NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Kuczyński: To tanie kredyty i dumping podatkowy wywołały kryzys w Hiszpanii Drukuj
Piotr Kuczyński* w rozmowie z Janem Smoleńskim   
30.05.2011

moneyambert.jpgJan Smoleński, Krytyka Polityczna: Z komentarzy w Polsce można wyciągnąć wniosek, że za kryzys w Hiszpanii odpowiada Jose Zapatero. Czy to prawda?

Piotr Kuczyński: Nie do końca. Hiszpański kryzys związany jest z załamaniem się rynku budowlanego. Boom na tym rynku rozpoczął się w 1998 roku, czyli wtedy, gdy Hiszpania weszła do strefy euro. Zapatero wtedy nie rządził. Od tego momentu stało się możliwe bardzo łatwe uzyskiwanie tanich kredytów. To oczywiście rozkręciło boom na rynku nieruchomości, podobnie jak w USA, z tą różnicą, że w Hiszpanii wynik był i jest dużo gorszy. Zapatero za to nie odpowiada.

To za co odpowiada?

Za to, że nie narzucił odpowiednich regulacji na kasy pożyczkowe, tzw. cajas, które udzielały mnóstwa kredytów hipotecznych bez – jak się wydaje - pomyślunku. Sektor budowlany zwiększył bardzo procentowy udział w PKB. W szczytowym momencie w 2006 roku było to 20 proc. PKB. To ogromna część gospodarki. Ceny nieruchomości od 1998 roku do 2006 wzrosły trzykrotnie. Problem polegał na tym, że budowano – podobnie jak w Stanach – dużo, szybko i niepotrzebnie. To nie był zdrowy rynek. Hiszpański kryzys rozpoczął się w 2006 roku, gdy Zapatero rządził około dwóch lat.

Przyczyną kryzysu w Hiszpanii były tanie kredyty – czyli pośrednio wejście do strefy euro. Ale podobnie było w przypadku Grecji i Irlandii, gdzie niezwykle tanie kredyty nakręciły boom na różnych rynkach. Załamanie na rynku nieruchomości uderzyło w cajas i sektor bankowy. Rząd musiał te instytucje ratować, a to rzecz jasna kosztowało. Kiedy załamał się rynek nieruchomości, bezrobocie skoczyło z 8 do ponad 21 proc. Gdy skoczyło bezrobocie, to wzrosła kwota zasiłków wypłacanych bezrobotnym – prawie o 50 proc., z około 15 mld euro do 30.

Mówi się, że błędem Zapatero było usztywnienie rynku pracy, że to z tego powodu Hiszpania ma tak wysokie bezrobocie. To oczywiste bzdury. Błędem było to, że w 2007 roku obniżył podatki od osób fizycznych i osób prawnych. Ten dumping podatkowy rozpoczął się w Stanach, potem za przykładem poszła Europa, my również. Na marginesie dodam, że gdyby nie obniżka podatków i składki rentowej, to nie mielibyśmy problemów budżetowych, bo w publicznej kasie byłoby o 45 mld złotych więcej. Razem ze zmianą w OFE deficyt budżetowy wynosiłby mniej niż 3 proc. PKB, czyli spełnialibyśmy kryteria z Maastricht.

Deficyt hiszpański również byłby niższy niż obecne 9 proc. PKB, gdyby podatki były wyższe. Bo to właśnie deficyt budżetowy, nie zadłużenie, jest problemem Hiszpanii. Zadłużenie Hiszpanii jest poniżej 55 proc. PKB. USA mają 100 proc. Belgia prawie 100, Włochy 120. Na obecne warunki zadłużenie jest niewielkie. Deficyt jest duży.

Skoro nie ma dramatu, to dlaczego mówi się tak dużo o kryzysie w Hiszpanii?

Z powodu bezrobocia i tego, że gospodarka nie może wyjść z kryzysu.
Kryzysu w Hiszpanii by nie było, gdyby nie rynki finansowe. Każdy kraj można zniszczyć poprzez wpływ credit default swaps (CDS) na dług i robienie sprzężenia zwrotnego. Małe problemy kraju stają się wtedy bardzo poważne. Tak załatwiono Grecję, tak załatwiono Portugalię i Irlandię, więc tak też można załatwić Hiszpanię.

