczoraj, że „rząd zrealizował wszystkie swe zobowiązania, jeśli chodzi o zażegnanie kryzysu”, po czym udał się na zwolnienie chorobowe. Witalij Kliczko ogłosił, że ustawa amnestyjna w przyjętym kształcie jest nie do zaakceptowania. Na co liczą władze? Chcą uspokoić protestujących czy może przeciwnie –sprowokować ich do przemocy?

 

Serhij Leszczenko: Deklaracje nie są bez znaczenia – o czym za chwilę – ale najważniejsze jest to, że Janukowycz wciąż trzyma wielu ludzi jako zakładników. Mówię o tych w aresztach i w więzieniach, tych zatrzymanych po starciach na ulicy Hruszewskiego. Liczy, że w ten sposób skłoni liderów ulicznej opozycji do powstrzymania demonstracji, zwłaszcza tych w mniejszych miastach.

 

A czemu służą deklaracje gotowości do dialogu?

 

Pamiętajmy, że Janukowycz boi się konkretnych nacisków Zachodu, które może odczuć naprawdę boleśnie – począwszy od niedawnych kłopotów biznesowych Achmetowa w Szwajcarii, poprzez sankcje, które USA mogą nałożyć, wprowadzając ograniczenia wizowe dla najwyższych urzędników odpowiedzialnych za przemoc, a nawet zamrażając ich konta, aż po restrykcje gospodarcze ze strony UE, o ile wyjdą poza mgliste zapowiedzi. Dlatego Janukowycz pokazuje rzekomą gotowość do kompromisu, ale zarazem się nie poddaje, bo przecież chce zostać u władzy jak najdłużej. Teraz szuka opcji, jak to zrobić. Może na przykład przeprowadzić reformę konstytucyjną i próbować zostać premierem. W moim przekonaniu próbuje wykorzystać czas obecnego impasu do przemyślenia strategii, ale też zorientowania się w układzie sił wewnątrz obozu władzy – zweryfikowania, kto jest z nim, komu może zaufać. Sytuacja jest bardzo dynamiczna: przecież tydzień temu nikt nie wiedział, że premier Azarow poda się do dymisji! Dziś nikt nie wie, co będzie za parę dni.

 

Największy problem Janukowycza dziś polega na tym, że liderzy opozycji nie kontrolują ulicy. A to oznacza, że do negocjacji potrzeba aż czterech aktorów: liderów opozycji, „pokojowego” Majdanu, „radykalnego” Majdanu, no i władz.

 

Czy sankcje faktycznie mogą być skutecznym instrumentem nacisku na władze?

 

Są jedynym instrumentem – Janukowycz nie słucha argumentów o rozczarowaniu ze strony zachodnich rządów odwrotem od umowy stowarzyszeniowej z UE ani apeli o wybór demokratycznej drogi rozwiązania konfliktu. On świetnie za to rozumie język nacisku i siły.

 

A na czym te sankcje miałyby polegać? W kogo powinny zostać wymierzone? W elity polityczne, w oligarchów?

 

To rozróżnienie jest raczej mało precyzyjne – te grupy się przenikają wzajemnie. Najskuteczniejsze byłyby restrykcje wymierzone w konkretne osoby, które mają obecnie największy wpływ na bieg wydarzeń.

 

To znaczy?

 

Największy oligarcha Ukrainy Rinat Achmetow to człowiek, który kontroluje około 50 posłów w Radzie Najwyższej, Dmytro Fyrtasz – potentat gazowy – około 15, może 20. Oni są w stanie spowodować, że podporządkowani im ludzie w różnych sprawach zagłosują na korzyść Majdanu, a nie obozu władzy. Poza tym można wywrzeć nacisk na najwyższych urzędników, którzy trzymają spore aktywa w USA i w krajach Unii Europejskiej. To na przykład bracia Serhij i Andrij Kłujewowie – Andrij to dziś szef administracji prezydenckiej. Z kolei Andrij Portnow, jego zastępca i doradca prezydenta, to nieformalny szef jego zespołu prawnego, który współtworzył te koszmarne ustawy o wolności wypowiedzi i zgromadzeń sprzed kilku tygodni. Do tego jeszcze dochodzi Wiktor Medwedczuk jako najważniejszy agent wpływu Rosji i łącznik między Putinem a Janukowyczem. To on odpowiada za rosyjską „bratnią pomoc”. Bo choć nie ma dowodów na bezpośrednią rosyjską obecność wojskową czy policyjną w Ukrainie, to niewątpliwie dostarczano z Rosji wyposażenie, broń i amunicję dla służb i oddziałów specjalnych. Bardzo prawdopodobne jest również, że rosyjscy instruktorzy policji pomagają w opracowaniu strategii zwalczania protestów.

