NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Jasiński: Niewyjaśniona zagadka powstania Drukuj
Z Grzegorzem Jasińskim* rozmawia Wojciech Worotyński   
08.10.2011

Późnym wieczorem 1 sierpnia 1944 roku opuściła Warszawę prawie jedna czwarta tych, którzy stawili się na zbiórkach o godzinie „W”. Na ogół wychodzili zwartymi oddziałami, wynosząc z miasta broń i amunicję, których rozpaczliwie brakowało. Opuszczali Żoliborz, Ochotę, Mokotów, ale także Wolę i Śródmieście. Celem ich marszu były podwarszawskie lasy. Dlaczego żołnierze Armii Krajowej, którzy pięć lat przygotowywali się do podjęcia walki z wrogiem, po kilku godzinach starć opuszczali miasto? Co kierowało ludźmi, którzy ich wyprowadzili?


Wojciech Worotyński: Kto opuścił miasto pierwszego dnia powstania?


powstanie_120.jpgDr Grzegorz Jasiński: Prawdopodobnie znaczna część żołnierzy ze wszystkich obwodów, poza Śródmieściem. Po kolei: prawie wszyscy żołnierze II Obwodu- Żoliborz płk. „Żywiciela”. Została garstka oficerów, która otwarcie nie podporządkowała się rozkazom dowódcy obwodu. Częściowo wyszła Wola, w znacznym stopniu – jakieś 600 – 700 osób – Ochota z płk. „Grzymałą”. Mokotów wychodził na raty, ale to już zaczęło się pierwszej nocy. Z tego, co wiem, wyszły też jakieś pododdziały praskie. Na Okęciu sytuacja była jeszcze inna: te oddziały, który rozpoczęły atak na lotnisko, zostały zmiecione, a reszta się rozproszyła. Generał Kirchmayer w swojej monografii powstania ocenia, że wyszło około 5 – 6 tysięcy powstańców. Wydaje mi się, że jest to szacunek przesadzony, ale na pewno było to powyżej trzech, może cztery tysiące powstańców. Niestety są to dane szacunkowe, bo żaden z badaczy nie zajął się ewenementem, jakim było opuszczenie wówczas miasta.

Dlaczego nazywa to pan ewenementem?

W planie operacyjnym powstania przedstawionym dowódcom obwodów 25 lipca 1944 roku nie ma żadnej wzmianki o możliwości wycofania się do lasów w wypadku niepowodzenia.

A co zakładał plan na wypadek niepowodzenia?

Opracowując jeszcze w 1942 roku założenia planów powstania powszechnego, przyjmowano, że musi ono wybuchnąć w momencie gwarantującym jego powodzenie. Wariantu niepowodzenia nie przyjmowano. Założenie było takie, że trzeba wybrać moment, który będzie gwarantował sukces.

Czy mówi pan, że pułkownik „Monter” (dowódca Okręgu Warszawskiego AK), zawodowy wojskowy, dyplomowany oficer, przygotowując plan powstania, pominął to, co wpaja się w każdej armii dowódcom od szczebla drużyny – odpowiedź na pytanie, co robić w wypadku niepowodzenia ataku? Z czego wynikało w takim razie zachowanie kilu dowódców obwodów, którzy niezależnie od siebie pierwszego dnia walki podejmują decyzję o opuszczeniu miasta przez ich oddziały?

Być może były co do tego jakieś wytyczne ustne na odprawach przed wybuchem powstania.

I przez 67 lat nikt z  historyków zajmujących się powstaniem nie zbadał tego zagadnienia?

Nie, nikt tych pytań nie zadawał.

Skąd ta zgodność decyzji ludzi działających przecież w różnych warunkach i bez kontaktu ze sobą? Czy wyjście było działaniem zorganizowanym?