Na czym taki atak polega?

To banalnie proste: wystarczy mieć kilkanaście miliardów dolarów, a w przypadku wielkich graczy (szczególnie jeśli jest ich kilku) to nie jest dużo. Kupujemy CDS, czyli coś w rodzaju ubezpieczenia od bankructwa państwa. Popyt powoduje wzrost cen CDS, co z kolei jest sygnałem dla innych graczy, że ryzyko bankructwa rośnie – skoro „ubezpieczenie” dla niego jest droższe, to „musi” mieć problem. To z kolei powoduje, że gracze niechętnie kupują obligacje państwa lub nawet zaczynają je wyprzedawać. Wtedy obligacje stają się bardziej rentowne – ich oprocentowanie jest wyższe, co generuje sprzężenie zwrotne w postaci wzrostu wartości CDS. Kółko się zamyka i samo napędza, doprowadzając do tego, że płaci się 17 proc. za dziesięcioletnie obligacje, jak w przypadku Grecji. Podsumowując, sytuacja Hiszpanii jest pokłosiem boomu budowlanego, dumpingu podatkowego i braku nadzoru nad udzielaniem kredytów.

Ludzie na Puerta del Sol w Madrycie mają rację, mówiąc, że to oni płacą za kryzys wywołany przez instytucje finansowe?

Tak to wygląda z perspektywy zwykłego Kowalskiego, w tym wypadku, powiedzmy, Sancheza. W rzeczywiście jednak to wina całego systemu finansowego, który prowadzi do takich skutków. Mam wrażenie, że protestujący myślą, że zmienią coś lokalnie. Ja uważam, że trzeba by zmienić cały system. A to, jak pan wie, jest trudne.

Banki przejęły wiele nieruchomości niewypłacalnych kredytobiorców. Problem polega na tym, że na te nieruchomości nie ma popytu. Same banki też nie chcą udzielać kredytów. Jak w takim razie ruszyć hiszpańską gospodarkę?

To pytanie dla wizjonera, ja jestem na etacie analityka (śmiech).
A poważnie: banki przejęły nieruchomości w dość oczywistej sytuacji i mogą trzymać w nadziei na wzrost cen lub wyprzedawać za bezcen i w ten sposób podnosić kapitał. Nie ma cudów, ta ziemia nie zdrożeje szybko, a do cen z czasów końca boomu trzeba będzie czekać kilkadziesiąt lat. A jak ruszyć gospodarkę? Wydaje się, że jedynym rozsądnym kierunkiem jest to, co wszyscy wszystkim doradzają, czyli inwestycje w badania i rozwój, innowacje, nowe technologie (Research and Development, R+D). Niestety w Polsce tego nie robimy… Kiedy kraj ma poważne problemy, to ogranicza wszystkie wydatki, w tym na R+D i kółko się zamyka. Nie bardzo wiadomo, jak z tego wyjść i czasami jedynym wyjściem jest default, czyli bankructwo, jak w przypadku Grecji. Ale to nie jest jeszcze problem Hiszpanii, ich zadłużenie jest dużo niższe niż wielu krajów europejskich.

Grecji zaleca się dramatyczną prywatyzację.

To jedna z możliwości. Ale gdyby Polska wyprzedawała port w Gdańsku lub Szczecinie, to wyszedłbym na ulicę, tak jak Grecy wychodzą przeciwko prywatyzacji portów w Pireusie czy w Salonikach.

Czy kryzysy grecki i hiszpański są ze sobą powiązane?

Oczywiście. Kryzysy w Irlandii, Islandii, Grecji i Hiszpanii miały nieco inne przyczyny. Grecy byli liderami w oszukiwaniu samych siebie – szara strefa i oszustwa podatkowe były tam przeogromne, a podatków nie płacił prawie nikt – i Unii, przy wejściu do strefy euro. Wydawano pieniądze na trzynaste, czternaste pensje przy niewielkich dochodach budżetu. Po wejściu do strefy euro i tanich kredytach oszaleli kompletnie. To się musiało zawalić. W Irlandii i Islandii mieliśmy kryzys sektorów bankowych, które rozdawały kredyty na prawo i lewo. W Hiszpanii posypała się budowlanka. Jednak dwie rzeczy łączą te kryzysy: strefa euro, czyli tanie kredyty, oraz dumping podatkowy, który najlepiej było widać w Irlandii. Wszyscy się zachwycali, jak kraj przyciągał kapitał, ale gdy zaczęły się problemy na rynku finansowym, to stabilne dochody, czyli dochody z podatków, okazały się niewystarczające, by pokryć wydatki.

