Czytaj dalej

Co czytaliśmy w 2013 roku (3)

Sapkowski, Szczerek i Tołstoj – trzecia, ostatnia część naszego zestawienia najważniejszych lektur 2013 roku.

Andrzej Sapkowski, Wiedźmin. Sezon burz, SuperNOWA 2013

Za to, że wrócił. Jako fanboy Wiedźmina nie umiem ocenić, czy to jest nadal tak dobre, jak opowiadania czy pięcioksiąg. Wystarczająco dobre, żeby z przyjemnością wrócić do tamtego świata. Prosimy o jeszcze. Kultura żywi się powtórzeniami, potrzebuje ich tak samo jak oryginalnych pomysłów. Powtarzać natomiast można tylko rzeczy wybitnie dobre. Tak jak wracamy do przeczytanych książek czy obejrzanych filmów – tylko tych najlepszych. Inne nie są tego warte. Naszej popkulturze brakuje dzieł kultowych, szczególnie powstałych w ostatnim dwudziestopięcioleciu. Dlatego Wiedźmina uważam za tak ważnego, bo chyba wszyscy wiemy, gdzie i dlaczego diabeł mówi dobranoc? Z krytyczno-politycznej perspektywy też jest ciekawie, spotkanie polityki, nauki i kultury odbywa się tam nieustannie, w sposób z pewnością nie idealistyczny. Ale też nie jest to pochwała cynizmu. Wiedźmin, jak każdy superbohater, walczy o sprawiedliwość.

Minus za brak e-booka w momencie premiery papierowej – w przypadku hitów tego kalibru takie rzeczy nie powinny się już zdarzać.

Mikołaj Pancewicz, Klub Krytyki Politycznej w Kaliszu


***

Marzena Sowa, Dzieci i ludzie, ilustracje Sandrine Revel, Centrala – Central Europe Comics Art 2012

Nie mam już problemu z uznaniem komiksu za pełnoprawny gatunek opowieści, gdzie tekst wspiera obraz, i wiem, że powieść graficzna lub komiksowy reportaż mają często istotniejsze przesłanie niż ich niekomiksowe odpowiedniki. Gorzej, jeśli chodzi o te wszystkie „narracje o poprzednim systemie”, czyli PRL-u, które w dzisiejszej Polsce przybierają zwykle dwie formy: opowieści o bezsprzecznie złym reżimie z ZOMO i ubekami w tle albo szarego, lecz stylowego folkloru obecnego choćby w filmach Stanisława Barei.

Z Dziećmi i ludźmi, którzy najpierw przykuli moją uwagę pięknie narysowaną i niespodziewaną okładką, na której chłopiec próbuje pocałować dziewczynkę, a wszystkiemu przygląda się Stalin z plakatu, mogło być jednak trudniej. Stalinowskiego terroru przed tzw. „odwilżą” po jego śmierci nie sposób bronić, lecz z drugiej strony łatwo znów popaść w klimat wyolbrzymionego męczeństwa. Marzenie Sowie chyba udało się ominąć te pułapki i wbrew pojawiającym się gdzieniegdzie opiniom przedstawiony przez nią świat wypada autentycznie. Nie ma w nim bowiem zła, które pochodziłoby wyłącznie „z zewnątrz”, ani dobra uosobionego tylko w postaciach „szaraczków” będących zazwyczaj ofiarami totalitaryzmu. Tutaj na upiorny i nieludzki system składają się czyny każdego: bezwzględnej władzy, ale też poddanych jej obywateli.

Do tego cała opowieść budowana jest od szczegółu do ogółu: zaczynając się od postaci chłopca – Wiktora Górskiego, który na projekcji filmu o Stalinie chciał pocałować koleżankę Agatę, ale przez jej krzyk wylądował u dyrektora – płynnie przechodzi do kolejnych bohaterów, prezentując ów dzień z ich perspektywy i tworząc w ten sposób niejednoznaczny obraz całego społeczeństwa.

Kamila Kasprzak, Klub Krytyki Politycznej w Gnieźnie


***

Jonathan Sperber, Karl Marx. A Nineteenth-Century Life, Liveright/Norton & Co. 2013

„Dziewiętnastowieczne życie” Karola Marksa nie jest tak dziewiętnastowieczne, jak mogłoby się wydawać. W tej fascynującej biografii Marksa – nie idei, teorii czy ruchu komunistycznego, lecz Karola Marksa właśnie – wraz z autorem przekopujemy się przez góry listów, prac naukowych i książek o historycznym znaczeniu. Ale także przez równie wielki stos wzbudzających zażenowanie pomysłów, marginalnych rozważań, nietrafionych puent. To wszystko po to, aby na powrót myśleć o autorze Kapitału jako człowieku, z charakterystycznymi dla jego epoki problemami.