Byłoby zorganizowane, gdyby dowódcy obwodów porozumieli się z Komendą Okręgu i w uzgodnieniu z nią podjęli decyzję o wyprowadzeniu żołnierzy z miasta po niepowodzeniu pierwszych godzin powstania. Oni próbowali nawiązać łączność z dowództwem okręgu, ale nie byli w stanie tego zrobić i w związku z tym nie mogli dostać zgody na wyjście poza Warszawę. Podejmowali więc decyzje samodzielnie. O zorganizowanym opuszczaniu Warszawy możemy mówić tylko na szczeblu obwodów – a i to nie wszędzie, łączność szwankowała również tutaj i dlatego na Mokotowie zostały na przykład oddziały Zgrupowania „Baszta”.

Dowódcy podjęli więc decyzje na własną rękę, sprzeczne z obowiązującymi rozkazami. Czy postawiono im później jakieś zarzuty?

Kiedy dowództwo okręgu dowiedziało się o decyzjach podjętych w obwodach, wydało kategoryczny rozkaz powrotu. Łączniczce z Żoliborza nakazano jeszcze tej samej nocy wracać i przekazać ten rozkaz „Żywicielowi”. Taki sam rozkaz został skierowany do dowódcy Obwodu Ochota – wracał, ale dopiero po kilkunastu dniach, zginął przedzierając się do Warszawy. Dowódca Mokotowa nie mógł powrócić i został zdjęty ze stanowiska.

Dlaczego oni wyszli?

Decyzja o wyjściu z Żoliborza zapadła wieczorem. Możliwości walki wyczerpały się w niektórych miejscach po kilkunastu, a w innych po kilkudziesięciu minutach. Potem trwały jeszcze bezładne wymiany ognia, ale i one ustały około dwudziestej trzydzieści. Około dwudziestej drugiej podjęto decyzję o opuszczeniu dzielnicy. I nie była to decyzja tylko dowódcy obwodu, została podjęta na zebraniu dowódców rejonów, na jakie podzielony był Żoliborz.

Wynikała ona z poniesionych strat w sile żywej w ciągu pierwszych trzech godzin Powstania. Na Żoliborzu było to około 25 procent żołnierzy poległych, rannych lub zaginionych od siedemnastej do dwudziestej. To są straty w praktyce dezorganizujące oddziały, czyniące je niezdolnymi do dalszej walki bez uzupełnień, odpoczynku, otrząśnięcia się z tego. Cel wyjścia był następujący – połączenie z oddziałami w Puszczy Kampinoskiej, dozbrojenie i przeorganizowanie wojska, którego morale było złe. Liczono też na pomoc z zewnątrz: zrzuty materiałowe i – podświadomie być może – na brygadę spadochronową, choć każdy zawodowy wojskowy wiedział, że pomoc taka nie jest możliwa.

Na ile te oczekiwania były realne?

Pokazał to dalszy bieg wypadków: „Żywiciel” wrócił na Żoliborz 3 sierpnia z jedną trzecią sił, które wyprowadził, straciwszy znaczną część uzbrojenia.
Ale podobne rozterki przeżywało też dowództwo Armii Krajowej. Według relacji jednego z oficerów sztabu „Bora” (Komendant Główny Armii Krajowej), rankiem 2 sierpnia on sam miał zamiar przerwać walki i opuścić Warszawę,; dopiero wieczorem tego dnia dał się przekonać „Monterowi” o konieczności pozostania. Tak twierdzi w swojej książce generał Kirchmayer.

Czy ktoś to sprawdzał?

Nie. Zarówno to, co działo się bezpośrednio przed powstaniem, jak i przebieg jego pierwszych dni, a nawet godzin, nie były przedmiotem zainteresowania historyków. Kluczowe dla przebiegu Powstania kwestie nie zostały do dziś wyjaśnione. Przez lata toczył się spór o przebieg cyklu odpraw Komendy Głównej w dniach poprzedzających Powstanie i do tej pory nie został rozstrzygnięty. Do dziś nie ustalono, czy odprawa z udziałem dowódców obwodów była 25 czy 27 lipca. A to jest kwestia kluczowa. Bez ustalenia tego nie jesteśmy w stanie prześledzić procesu decyzyjnego dotyczącego wybuchu powstania. Front zbliżał się do Warszawy, sytuacja zmieniała się z godziny na godzinę i z wojskowego punktu widzenia dla oceny prawidłowości decyzji o powstaniu ma to zasadnicze znaczenie.

