Czytelnia Krytyki Politycznej (2)

,
+A -A

Czytaj także

Pratchett, Wilk i... Reymont – w Czytelni KP co miesiąc piszemy o książkach, które czytamy. O tych, które chcemy polecić lub przed którymi chcemy ostrzec.

Francisco Goldman, Sztuka politycznego morderstwa, czyli kto zabił biskupa, przeł. Janusz Ruszkowski, Czarne 2011

 

Gdyby dać tę książkę komuś, kto nie jest ekspertem od Ameryki Środkowej, nie pokazując tytułu czy opisu z okładki, pierwsze wrażenie byłoby prawdopodobnie takie: O, nowy, świetny skandynawski kryminał! I taki niezorientowany ktoś bardzo by się nie pomylił.

 

Rzeczywiście książka wciąga jak najlepsza powieść kryminalna. Tyle że nie jest to beletrystyka, a fenomenalnie napisany reportaż o sprawie zabójstwa gwatemalskiego biskupa Juana Gerardiego, założyciela i dyrektora Gwatemalskiego Archidiecezjalnego Biura Praw Człowieka. Zabójstwa, które niejedno ma imię: raz jest mordem politycznym, innym razem zabójstwem z zazdrości, jeszcze innym – porachunkami gangów, zabójstwem na tle (homo)seksualnym, przykryciem prania brudnych pieniędzy. A całość w rytm hipotez i teorii spiskowych, które mnożą się tak samo, jak mnożą się interpretacje tych samych faktów przez prokuraturę, kuriozalni eksperci z jeszcze bardziej kuriozalnymi raportami oraz liczba zaginionych dowodów czy świadków.

 

I jeśli ktoś myśli, że rekonstrukcja „ciekawych wydarzeń”, to wszystko, co książka ta może zaoferować – należałoby wyprowadzić go z błędu. Moc, jaką ma ta książka, wypływa z ukazania całego tego procesu razem. Procesu „wyjaśniania” przez zaciemnianie, obiektywizowania przez relatywizowanie, przedstawiania faktów poprzez uprawianie propagandy, i wreszcie: zamykanie śledztwa poprzez jego umarzanie. Jest tam wszystko, co znamy z afer medialnych, dotyczących zabójstw w często znacznie bliższych nam krajach (nie wspominając o rodzimej katastrofie smoleńskiej), ale też po prostu mechanizm tworzenia alternatywnej narracji, jaki oferują nam politycy przy okazji każdego skandalu: wrzutki, budowanie narracji, preparowanie rzeczywistości, sugerowanie rozwiązań. Lektura pouczająca i pokazująca, że polityka działa przerażająco podobnie, niezależnie od tego, czy chodzi o aferę korupcyjną w rozwiniętym kraju, czy zabójstwo biskupa w republice bananowej.

 

Szymon Pytlik, Klub Krytyki Politycznej w Opolu

 


 

 

***

Seweryn Górczak, Konstytucja, Staromiejski Dom Kultury 2013

 

Kiedyś klasyk stwierdził: „Niczego o nas nie ma w konstytucji”. Więc trzeba było napisać własną. Ale nim to nastąpiło, musiało wiele wody w Wiśle upłynąć.

 

W obiegowej opinii sądzi się, że poezja najszybciej, w porównaniu do powieści czy innych dziedzin sztuki, reaguje na zmiany społeczne. Może tak być – wiersz w internecie można opublikować zaraz po jego napisaniu, a takie tempo szczególnie wprawionym w pisaniu nie sprawia żadnego problemu.

