Sasnal, Sasnal: Przeciw kinu ze szkolnej ławki

,
+A -A

Czytaj także

Bogusław Ziętek w rozmowie z Janem Kosińskim
Przemysław Sadura* w rozmowie z Dorotą Olko
Katarzyna Bratkowska* w rozmowie z Janem Smoleńskim
Z Jordi Vaquerem rozmawia Michał Sutowski

To, co mnie dręczy w polskich filmach, to fakt, że kompletnie rezygnują z jakichkolwiek poszukiwań  formalnych. Z Anną Sasnal i Wilhelmem Sasnalem, twórcami filmu Z daleka widok jest piękny, rozmawia Jakub Majmurek.

Jakub Majmurek: Mówiliście, że film jest próbą odpowiedzi za pomocą kina na prace takich badaczy jak Barbara Engelking czy Jan Tomasz Gross. Dlaczego uważacie, że ten temat jest na tyle istotny, by wziąć do ręki kamerę i nakręcić o nim film?


Anna Sasnal: Ja przed projekcją miałam pewne obawy, czy ta historia polsko-żydowska zostanie odczytana przez widzów, ale nie było z tym problemów. Te lektury, które wymieniłeś, to był tylko jeden z powodów, dla których zdecydowaliśmy się nakręcić ten film. Przede wszystkim zdecydowaliśmy się to zrobić dlatego, że nie było do tej pory takiego filmu. Po wydaniu książek Grossa, kino nie podjęło żadnej dyskusji na ten temat. Zresztą reakcje na te pracy były dla nas tak niezrozumiałe, że uznaliśmy za konieczne zabrać głos w tej sprawie – dyskusja, która toczyła się po wydaniu tych książek zainspirowała nas bardziej niż same publikacje.


Wilhelm Sasnal: Część tych książek, jak Złote żniwa Grossa, wyszły już, gdy skończyliśmy film i był w montażu. To jest dla nas szokująca historia, prawda jest okrutna, boli nas, trudno jest się pogodzić z tym, że nasi rodacy zachowywali się w ten sposób. Chcieliśmy jednak nadać naszej historii formę uniwersalną – dlatego ani razu nie pojawia się tam słowo „Żyd”, a film dzieje się współcześnie. Chcieliśmy żeby Historia przez „duże H” była ukryta pod tym, co uniwersalne. 

 

AS: Kiedy rozmawialiśmy, jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć z aktorami, to rzeczywiście ani razu nie padło słowo „Żyd”. To nie był problem, który pojawiał się w dyskusji nad filmem. To miał być film o pewnym rodzaju pożądliwości. I w tym kontekście jest to pożądliwość spełniona, która ma swoje źródło w historii polsko-żydowskiej, historii szabrów i pogromów. To jest coś, co się w naszym przekonaniu w dalszym ciągu rozgrywa.

 

Na ile postrzegacie swój film jako dzieło polityczne?


WS: Ja nie mam złudzeń, wiem, że wszystko jest polityczne.

 

AS: Ja nie wiem, na ile jest to film polityczny, ale dyskusja, która toczyła się po filmie, była bardzo polityczna. Argumenty, jakie w niej padały – że to film z tezą itd. – bardzo przypominały mi dyskusje po wydaniu tych książek, o których wspomniałeś. Realizuje się w nich ten sam mechanizm wyparcia.

 

Dlaczego kino? Dlaczego zdecydowaliście się wypowiedzieć na ten temat właśnie w postaci filmu?

 

AS: Przede wszystkim chyba dlatego, że film pozwala nam się spotkać w pracy. Ja zajmuję się literaturą, Willi jest malarzem, film jest najlepszym sposobem, żeby się gdzieś w pracy spotkać. Dobrze się nam razem pracuje, ja jestem odpowiedzialna za tekst, Wilhelm za obraz, to się jakoś przenika.

