|
Michał Sutowski, Krytyka Polityczna: Problemy systemu ochrony zdrowia to temat dyżurny każdej kampanii wyborczej. Kolejne rządy – Marcinkiewicza, Kaczyńskiego, Tuska – zapowiadają reformy, lecz z punktu widzenia pielęgniarek i położnych sytuacja wciąż jest niedobra. Czy problemy pozostają te same?
Dorota Gardias*: Należałoby się cofnąć do czasu tzw. ustawy wedlowskiej z 22 lipca 2006 – gwarantowała ona pracownikom ochrony zdrowia 30% podwyżki, ale tylko do końca roku 2007. Kazimierz Marcinkiewicz powołał wprawdzie międzyresortowy zespół ds. ochrony zdrowia, który miał opracować rozwiązania na dłuższy okres, ale z jego prac ostatecznie nic nie wynikło. Mimo wielu miesięcy prac i zaangażowania środowiska medycznego, ani ten rząd, ani następny nie sformułował trwałych rozwiązań. I właśnie w tej sytuacji należy szukać źródeł protestów z czerwca 2007 – już za rządów Jarosława Kaczyńskiego.
Czy słynne Białe Miasteczko pod kancelarią premiera odniosło sukces?
Po tym jak skończyłyśmy okupować kancelarię premiera, rozpoczęły się rozmowy, przede wszystkim z ministrem Religą. Ostatecznie skończyły się wyjazdem strony rządowej na urlop. Nie można jednak mówić o porażce protestu, gdyż jeszcze przed samorozwiązaniem Sejmu, we wrześniu 2007 udało się przeforsować ważny zapis ustawowy. Chodzi o słynny „artykuł 59 a”, który przy współpracy naszych ekspertów wprowadzono głosami ówczesnej opozycji, tzn. PO, SLD i Samoobrony. I – trzeba to przyznać – przy pomocy Ewy Kopacz, która wówczas była szefową sejmowej komisji zdrowia.
Co gwarantował ten zapis w ustawie?
Artykuł 59a głosił, że kierownik publicznego ZOZ-u, czyli np. dyrektor szpitala, zobowiązany jest przeznaczyć minimum 40% z różnicy kontraktów NFZ między poszczególnymi latami na podwyżki płac załogi pracowniczej. Podział tych środków miał być ustalany i dokonywany wspólnie ze związkami zawodowymi w danym zakładzie pracy.
Skoro w 2007 się udało, to skąd biorą się dzisiejsze problemy?
Przyczyny są co najmniej dwie. Po pierwsze, rząd Jarosława Kaczyńskiego nie zabezpieczył dodatkowych środków na wypłaty dla lekarzy, które musiały wzrosnąć w związku nową dyrektywą unijną o tygodniowym czasie pracy. Weszła ona w życie w styczniu 2008. Od tego czasu większość puli z artykułu 59a trafiła właśnie do lekarzy, których wynagrodzenia znacznie wzrosły. To dobrze, że lekarze zarabiają więcej, ale w konsekwencji podwyżki dla pielęgniarek i położnych okazały się mizerne albo żadne. Rozdźwięk płacowy między lekarzami i pielęgniarkami od początku 2008 drastycznie wzrósł. Po drugie – kontrola podziału środków jest zbyt słaba. Kolejne kontrole Państwowej Inspekcji Pracy wykazują mnóstwo nieprawidłowości – są szpitale, w których od trzech lat nie było żadnej podwyżki albo były one rozdzielane niezgodnie z ustawą.
Emocje przedwyborcze rozgrzała kwestia własności szpitali – padały oskarżenia kandydatów o plany prywatyzacyjne. Przerzucano się pojęciami: prywatyzacja, komercjalizacja, komunalizacja… Jaki jest stosunek OZZPiP do tych kwestii?
Wojnę na pojęcia zostawmy kandydatom. Dla nas definicje są proste: prywatyzacja oznacza, że dotychczas publiczny ZOZ zaczyna być zarządzany przez podmiot prywatny, a nie jednostkę samorządową, jak obecnie. Natomiast komercjalizacja polega na przekształceniu szpitala w spółkę prawa handlowego. I tutaj nasze stanowisko jest, powiedziałabym, ostrożnie sceptyczne. I to co najmniej z kilku powodów. Dotychczasowa praktyka komercjalizacji szpitali wskazuje, że bardzo często naruszane są w nich prawa pracownicze – zmusza się np. pielęgniarki do przechodzenia na umowy cywilno-prawne. To umożliwia zatrudnianie ich na dużo więcej godzin niż dotychczas za mniejszą stawkę. Jest chyba oczywiste, że odbija się to na pacjencie – czy pielęgniarka lub położna, która pracuje 240 zamiast 160 godzin w miesiącu, może dobrze wykonywać swoje obowiązki? Jej ewentualny błąd może oznaczać życie ludzkie. Przed tym właśnie przestrzegamy kolejne rządy.
Z czego to wynika?