 

W tym przypadku mówimy jednak o książce poetyckiej. A więc nie pojedynczym sygnale w morzu bezsensownego bełkotu, lecz o dobrze pomyślanej i równie dobrze skonstruowanej narracji, przesiąkniętej pewnością autora, przeciwstawiającego się dominującemu dyskursowi poetyckiemu, ale też społecznemu w ogóle. Konstytucja nie powstała na rewolucyjnej fali, a jednak nie sposób odmówić jej kryzysowej estetyki, związanej z wyczerpaniem się dobrze znanych wzorców i formuł, bezpiecznych modeli, a także awangardowych wydmuszek. Czy poeta wziął sobie za zadanie przewartościowanie dotychczasowych wartości? Jeżeli tak, to nie zostanie w swojej misji sam, ponieważ w Polsce nurt poezji – ogólnie mówiąc – zaangażowanej ciągle się rozwija i ma już swoje autorytety, do których mniej lub bardziej świadomie nawiązuje omawiany tutaj tomik, zachowując jednocześnie swoje oryginalne brzmienie.

 

Wiersze Górczaka udowadniają, że polska poezja w najlepszy sposób opowiada o problemach współczesności, stając się niemal ich papierkiem lakmusowym. Gest poety, polegający na odrzuceniu obowiązującej ideologii pierwszeństwa prywatnego przed publicznym, pokazuje, jak niedaleko jest jednemu od drugiego. Górczak daje temu wyraz w tytułowym utworze: „Na szczęście ulice jego miasta nie są mu / jeszcze obce, dojrzewały i rozpadały się razem z nim, / dzięki czemu Obywatel czuje więź z otoczeniem. // (…) Obywatel wie przecież, że żyje w najlepszej z możliwych Polsk”.

 

Słuszne to. I sprawiedliwe. Konstytucja, szczegolnie jak na debiut, jest bardzo dojrzałym głosem. I wierzę, że takich głosów będzie coraz więcej.

 

Marcin Sierszyński, Klub Krytyki Politycznej we Wrocławiu

 


 

 

***

Florian Klenk, Kiedyś był tu koniec świata, przeł. Elżbieta Kalinowska, Czarne 2013

 

„Kto obserwuje granicę, kto przechodzi przez nią, towarzysząc innym, natknie się nie tylko na historie wykorzenionych i zaszczutych, może się też sporo dowiedzieć o społeczeństwie, które ta granica chroni, o jego obawach i fantazjach”. Tako rzecze Florian Klenk, błyskotliwy reporter i naczelny austriackiego „Faltera”, kolejny (po Krausie, Kischu, Bernhardzie...) ptak, co własne gniazdo kala. Jego Kiedyś był tu koniec świata to na pewno książka o granicach: czesko-austriackiej, gdzie wstydliwy popyt zachodniego centrum spotyka się z rozpaczliwą podażą wschodnich peryferii; węgiersko-ukraińskiej, gdzie za unijne pieniądze Ukraina pozwala łaskawie grać „internowanym” Pakistańczykom i Hindusom w obozowego krykieta; austriacko-węgierskiej, gdzie wojsko tysiącami wyłapuje przybyszów ze Wschodu i z Południa. Przede wszystkim jest to jednak opowieść o panicznym lęku i obłudnym wyparciu – starych trupów w szafie i jak najbardziej współczesnych, znalezionych z odrąbanymi rękami przy kolejowym nasypie. Austriacy boją się tureckiego fryzjera, który nie pasuje do wypieszczonego socjalnego osiedla, i rumuńskiego oszusta, którego najlepiej od razu zastrzelić – podobnie jak sklepowego złodzieja, na wszelki wypadek; wolą nie wiedzieć, że ich adopcyjna „pomoc rozwojowa” dla Afryki to ordynarny handel dziećmi, a zepchnięte w ciemne ulice – bądź zamknięte w luksusowych hotelach – prostytutki stale dotyka najbrutalniejsza przemoc.

 

Czyżby kolejny z błyskotliwych, reporterskich bluzgów na ojczyznę, które tak kochamy? Niestety, raczej soczewka dość typowych dla Zachodu patologii, w których półperyferie – w tym Polska – grają często podwójną, dwuznaczną rolę. Do tego książka dla lewicy niepokojąca, bo wytrąca z naiwnego poczucia, że liberalne prawo i dobry socjal skutecznie bronią przed faszyzmem.