 

WS: Od jakiegoś czasu chcieliśmy nakręcić kolejny film – wcześniej zrobiliśmy już jeden, który jest teraz przemontowywany. Nie zastanawialiśmy się nawet, że może ja bym namalował na ten temat jakiś obraz, a Anka coś napisała. Decyzja o zrobieniu filmu była dość naturalna.

 

Do filmu wchodzicie zupełnie z zewnątrz. Czy polskie kino – jego historia i teraźniejszość – było dla was jakimś punktem odniesienia? Mieliście przed oczami inne filmy podejmujące problematykę stosunków polsko-żydowskich albo filmowe obrazy polskiej wsi?

 

WS: Nie robiliśmy tego filmu obok, ale w pewnym kontekście, czy kontraście do tego, w jaki sposób pokazywana jest polska wieś w kinie. Obce jest nam kino magiczne, ale również kino przaśne. Najbliższy nam filmem był Naganiacz Petelskich z Bronisławem Pawlikiem. Była nawet jedna scena, którą nakręciliśmy, scena nagonki…

 

AS: …która w końcu nie weszła do filmu…

 

WS: …która wprost nawiązuje do Naganiacza.

 

AS: To w ogóle najmocniejsza scena w polskim kinie o nieopowiedzianych stosunkach polsko-żydowskich Piękny zimowy pejzaż, Niemcy jadą saniami na polowanie, wyruszają z polskiego dworu, w nagonce idą polscy chłopi. Mijają duże stogi siana. Wszystko jest sfilmowane bardzo powoli. Nagle z krzaków wyrwa się jakieś zwierze, Niemcy strzelają, Polacy naganiają, a potem ze stogów wygrzebują się ludzie, Żydzi, uciekają przez pola. Wszystko cichnie. Rozpoczyna się polowanie. Bez pośpiechu zabijają kobiety, dzieci i starych. Polacy tkwią w miejscu. Tylko jeden granatowy policjant desperacko probuje wyrwać się z tego kręgu z żydowskim dzieckiem w ramionach. Jego też zabijają.


A jak to wyglądało od strony produkcyjnej? Wyprodukowaliście ten film sami? Mieliście pomoc, instytucji takich jak PISF, mających wspierać twórczość filmową w Polsce.


WS: Współpracowaliśmy z galerią z Nowego Jorku, Anton Kern Gallery, z którą stale pracuję. Część pieniędzy wyłożyli oni, część my sami. Sfinansowaliśmy mniej więcej połowę produkcji filmu. Nie pomagała nam żadna instytucja, w ogóle się do żadnej nie zwróciliśmy.


Dlaczego nie próbowaliście szukać finansowania np. w PISF? Byliście przekonani, że projekt nie ma szans?

 

AS: Cała procedura wydawała nam się dosyć uciążliwa od czysto biurokratycznej strony. Opowieści znajomych producentów skutecznie nas zniechęcały. Nie wydaje mi się z kolei, że problemem byłoby (mam przynajmniej taką nadzieję) to, że ubiegamy się o pieniądze na film, który mówi o szabrowaniu, pogromach itd. 

 

Co z dystrybucją tego filmu? Chcecie, żeby funkcjonował w obiegu galeryjnym czy żeby wszedł „normalnie” do kin?

 

WS: Zakładaliśmy od samego początku, że to ma być pełnoprawny film, nie wspierany obrazami czy tekstem. Nie chcieliśmy, żeby był on pokazywany w galeriach, by był traktowany z taryfą ulgową na zasadzie, że „to tylko sztuka”. To jest normalny film, pełny metraż, sformatowany do pokazywania go w kinie.

 

AS: Kwestia dystrybucji jest wciąż otwarta, na razie mamy zamiar zrobić kilka pokazów. Niczego nie planowaliśmy przed premierą na Nowych Horyzontach.

 

Jak w ogóle film trafił na ten festiwal? Roman Gutek się do was zgłosił?