Biografia ta pokazuje więc Marksa, którego życie – zdaniem Sperbera: typowe dla przedstawiciela XIX-wiecznej burżuazji – było inne niż kontrkulturowego, hipsterskiego Marksa, którego dzisiejsze ruchy społeczne biorą za patrona. „Najwyższy czas na ujęcie go jako figury z innej epoki historycznej, od której nieustannie się oddalamy: epoki rewolucji francuskiej, filozofii Hegla, wczesnych lat industrializacji…” – pisze Sperber. Bohater jego biografii ma konserwatywne poglądy, utrzymuje służącą i zazdrośnie strzeże swoich córek – przede wszystkim przed… młodymi marksistami.

A jednak dialektyka ma się dobrze: im bardziej Sperber przekonuje nas, że autor Kapitału był zakładnikiem swoich czasów, tym bardziej skłonni jesteśmy myśleć o nim jako nam współczesnym. Wielotygodniowe oczekiwanie na przelew? Filozoficzne wykształcenie jako gwarancja bezrobocia? Życie na koszt rodziców? Ciągłe przeprowadzki? Marks jako prekariusz na łasce mechanizmów rynku, które sam tak dobrze opisał, jest nam zdecydowanie bliższy niż pomnikowy filozof.

Jakub Dymek, Dziennik Opinii


***

Ziemowit Szczerek, Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian, Ha!art 2013

Jeden z głośniejszych debiutów tego roku, świetny przykład gonzo journalismu, gatunku rzadko obecnego w polskiej literaturze faktu. Na jej tle Szczerek oferuje coś autentycznie nowego: subiektywną, literacko pojechaną narrację o podróżach na Ukrainę, a właściwie o podróżach do serca pewnego polskiego fantazmatu.

U Szczerka współczesna Ukraina to miejsce, gdzie (głównie krakowscy) hipsterzy, znudzeni kinem irańskim, narkotykami niefigurującymi jeszcze w rejestrach Interpolu i słuchaniem ambitowych dźwięków, jeżdżą „szukać hardkoru”. „Przepić Ruska”, fotografować poradziecką biedę, porozpaczać nad cywilizacyjnym upadkiem, zapalić znicz w Drohobyczu. Wychodząc od opisu podróży, spotkań z Ukraińcami i jeżdżącymi na Ukrainę Polakami, Szczerek przygląda się bez taryfy ulgowej polskim fantazjom na temat Ukrainy, Wschodu, Zachodu, słowiańskości. I temu, jak obsadzamy w nich Ukraińców, którzy przed tym obsadzeniem bronią się, śniąc swoje własne sny o Zachodzie, Europie Środkowej, słowiańskim braterstwie, podobnie jak my próbując znaleźć sobie miejsce między wymarzonym Zachodem a rosyjskim „Mordorem”.

Ostatnio znów przez wszystkie media przelała się fala banałów o Ukrainie, powtarzających niedokładnie diagnozy Giedroycia sprzed pół wieku. Jeśli zamiast tego chcecie trochę ukraińskiego konkretu, który mówi tyleż o Ukrainie, co o geografii mentalnej Polaków, sięgnijcie po Szczerka.

Jakub Majmurek, Dziennik Opinii

***

Monika Talarczyk-Gubała, Wszystko o Ewie. Filmy Barbary Sass a kino kobiet w drugiej połowie XX wieku, Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Szczecińskiego 2013
Monika Talarczyk-Gubała, Biały mazur. Kino kobiet w polskiej kinematografii, Galeria Miejska Arsenał 2013

Książkami roku są dla mnie dwie publikacje Moniki Talarczyk-Gubały poświęcone reżyserkom filmowym: Biały mazur i Wszystko o Ewie, wydane w odstępach zaledwie kilku miesięcy. Pierwsza to eseje analizujące twórczość m.in. Wandy Jakubowskiej, Agnieszki Holland, Hanki Włodarczyk, Ewy Kruk czy Marii Kaniewskiej, dla drugiej punktem wyjścia jest dorobek Barbary Sass.