 

Michał Sutowski, Instytut Studiów Zaawansowanych

 


 

 

***

Trevor Pinch, Frank Trocco, Analog Days: The Invention and Impact of the Moog Synthesizer, Harvard University Press 2002

 

Dwóch profesorów pisze o początkach firmy Roberta Mooga oraz o wczesnej historii analogowych syntezatorów w ogóle. Czy potraficie sobie wyobrazić bardziej niszowy temat? Sam z początku myślałem, że to książka wyłącznie dla obsesjonatów i hobbystów, takich jak ja. A jednak jest to kawał znakomitej roboty – studium przenikania się technologii, kontrkultury, zmian społecznych, traktat na temat innowacyjności. Wreszcie kopalnia znakomitych anegdot. Jedną z moich ulubionych jest ta dotycząca doktoratu Mooga. Gdy jechał windą na obronę swojej dysertacji z fizyki ciała stałego, zastanawiał się, jaka jest częstotliwość rezonansowa windy. By to sprawdzić, zaczął intensywnie podskakiwać. Znalazł, czego szukał, ale przypłacił to awarią windy – utknął w niej na pięć godzin. Gdy wreszcie go wydostano, obronił się bez problemu. A i tak, jak miało się okazać, ta polisa nie była mu do niczego potrzebna.

 

Jakub Bożek, redaktor Wydawnictwa Krytyki Politycznej

 


 

 

***

Terry Pratchett, Steven Baxter, Długa wojna, przeł. Piotr W. Cholewa. Prószyński i S-ka 2014

 

Podejrzewałam wcześniej, że Terry Pratchett jest mocno lewicujący, ale nigdy nie uderzyło to mnie z taką mocą jak w przypadku Długiej wojny. Mam wrażenie, że na każdej stronie znajduję coś, co wpisuje się w ten rodzaj wrażliwości społeczno-politycznej. I nawet nie chodzi o to, że cała historia jest o współistnieniu różnych gatunków i szacunku, jaki powinny sobie okazywać. Odkrywam tam bardziej polityczne niż ogólnoludzkie (ogólnogatunkowe) odwołania: krytykę państwa, które chciałoby od obywateli ściągać podatki, ale nie zamierza dawać im niczego w zamian, a nawet udowodniło, że przy nadarzającej się okazji ograbi ich z wszystkiego, do czego tylko będzie miało dostęp. Wtrącenia o tym, że technologia, która powstaję z dbałością szczegóły i jakość wykonania, jest na pewno lepsza od tej, która powstaje, bo wygrała w rządowym przetargu, w którym liczy się jedynie najniższa cena. I nie jest to pogadanka polityczna, tylko bardzo sprawnie napisana książka trochę fantastyczna, a trochę fantastyczno-naukowa. Zdecydowanie bardzo pratchettowska, chociaż pisana w kooperatywie. Obok Pratchetta swój wkład w tę książkę ma bowiem również Stephen Baxter.

 

Z tych wszystkich powodów książkę może, a nawet powinien przeczytać każdy, niezależnie od poglądów. Na pewno Długa wojna wskazuje wiele kierunków myślenia wartych, by nimi podążać.

 

Klaudia Wojciechowska, Klub Krytyki Politycznej w Łodzi

 


 

 

***

Wacław Radziwinowicz, Soczi. Igrzyska Putina, Wydawnictwo Agora 2014

 

Pochodnia przypominająca pióro baśniowej „Żar pticy” (rosyjskiego feniksa) wędrowała po niebie i ziemi przez cztery długie miesiące. Odwiedziła stację kosmiczną, głębiny Bajkału i biegun północny. Jechała na grzbiecie wielbłąda, uszkodziła powóz Dziadka Mroza i poparzyła ręce 13-letniej dziewczyny w Kostromie. Według obserwatorów w drodze ze świątyni Zeusa do Soczi olimpijski znicz zgasł co najmniej 44 razy.