Żeby była pełna jasność: my też wykonaliśmy ten ruch, ale w nieco innej skali, co oczywiście nie znaczy, że nie mamy problemów. Musieliśmy, tak jak Hiszpania, podnieść VAT, co uderzyło w najbiedniejszych, a nie w najlepiej zarabiających, którzy najwięcej zyskali na obniżce podatków i składki rentowej. W dalszym ciągu na cięciach podatkowych zyskują najzamożniejsi. Z czasem ludzie zaczną wychodzić na ulicę. Różnica między Polską a Hiszpanią jest taka, że w Polsce nadzór finansowy działa prawidłowo, a banki nie angażują się w toksyczne operacje. Menedżerowie polskich baków są mądrzejsi. Albo po prostu mniej chciwi. No i nasz boom budowlany trwał 3-4 lata, a nie 8-9, nie zdążyliśmy się rozpędzić. Nasze zadłużenie wynika przede wszystkim z bezsensownej „reformy” emerytalnej za rządów Buzka. Może nie dało się uniknąć przejścia ze zdefiniowanego świadczenia do zdefiniowanej składki, ale OFE nie były do tego potrzebne. Tak samo jak obniżki podatków.

W zeszłym tygodniu euro, w wyniku m.in. złych wieści z Hiszpanii, straciło na wartości. Czytałem rozbieżne opinie: że to nie wpłynie na realną gospodarkę i że to początek nowego kryzysu, bo cykl koniunkturalny się skrócił i teraz czekają nas cięższe czasy.

Jeśli chodzi o ostatnie osłabienie euro, to nie wiązałbym tego z cyklami koniunkturalnymi. Problem polega na tym, że klika tygodni temu euro szybko zyskiwało na wartości, choć zagrożenia były poważne – w Grecji, Hiszpanii, Portugalii, we Włoszech. Dług Grecji trzeba będzie zrestrukturyzować, na czym banki francuskie i niemieckie stracą około 40-50 miliardów euro. Stracą dlatego, że Grecy będą spłacali faktycznie tylko część swojego zadłużenia. Trudno sobie wyobrazić, by po takim ruchu Irlandia czy Portugalia nie domagały się restrukturyzacji swojego długu. Dlaczego Grecy mają spłacać tylko część, a oni cały? Rynki zaczynają to widzieć, dlatego euro słabnie. Na razie nie ma to nic wspólnego z realną gospodarką, ale w przyszłości może mieć. Choć dla gospodarki Niemiec słabe euro to dar z niebios, bo podnosi konkurencyjność ich eksportu.

Jakiś czas temu agencje ratingowe obniżały rating Hiszpanii, ale chyba największe problemy miały budżety regionalne, nie rząd centralny. Czy daleko idąca decentralizacja po rządach generała Franco – około 45 proc. wydatków kontrolują władze regionalne – utrudnia ratowanie budżetu?

Mówi się, że zadłużenie regionów jest bardzo duże i że jest ukrywane. Dlatego powstał niepokój na rynkach po ostatnich wyborach lokalnych w Hiszpanii. Pewnie więc taki podział kompetencji jakiś wpływ ma, ale nie jestem tu ekspertem.

Czy pańskim zdaniem postulaty osób protestujących w Hiszpanii – większa kontrola nad bankami czy zmniejszenie liczby godzin w dniu pracy, tak by ludzie „dzielili” się dostępną pracą – mają szansę realizacji?