 

Mówi Pan o możliwości wpływu na oligarchów i część urzędników – a na ile monolityczne jest zaplecze Janukowycza, czyli Partia Regionów?

 

Jest mocno podzielona. Z jednej strony są tam zwolennicy twardego kursu i w pewnym sensie agenci wpływu Rosji, tacy jak Nestor Szufricz czy Wadim Kolesniczenko, bliscy Medwedczuka – i oni grają w swą starą grę – żeby wepchnąć Janukowycza jak najbliżej Moskwy i odciąć wszystkie potencjalne powiązania prezydenta z Zachodem. Z drugiej strony w partii są ludzie w rodzaju Serhija Tyhypki, a także ludzie Achmetowa – oni zostali posłami nie po to, żeby wiązać Ukrainę z Rosją, tylko by zwyczajnie chronić swój biznes. Dlatego nie chcą angażować się w rozlew krwi – ale dziś są zakładnikami sytuacji, bo jeśli w takim momencie opuszczą partię, ryzykują łatkę renegatów i zdrajców.

 

A czy wobec podziałów po drugiej stronie możliwy jest jakiś jednolity front przeciw władzy? Czy liderzy opozycji mogą zbudować trwały sojusz i z Majdanem „pokojowym”, i z tym „radykalnym”?

 

Wierzę, że tak, a przynajmniej obydwa Majdany są do takiego sojuszu zdolne. Jeśli zaś chodzi o najbardziej znanych liderów opozycji, to wcale nie jest powiedziane, że utrzymają swą popularność. Dotyczy to szczególnie Arsenija Jaceniuka, a to ze względu na jego niejasne zachowanie – od początku nie miał konkretnej agendy ani propozycji co robić, tylko wciąż prosił ludzi, żeby zostali jak najdłużej na ulicach. Tiahnybok ze Swobody na razie utrzymuje swą pozycję. Kliczko ma z nich chyba największe szanse na pozostanie liderem. Ale ważniejsze jest to, że ulica tworzy nowych liderów, takich jak Andrij Parubyj – poseł Batkiwszczyny, ale przede wszystkim nieformalny komendant Majdanu. Protesty i masowe zaangażowanie wytworzą moim zdaniem wielu nowych liderów społeczeństwa obywatelskiego, którzy być może potworzą zupełnie nowe ugrupowania polityczne. To mogą być także ci, którzy ucierpieli w efekcie represji – tacy jak porwany przez służby, a potem wypuszczony Ihor Łucenko czy ciężko pobita Tatiana Czornowiłł. Do polityki wchodzą nowi ludzie, a do tego najbardziej znani liderzy opozycji partyjnej nie mają kontroli nad Majdanem radykalnym.

 

Ale czy to, co nazywa pan Majdanem „radykalnym”, myśli w kategoriach negocjacji, rozmów z władzami?

 

Nie, ale w moim przekonaniu może on się w końcu podporządkować temu „pokojowemu”, to w końcu są tacy sami ludzie.

 

A co jeśli podda się raczej skrajnej prawicy?

 

Nie sądzę, żeby tak się stało – dziś prawica walczy wspólnie z lewicą, z Żydami, z różnymi mniejszościami. „Radykalny” Majdan, nawet jeśli posługuje się prawicową symboliką, to nie radykalni prawicowcy czy faszyści w sensie znanym na Zachodzie.