 

Jeżeli nie bardzo wiecie, co o tym wszystkim sądzić, możecie zwrócić się do Wacława Radziwinowicza, dziennikarza „Gazety Wyborczej”. Jego Soczi. Igrzyska Putina to książka felietonowo-reportażowa, dowcipna i momentami bulwersująca. Przygotowania do imprezy w Soczi są dla Radziwinowicza pretekstem do publicystycznej gawędy na temat zdegenerowanego biznesu, dużych pieniędzy i jeszcze większej władzy. Igrzyska Putina traktują o wielu (może nawet zbyt wielu?) istotnych sprawach: o przemyśle sportowym, gospodarczej przemocy, aktywności FSB, imperializmie, robotnikach budowlanych, chlebie i wódce. Znajdziemy też coś o wojnie w Gruzji, weteranach z Afganistanu, czystkach etnicznych na Czerkiesach, Ekologicznej Straży Kaukazu Północnego oraz, rzecz jasna, samym prezydencie Władimirze Władimirowiczu.

 

Koniec końców: bigos, ale smaczny i treściwy. Jeżeli tylko wybaczycie autorowi, że nie pokwapił się przeprowadzić w swojej książce pogłębionej kulturoznawczej analizy funkcji współczesnych igrzysk, prawdopodobnie będziecie zadowoleni. Uważam, że głos Radziwinowicza jest nam potrzebny tu i teraz – szczególnie w kontekście karkołomnego pomysłu organizacji Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Polsce.

 

Michał Kowalówka, Klub Krytyki Politycznej w Krakowie

 


 

 

***

Władysław Reymont, Ziemia obiecana, Państwowy Instytut Wydawniczya 1983

 

Jakkolwiek paradoksalnie by to brzmiało, odkąd zafascynowały mnie i pochłonęły bez reszty nauki humanistyczne, mimowolnie, ale całkowicie odszedłem od szeroko rozumianej prozy i literatury pięknej na rzecz literatury faktu, podręczników, artykułów, raportów badawczych. Dzięki Ziemi obiecanej na nowo odkrywam, że proza również uczy, i wcale nie mam tu na myśli sfery duchowej czy poszerzania horyzontów (choć tego nie pomijam): dzięki Reymontowi z nieskrywanym, emocjonalnie pięknym naiwnym zdumieniem odkrywam niesamowitą zbieżność procesów społeczno-ekonomiczno-psychologicznych między dziewiętnastowieczną Łodzią a współczesnym kapitalizmem. Oto w swej surowej, drapieżnej formie stają przede mną podstawowe pojęcia ekonomii: cięcia kosztów, redukcja zatrudnienia, akumulacja kapitału; podstawowe pojęcia socjologii: klasa społeczna, status społeczny, style życia; podstawowe pojęcia psychologii: stereotypy, uprzedzenia, dyskryminacje klasowe i narodowe. Każde z nich polane szarą, trudną i niesprawiedliwą codziennością na każdej karcie mieszanki polsko-niemiecko-żydowskich losów.

 

Dodatkowo poruszające jest uświadomienie sobie globalnego przesunięcia uniwersalnych procesów. Gdy Marks opisywał kapitalizm, widząc stan rzeczy w Europie, opisywał również dzisiejszy Trzeci i Czwarty Świat niemal równie dokładnie. Dziewiętnastowieczna Łódź to dzisiejszy Bangladesz, Peru czy Meksyk.

 

Michał Pytlik, Klub Krytyki Politycznej w Opolu

 


 

 

***

Agnieszka Taborska, Niedokończone życie Phoebe Hicks, kolaże: Selena Kimball, FSłowo / Obraz Terytoria 2013

 

Cudna książka! Ne tylko dlatego, że opowiada o cudach.

