Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Szczuka: Wygra myśliwy. Niestety Drukuj
Kazimiera Szczuka w rozmowie z Mikołajem Syską   
07.06.2010
Mikołaj Syska: Wybierasz się w ogóle na wybory prezydenckie?
Kazimiera Szczuka: Tak.

A na kogo będziesz głosować?
No właśnie jeszcze nie wiem.

Wydaje mi się, że coraz więcej osób ma ten problem i coraz więcej mówi, że nie pójdzie na wybory albo odda nieważny głos.
Tak, można oddać nieważny głos, anarchistycznym zwyczajem, ale żeby to miało sens, należałoby zorganizować coś na kształt kampanii na rzecz nieważnego głosu. W przeciwnym razie większość niezadowolonych po prostu zostanie w domu albo wyjedzie sobie na zieloną trawkę.

Ja też mam ten dylemat. W tym roku po raz pierwszy będę mógł zagłosować i czuję ogromną bezsilność, bo w drugiej turze stanę przed wyborem między miłośnikiem zabijania zwierząt, przyzwalającym na bicie dzieci, a człowiekiem, któremu (jak dobrze opisał Kaczyńskiego Kuroń) często miesza się to, co wie, z tym, co mu się wydaje. Żaden z tych kandydatów nie będzie dobrym rozwiązaniem dla Polski. Dlaczego nie pojawiła się dla nich żadna sensowna alternatywa?
Po pierwsze, SLD bardzo niefortunnie wybrało swojego kandydata. Z przyjemnością zagłosowałabym na Ryszarda Kalisza. Jest wykształcony, odpowiedzialny, lubiany. Lewicowy polityk bez winy i wstydu, aby sparafrazować tytuł znanej niegdyś książki. Przyjaźnił się z Izabelą Jarugą-Nowacką. Kalisz to polityk, ale też adwokat, ma swój język i swój styl. Natomiast Grzegorz Napieralski mógłby działać w każdej formacji jako jeden z licznych wychowanków szkoły marketingu politycznego, którzy lubią mówić o sobie „my, młodzi” a brak poglądów uznają za przejaw profesjonalizmu. Typowy postpolityk. Żaden z niego czarny koń. Dobiegnie do mety, nawet całkiem z siebie zadowolony, ale nawet nie pięć minut po pozostałych koniach tylko dwie godziny po nich.

Kłopotliwa sytuacja. Jarosław Kaczyński, jako niedawny premier i twórca IV RP, kompletnie nie budzi zaufania. Nie tylko nie dotrzymał socjalnych obietnic i „państwo solidarne” powierzył archeologicznej liberałce, pani minister Zycie Gilowskiej. Prezesowi udało się też skutecznie skonfliktować dosłownie ze wszystkimi, od biznesu przez profesurę, mniejszości seksualne i niezależne związki zawodowe, a to, w ciągu dwóch lat, duża sztuka. Poziom niepokoju społecznego panujący w IV RP był bardzo męczący. Nic konkretnego z tego nie wynikało a ludzie chodzili zdenerwowani, wkurzeni albo przestraszeni. O Giertychu z Lepperem nie wspomnę. Środowisko młodej lewicy spopularyzowało tezę, że byli oni tylko symptomem błędów całego okresu transformacji. To prawda, ale mimo wszystko wolałabym, żeby schorzenia systemu nie eksplodowały neofaszystowską wysypką, aby nie powiedzieć owrzodzeniem. No i to owrzodzenie przylgnęło jakoś w moich oczach do prezesa. W mediach stosowano zresztą łagodniejszą metaforę, mowa była o konsumowaniu przystawek. Co kto lubi, jak widać.
No i wreszcie Komorowski. Wąs, dubeltówka, całowanie kobiet po rączkach, kompletny obskurantyzm w sprawach genderowych. On będzie takim…

Dożynkowym prezydentem.
Tak. Dosyć odpowiedzialnym, ale ostatecznie prowincjonalnym i kołtuńskim.