 

AS: Nie, wysłaliśmy go w normalnym, festiwalowym trybie i został przyjęty.


Dlaczego chcieliście go pokazać po raz pierwszy właśnie tam, a nie np. w Gdyni? Względy czasowe?

 

AS: Tak, wszyscy kończyli filmy na Gdynię, ale my nie chcieliśmy zdążyć na Gdynię.

 

WS: Mamy dużo dystansu, nawet nie do samego środowiska filmowego, ale do różnych środowiskowych sytuacji. 

 

AS: Poza tym wydawało nam się, że festiwal Romana Gutka będzie najlepszym miejscem dla premiery tego filmu, a filmy, jakie tam są pokazywane, będą dobrym towarzystwem dla niego.

 

Kino, jakie pokazuje Roman Gutek, było dla was jakąś inspiracją przy tym filmie?

 

WS: Bez dwóch zdań tak. Dumont jest tutaj podstawową inspiracją. Ale to też jest kino Seidla, Haneke. Trzeba też wymienić nazwisko Grzegorza Królikiewicza.

 

AS: W pierwszych komentarzach pojawiły się porównania naszego filmu do Dumonta, było to dla nas bardzo cenne. Dumontowi nikt nie może powiedzieć, że po prostu kręci filmy o francuskiej prowincji.

 

Czy chcecie namieszać jakoś tym filmem w polskim kinie? Czy liczycie, że wprowadzi on nowe języki, nową estetykę, postawi nieobecne w niej problemy?


WS: Nie (śmiech). Królikiewicz wydeptał pewną ścieżkę, ale nie ma niej prawie nikogo poza nim i nie ma tam dużo miejsca.

 

AS: Nie zakładaliśmy, że ten film wywoła na tyle duże zamieszanie, że będzie w stanie skłonić polskich filmowców, którzy wydają się konserwatywni w swoich założeniach i języku, do poszukiwania nowych form.

 

Nie jesteście pierwszymi artystami wizualnymi, którzy kręcą film i wchodzą z nim do kin, w Europie Zachodniej to nierzadka ścieżka, można wymienić przykłady McQueena, czy Grandrieux. Czy uważacie, że szansą na odnowienie polskiego kina mogłoby być wejście do niego ludzi spoza branży?

 

AS: Zdecydowanie tak. Problem polega na tym, że filmy w Polsce kręcą tylko i wyłącznie filmowcy – po dwóch czy trzech szkołach filmowych. To, co mnie dręczy w polskich filmach, to fakt, że skupiają się one wyłącznie na opowiadaniu pewnej historii i kompletnie rezygnują z jakichkolwiek poszukiwań formalnych. Najważniejsza jest nawet nie opowieść, ale anegdota. My z kolei bardzo staraliśmy się, żeby znaleźć dla naszego filmu taką formę, która tę prostą fabułę będzie chronić przed dosłownością, tak by widzowie nie odbierali go jako „filmu o polskiej wsi”.  

 

WS: To, co nas najbardziej drażni w kinie, to brak pewnej podstawowej swobody, dezynwoltury, arogancji w podejściu do filmowej formy.

 

Z czego to wynika, z kształtu edukacji filmowej?

 

WS: Na pewno ze szkoły.

 

AS: Moim zdaniem wynika to z braku zaufania do innych dziedzin sztuki, np. sztuk wizualnych czy literatury. Ani na etapie scenariusza, ani tym bardziej na plan nie wpuszcza się ludzi spoza branży filmowej, którzy nie mają wykształcenia filmowego, ale mają inne doświadczenie, które mogłoby być wspomagające. 

 

A wam podczas pracy na planie nie przeszkadzał brak filmowego wykształcenia?

 

AS: To mogło chyba bardziej przeszkadzać ekipie (śmiech). Ale wygraliśmy jakoś ten plan – głównie jeśli chodzi o aktorów – tym, że jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć spędziliśmy z nimi bardzo dużo czasu.