 

To nastrojowe, ironiczne, dwuznaczne, a jednocześnie empatyczne, krótkie eseje Agnieszki Taborskiej uzupełnione kolażami Seleny Kimbell, które wspaniale współgrają z całością. Widzimy na nich normalność podszytą tajemnicą i rozmaite gry między pierwiastkiem męskim i kobiecym.

 

To apokryficzna opowieść o prekursorce amerykańskiego mediumizmu. Początek jej kariery jest dość wulgarny – przypadkowy fotograf uwiecznia ją wymiotująca po zjedzeniu nieświeżych małży, co zostaje uznane za erupcję ektoplazmy. Później Hicks staje się sławnym medium. Materializuje postaci z przeszłości i przyszłości, karawany wielbłądów oraz wielki nos. Czuć w tym rękę Agnieszki Taborskiej, specjalistki od surrealizmu!

 

To opowieść o kobiecych mocach, albo dostępnych wówczas dla kobiet drogach kariery. O erotyzmie skrywanym za wiktoriańską moralnością. O naszym pragnieniu niezwykłości.

 

Autorka nie demaskuje medium, ale pokazuje nam kulturę, atmosferę, w której tak powszechnie zaczęły pojawiać się duchy. Pojawiać i znikać, tak jak tajemniczo zniknęła Pheobe Hicks.

 

Kinga Dunin, Dziennik Opinii

 


 

 

***

Alan Taylor, The Internal Enemy. Slavery and War in Virginia, 1772-1823, Norton, 2013

 

No refuge could save the hireling and slave
From the terror of flight, or the gloom of the grave

 

„Przestrach ucieczki” i „mroki mogiły” były pisane amerykańskim niewolnikom i niewolnicom nawet w strofach pochwały wolności, Gwieździstego Sztandaru, hymnu Stanów Zjednoczonych. I być może nie ma w tym paradoksu, pisze z przekorą Alan Taylor, autor Internal Enemy – historii niewolnictwa w targanej wojnami z Brytyjczykami Virginii czasów amerykańskiej rewolucji.

 

Słowa Gwieździstego Sztandaru zostały przecież napisane w trakcie wojnie anglo-amerykańskiej z lat 1812-15, kiedy bardziej nawet niż Brytyjczyków bano się zbiegłych niewolników, którzy dołączali do brytyjskich sił z nadzieją na lepsze życie. Ten lęk doprowadził do niewiarygodnego splotu: amerykańska walka o wolność została wprost ujęta jako walka o utrzymanie niewolnictwa. Powszechnie wierzono, że wolność od brytyjskich ciemiężców, a także względną równość dla białych może zapewnić tylko trwałość systemu niewolniczego. Uwierzono, że cudza niewola jest gwarantem powszechnej wolności. A tlący się gdzieś w tle konflikt klasowy pacyfikowano, mówiąc gorzej sytuowanym białym, że przed najgorszym uchroni ich rasowa solidarność. Na zachętę dodając do tego niewolnika albo dwóch, na co pozwoliły nowe, bardziej „demokratyczne” prawa majątkowe. 

 

Nie tylko jednak dla przekonującej genealogii idei i krytycznej rewizji podstaw amerykańskiego systemu, ze wszystkimi sprzecznościami „wolności” i „demokracji”, warto czytać książkę Taylora. Internal Enemy to także obraz skomplikowanych sojuszy i nieoczywistych wyborów doby rewolucyjnej, ze wszystkimi tragicznymi i budującymi historiami, które umykają w wielkich narracjach. To też obraz niewolników walczących o podmiotowość i świadomych, nie potulnych jak baranki i nie niewinnych jak ze szkolnej czytanki. Prawdziwych radykałów i rewolucjonistów. Warto sięgnąć po tę książkę po obejrzeniu Zniewolonego Steve'a McQueena, by spojrzeć na zniewolenie i wyzwolenie szeroko tam, gdzie McQueen patrzy wąsko.

