Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Waryński wraca na Wolę Drukuj
Paweł Pawlak w rozmowie z Bartoszem Machalicą   
30.04.2008

Jeżeli nie lękasz się pieśni,
stłumionej, złowrogiej i głuchej,
gdy serce masz męża i jeśli
pieśń kochasz swobodną posłuchaj
(…)

Dwa tygodnie temu Rada Warszawy zatwierdziła sfinansowanie z miejskiego budżetu przywrócenie pomnika Ludwika Waryńskiego na ulicę Woli. Wcześniej stosowną uchwałę podjęła Rada Dzielnicy. Pomnik stanie na skrzyżowaniu ulic Kasprzaka i Bema jeszcze w tym roku. Poniżej publikujemy rozmowę z Pawłem Pawlakiem, wiceburmistrzem Woli, który był głównym patronem i animatorem działań na rzecz powrotu pomnika Waryńskiego na ulice Warszawy. Działacze i sympatycy wolskiego SLD kilku pokoleń od lat opiekują się miejscami związanymi z lewicą - sprzątają, porządkują, sprawdzają czy nie zostały zniszczone bądź sprofanowane. Rocznicowe kwiaty we wrześniu składane są przy pomniku Kasprzaka oraz płycie pamiątkowej upamiętniającej miejsce, gdzie znajdowała się tajna drukarnia SDKPiL, a do niedawna również przy pomniku Waryńskiego. - Staramy się by świadectwa lewicowej tożsamości przetrwały trudny okres, jaki dzisiaj mamy i nie zniknęły zarówno z naszej pamięci i z krajobrazu Warszawy – mówi Pawlak.

Bartosz Machalica: Dlaczego Waryński?

Paweł Pawlak: Bo to jedna z najbliższych mi postaci z dziejów lewicy. Jestem z Woli, tutaj mamy dwóch bohaterów lewicy, jeden to Waryński, drugi Marcin Kasprzak. Pamięć o tych dwóch wielkich socjalistach jest dla nas, ludzi z Woli ważnym elementem lokalnej tożsamości i historii. Ale przede wszystkim świadomości człowieka lewicy.

Kogo masz na myśli mówiąc o ludziach z Woli?

- Głównie mówię o przywiązaniu ludzi związanych z lewicą. Ale kto to był Waryński czy Kasprzak wiedzą również zwykli mieszkańcy. Dawniej Wola była dzielnicą przemysłową, to tutaj znajdowały się między innymi zakłady im. Róży Luksemburg, Marcina Kasprzaka czy Ludwika Waryńskiego, w których pracowali mieszkańcy tej dzielnicy. Dzisiaj część zakładów wyburzono, część zamieniono na banki a część stoi pusta i niszczeje, ale sentyment i pamięć do tych miejsc, nazw czy postaci pozostał. Chociaż tej pamięci jest coraz mniej.

A Ty jak trafiłeś na lewicę?

- Moja lewicowość, nie jest wyczytana i wyuczona z pism Marksa, Engelsa czy Trockiego, nie wynika z mocno zakorzenionych lewicowych tradycji rodzinnych, ona wynika po prostu z potrzeby pozytywnego działania. Zawsze miałem w sobie żyłkę społecznika. Działalność społeczna to bardzo dobra szkoła życia dla człowieka lewicy. Moja świadoma lewicowa aktywizacja nastąpiła na początku lat 90., kiedy prawica poczuła wiatr w żagle i zaczęła wchodzić z buciorami w życie prywatne moje i moich rówieśników. Wprowadzanie na siłę państwa wyznaniowego, bieda oraz brak perspektyw dla ludzi młodych budziły mój sprzeciw a zarazem dawały impulsy do działania i do politycznej aktywizacji. I dlatego jestem tu gdzie jestem, czyli po lewej stronie (mocy).

Czy Waryński może być patronem całej lewicy? Po zakończeniu współpracy z PD mówi się wiele o konieczności powrotu do korzeni?

- Tak, problem polega na tym, że spora część polityków SLD nie zna korzeni polskiej lewicy. Pytam ich często o to, kto jest dla nich historycznym patronem naszej formacji, wielu na to pytanie odpowiada milczeniem. Waryński natomiast jest idealnym kandydatem na patrona lewicy. Ale również na patrona związków zawodowych. To nie, kto inny jak on zakładał na ziemiach polskich pierwsze „kasy oporu” zalążki związków zawodowych.