Nie ma dobrych kandydatów. Z sondaży wynika, że ponad 50% Polaków ocenia źle ogólną sytuację Polski, ponad 30% - sytuację gospodarczą. Rośnie poziom niezadowolenia z naszej klasy politycznej. Zastanawiam się, dlaczego ludzie nie manifestują swojego rozczarowania i sprzeciwu wobec tego, co się dzieje z naszą polityką.
Ludzie zawsze będą niezadowoleni. Ale przy całym niezadowoleniu rośnie też przyzwolenie na komercjalizację i korporacyjność polityki. Sfrustrowani wyborcy niedawno sparzyli się na formacjach pozaparlamentarnych, takich jak LPR czy Samoobrona. Wyszło na to, że już lepiej trzymać się tego, co znamy. Oczywiście, to zamknięcie sceny politycznej wynika przede wszystkim z systemu finansowania partii. W zamkniętym systemie komercyjnie zorganizowanej sceny politycznej rozprzestrzenia się model agenta Smitha z Matrixa: samopowielającego się androida „na funkcji”. Smith obsługuje maszynerię kontroli, chociaż sam jej nie programuje. To on jest programowany. Nie muszę chyba dodawać, że agent Smith, czyli po naszemu pan Nikt, jest dość młodym facetem w dość drogim garniturze.

Taki postpolityk.
Tak. Ale ten model polityka-androida ma wielkie zalety. Jest odporny, wytrzymały, wydajny. W Boga wierzyć nie musi, wystarczy, że wierzy w Kościół i rynki finansowe. Może trochę się ta wiara zachwiała przy ostatnim kryzysie, ale nie na tyle, żeby przeprogramować podstawy. Postpolityk jest elastyczny i kompatybilny. Trudno byłoby z tą technologią konkurować pięknoduchom epoki polityki humanistycznej, takim jak Jacek Kuroń, Zofia Kuratowska, Iza Jaruga-Nowacka albo nawet Magdalena Środa. Barwna i różnorodna, a zarazem merytoryczna i ideowa scena polityczna zanikła na rzecz technokratycznego zarządzania emocjami, konfliktami i procedurami.

Jest jakaś szansa, żeby, na tej cynicznej scenie politycznej zrobić coś pozytywnego, np. żeby został przyjęty projekt ustawy o parytecie?
Myślę, że tak. To jest postulat bardzo czytelny, mainstreamowy, należący do europejskiej politgramoty równościowej, w gruncie rzeczy nudny, oczywisty. Pomysł na parytet genderowy jest bardzo otwarty, skierowany do wszystkich formacji od lewa do prawa.

Co trzeba zrobić, żeby wymienić tę zdemoralizowaną klasę polityczną?
No właśnie nie wiem, bo agent Smith ma zdolność samoreprodukcji. Gdyby równość płci, emancypacja mniejszości seksualnych, ochrona środowiska i niezawisłość nauki, a także ochrona praw zwierząt i temu podobne, były opłacalnymi hasłami w świecie marketingu politycznego, na pewno pojawiłyby się osoby gotowe te idee reprezentować. Ale jakoś tak się dziwnie składa, że do słabych idei trzeba silnych osobowości.

Ja uważam, że wśród ludzi młodych jest potencjał buntu. Wszyscy moi znajomi są wkurzeni na politykę i polityków, tyle że przyjmują postawę bierną. Po prostu trzymają się od polityki z daleka. I tu jest szansa dla Krytyki Politycznej, która może tych ludzi zainteresować działalnością społeczną i dać im nadzieję, że mogą odmienić obecną scenę polityczną.
Jasne, to jest słuszna droga. Oczywiście marzę o tym, żeby przy okazji doszło do rewolucji feministycznej. Ale trzeba też brać pod uwagę dłuższą perspektywę i jednak doceniać to, co jest. Scena polityczna jest mdła, konserwatywna, pozbawiona różnorodności, zamknięta, skomercjalizowana, ale daje rodzaj świętego spokoju.