 

Jakub Dymek, Dziennik Opinii

 


 

 

***

Anne Tyler, Pożegnanie dla początkujących, przeł. Jacek Żuławnik, Świat Książki 2014

 

Aaron, lekko niepełnosprawny po przebytej w dzieciństwie chorobie, jest wydawcą poradników. Poradników na każdy temat: Zmienianie dziecku pampersów dla początkujących, Remont kuchni dla początkujących, Alzheimer dla początkujących, Kupowanie prezentów dla początkujących... Chociaż wiadomo, że poradniki dobrze się sprzedają, wydawcy mogą znaleźć tu wiele wskazówek – co łączyć w serie, czy warto je pakować do boksów i przewiązywać wstążeczką, jaki zestaw najlepiej sprzeda się przed Bożym Narodzeniem.

 

Nie jest to jednak zabawna książka, opowiada bowiem o żałobie, którą musi przejść bohater po nagłej śmierci ukochanej żony. Czy jednak było to naprawdę tak doskonałe małżeństwo, jak mu się wydawało? Kiedy zaczyna spotykać swoją zmarłą żonę i prowadzić z nią często niejasne i niedokończone rozmowy, nie tylko żegna się z nią, ale też dowiaduje czegoś o sobie. Choćby tego, że jego niepełnosprawność ma nie tylko wymiar fizyczny, ale także emocjonalny. Nie umie przyjmować pomocy, miłości, otwierać się na innych.

 

Przyzwoita psychologiczna proza, wcale nie tak smutna, jak mogłoby się wydawać.

 

Kinga Dunin, Dziennik Opinii

 


 

 

***

Piotr Wawrzeniuk, Kosmonautka, Poławiacze Pereł 2014

 

O tej książce zrobiło się głośno, kiedy na Facebooku pojawiło się zdjęcie trzymającej ją Tildy Swinton. Wypada się cieszyć z szybkiego refleksu męża wydawczyni, który zaczepił aktorkę na brytyjskim lotnisku i poprosił o sfotografowanie się z książką, bo Kosmonautka zdecydowanie zasługuje na to, żeby trafić do szerokiej publiczności. To dwanaście dowcipnych portretów kobiet wykonujących zawody kojarzące się raczej z mężczyznami, przedstawionych z perspektywy ich dzieci. Jest tu mama prezydentka, generałka, pastorka, pilotka czy tytułowa kosmonautka, a ich role publiczne płynne łączą się z prywatnymi. Ta niewielka książeczka z wdziękiem przypomina, że dziewczynki mogą być, kim chcą – wiedza, która nawet bardziej niż dzieciom przyda się niektórym dorosłym. Dodatkowo Kosmonautka zajmuje wyraźne stanowisko w niekończącej się dyskusji o żeńskich końcówkach – wszystkie wymienione w książce zawody występują w formie żeńskiej, a prawidłowość ich użycia potwierdza autorytet językoznawcy, profesora Mirosława Bańki, dobrze znanego wszystkim użytkowniczkom i użytkownikom Poradni PWN. I znów – może to dorośli bardziej potrzebują oswoić się z takimi formami, jak architektka czy neurochirurżka.

 

Czytelników i czytelniczki przyzwyczajonych, że większość pięknych i mądrych książek dla dzieci mierzących się jakoś z tematyką równościową to tłumaczenia literatury skandynawskiej, ucieszy też, że tym razem mają w ręku książkę polskiego autora. Choć pewnie nie bez znaczenia dla jej kształtu jest to, że Piotr Wawrzeniuk mieszka w Szwecji.

 

Magda Majewska, Dziennik Opinii

 


 

 

***

Mariusz Wilk, Dom włóczęgi, Noir sur blanc 2014

 

Kto nie zna eseistycznego dziennika Mariusza Wilka, dziennika z Północnego Imperium, jak nazywa on Rosję, powinien choć raz spróbować, jak to smakuje. Kolejne tomy ukazują się od końca lat 90. i czytelnicy w zasadzie podzielili się już na gorących admiratorów autora i zirytowanych jego pretensjonalnością oponentów. Dla tych, którzy wiedzą, powiem tylko, że Wilk na starość nieco złagodniał, urodziła mu się córeczka, do której w jakimś sensie kieruje tę książkę – bo kto w dzisiejszych czasach umie czytać tak, żeby docenić wszystkie smaki mojej prozy? Nikt! Ale to dla doczki.