 

A Prawy Sektor, flagi Ukraińskiej Powstańczej Armii?

 

Prawy Sektor to pewien „brand”, a nie żadna organizacja. To luźny ruch łączący różne organizacje – trzeba tylko zadeklarować się publicznie jako jego członek, żeby nim zostać. Oni walczą przede wszystkim przeciwko Janukowyczowi, to jest ich wspólna agenda. Oczywiście nie możemy przewidzieć, czy ten język i te ruchy nie zaowocują np. przemocą ksenofobiczną czy antysemicką w przyszłości, ale dziś jeszcze nie widzę takiego zagrożenia. Jeśli chodzi o wspomniane przez pana symbole – flagi czarno-czerwone dzisiejszym Ukraińcom nie kojarzą się z faszyzmem czy skrajnym nacjonalizmem, tylko z jakimiś patriotami z lat 40. i 50., którzy walczyli z sowiecką okupacją – bo tak przede wszystkim postrzegana jest OUN. Dzisiejsze przesłanie tej flagi może być, owszem, antyrosyjskie, ale na pewno nie faszystowskie.

 

Anne Applebaum pisze na łamach „Washingtom Post”, że rozgrywka międzynarodowa wokół wydarzeń w Ukrainie przypomina „mecz hokeja z jedną drużyną na lodzie”. Rosja jest zdeterminowana do walki o Ukrainę, Unia Europejska niespecjalnie. Czy pana zdaniem to zadecyduje o wyniku konfliktu?

 

Dla mnie jest oczywiste, że Putin próbuje odbudować imperialną strefę wpływów i że Ukraina to podstawa jego gry geopolitycznej, której wynik ma znaczenie globalne, nie zawsze doceniane. Już wiele lat temu Zbigniew Brzeziński sformułował tezę, że bez Ukrainy Rosja nie będzie imperium – i zgodnie z tą logiką Rosja chce albo Ukrainę podzielić i włączyć jej kawałek jako quasi-państwo czy protektorat, albo wciągnąć całość kraju do unii celnej.

 

Co w tej sytuacji powinna zrobić Unia Europejska?

 

Moje sugestie zabrzmią może radykalnie, ale doświadczenie pokazuje, że prezydent i jego stronnicy rozumieją tylko język siły i nacisku. Wychodzą naprzeciw żądaniom ludzi tylko w obliczu gróźb i z obawy przed sankcjami – i tylko presja z zewnątrz spowalnia ich marsz w stronę dyktatury. Politycy unijni myślą, że z Janukowyczem można negocjować reformy. Tymczasem jedyny temat negocjacji, jaki dziś powinien obowiązywać, to moment jego odejścia i rozstrzygnięcie jego dalszego losu – z wariantem postawienia go przed trybunałem międzynarodowym bądź wyjazdem na emigrację, np. do Moskwy. Tak jak to się stało z byłym prezydentem Kirgistanu Bakijewem, który wyjechał na Białoruś. W Ukrainie, moim zdaniem, nie ma już dla niego przyszłości.

 

Ale przecież to demokratycznie wybrany prezydent, część społeczeństwa wciąż go popiera...

 

Ten argument mógł mieć sens może miesiąc temu. Janukowycz stracił jednak legitymację do rządzenia w ciągu ostatnich tygodni, kiedy od kul i od pobicia zginęli ludzie. Zresztą już kilka miesięcy po swej inauguracji przeprowadził reformę konstytucyjną drastycznie zwiększającą zakres jego władzy. Jego kompetencje były zupełnie inne w momencie, kiedy był przez obywateli wybierany – dlatego ów specjalny akt sądu konstytucyjnego, który dał mu tyle władzy, był w pewnym sensie formą zamachu stanu. Wtedy zniszczył w Ukrainie demokrację – swą własną przyszłość zniszczył, strzelając do ludzi.

 

Janukowycz może nie mieć legitymacji społecznej, ale Rosja ma w zanadrzu sankcje gospodarcze – już zaczęła utrudniać import ukraińskich towarów. Co można na to poradzić?

 

Tylko Unia Europejska może wesprzeć Ukrainę w tej sytuacji.