Nie wszystkie oczywiście, tych postulatów jest bardzo dużo. Jednym z nich jest ograniczenie wysokości najwyższych pensji. To raczej nierealne, choć kiedy się patrzy na najwyższe zarobki, to wydaje się, że ten nasz kapitalizm przesadza. Hiszpański ruch nie jest jednolity, nie ma wypracowanego programu, nie ma 21 punktów ze Stoczni Gdańskiej. Wydaje mi się, że protestujący pragną przede wszystkim dwóch rzeczy. Po pierwsze systemu wielopartyjnego, z większym wyborem, a nie dwupartyjnego. Notabene, w Polsce jest duży nacisk na wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych, co na pewno doprowadzi do systemu dwupartyjnego, co moim zdaniem jest złym pomysłem. Po drugie, ważniejsze, chcą zmienić cały system, ale sami nie wiedzą jak. Pomysły na zwiększenie regulacji w sektorze finansowym to pół- albo nawet ćwierćśrodki. W USA wprowadzono reformę systemu finansowego, ale wejdzie ona w życie dopiero za pięć lat, czyli w trakcie albo nawet już po kolejnym dużym kryzysie. Ten ruch może doprowadzić do – nie uniknę tego słowa – europejskiej rewolucji, ale nie widzę na razie zdefiniowanych, realnych celów tego ruchu.

*Piotr Kuczyński - analityk w firmie Xelion - Doradcy Finansowi

Czytaj relacje, komentarze i analizy sytuacji w Hiszpanii w serwisie Democracia Real Ya!

  

Komentarze
Dodaj nowy
Mandark   |30.05.2011 14:26:23
Drobna uwaga:
"wzrosła kwota zasiłków wypłacanych bezrobotnym
Mandark   |30.05.2011 14:42:28
Ucięło mój komentarz. W każdym razie wzrost był o 100% (czyli x2), nie o 50%.
nina  - nie tylko   |30.05.2011 22:20:53
pewnie duzo wiecej czynnikow miala na to wplyw, a u nas spokoj, bo kredyty nie
sa tanie, ale razem z open mozna cos ciekawego i korzystnego wybrac
Bartek   |30.05.2011 22:52:18
Nieźle, skoro "atak" za pomocą CDS-ów jest taki prosty to dlaczego na
dziesiątkach innych państw go nie przeprowadzono. Z pewnością byłoby to jeszcze
łatwiejsze gdyż rynek CDS na Polskę jest zupełnie niepłynny i tym łatwiej na nim
przeprowadzić tkzw. atak spekulacyjny. Hiszpania jest w kryzysie i tu się zgodzę
z Kuczyńskim ze względu na politykę "cajas", które podobnie jak w
wypadku Fannie Mae i Freddie Mac były quasi-PAŃSTWOWE.
Anonimowy   |31.05.2011 01:10:19
hasło przestało działać?!
kot   |31.05.2011 08:55:09
Piotr Kuczyński jedyny w Polsce człowiek, który ma rozum i odwagę aby
powiedzieć, że
gdyby w Polsce nie obniżono podatków ‘biznesowych’ , to
nie byłoby problemów z deficytem i balansowaniem na krawędzi
nierównowagi gospodarczej. Więcejhttp://kot-blog kota.blogspot
skarbnik   |31.05.2011 12:10:25