Oczywiście z nastawienia na zysk. To przez to pielęgniarki i położne zatrudnia się fikcyjnie w innym szpitalu należącym do tej samej spółki – podczas gdy faktycznie pracują u siebie w ramach nadgodzin, za które często nie dostają zapłaty. Dyrektorze często „zmuszają” do zmiany formy zatrudnienia na umowy cywilno-prawne właśnie po to, żeby nie płacić nadgodzin. Z tych samych powodów można np. likwidować lub zmniejszać nierentowne oddziały szpitalne. Usługi medyczne przez NFZ nie zawsze są dobrze wycenione. Niektóre świadczenia są bardziej „opłacalne” niż inne. Nie zmienia to jednak faktu, że nieraz pacjent operowany jest w szpitalu niepublicznym, a leczenie ewentualnych powikłań spada na jednostkę publiczną – ponieważ terapia powikłań bywa bardzo droga.
Nie przeczę, że forma spółki sprzyja dyscyplinie finansowej, tylko jakim kosztem się to odbywa? Likwidacja części oddziałów oznacza chociażby konieczność przemieszczania się pacjenta do innego szpitala - często oddalonego o więcej niż 50 kilometrów. Jednocześnie dojdzie wówczas do zwolnień pracowników – pielęgniarek i położnych. Cięcia wydatków będą niestety priorytetem.
Nie chodzi zatem o własność, ale o cel działalności?
Tak, choć oczywiście ewentualne straty spółki mogą przynieść jej upadłość. A wówczas może się pojawić inwestor strategiczny – już prywatny – który przejmie majątek upadłej spółki. I choćby w ten sposób komercjalizacja może być furtką do prywatyzacji. Nie twierdzę, że zawsze – nie mówię też, że przekształcenie szpitali w spółki ma same wady. Obawiam się jednak, że w obecnej sytuacji, przy słabym przygotowaniu samorządów, kadry zarządzającej – efekty mogą być niedobre. Dotychczasowe praktyki – zwłaszcza w kwestii praw pracowniczych – nie napawają optymizmem.
Już w trakcie kampanii wyborczej zaproponowano okrągły stół ds. reformy ochrony zdrowia. Czy to dobry pomysł? Kto powinien w nim uczestniczyć? A może to kolejne puste hasło nastawione na zwrócenie uwagi mediów?
Nie mam wątpliwości, że ochrona zdrowia wymaga reform – i tym samym debaty. Próbą okrągłego stołu był biały szczyt na początku 2008 roku, w którym OZZPiP brał udział. Nie podpisałyśmy się jednak pod jego ustaleniami – chodziło bowiem o przekształcenie obligatoryjne wszystkich placówek ochrony zdrowia w spółki, likwidację kierowniczej kadry pielęgniarskiej i dodatkowe ubezpieczenia. Ustawy zdrowotne PO, które oparto na ustaleniach tego szczytu, zawetował później prezydent Lech Kaczyński.
Ja wolałabym, żeby okrągły stół, z udziałem polityków, ekspertów i środowisk medycznych, odbył się tuż po wyborach. To nie powinien być przedmiot kampanii wyborczej, lecz merytorycznej dyskusji. Wśród polityków są przecież ludzie kompetentni, zdolni do porozumienia ponad podziałami – pamiętamy np. wspólny pomysł ś.p. Zbigniewa Religi, a także Marka Balickiego i Ludwika Dorna z lipca 2008. Ludzie z różnych partii zaproponowali wówczas długofalowy, oparty na wiedzy fachowej, plan naprawy służby zdrowia.Tego systemu nie da się naprawić przez jedną kadencję, dlatego potrzebne jest porozumienie ponadpartyjne. OZZPiP zawsze postulował takie właśnie rozwiązanie – obliczone na wiele lat, wypracowane na przez różne siły polityczne. Podkreślam jednak – po wyborach.
A czy w wyborach OZZPiP poprze któregoś z kandydatów?
Nie. Jesteśmy związkiem zawodowym, a nie partią polityczną – nasze pielęgniarki mają różne poglądy i różne preferencje. Każda z nich decyduje samodzielnie na kogo zagłosuje. Ale po wyborach będziemy oczywiście uważnie słuchać tego, co zwycięski prezydent ma nam do zaoferowania. I mam nadzieję, że to zainteresowanie ochroną zdrowia, tak głośno deklarowane przez kandydatów, nie opadnie tuż po kampanii. Pamiętam dobrze, że gdy zorganizowałyśmy w grudniu 2009, w Sejmie konferencję pt. „Wszyscy jesteśmy pacjentami” – wielu posłów nie znalazło dla nas czasu. Podobnie samorządowcy, których zaprosiliśmy ponad sto osób. Komisja ds. nacisków okazała się ważniejsza.
*Dorota Gardias – przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, wiceprzewodnicząca Forum Związków Zawodowych, w czerwcu 2007 współorganizatorka Białego Miasteczka pod kancelarią prezesa Rady Ministrów.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...