Obie prace to nie tylko nadrabianie ogromnego zapóźnienia polskiego filmoznawstwa, odzyskiwanie zapomnianych postaci i tytułów, ale też przepisywanie historii kina, cegiełka do tworzenia kanonu, który nie będzie kanonem tylko jednej płci. Brawa za wybranie tematu, a kolejne za wykonanie. Talarczyk-Gubała ma właściwie niespotykaną wśród akademików umiejętność pisania w sposób lekki, a zarazem niebanalny i wciągający. Gdyby wszystkie prace naukowe czytało się tak jak Wszystko o Ewie, żylibyśmy w kraju z innym stosunkiem do książek.

Krzysztof Tomasik, autor książek „Homobiografie” i „Gejerel”, prowadzi seminarium w ramach Uniwersytetu Krytycznego KP 

***

Lew Tołstoj, O życiu, przeł. Anna Kunicka, przedmowa Bogdan Baran, Wydawnictwo Aletheia 2013

Tołstoj napisał O życiu w roku 1887, w wieku pięćdziesięciu dziewięciu lat, dekadę po tym, jak odszedł od uprawiania twórczości literackiej i skupił się na poszukiwaniach filozoficzno-religijnych. Był wówczas człowiekiem ukształtowanym, doświadczonym myślicielem i praktykiem społecznym nakierowanym na współdziałanie z ludem. Miał za sobą pracę pedagogiczną z młodzieżą wiejską, rezygnację z ziemi na rzecz chłopów, przejście na wegetarianizm, konwersję w stronę chrześcijaństwa pojmowanego jako etyka ubóstwa i empatii oraz konflikty z carskimi i cerkiewnymi hierarchami.

Rozprawa stanowi wyłożenie podstaw tołstojowskiej filozofii miłości, przy czym jej szczególność polega na zachowaniu rygoru intelektualnego, który każe pisarzowi przeprowadzić precyzyjny wywód logiczny objaśniający błędy ludzkiego egoizmu, stosowania przemocy oraz ich konsekwencję ontologiczną – lęk przed śmiercią. Rozważania o rozumie, który podporządkowuje osobnicze życie człowieka poświęceniu się na rzecz innych, wybawiając nas przed śmiercią jako kresem wszystkiego, prowadzą Tołstoja do wniosku, że „działanie skierowane na bezpośrednią przepełnioną miłością służbę cierpiącym i na unicestwienie wspólnych przyczyn cierpienia: zbłądzeń, jest właśnie tą jedyną radosną pracą, która czeka człowieka i daje mu to niezbywalne dobro, na którym polega jego życie”. O, życie!

Igor Stokfiszewski, Dziennik Opinii


***

Michel Vovelle, Śmierć w cywilizacji Zachodu. Od roku 1300 po współczesność, przeł. T. Swoboda, M. Ochab, M. Sawiczewska-Lorkowska, D. Senczyszyn, słowo/obraz terytoria 2004

Książka Michela Vovella towarzyszyła mi najczęściej w tym roku. Trochę zawodowo (przygotowuję od pewnego czasu wystawę i książkę Death Trip), ale trochę z przyjemności: książki ze śmiercią w tytule zajmują pokaźny procent mojej biblioteki. Czytam raczej pragmatycznie i realistycznie. Sięgając na przykład po przewodniki i relacje z różnych miejsc świata, skupiam się na tych, w które mam szansę trafić. Tak jest i w tym przypadku. Poza tym najlepsze dzieła sztuki dotyczą miłości i śmierci.

O ile przez długi czas zajmowanie się śmiercią nie było problemem filozoficznym dla wielu myślicieli ani głównym tematem sztuki (poza funkcją funeralną), a zajmowanie się nią uważano za coś wynaturzonego i świadczącego o słabości, skoro można było zajmować się życiem, to dzisiaj temat śmierci jest nośnikiem wielu istotnych treści dotyczących życia. W „śmiertelnym” okularze sztuki, dzięki paradoksalnemu czytaniu jej „wspak”, możemy znaleźć jej różne społeczne funkcje i odbicia procesów politycznych, społecznych, kulturowych i ekonomicznych.

Cegła Vovelle’a jest już klasyczną pozycją w tym temacie, właściwie drugim obok Człowieka i śmierci Philippe Arièsa kompendium przedmiotu. Z tym że Vovelle jest bardziej czuły na społeczne i materialne oddziaływania. Polecam każdemu na początek tanatologicznej przygody, przed sięgnięciem po doskonałego Trupa Louisa Vincenta Thomasa, którego też ostatnio sobie przypomniałem.