Na szczęście w polsce są tacy ekonomiści. Nie tylko Rybiński czy tyeż
Balcerowicz
Anonimowy   |31.05.2011 16:03:01
Ależ to nie jest ekonomista!
TTM   |31.05.2011 22:38:56
"gdyby w Polsce nie obniżono podatków
Zamorano   |01.06.2011 02:31:15
Jak zwykle odmienianie przez wszystkie przypadki Fannie Mae i Freddie Mac. Po
sztuczce z nazywaniem wszystkiego socjalizmem (łącznie z robieniem z Greenspana
socjalistą), kolejna sofistyczna sztuczka zaimportowana do jakiegoś think thanku
z USA. Nacjonalizacja Fannie Mae i Freddie Mac to dopiero 2008 rok. Jeśli sobie
np. zakładasz, że jak są ostre kryteria przyznawania hipoteki (bo nieostre to
życie ponad stan w praktycznym wydaniu) to nie ma ryzyka, więc to wszystko przez
Fannie Mae w USA. Ryzyko jest zawsze i hedging będzie zawsze, o ile
wspólnota/państwo/społeczeństwo etc. nie będzie gnoić za takie praktyki.
Smol ekon   |01.06.2011 11:42:47
Nieprawdopodobne, facet odkrył jakiś artykuł z mises.pl, a może nawet usłyszał
coś o ekonomii?
"Od tego momentu stało się możliwe bardzo łatwe uzyskiwanie
tanich kredytów. To oczywiście rozkręciło boom na rynku nieruchomości, podobnie
jak w USA, z tą różnicą, że w Hiszpanii wynik był i jest dużo gorszy."
Wow!!
Bartek  - re:   |01.06.2011 12:09:54
Zamorano napisa?:
Jak zwykle odmienianie przez wszystkie przypadki Fannie Mae i Freddie Mac.
Po sztuczce z nazywaniem wszystkiego socjalizmem (łącznie z robieniem
z Greenspana socjalistą), kolejna sofistyczna sztuczka zaimportowana
do jakiegoś think thanku z USA. Nacjonalizacja Fannie Mae i Freddie Mac
to dopiero 2008 rok. Jeśli sobie np. zakładasz, że jak są ostre
kryteria przyznawania hipoteki (bo nieostre to życie ponad stan w
praktycznym wydaniu) to nie ma ryzyka, więc to wszystko przez Fannie
Mae w USA. Ryzyko jest zawsze i hedging będzie zawsze, o
ile wspólnota/państwo/społeczeństwo etc. nie będzie gnoić za takie
praktyki.[/quote[quote=Zamorano]Jak zwykle odmienianie przez wszystkie
przypadki Fannie Mae i Freddie Mac. Po sztuczce z
nazywaniem wszystkiego socjalizmem (łącznie z robieniem z Greenspana
socjalistą), kolejna sofistyczna sztuczka zaimportowana do jakiegoś think
thanku z USA. Nacjonalizacja Fannie Mae i Freddie Mac to dopiero 2008
rok. Jeśli sobie np. zakładasz, że jak są ostre kryteria przyznawania
hipoteki (bo nieostre to życie ponad stan w praktycznym wydaniu) to
nie ma ryzyka, więc to wszystko przez Fannie Mae w USA. Ryzyko jest zawsze
i hedging będzie zawsze, o ile wspólnota/państwo/społeczeństwo etc.
nie będzie gnoić za takie praktyki.