Mamy, więc Waryńskiego, Kasprzaka… Ktoś jeszcze?

- Chociażby nestor polskich socjalistów Bolesław Limanowski.

Czyli obracamy się w gronie działaczy robotniczych w z XIX i I połowy XX wieku. Co w takim razie począć z przywódcami PRL-u?

- Lewica w Polsce musi wypracować własne stanowisko w sprawie tego okresu. Jest to absolutna konieczność. Dobrze, że są podejmowane, przez środowiska lewicowe, próby rzetelnej analizy PRL-u, które przybliżają nas do stworzenia spójnego obrazu tamtego okresu. Jednym z takich kroków była konferencja „PRL bez uprzedzeń”, w której niedawno uczestniczyłem. Prawda jest taka, że w PRL-u nie było demokracji parlamentarnej, prawa człowieka były łamane, była cenzura. Ale też, dokonano podstawowych reform społecznych, kwitła polska kultura oraz życie intelektualne. Ludzie uczyli się, pracowali, zakładali rodziny, bawili się – żyli normalnie. Tego przekreślić się nie da. PRL to nie była czarna dziura jak chce tego prawica. Idzie o to, aby te racje wyważyć i przedstawić obiektywnie. Wiem, że nie będzie to łatwe, ale trzeba tego dokonać.

Trudno było wygrać walkę o powrót pomnika Waryńskiego na ulice Warszawy?

- Bardzo trudno. Zaczęło się od tego, że w zeszłym roku zniknęły z powierzchni ziemi zakłady Waryńskiego. Działkę wykupił deweloper, w miejscu gdzie stał pomnik, maja stanąć apartamentowce. Gdyby nikt się Waryńskim nie zainteresował, to zapewne trafiłby na składowisko złomu. Razem z Olimpią Zaborską z „Pokoleń” i Krzysztofem Pilawskim [były zastępca redaktora naczelnego „Trybuny”] powołaliśmy Społeczny Komitet Obrony Pomnika Ludwika Waryńskiego. Chodziliśmy w tej sprawie wszędzie gdzie tylko było można. Pomnik ocalał.

Trzeba było znaleźć nową lokalizację.

- Tak. Najpierw chcieliśmy umiejscowić popiersie Waryńskiego w Parku Szymańskiego. Pomysł ten zablokował PiS. Argument był taki, że to Park Szymańskiego a nie Waryńskiego. O tym, że Edward Szymański, poeta, dziennikarz i satyryk był PPS-owcem, jednolitofrontowym socjalistą nikt pewnie z tych oponentów nie wiedział. Potem znaleźliśmy miejsce w okolicy byłych Zakładów Waryńskiego. Tyle, że na przeciwko znajdował się krzyż o postawienie, którego walczono w latach 80. Miejscowy proboszcz powiedział, że Waryński w pobliżu krzyża stać nie może, bo będą protesty . Nie chcieliśmy walczyć z całą parafią, więc zrezygnowaliśmy z tej lokalizacji. Ostatecznie przywódca „Proletariatu” stanie przy skrzyżowaniu ulic Kasprzaka i Bema. Oczywiście na Woli.

Lokalizacja się znalazła, ale jeszcze trzeba było zdobyć poparcie polityczne.

- Nasze starania zaczęliśmy, gdy Warszawą kierował Kazimierz Marcinkiewicz. Były premier osobiście nas nie przyjął, ale jego dyrektor gabinetu zapewnił, że popiera nasze starania. Gdy po wyborach Warszawą zaczęła rządzić PO przy poparciu lewicy sprawę postawiliśmy na ostrzu noża. PO kręciła nosem, ale w końcu uległa. Zresztą naszą inicjatywę zaakceptowała prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz.

Poszło jak po maśle.

- Niekoniecznie. Były argumenty, że Waryński był komunistą. Dla mnie był socjalistą, obrońcą robotników. Obciążanie go odpowiedzialnością za zbrodnie stalinizmu jest niedorzecznością. Politycy prawicy zarzucali, że był na sztandarach PRL-u. I co z tego? Mieszko I też był.

PiS wam jednak tak łatwo nie odpuścił.