Kiedy powstanie wybuchło, już po kilku godzinach boju wiadomo było, że AK nie jest w stanie zrealizować nawet części zamierzonych celów. I teraz na pytanie o sens dalszej walki można odpowiedzieć, tylko wskazując na nadzieję na pomoc z zewnątrz lub konieczność wynikającą z faktu, że powstańcy wraz z ludnością cywilną są rozstrzeliwani – a przypomnijmy, że powstańcy nie mieli wówczas praw kombatanckich. Bo już wieczorem 1 sierpnia wyciągnięto z domów przy Powązkowskiej około 50 mężczyzn, których potem użyto jako żywej tarczy.

Walczyć nie było czym. Mniej więcej co dziesiąty powstaniec spośród tych, którzy przystąpili do akcji, miał broń długą – jedyną przydatną do walki w mieście. A po paru godzinach walki kończyła się też amunicja. Liczono na zrzuty alianckie właśnie w lasach podwarszawskich. Ale do lasów wcale nie wszyscy wychodzili chętnie. Na Żoliborzu doszło do otwartego sprzeciwu wobec decyzji o wyjściu – rotmistrz Adam Rzeszotarski stwierdził, że „porozrabialiśmy w Warszawie – musimy teraz zostać, żeby chronić ludność cywilną”. I został ze swoim oddziałem.

A jak miał zamiar bronić ludności cywilnej bez broni i amunicji?

Już sama obecność oddziałów AK uniemożliwiała dostęp do terenów zamieszkałych. Pierwszej nocy Niemcy zamknęli się w punktach obronnych.

A jak długo mieliby w nich siedzieć? Przecież nie można było liczyć na to, że nie zorientują się w sytuacji.

Ale tu dochodzimy do kwestii oczekiwania na dalszy ciąg zdarzeń. Spodziewano się, że Niemcy wyjdą z Warszawy albo wkroczą Sowieci. Na dodatek nikt nie wiedział, jaka jest sytuacja w mieście. Nie było łączności ani z Komendą Okręgu, ani z innymi dzielnicami.

Mówimy o pierwszych godzinach powstania, kiedy jeszcze nic nie jest przesądzone, każdy scenariusz jest możliwy. I cały czas używamy określeń „być może”, „prawdopodobnie”…

Nie wiemy mnóstwa rzeczy o podstawowym znaczeniu. Dlaczego na przykład, dysponując niezbyt dużymi i słabo uzbrojonymi siłami, nie skoncentrowano ataków na najważniejszych dla dalszego przebiegu walk obiektach, atakując niemal wszystko, co powodowało rozdrobnienie sił i gwarantowało porażkę. Dziś, po niemal 70 latach, trudno jest to wyjaśnić. Źródła są rozproszone i niespójne, czasem sprzeczne. Na pytanie, dlaczego uderzono na tak wiele obiektów, dowódca powstania, wówczas już generał „Monter”, w relacjach powojennych twierdził, że zakazał ataku na wszystkie obiekty. Ale ponieważ atakowano wszystkie, to albo lokalni dowódcy byli zbyt ambitni, albo „Monter” kłamał. Jest rozkaz operacyjny, który przeczy jego słowom, ale on twierdził, że ustne rozkazy były inne.

