Biografia Krzywonos
KP22: prze-moc
Komentarze
CYTAT DNIA
Krytyczna misja pomnika i monumentu jest stłumiona przez kontynuację
niewolnictwa z przeszłości i przez nadmierną i bezkrytyczną pamięć
uroczystych obowiązków i funkcji. Pomimo wszystkich bolesnych wydarzeń
i doświadczeń, których byliśmy uczestnikami (pomniki także), pomimo
wielu ofiar i istnienia "przetrwańców", władze nie pozwalają na
swobodne dawanie świadectwa, protestowanie i krytykę w przestrzeni
publicznej. Pomniki i monumenty są nieczynne, zmuszone do trwania w
milczeniu, w rzeczywistym i symbolicznym odcięciu od współczesnych
realiów i doświadczeń.
Krzysztof Wodiczko, Miasto, demokracja i sztuka
|
|
Żmijewski: Tekst znika |
|
|
Artur Żmijewski w rozmowie z Natalią Ostrowską
|
|
12.08.2009 |
Natalia Ostrowska, KP: Właśnie ukazał się nowy – wizualny numer „Krytyki Politycznej”. Dlaczego zrobiłeś numer, który składa się z prawie samych obrazów?
Artur Żmijewski, redaktor artystyczny KP: Bo obrazy są ważne.
Tytuł numeru jest taki sam jak tytuł filmu Elema Klimowa Idź i patrz…
Idź i patrz to jeden z najmocniejszych i najbardziej tragicznych filmów o wojnie. To opowieść o pacyfikacji białoruskiej wioski podczas wojny. Tytuł odnosi się do bohatera, który zapewne jest mimowolnym sprawcą masakry współmieszkańców – i jest wezwaniem do tego, by nigdy nie zamykać oczu.
Dlaczego w numerze prawie nie ma tekstu? Czemu służy to odwrócenie relacji między obrazem i tekstem?
Obraz jest niezwykle pojemnym, subtelnym i zniuansowanym narzędziem porozumiewania. To giętki, wydajny język.
Czym kierowałeś się w doborze tematów do tego numeru?
Chciałem, żeby to były obrazy o czymś, co jest politycznie i społecznie istotne, żeby ta manifestacja wizualności miała widoczną rangę ważnych społecznie spraw, idei, postulatów. Stąd takie tematy, np. spór o to, kto pisze historię, jak zostaną zaprogramowane przyszłe pokolenia, czy w trudnej sytuacji będą starały się znaleźć polityczne wyjście, oszczędzą sobie cierpień, czy raczej zgotują sobie i innym hekatombę. Dlatego zajmujemy się pracą – np. opowieść o dniu pracy motorniczej, rozmowy z bezrobotnymi emigrantami w Irlandii czy „niewidzialne” kobiety, dzięki którym przetrwał ruch opozycyjny w Polsce w czasie stanu wojennego, a których zasługi zapomniano.
Dlaczego wybrałeś takich artystów i właśnie te prace?
Nie wszyscy są artystami – Joanna Erbel, Zofia Waślicka, Henrietta Varju – to nie są artystki. Podobnie ma się sprawa z robotnikami budowlanymi i sprzątaczkami. Ich rysunki nie powstały z artystycznej motywacji, nie należą do obiegu sztuki – relacja z obchodów 20-lecia wyborów do sejmu kontraktowego to po prostu fotoreportaż z ideologicznego, politycznego spektaklu. Zdjęcia Maurycego Gomulickiego – który zaprojektował graficznie cały numer – to wybór z jego kolekcji fotografii, ułożony w mroczną sekwencję. Reportaż z Hawany to po prostu esej o zdegradowanym mieście. Nie artyści i nie ich prace, ale – reportaże i eseje, nowele i wywiady, nie słowami, a – obrazami.
We wstępie do 18. numeru napisałeś, że to jest polityczne.
Oczywiście. Ten numer też ma do załatwienia jakieś sprawy. Żyjemy w cywilizacji audiowizualnej – tekst znika, redukuje swoją objętość – rolę medium przejmuje obraz. Taka jest np. telewizja, nie działa tekstem, ale obrazem. Jest amalgamatem, połączeniem obrazu i słowa mówionego. Reklama, kino, gazety, kolorowe czasopisma działają obrazem. Mają nas nim uwieść. Hegemonia tekstu została zniesiona. Nie pisze się już takich książek jak Czarodziejska góra albo W poszukiwaniu straconego czasu na tysiącach stron. Obraz może być źródłem rozkoszy, ale i medium politycznej indoktrynacji i ideologicznego uwodzenia, a czasami przemocy, gwałtu i nawoływaniem do nienawiści. Strumienie obrazów także mogą być mową nienawiści.
Prace w KP18 są o emigrantach, robotnikach, górnikach… Czy widz/czytelnik będzie skłonny do refleksji lub do wykonania konkretnych działań, czy przełoży to na politykę?
Mam zaufanie do czytelników, że oni to czytają w jakimś celu, że ci właśnie adresaci są gotowi rozważyć mój postulat. Oczywiście z wzajemnością. Jeśli filozof, socjolog czy polityk coś mi sugerują, to ja rozważam, co ten ktoś mi mówi. To się spotyka z moim refleksyjnym namysłem, z szukaniem własnego poglądu. Zastanawiam się, czy pójść za cudzymi sugestiami, czy odmówić. Krytyka Polityczna nie jest adresowana do ludzi, którzy traktują ją jak intelektualną rozrywkę – tam się odbywa praca idei – takich które miały, mają lub będą miały wpływ na życie społeczne – lub mają ambicję uzyskania takiego wpływu. Numer wizualny ma podobne zadanie – być częścią pracy idei.