 

Dla tych, którzy nie znają, przedstawiam autora, który w pierwszym zdaniu tak siebie widzi: „...dostrzegam na dnie twoich ócz twarz sępną, obrzmiałe powieki, kości jarzmowe sterczące po kozacku i szramę na górnej wardze (pamiątka po ślubach milczenia)...”

 

Wilk od lat mieszka na północy Rosji, w małej wiosce nad jeziorem Oniego. Jest erudytą, mędrcem na drodze rozwoju duchowego i zawsze wam powie: cóż wy wiecie o Rosji? Cóż wiecie o prawdziwej wartości życia w tej waszej pogoni za błahostkami? Za tym Wilkiem nie przepadam, jednak wciąż go czytam dla kontemplacyjnych opisów tamtejszego świata, przyrody i ludzi. Szczególnie dla portretów ludzi, wśród których żyje i których chyba z książki na książkę lepiej rozumie. Jego styl często mnie drażni, ale naturalny sposób, w jaki wplata rusycyzmy, pozwala odnaleźć się w tym świecie lepiej, gdyż poznajemy go także poprzez język. Różne humanistyczne eseje, które w to wplata, najczęściej jedynie przerzucam. Nie jestem jego wymarzonym czytelnikiem, ale też nie znajduję tam niczego specjalnie pożywnego, szczególnie jeśli zabiera się za najlepiej obsłużonych, np. Gombrowicza. Ale może dla innych czytelników to one właśnie będą atrakcją.

 

Jak widać mam do tej prozy stosunek silnie ambiwalentny, ale raz w życiu spróbować chyba należy.

 

Kinga Dunin, Dziennik Opinii

 


 

Czytaj także:

Czytelnia Krytyki Politycznej, odc. 1

 

Polub Dziennik Opinii na FB   

Multimedia

Świetlica KP w Cieszynie

Rozmowy przy zbieraniu borówek | Spektakl

Widowisko teatralne „Rozmowy przy zbierania borówek”, stworzone przez Świetlicę Krytyki Politycznej w Cieszynie, przenosi nas w Beskidy 2016 roku, gdzie toczy się konflikt na tle różnic w postrzeganiu świata i przeżywania wędrówki – zarówno samotnej jak i tej wspólnej, z innymi ludźmi.

TVKP

Malinowska-Sempruch: Wiemy, że ludzie biorą narkotyki. Ale kobiety? Sensacja

– Kiedy mówimy o substancjach psychoaktywnych, to w przypadku dziewczyn i kobiet pojawia się wątek moralny. Wiemy, że ludzie biorą narkotyki. Że kobiety też? Robi się z tego niesamowita sensacja – mówiła Katarzyna Malinowska-Sempruch w programie Roberta Kowalskiego "Sterniczki w Krytyce Politycznej".

TVKP

Posłanka Nowoczesnej: Jeden z posłów powiedział „niezła z ciebie dupeczka”.

– Jedna z pierwszych rzeczy, jakie usłyszałam jak przyszłam do Sejmu, to, cytuję: „niezła z ciebie dupeczka. Byłam zszokowana że na sali sejmowej ktoś się do mnie w ten sposób odzywa.

Klub Krytyki Politycznej w Łodzi

Żyję w mieście rewolucji - film dokumentalny

Film dokumentalny prezentujący obchody 111. rocznicy Powstania Łódzkiego/Rewolucji 1905 roku, a także przygotowania do eventu. Obchody odbyły się 18 czerwca 2016 roku w Łodzi.