Stanisław Ruksza, Klub Krytyki Politycznej na Śląsku, szef CSW „Kronika” w Bytomiu


***

David Foster Wallace, Infinite Jest, Little, Brown & Co., 1996

Opus magnum jednego z największych innowatorów współczesnej anglojęzycznej prozy łączy socjologiczną satyrę z emocjonalną intensywnością, jaką miewają chyba tylko przypowieść i wstrząsający reportaż. W ponad 1000-stronicowej futurystyczno-groteskowej fabule Wallace dokonuje sekcji amerykańskiej rzeczywistości z przełomu XX i XXI wieku, podejmując tematy istoty uzależnienia, społeczeństwa konsumpcji, przyjemności, depresji, obsesyjnego pragnienia podobania się i wstydu, a wreszcie – możliwości odkupienia w świecie, który dystansuje się od tych problemów za pomocą sarkastycznej, autoironicznej rozrywki.

Wielogłos bohaterów i narracji wybrzmiewa na tle niebezpieczeństwa, jakie grozi goniącym za szczęściem Amerykanom ze strony gotowych na każde poświecenie frankofońskich kanadyjskich Skrytobójców na Wózkach Inwalidzkich nie tylko dlatego, że USA oddały Kanadzie część swego terytorium, by w zamian móc je bombardować tonami radioaktywnego śmiecia. Amerykanie z książki padli przede wszystkim ofiarą kultu indywidualizmu. I to do tego stopnia, że ostoją zdrowia psychicznego oraz nadzieją narodu stają się kluby anonimowych alkoholików. Infinite Jest to, notabene, być może jedna z najbardziej przekonujących a jednocześnie uczciwych reklam ruchu 12 kroków w literaturze.

Mieszanka Simpsonów ze Steinbeckiem i dużo więcej.

Mikołaj Denderski, Klub Krytyki Politycznej w Krakowie


***

Maciej Wasielewski, Jutro przypłynie królowa, Wydawnictwo Czarne 2013

Akcja dzieje się w „raju” mało dostępnym dla turystów. Pitcairn, skrawek lądu na Oceanie Spokojnym, który opisał powściągliwie Wasielewski, daje powód do zastanowienia się nad tym, co ukrywane. To nie tylko historia miejsca, o którym po lekturze chętnie byśmy zapomnieli, co bardzo uniwersalny problem. Opisana w reportażu przemoc seksualna i psychiczna wobec kobiet, dziedziczona z pokolenia na pokolenie, nie dotyczy tylko wyspy. Wasielewski zdaje się raczej mówić, że Pitcairn to nie przypadek, choć akurat tam trafił. Dołączone do historii wątki kolonialne zestawione z losem sprawców na długi czas pozostawiają w czytelniku/czytelniczce niepokój.

Anna Cieplak, Świetlica Krytyki Politycznej w Cieszynie


***

Alan Weisman, Świat bez nas, przeł. Janusz Mrzigod, Centrum Kształcenia Akademickiego 2007

Mam dobre oko do książek – rzadko trafiam na takie, których nie daję rady skończyć, a jeszcze rzadziej na takie, które uważam za niewarte skończenia. Nieczęsto jednak zdarza się taka pozycja jak ta książka, która do głębi mnie poruszyła i zmieniła.

Weisman przeprowadza eksperyment myślowy: co stałoby się, gdyby magicznym przełączeniem guzika z Ziemi zniknęli ludzie – pozostawiając po sobie wszystko to, co do tej pory stworzyli, nie będąc jednak w stanie dłużej się tym zajmować.

Każdy rozdział książki jest poświęcony osobnym zagadnieniom – co stałoby się z naszymi śmieciami, rafineriami, miastami – i każdy jest dosłownie kopalnią wiedzy o tym, co nas otacza, a z czego często nie zdajemy sobie sprawy. Nie zawsze jesteśmy świadomi, że na Pacyfiku istnieje wyspa śmieci, przez którą trzeba się dosłownie przedzierać statkiem. Wyspa wielkości, bagatelka, stanu Teksas.

Przede wszystkim jednak Świat bez nas dzięki zabiegowi „usunięcia” z opisywanego świata ludzi, mówiąc tylko o tym, co po nas zostanie, mówi wszystko o tym, co w sobie chowamy i kim jesteśmy.

Szymon Pytlik, Klub Krytyki Politycznej w Opolu


Czytaj także:

Bachmann, Bargielska, Gilligan, DeLillo, Judt i Snyder… – pierwsza częśc zestawienia

Modzelewski i Pilch, Le Clézio i Munro… – druga część zestawienia

Kinga Dunin, Lajki 2013. Zwierzęta, feministki i bieda

Jakub Dymek, 5 książek, o których mówiła Ameryka

Zobacz też, co czytaliśmy w 2012 roku:

część 1

część 2

część 3

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.