Tylko czy ten święty spokój jest dobry dla nas i dla państwa? Partie polityczne są zdemoralizowane. Mają ogromne budżety, które w całości przeznaczają na reklamy telewizyjne, bilbordy, zamiast zakładać think tanki, tworzyć jakąś podstawę merytoryczną dla swoich programów.
Nie należy liczyć na rewolucję populistyczną. Nie będzie tu rewolucji Leppera, Ziętka, Ikonowicza. Nie będzie też rewolucji Partii Kobiet. Nie wierzę w bunt mas. Niestety, ale i stety.

Jacek Kuroń mówił, że najpierw trzeba budować kapitalizm, żeby potem zbudować socjaldemokrację. Może wreszcie przyszedł czas na realizowanie tego drugiego etapu?
O ile uznamy słuszność decyzji o zastosowaniu na początku lat 90. w Polsce terapii szokowej, bo między środowiskiem Krytyki Politycznej a środowiskiem „Gazety Wyborczej” nie ma w tej sprawie zgody. Kuroń, jak sądzę, cieszyłby się z tego, co robi Krytyka Polityczna i na pewno czegoś takiego mu brakowało. Dziś do odnowienia kontraktu politycznego konieczne byłoby także naruszenie nietykalności Kościoła.

Kościół jest, co było widać po katastrofie smoleńskiej, maszynką do przerabiania tragedii narodowych.
I w ogóle do przejmowania państwa, nie tylko przez rosnący areał ziem i powszechną katechezę – przejmuje reprezentacyjne, symboliczne, kulturotwórcze funkcje państwa.

Wróćmy do wyborów. Nie jesteś zaskoczona, że tak wielu ludzi kultury i sztuki popiera Bronisława Komorowskiego, jednocześnie popierając projekt „1% dla kultury”, któremu PO jest przeciwna? To straszna hipokryzja z ich strony. Poza tym część z nich otwarcie mówi, że, tak właściwie to nie głosują na Komorowskiego, ale przeciw Kaczyńskiemu. Chyba demokratyczne wybory nie polegają na tym, że się głosuje przeciw komuś tylko na kogoś?
A jak nie ma na kogo?
A co do 1% dla kultury, to jakoś się ludziom to jedno z drugim nie łączy. Mnie się łączy i dlatego, jak powiedziałam na początku naszej rozmowy, nie mam pojęcia jak się zachować podczas wyborów.

Mam wrażenie, że coraz więcej osób jest zmęczonych tą atmosferą konfliktu między „elitami”, PO, a PiS-em, Radiem Maryja itd. Ostatnio w ogóle nie mogę czytać gazet, bo połowa „Wyborczej” jest poświęcona jechaniu po Rydzyku czy Poszpieszalskim, a połowa „Rzeczypospolitej” jechaniu po Michniku i wypowiedziach członków komitetu honorowego Komorowskiego. Tyle że coraz większej rzeszy ludzi, ten konflikt w ogóle nie interesuje, bo wynika z jakichś historycznych zaszłości między tymi środowiskami. Poza tym po obydwu stronach wszystko już zostało powiedziano. To robi się już po prostu nudne.
To jest typowo Gombrowiczowska sytuacja. Sam konflikt jest pusty, trzyma ludzi w szachu, wywołuje pewne odruchy na zasadzie symetrii. Oni „buch”, to my „bach”, oni „bach”, to my „buch”. To jest zamknięte koło. Konflikt jest fikcyjny, dotyczy tylko spraw personalnych. Kto komu ukradł strajk, kto skutecznie działał, a kto się woził na czyichś plecach, kto siedział w więzieniu i tak dalej. Ale tak czy owak, niezależnie od tego, która ze stron wygra spór, to i tak ministrem finansów będzie liberał, a prezesem NBP jeszcze większy liberał.

Może w takim razie to dobry pomysł, żeby zorganizować szerszą akcję za oddawaniem głosów nieważnych w ramach sprzeciwu wobec istniejącej klasy politycznej?
Tak, można by wystosować taki apel przed drugą turą wyborów – „Głosuj dwa razy nie” na przykład, ale czy kto by posłuchał? Wygra myśliwy, raczej to jest pewne.
Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 08.06.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.43652 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273