Kraj

Ikonowicz: Skazany za Chazana

Wierzący doktor zażądał, a świecki sąd mnie ukarał.

„Choćby na smokach wojska latające – nas nie zatrwożą”
Juliusz Słowacki

Napiętnowałem w felietonie czyny doktora Bogdana Chazana. Kilka dni temu sąd skazał mnie za to na 3 miesiące więzienia w zawieszeniu na dwa lata oraz nakazał zapłacenie 5000 zł na rzecz fundacji, która dąży do zaostrzenia prawa antyaborcyjnego. Taki wyrok to nie tylko próba założenia mi knebla, ale i gwałcenie mojego sumienia.

Odtąd ilekroć będę coś pisał, będę narażony na odwieszenie wyroku i odbycie kary więzienia.

Fakt, że sąd uznał moją winę, miał służyć udowodnieniu, że doktor Chazan nic złego nie uczynił. W tym procesie nie chodziło wcale o mnie, lecz o ikonę religijnych fanatyków, którzy w lekarzu, który odmówił aborcji, widzą swojego patrona.

W tle mojego procesu toczy się bowiem sprawa o odszkodowanie w wysokości miliona złotych, jaką ofiara postępowania pana doktora wytoczyła szpitalowi im. Świętej Rodziny, którym doktor kierował. Całe przesłuchanie doktora Chazana w charakterze poszkodowanego sprowadzało się do próby udowodnienia, że odmowa dokonania zabiegu aborcji kobiecie, która została zmuszona do oglądania, jak pozbawiony mózgu organizm kona na jej oczach, nie było czynem nagannym.

Wszystko to jest dość paskudne. Przylizany goguś, który mnie oskarżał, był aplikantem. Mowę końcową właściwie wydukał. Ale to wystarczyło do skazania.

Nie wiem jakiego wyznania jest sędzia, która wydała wyrok. Nie wiem, jakie ma poglądy w sprawie aborcji, ale statystycznie rzecz biorąc istnieje spora szansa, że w świeckim z definicji sądzie trafiłem na osobę, która w orzecznictwie kieruje się radami swego spowiednika. Czuję z tego powodu pewien niesmak, bo należę do tego pokolenia i tego środowiska, które za wolność słowa nie wahało się płacić ceny więzienia. Nawet nie potrafię zliczyć, ile razy zatrzymywano mnie za druk i kolportaż prasy niezależnej. Jednak łamiąc konsekwentnie dekret o stanie wojennym wierzyłem, że to coś da. Niestety – dało mniej niż się spodziewaliśmy.

Jako socjalista uważam, że to kobiety, a nie lekarze, sądy czy prokuratorzy, powinny decydować o tym, czy i kiedy urodzą dziecko.

Wierzę też, że powinnością lekarza jest uśmierzać, a nie zadawać cierpienie. Lekarz może próbować przedłużać ludzkie życie, ale w końcu i tak przegrywa, bo każdy z nas kiedyś umrze. Wielu jednak nie może się pogodzić ze skończonością ludzkiej egzystencji. Zabiegają więc o życie wieczne. Chęć znalezienia się w niebie u boku Pana zaprowadziła doktora Chazana na manowce moralne. Skazał niewinną kobietę na niewyobrażalne cierpienie moralne, bo tak kazało mu jego katolickie sumienie.

Jeżeli nie jesteśmy w stanie zapobiec złu, to musimy mieć chociaż prawo, by to zło potępić. Lekarz w stosunku do pacjenta ma wielką władzę, która wynika z powszechnego idealizowania ludzi tego zawodu, z ich pozycji społecznej, z istoty hierarchicznego charakteru instytucji szpitala. W trakcie procesu zgłaszały się do mnie inne kobiety, które utrzymywały, że skrzywdził je ten sam, który zaciągnął mnie przed oblicze sądu karnego. Podobnych wypadków było o wiele więcej, choć nie wszystkie zostały ujawnione i odpowiednio nagłośnione. Zwłaszcza w mniejszych miejscowościach presja niewielkiego środowiska, w którym księża pełnią funkcję niezwykle opiniotwórczą, bywa wystarczająca, aby zniechęcić do skarżenia się kobiety, które zmusza się do rodzenia, mimo że nawet w świetle obecnie obowiązującego prawa mogłyby ciążę usunąć.

Doktor, którego czyn oburzył miliony Polek i Polaków, wyrasta na bohatera tej części naszego społeczeństwa, która opowiada się za bezwzględnym zakazem przerywania ciąży i penalizacją zarówno kobiet, jak i lekarzy odpowiedzialnych za aborcję. Nie jest więc Doktor już dawno osobą prywatną, której należy się specjalna ochrona przed publiczną krytyką czy znieważeniem. Osoby publiczne zaś, śmiało występujące w mediach i broniące swych najbardziej nawet kontrowersyjnych poglądów i uczynków, same niejako rezygnują z takiej ochrony. Bo w publicznym sporze nie może być nierównowagi. Nie może być tak, że jedna ze stron zażartego sporu jest narażona na sankcję karną. Bo wtedy nasi polemiści, zamiast przekonywać nas dalej na drodze publicznej i wolnej debaty, znajdują łatwiejszą drogę – autorytarną drogę uciszania oponentów lub zamykania ich w więzieniu.

Nie jestem rzecznikiem skazywania dewotek, które drą się publicznie wniebogłosy, że zwolennicy liberalizacji aborcji to mordercy, choć przecież jest to zniewaga nie mniejsza niż ta, której ja miałem się – zdaniem sądu – dopuścić względem dra Chazana.

Jeżeli się mylę, jeżeli napisałem o kilka słów za dużo, niech ocenią mnie czytelnicy, ale nie sędziowie. Bo tłumienie debaty publicznej wyrokami karnymi służy jedynie fanatykom po obu stronach światopoglądowej barykady. A ja uważam, że potrzebny jest dialog. To symptomatyczne, że do dziś nie doczekałem się żadnej merytorycznej polemiki na łamach prasy z wyrażonym przeze mnie w felietonie poglądem, według którego dr Bogdan Chazan dopuścił się czynu moralnie haniebnego i okrutnego. Zostaję więc w tym sporze z ostatnim słowem.

I z wyrokiem.

Zakonnice-Odchodza-po-Cichu-Marta-Abramowicz

 **Dziennik Opinii nr 186/2016 (1386)

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Piotr Ikonowicz
Piotr Ikonowicz
Działacz społeczny, polityk
Działacz społeczny, polityk, dziennikarz, poseł na Sejm II i III kadencji. Przewodniczący Ruchu Sprawiedliwości Społecznej.
Zamknij