- Tak. I dlatego na sesję rady Woli przygotowałem ulotkę gdzie porównałem życiorysy Waryńskiego i Piłsudskiego. Późniejszy Naczelnik Państwa urodził się 11 lat po przywódcy „Proletariatu”. I jeden i drugi byli socjalistami. I jeden i drugi publikowali w „Przedświcie”. I jeden i drugi był skazany przez carat, jeden na katorgę, drugi na zesłanie w głąb Rosji. Piłsudski przeżył i stał się bohaterem narodowym. Przez wiele lat działał politycznie na lewicy, był znienawidzony przez endecję. Nienawiść zresztą pozostała również wówczas, gdy Piłsudski bardzo oddalił się od lewicy. Te zbieżne elementy życiorysów wprowadziły konsternację i zakłopotanie „jedynie słusznych prawicowych ideologów”.

Pewnie nie lubią Pana w IPN-ie. Oni dzielnie dekomunizują ulicę, a Pan tu stawia pomniki Waryńskiemu.

- Zaskoczę Pana. Można powiedzieć, że z IPN-em miałem dobry kontakt. Zadzwoniłem do oddziału zajmującego się „dekomunizacją” przestrzeni publicznej i zapytałem, jakie mają stanowisko odnośnie Waryńskiego. W odpowiedzi usłyszałem, że nie doszukują się w jego działalności aktów wrogich wobec narodu polskiego, więc mam nawet błogosławieństwo IPN-u.

[Śmiech]

  

 —  

  

Paweł Pawlak  – 39 lat, wiceburmistrz warszawskiej Woli. Przewodniczący wolskiego SLD. Na Woli mieszka od urodzenia. Od lat jest związany ze stołecznym samorządem oraz czynnie działa społecznie.

  

   — 

Ludwik Waryński (ur. 24 września 1856 w Martynówce, zm. 2 marca 1889 w Szlisselburgu) – działacz i ideolog polskiego ruchu socjalistycznego.

Z ideami socjalistycznymi zetknął się podczas studiów w Petersburgu. Za udział w zamieszkach został usunięty za studiów i objęty dozorem policyjnym. Od 1876 przebywał w Warszawie, gdzie zajmował się zakładaniem pierwszych akademickich i robotniczych kółek socjalistycznych w Kongresówce. Zatrudnił się jako ślusarz w fabryce Lilpop, Rau i Loewenstein.

Następnie udał się do Galicji, gdzie również udało mu się założyć pierwsze organizacje socjalistyczne. W 1879 roku został aresztowany przez austriacką policję. Tracił do aresztu, gdzie został pobity. W areszcie spędził jeden rok. W procesie, w którym wygłosił mowę propagującą idee socjalistyczne, został uniewinniony. Udał się do Genewy.

W 1882 r. Waryński powrócił do Warszawy, gdzie założył partię robotniczą pod nazwą Międzynarodowa Socjalno-Rewolucyjna Partia Proletariat, zwana Wielkim Proletariatem.

Został aresztowany przez policję carską w 1883 roku. Więziono go w X pawilonie warszawskiej Cytadeli. W 1885 roku skazano go na 16 lat katorgi. Zmarł w 1889 roku na gruźlicę podczas pobytu w twierdzy szliselburskiej. Miał 33 lata.

Był współpracownikiem i współredaktorem pism socjalistycznych, ,,Równości”, „Przedświtu” i „Proletariatu”. Był jednym z współautorów pierwszego programu socjalistycznego, nazywanego programem brukselskim. W więzieniu ułożył pieśń rewolucyjną „Mazur kajdaniarski”.

Posępny jak mur Szliselburga,
głęboki jak dno owej ciszy,
zza krat, z więziennego podwórka
dobiega go śpiew towarzyszy.

I słucha Waryński, lecz nie wie,
że cienie się w celi zbierają,
powtarza jak niegdyś w Genewie:
Kochani… ja muszę do kraju…

Do Łodzi, Zagłębia, Warszawy
powrócę zawzięty, uparty…
ja muszę… do kraju, do sprawy,
do mas, do roboty, do partii…

(…)

Ach, płuca wyplute nie bolą,
śmierć w szparę judasza zaziera,
z ogromną tęsknotą i wolą
tak trudno lat siedem umierać.

Wypalą się oczy do końca,
a kiedy zabraknie płomienia,
niech myśl, ta pochodnia płonąca,
podpali kamienie więzienia!

Raz jeszcze się dźwignął na boku:
- Ja muszę… tam na mnie czekają…
i upadł w ostatnim krwotoku,
i skonał. I wrócił do kraju.

Władysław Broniewski, Elegia o śmierci Ludwika Waryńskiego

  

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 01.05.2008 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.99968 Seconds