We wstępie wspominasz także o niedopuszczonych, którym odmawia się dostępu do sfery publicznej. Co oznacza dla ciebie ta kategoria wykluczonych?
Chciałem tematem tego numeru uczynić „otwieranie”, żeby był otwarty także dla tych, którzy np. nie mają dość kompetencji językowej, by pisać. I poprosiłem kilkoro polskich pracowników w Irlandii, aby opowiedzieli rysunkami o swojej pracy.
Inne wykluczone, czy może skutecznie przemilczane, to „niewidzialne” kobiety Sanji Iveković – opozycjonistki, które po 1989 roku ustąpiły mężczyznom miejsca w polityce.
Inni niewidzialni, to „Czarni” Adriana Paci, czekający w absurdalnej kolejce do samolotu, którego nikt nie ma zamiaru podstawić. Tego czarteru do zamożniejszego świata raczej nie będzie.
W tej kategorii wykluczonych mieszczą się więźniowie – dlatego Henrietta Varju i Paweł Althamer zrobili dla nich warsztaty w areszcie śledczym na ul. Rakowieckiej w Warszawie. I wynieśli za mury więzienia pisany do nas gryps od osadzonych.
W numerze Idź i patrz! są również twoje prace. Projekt Realrecycling był realizowany na Kubie. Czy to jest właśnie Kuba widziana twoimi oczami?
Kuba to jedno z peryferiów zachodniego świata. Jest za daleko, żeby obejmowało ją nasze zainteresowanie. Byłem w Hawanie, oglądanie tego miasta jest wstrząsające. Budynki się sypią. Tam nie można pójść do sklepu i kupić cement, wszystko jest ściśle reglamentowane. Od czasu rewolucji kubańskiej niczego nie wyremontowano, oprócz nadmorskiej promenady, miasto jest w strasznym stanie. To jest folwark Fidela i Raula – ekonomia oparta na wyrobie cygar, produkcji rumu i na sprzedaży usług turystycznych. To doskonale sformatowany system totalitarny, z którego wszyscy niezadowoleni zostali dawno wyeksmitowani. Opozycja kubańska liczy może 70 osób. Nie ma żadnego porównania z podziemnym państwem, które istniało w Polsce w latach 80., z opozycją, która była w stanie razem z robotnikami przewrócić system. Tam coś takiego nie istnieje. Ostatnio zmniejszono kartkowe przydziały żywności. Ilość kalorii, jaką można nabyć na kartki, starcza na zaspokojenie tygodniowych potrzeb. Resztę trzeba sobie jakoś skombinować. I nie widać buntu. To nie jest Kuba widziana moimi oczami – to reportaż ze zgwałconego miasta, którego mieszkańcy są skazani na upokarzające prace, żeby przeżyć – wszyscy się nawzajem kontrolują – miasto zrujnowanych domów, szpicli i prostytucji.
Rozmawiałeś o tej sytuacji z samymi Kubańczykami?
Większość marzy, aby uciec, ale nie mają jak. Wiemy, że tam jest totalitarny reżim, ale nie jesteśmy zainteresowani Kubą i losem Kubańczyków. To są obrzeża naszego politycznego świata, nie nasze strefy wpływów – peryferyjne narody. Ich kraj jest w naszej optyce miejscem egzotycznej turystyki i areną tortur w Guantanamo.
Mówisz o losie Kubańczyków, a na twoich zdjęciach widać głównie mury walących się budynków.
Bo to jest los Kubańczyków – żyć w walących się domach – daleko za horyzontem, na krawędzi politycznego.
Udało ci się osiągnąć w tym numerze KP to, co zamierzałeś?
Myślę, że może to być frapująca opowieść. Jedną z zalet z tego numeru może być satysfakcja z tego, że przeczytało się „Krytykę Polityczną” od deski do deski.
Myślę, że jest to sensownie ułożona opowieść, która plecie się wokół wykluczenia, otwierania, udostępniania miejsca. Ta opowieść pamięta o kobietach, np. tych, które działały w antyreżimowej opozycji w PRL-u. Bo tak samo jak trzeba bronić kobiet i pamiętać o nich, tak też trzeba bronić mężczyzn i pamiętać o nich. Pamiętać, że oni także byli i są ofiarami patriarchatu. Mniejszość spośród nich czerpie zyski – polityczne, finansowe, itp. – z tzw. męskiej dominacji. Mówi się np. o domowej pracy kobiet – gotowanie, opieka nad dziećmi, itp. Ale nie wspomina się o domowej pracy mężczyzn – gotowanie, opieka nad dziećmi, domowe naprawy, domowe usługi transportowe, otwieranie słoików i weków, dbanie o samochód, itp. Więc w KP 18 mówimy też z czułością o mężczyznach, z genderową wrażliwością na nich, np. ich pracę, ich marzenia.
Idź i patrz!, 18. numer „Krytyki Politycznej” do nabycia w sklepie internetowym KP, w sieci Empik i dobrych księgarniach.
{youtube}PKkuJnsak2s{/youtube}
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 30.08.2009 )
|
|
|
|
Przepraszam, jeśli moja uwaga zabrzmi...
Osmin: chodzi o to, aby zdolne dzieci...