Nie chodzi mi o nacjonalizację Fannie Mae i Freddie Mac. Chodzi o to, że
pożyczki przez nie udzielane były GWARANTOWANE i wspomagane
przez państwo i przez papiery sekurytyzacyjne (MBS) tworzone na
podstawie tych hipotek nie posiadały praktycznie ryzyka kredytowego. Same
MBSy i CDO ("sprawcy kryzysu") pojawiły się na długo przed
kryzysem, ale dopiero gdy polityka G.W Busha (mieszkanie dla każdego bez
względu na jego dochody) nabrała tempa i Freddie MAc i Fannie
Mae zaczęly na potęgę udzielać hipotek i emitować papiery wartościowe
bez ryzyka o wyższej rentowności niż obligacje skarbowe(!!)
właściwy kryzys się zaczynał. Dlatego napisałem, że FMae i FMac były
QUASI-państwowe czyli nie tyle struktura własnościowa determinowała ich
państwowość,a narzędzia którymi dysponowały.
Bartek   |01.06.2011 12:23:53
Tak poza tym Zamorano wiesz w ogóle co to jest hedging?! Bo z Twojej wypowidzi
wynika, że nie. Hedging to po prostu zabezpieczanie ryzyka (np. walutowego za
pomocą instrumentów pochodnych), więc hedging jest jak najbardziej racjonalnym
działaniem. Chyba, że chodziło Ci o fundusze hedgingowe, a to zupełnie inna
bajka.
Zamorano   |01.06.2011 12:25:42
Mises.pl to nie ekonomia tylko ideologia przecież. Większość polskich fanów
niszowej i radykalnej przecież Szkoły Austriackiej to dwie grupy: licealisci i
studenci na utrzymaniu rodziców. Licealistów i studentów, oraz pracowników
naukowych prowadzących zajęcia na co słabszych uczelniach w naszym kraju dla
których refleksja, ze konsumpcyjna klasa managerska wykształciła się wskutek
chorego systemu motywacyjnego wytworzonego na wolnym rynku, który premiuje
osiąganie krótkoterminowych zysków kosztem,długoterminowej stabilności, jest po
prostu (w sensie ta refleksja) nie do pomyślenia…Bąble spekulacyjne z XVII i
XVIII i XIX wieku fanboje Mises.pl wymazali z kart historii również:D
Zamorano   |01.06.2011 13:14:22
Bartku oddzielenie ryzyka działało tutaj tak, że duże banki w USA od dawna nie
rozmawiały z klientami przez swoich pracowników, tylko przez agencje
brokerskie.To nie był kaprys kilku banków tylko nieuchronny skutek rynkowej
walki o klienta. Banków, które nie chciałyby korzystać z usług brokerskich,
wyeliminowałaby z rynku niewidzialna ręka - bo byłyby droższe i mniej dostępne.
Po drugie papiery wartościowe przez Fanie Mae emitowane nie są explicite
poręczone ani chronione przez państwo. Powszechna jest jednak - zarówno wśród
jej klientów, jak i na rynkach finansowych - opinia, że za Fannie Mae de facto
działa pod parasolem rządu USA. Zjednoczonych. To różnica. Po drugie jaką część
subprime stanowiły Fanie Mae? Azaliż nie około ok. 20% z nich? Nie Fanie Mae
było decydujące. Najogólniej decydujące były pisząc w uproszczeniu: deregulacja
sektora, system motywacji oraz oszustwa księgowe.
Bartek   |01.06.2011 14:11:43
Po pierwsze, tzw. Prime Brokerage, czyli udzielanie usług brokerskich stało się
dominujące bo działaność brokerska była relatywnie rentowna ze względu na
ograniczenie zysków związanych z tradycyjną bankowością poprzez implementacje
wymogów kapitałowych(z resztą słusznie), ale nie jest to bezpośrednią przyczyna
powstania kryzysu, jak już coś to SPVy (shadow banking), które nie były objęte
regulacją. Po drugie Fannie Mae i Freddie Mac udzielały gwarancji na hipoteki
choć zgadzam się nie były one gwarantowane całkowicie przez rząd, ale jednak
dzięki posredniemu wpływowi państwa papiery te (Passtrough securities) posiadały
bardzo niewielkie ryzyko kredytowe. Co innego to Ginnie Mae, których gwarancje
MPSów(Mortage Passtrough Securities) były całkowicie gwarantowane przez rząd
USA. Po trzecie te 3 agencje stanowiły większą część rynku kredytów hipotecznych
w USA. Jeśli mówisz o sektorze subprime czyli tez o CDO czy innych MBSach to
powstały one na bazie hipotek nieracjonalnie przyznawanych właśnie przez te trzy
agencje, choć same CDO CMO, MBS i ABS były tworzone przez prywatne banki.
KrzysztofMazur   |01.06.2011 14:15:09
‘Rząd musiał te instytucje ratować, a to rzecz jasna kosztowało.’ Otóż nie
musiał. Jakby padły to by wszystkim wyszło na zdrowie, oprócz udziałowców.
Bartek   |01.06.2011 14:24:26