Nawet w tomie poświęconym dziejom AK wydanym przez komisję Sztabu Generalnego na Zachodzie w 1957 roku nie ma odpowiedzi na pytanie, czy „Bór” chciał kończyć powstanie 2 sierpnia. Po opracowaniu w latach 50. materiały wyjściowe zostały rozproszone, komisja historyczna przestała działać i trudno się spodziewać wyjaśnienia tych kwestii.

A wracając do tych, co wyszli z Warszawy: nie umiem wyjaśnić zagadki, dlaczego nie ponieśli konsekwencji. Może to świadczyć o tym, że ich działania były zasadne i że taką możliwość przewidywano, bo inaczej konsekwencje musiałyby być wyciągnięte.

*dr Grzegorz Jasiński, historyk zajmujący się powstaniem warszawskim

Całość tekstu Wojciecha Worotyńskiego, którego częścią jest ten wywiad, w najbliższym numerze kwartalnika „Krytyka Polityczna”.

  

Komentarze
Dodaj nowy
Swojski  - Powstanie w Paryzu wspomagali nielewicowi alianci   |10.10.2011 11:50:34
Powstanie w Paryzu wybuchlo jeszcze bardziej spontanicznie, niz to w Warszawie.


To w Paryzu powiodlo sie, to w Warszawie zakonczylo sie tragedia.


Podstawowa roznica jest taka, ze francje wyzwalali nielewicowi alianci - i
pomogli paryskim powstancom.

Warszawa zas byla w rekach lewicowego alianta,
ktory nie udostepnil nawet swoich lotnisk samolotom RAF-u. No i rzecz jasna w
Lublinie pod patronatem Stalina zawiazano sztuczny ‘polski’ rzad Lewicowych
Wladcow.

Powstanie warszawskie upadlo ze wzgledow politycznych, nie zas
wojskowych - jednemu z aliantow bardzo nie wsmak bylo wyzwolenie Warszawy przes
AK.
adam  - Swojski bredzi…   |10.10.2011 13:59:09
pisząc:"Warszawa zaś była w rękach lewicowego alianta,…"
Powstanie
zmiotła Armia Hitlera! Człowieku, albo jesteś ignorantem, albo impregnowanym na
fakty zwolennikiem teorii o sztucznych mgłach i rozpylonym ciekłym helu. Wstyd!
galczu  - a owszem bredzi   |11.10.2011 12:33:55
Nazywanie Amerykanów rzadzonych wtedy chyba jeszcze przez Roosevelta nie
lewicowym aliantem to bzdura. A co ważniejsze, czy dowódcy AK podejmując decyzje
o powstaniu nie zdawali sobie sprawy z tego kim jest Stalin? Tak trudno bylo
przewidzieć jego reakcje? Po wrogach zawsze nalezy sie spodziewać najgorszego,
to chyba oczywiste. Powołanie tzw. lewicowego rządu przez Stalina było
oczywistym sygnałem ujawniającym jego strategie względem Polski. Liczenie na
jego pomoc było w tej sytuacji szaleństwem. Wystarczy pomysleć o ile łatwiej
byłoby przetrwac komunizm gdyby elita wymordowana w Powstaniu przetrwała. A poza
tym a propos tych prawicowo-lewicowych bzdur, walczyły tam różne opcje, nawet
anarchosyndykaliści.
galczu   |11.10.2011 12:38:04
Nazywanie Amerykanów rzadzonych wtedy chyba jeszcze przez Roosevelta nie
lewicowym aliantem to bzdura. A co ważniejsze, czy dowódcy AK podejmując decyzje
o powstaniu nie zdawali sobie sprawy z tego kim jest Stalin? Tak trudno bylo
przewidzieć jego reakcje? Po wrogach zawsze nalezy sie spodziewać najgorszego,
to chyba oczywiste. Powołanie tzw. lewicowego rządu przez Stalina było
oczywistym sygnałem ujawniającym jego strategie względem Polski. Liczenie na
jego pomoc było w tej sytuacji szaleństwem. Wystarczy pomysleć o ile łatwiej
byłoby przetrwac komunizm gdyby elita wymordowana w Powstaniu przetrwała. A poza
tym a propos tych prawicowo-lewicowych bzdur, walczyły tam różne opcje, nawet
anarchosyndykaliści.
Szargut   |11.10.2011 13:42:51
"…nie udostepnil nawet swoich lotnisk samolotom RAF-u."
A gdyby
udostępnił, to co by to zmieniło? Zachodni alianci nie byli zainteresowani PW,
ze Stalinem też nikt z wodzów powstania (ani rządu londyńskiego) nie uzgadniał
żadnych strategii. Po prostu z ówczesnych władców świata nikt w powstaniu nie
miał ani militarnego, ani politycznego interesu. Nawet Anders nazwał ten zryw
zbrodnią.
Swojski  - fakty nazywacie bredniami ???   |11.10.2011 14:48:26
1. Zestawcie sobie sami daty OBU powstan: w Paryzu oraz w Warszawie.