 

WS: Nie było tak łatwo, musieliśmy walczyć z aktorami, przede wszystkim, żeby wymusić na nich żeby nie grali, żeby nie odgrywali rzeczywistości.

 

Jak wyglądały relacje z ekipą techniczną?

 

AS: To był minimalny plan, bez oświetlenia, z minimalną ekipą dźwiękową, Willi był operatorem.

 

Na ile istotny dla ostatecznego kształtu filmu był montaż?

 

AS: Najpierw sami zmontowaliśmy ten film, tak żeby materiał przypominał to, co napisane było w scenariuszu, ale doszliśmy do ściany. Potem zaczęliśmy montować go na nowo z Beatą Walentowską i wróciliśmy w tym, jak zostały ułożone sceny, do tekstu, który powstał przed scenariuszem. Ten tekst był właściwie napisanym przeze mnie poematem – on stanowił podstawę dla scenariusza.


Ciekawa jest też ścieżka dźwiękowa, nie ma tu ilustracyjnej muzyki prowadzącej widza przez film i podpowiadającej mu emocje, dominują dźwięki z planu…

 

WS: Na początku planowaliśmy zilustrowanie tego filmu muzyką, nie zakładaliśmy od początku, że będzie on aż tak surowy. Jednak z tego zrezygnowaliśmy.

 

Co robicie teraz w kinie? Mówiliśmy, że montujecie poprzedni film?

 

AS: Tak, on był nawet już raz pokazywany, ale nie byliśmy zadowoleni z wyników, Pracujemy nad nową wersją montażu. Będziemy też pisać następny scenariusz. 

 

I o czym to będzie? Wiecie, możecie powiedzieć?

 

AS: Wiemy, ale wolimy nie mówić. Możemy powiedzieć, że nie o miłości, jedna pani pytała nas we Wrocławiu czy teraz nakręcimy teraz coś o miłości – na pewno nie.


Poza miłością jest jeszcze całkiem sporo tematów... Będzie to robione w takim samym modelu produkcyjnym, poza PISF?

 

WS: Tak, sfinansujemy go sami, tym razem przy współpracy z londyńską galerią.

 

sasnalowie.jpg

 

Czytaj też:

Film Anny i Wilhelma Sasnalów nagrodzony na 11. MF Nowe Horyzonty

Majmurek: Cywilizacja szabru

 

Polub Dziennik Opinii na FB   

...

I dobrze że trzymają się z dala od polskiego środowiska filmowego, po kilku rozmowach z polskimi filmowcami można dojść do wniosku, że tego, czego najbardziej nie lubią to kina i filmów. Spróbujcie namówić ich, żeby powiedzieli coś pozytywnego o jakimś filmie, próżny trud.

Multimedia

Świetlica KP "Na granicy"

Żądamy dostępu do morza!

Wideo zostało przygotowane przez dzieci i młodzież z Cieszyna oraz artystów Sylwestra Gałuszkę i Katarzynę Smołę (Kolonia Artystów).

TVKP

Kinga Dunin: Marsz w obronie resztek godności kobiet #Sterniczki

"Lata religii w szkole, propagandy i zawstydzania kobiet zrobiły swoje. (...) Może czas powiedzieć, że aborcja jest czasami dobra, dla kobiety, dla społeczeństwa, więc jest dobra."

Rewolucja 1905

Obchody rocznicy Powstania Łódzkiego - przygotowania

Klip przedstawia pracę Teatru CHOREA nad spektaklem, który odbędzie się w ramach obchodów 111. rocznicy Powstania Łódzkiego – Rewolucji 1905 roku.

Rewolucja 1905

Zaproszenie na 111. rocznicę Powstania Łódzkiego

Zapraszamy na obchody 111. rocznicy Powstania Łódzkiego – Rewolucji 1905 roku. Obchody odbędą się 18 czerwca 2016 roku w Łodzi.