I chyba o oddzieleniu ryzyka chodziło Ci o tworzenie SPV, które faktycznie
świadczyły usługi brokerskie, ale nie do końca jest tak, że banki nie stosujące
SPV zniknęłyby z rynku, byłyby po prostu mniej rentowne i tyle. SPV przynosiły
duże zyski bo mogły korzystać z nieograniczonego lewaru. Same SPV były tez
związane z emisją CDO, ale podwaliną popularności CDO był właśnie nieracjonalny
boom na rynku nieruchomości wytworzony przez wspomniane 3 agencje rządowe. Wg.
mnie główną winę ponosi rząd USA (za politykę "kredyt dla każdego" i złą
regulację działności shadow bankingu) i agencje ratingowe za złe obliczenie
ryzyka kredytowego CDO. Pamiętajmy, że same CDO pojawiły się już w latach 80tych
nie mówiąc o MBSach które powstały jeszcze przez II wojną światową. Kryzys
spowodowały dopiero w 2007 roku i dziwnie przypadkowo zbiegło się to z polityką
"kredytową" G.W Busha i Greenspana
kot   |02.06.2011 07:11:50
-Bartek,
-Ma ma do ciebie pytanie:
Czy uważasz, że przyzwolenie na opakowywanie
złych długów w dobre, tak aby najtężsi bankowcy z Islandii i Niemiec nie mogli
się zorientować co kupują to proceder, który powinien być dozwolony, czy nie?
Pytanie drugie
-I czy to właśnie ten proceder spowodował rozlanie się kryzysu na
Europę?
Masz rację,że wielka polityka realizowana jako; domek dla każdego
Amerykanina była istotnym impulsem powstania bańki.
Ta polityka szła
równolegle, jak najbardziej, z polityką prowadzącą do kurczenia się klasy
średniej i wzrostem śmieciowego zatrudnienia. Spróbuj to połączyć i wyjaśnić,
dlaczego?
Slawczan  - Zadziwiające milczenie…   |02.06.2011 15:27:52
@kot - w jednym ze swoich poprzednich postów poruszyłeś problem obniżki
podatków/obciążen dla najzamożniejszych. z tego co pamiętam dało to ok 45 mld zł
na minusie co przy naszym oficialnym deficycie 55mld. Daje sporo do myślenia.
Ale jeszcze więcej daje mi do myślenia zadziwiająca cisza na ten temat.
W swoim
ostatnim poście poruszasz kwestię obrotu tzw. złymi/toksycznymi aktywami przez
banki. Moim zdaniem wszyscy zatrudnieni na wyższych stanowiskach w sektorze
bankowym doskonale wiedzieli co sie dzieje i co się święci ale mieli to
absolutnie w du.ie - mieli obrót, był chwilowy wynik ,sprzedali odp. ilość
kredytów itp. i SKASOWALI PROWIZJĘ.
O tym co się święci wiedziałem już w 2006
roku mimo ,że nie jestem ekonomistą. Mieszkałem wtedy w IRL i kolega namawiał
mnie na zakup domu. Jego argumenty były pozornie logicznie:
-Teraz wynajmujesz
i spłacasz czyjś dom
- Ale ja nie wiem czy chcę się osiedlać w IRL
- Kupuj
na tym nikt nie stracił - sprzedaż dom z hipoteką-to co spłaciłeś+wzrost
wartości domu.Schowasz gotówkę z tej różnicy do kieszeni.
- A skąd wiesz ,że
wzrosnie?
- Napewno wzrośnie od 15 lat ciągle rośnie
- To chyba w koncu
przestanie,w koncu by rosło muszą być stale chętni do kupienia a ów ciągły
wzrost powoduje ,a na tym zależy właścicielom ,że maleje ilość chętnych zdolnych
kupić dom
- Gadasz jak marksista
I teraz byłbym (albo już nie) właścicielm
pięknego domku w IRL z bankiem na karku i modlącym sie o chętnego do
kupna/wynajęcia.
Wracając do sektora bankowego nadal nie pojmuje dlaczego CAŁE
społeczeństwo ma spłacać długi będące wynikiem PRYWATNEJ chciwości. Reakcja
Islandczyków wydaje mi sie zupełnie adekwatna- Kto zyskiwał na tym niech teraz
spłaci
kot   |03.06.2011 00:16:45
-Sławczan, chyba sam sobie odpowiedziałeś na swoje wątpliwości.
Jednak ja tylko
powtórzyłem za Piotrem Kuczyńskim,porównanie zadłużenia i obniżki podatków (to
dla porządku).
Uważam,że tu nie chodzi tylko o równoważność tych liczb, ale o
coś ważniejszego, na co PK zwraca uwagę. Gospodarka potrzebuje równowagi i do
jej zachowania potrzebne są podatki od tych, którzy zagarniają wiekszość zysku
wypracowywanego przez całość społeczeństwa.
Co do ostatniej poruszonej
kwestii.
chciałem zwrócić uwagę,że regulacje, o które znakomicie opisał Spokojny
są po to aby nie dopuszczać w biały dzień do procederu oszustwa. I tu nie chodzi
o chciwość, bo kapitalizm z natury jest chciwy, tylko o regulacje, które nie
zezwalają na dokonywanie takich oszustw.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 03.08.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.22005 Seconds