2.
Zestawcie sobie sily powstancow Paryza oraz Warszawy, podobnie sily i kondycje
niemieckich garnizonow oraz wielkosci alianckich armii - pod Paryzem i pod
Warszawa.

3. Od strony strategicznych i militarnych statystyk, powstanie
warszawskie mialo wieksze szanse na sukces niz to w Paryzu.

3A. przyczyna
bezposrednia upadku powstania: aspekt polityczny, nie zas militarny, czyli zla
wola / zdrada.

3. Stalin nie zdradzal swoich antyamerykanskich pogladow ani
w 1941/1642 roku, ani w 1944, owszem kombinowal jak lysy kon pod gorke, ale
Roosevelta to on sie jednak bal (do kwietnia 1645).

4. Pomijam aspekt
psychologiczny - Niemcy dostaja w dupe na dwoch frontach od czerwca 1944 roku. U
boku Armii Czerwonej - Ludowe Wojsko Polskie i agitka polaczonych sil ACz i LWP
o rychlym wyzwoleniu i wezwaniu Polakow do powstania. "Ktos" wycofal LWP
spod granic miasta (Warszawy) w momencie wybuchu powstania… wycofane jednostki
nie uczestniczyly w zadnych dzialaniach operacyjnych przeciwko Niemcom w czasie
powstania

5. galczu - nie badz cyniczny. Ty wiesz, gdzie skonczyla polska
elita po ‘wyzwoleniu’ przez Armie Czerwona. Nawet piloci z bitwy o Anglie nie
mieli co myslec o powrocie do ‘ojczyzny’. ten Anders to tym bardziej.

6.
Powstanie w Paryzu zakonczylo sie sukcesem, gdyz zostalo militarnie wsparte
przez alianckie armie.

6A. powstanie w Warszawie zakonczylo sie zbrodnia
niemiecko-radziecka, gdyz 2 potezne alianckie armie przygladaly sie rzezi znad
prawego brzegu Wisly powstrzymujac pochod tylko na tym odcinku na jakies 2-3
miesiace.

7. w czasie mojego 15-letniego zycia w PRL-u, na polskich drogach
zginelo lub zaznalo trwalego kalectwa tyle samo Polakow co w czasie Powstania
Warszawskiego.

Zdecydowanie uwazam, ze wiekszym bezszensem byla i jest
smierc i trwale kalectwo w wynku wypadkow drogowych niz w wypadku walki w czasie
ktorej zostalo sie zdradzonym.
Stereo  - dzisiaj młodzi adepci intelektu nie widzą faktów t   |12.10.2011 00:40:06
Swojski rzeczowo argumentuje swój punkt widzenia, reszta tzw. amatorów
racjonalego myślenia, chce pokazać swój pazur arogancji, ale to jest właśnie ta
sztuczna mgła która sami wytwarzają…
Słuchając młodych wilczków próbujących
wyrobić sobie wszelkie mozliwe poglądy, byle zawsze były na wierzchu, odechciewa
sie wszelkiej dyskusji…
adrian z radomia  - budapeszt   |13.10.2011 11:15:16
Trzeba sobie jeszcze zadać pytanie jaki los czekał by warszawę gdyby powstanie
nie wybuchło być może taki jaki był udziałem słynnego ostatnio Budapesztu

,,W
wyniku działań zbrojnych, zniszczeniu lub uszkodzeniu uległo 80% budynków w
Budapeszcie, w tym zamek i gmach Parlamentu, a także pięć mostów na Dunaju.