 

Pytanie brzmi, jak głęboko będziecie w stanie się zaangażować, skoro ludzie wyszli na Majdan z powodu ukradzionej im perspektywy europejskiej przyszłości. Czy faktycznie jesteście wspólnotą wartości europejskich i praw człowieka – czy patrzycie na rzecz z boku i zostawicie Ukrainę tête à tête z Rosją?

 

Ona tego narzędzia szantażu gospodarczego użyje zawsze wtedy, kiedy tylko któryś polityk ukraiński zechce zbliżyć się w stronę Europy. Jeśli to zaakceptujecie, Rosja zrozumie, że taka polityka może być skuteczna – dziś wobec Ukrainy, jutro także wobec innych krajów.

 

Serhij Leszczenko – zastępca redaktora naczelnego „Ukraińskiej Prawdy”.

 

Czytaj także:

Paweł Pieniążek, Ustępstwa Janukowycza? To za mało – mówi Majdan

Ostap Sływyński: Służby świadomie łamią prawa człowieka

Nie wolno nam odwrócić się od Ukrainy. List otwarty

Oleksij Radynski, Nasza niemoc wspiera przemoc

Ziemowit Szczerek: Władza może zdusić ten bunt. Ale co dalej? Przecież nie wydusi całej opozycji!

Aleksander Smolar, Cena pozostawienia Ukrainy samej byłaby wysoka

Jurij Andruchowycz: Nie możemy zatrzymać protestów

Justyna Krawczuk: Milicja przejmuje kontrolę nad szpitalami

„Czas gra na korzyść opozycji” – międzynarodowa prasa o Ukrainie

Paweł Zalewski: Fasada i rzeczywistość polityki UE wobec Ukrainy

Paweł Pieniążek: Śmierć na Majdanie

Paweł Pieniążek: Euromajdan przerósł ukraińską opozycję

Oleksij Radynski: Wszyscy jesteśmy poza prawem

Paweł Pieniążek: Ukraina coraz dalej od demokracji

Apel o plan Marshalla dla Ukrainy

Serwis specjalny Dziennika Opinii: Ukraina - Z Unią Europejską czy z Rosją?

 

Zobacz także:

Ukraińska zima. Fotorelacja Tomáša Rafy z Kijowa

Dymy i barykady. Fotorelacja z Kijowa

Telewizja Krytyczna: Przeciwko terrorowi politycznemu

Telewizja Krytyczna: Życie na barykadach

Kijów, 23 stycznia: Krajobraz po bitwie [fotorelacja]

 


Polub Dziennik Opinii na FB   

Multimedia

Świetlica KP „Na Granicy”

Przenosimy "Granicę" - WESPRZYJ NAS!

Świetlica Krytyki Politycznej „Na Granicy” wraz z przyjaciółmi zajmującymi się kulturą, edukacją i rzemiosłem rozpocznie już niedługo działalność w nowym miejscu. Aby to zrobić potrzebujemy Waszej pomocy finansowej!

TVKP

Dziewczyna filmowiec musi się starać dwa razy bardziej

– W Polsce przemysł filmowy funkcjonuje na męskich zasadach. Faceci są traktowani jako coś oczywistego. Kobieta-filmowiec musi być dwa razy lepsza, żeby wejść na ten sam poziom co mężczyzna – mówiła dr Karolina Kosińska w programie Roberta Kowalskiego "Sterniczki w Krytyce Politycznej".

TVKP

Eksmitowano 40 tysięcy, ale na reprywatyzacji ucierpią wszyscy warszawiacy

Zdaniem współzałożycielki stowarzyszenia Miasto Jest Nasze, odpowiedzialność za proces warszawskiej reprywatyzacji ponosi Platforma Obywatelska.

TVKP

Janicka: PiS chce autocenzury i penalizacji badań nad Zagładą

– [Nowe prawo] może powodować całkowitą autocenzurę. A w drugiej kolejności – penalizację badań naukowych – mówi dr Elżbieta Janicka w programie Roberta Kowalskiego "Sterniczki w Krytyce Politycznej".