Po
zakończonym oblężeniu żołnierzom radzieckim pozwolono na dwudniowy, niczym nie
kontrolowany rabunek miasta. Dochodziło również do przypadkowych egzekucji, oraz
masowych gwałtów kobiet. W następstwie tych działań ok. 40 tys. cywilów zginęło,
nie znana jet liczba tych którzy zmarli z głodu i chorób. Podczas oblężenia
około 50 tys. kobiet i dziewcząt w wieku od 10 do 70 lat zostało zgwałconych
(choć szacunki podają od 5 tys. do 200 tys.. Węgierskie dziewcząta były
porywane, a następnie przewożone na kwatery żołnierzy Armii Czerwonej, gdzie
były więzione, wielokrotnie gwałcone, a czasami mordowane. Po tych wydarzeniach,
na terenie całych Węgier, ponad 400 tys. kobiet zostało zarejestrowanych jako
zarażone chorobami wenerycznymi na skutek gwałtu"
tak,tak   |13.10.2011 12:51:34
Porównanie losu Budapesztu i Warszawy bardzo trafne. Z drobną korektą-Węgrzy,
wspólnie z Niemcami bronili B. Czyżby autor sugerował coś czego jeszcze nie
wiemy o AK?
Swojski  - @ tak, tak   |14.10.2011 15:42:37
przepatrz sobie argumentacje ‘niezawislych wyrokow sadow’ utworzonych przez
Lewicowych Wladcow w Polsce a dotyczacych zolnierzy AK.

Alianci zachodni
przejrzeli na oczy dopiero we wrzesniu 1945 roku, gdy szyfran GRU nawial w
Kanadzie i przekazal tajne depesze wywiadom Sprzymierzonych.

Los Warszawy
nie bylby inny… na uwagi Churchila o gwaltach wykonywanych przez lewicowych
wojskowych, Stalin sie usmiechajac odparowal, ze chlopcy musza sie przeciez
wyszalec.

amerykanie za swoja armia prowadzili burdele na kolkach. Lewocowi
wladcy nie zadawali sobie takiego trudu, zdecydowanie bardziej na reke byly im
gwalty, w ktorych sami tez brali czynny udzial.

nalezy pamietac, ze Stalin’45
to ta sama cyniczna postac, co Stalin ‘39.

Lewicowe polglowki dobrze o tym
wiedzialy, ale wiedzialy tez ze jedyny cien szansy na uczynienie ich wladcami,
to okreslenie sie po stronie Stalina.
adam  - Tu "młody wilczek"   |17.10.2011 12:39:30
Swojski,Stereo,Adrian - Powstanie Warszawskie dało polskiej opozycji
antykomunistycznej TYLKOjedną rozsadną naukę. Gdy stajesz do walki z silniejszym od siebie, to nie
prezentuj wszystkich swoich atutów tylko cierpliwie czekaj na
jego błędy i wtedy je wykorzystaj. AK w to miejsce zastosowało
strategię "zróbmy szum a Świat usłyszy i się ujmie". Na ten
rodzaj megalomanii cierpimy do dziś, zwłaszcza prawa strona polskiej
polityki.Prawicowi publicysci i wspierający ich komentatorzy najsprawniej posługują
się koncepcją moralnego wzmożenia i inwektywą, co wy
niestety potwierdzacie.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 10.10.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.10776 Seconds