Kopciewicz: Dlaczego warto studiować gender studies?

,
+A -A

Czytaj także

Patrick Bond w rozmowie z Lauren Carroll Harris, Green Left Weekly
Daniella Peled w rozmowie z Janem Smoleńskim
Sławomir Sierakowski w rozmowie z Marcinem Hermanem, Fakt

Studia genderowe zapewniają wgląd w rzeczywistość, budują krytyczną świadomość i dają poczucie sprawstwa.

Jarosław Chabaj: Zacznijmy od sprawy zasadniczej i budzącej wiele kontrowersji, zwłaszcza wśród konserwatywnej części społeczności akademickiej: czy według pani profesor polityczność jest na stałe wpisana w nauki społeczne i ile tej polityczności jest w gender studies?

Prof. Lucyna Kopciewicz: Oczywiście, że polityczność jest wpisana w nauki społeczne i zawsze była. Należy jednak zapytać, co rozumiemy przez polityczność. Czy chodzi o mistyfikowanie i zakłamywanie świadomości, założenie, że istnieje jakaś wersja prawdziwa i poprawna; czy też chodzi po prostu o polityczność związaną z każdą, nawet najdrobniejszą interwencją w świat społeczny, o naruszenie istniejącego układu sił związane z próbą myślenia o zmianie. Nie można faktu polityczności ukrywać i stwarzać zasłony dymnej, twierdząc, że nauki społeczne są apolityczne i w jakimkolwiek stopniu neutralne. Jeżeli ktokolwiek głosi, że realizuje neutralny światopoglądowo, obiektywny projekt, to po prostu kłamie i coś ukrywa. W tym kontekście gender studies są naukami, w których polityczność jest integralnie powiązana z tym, co się współcześnie dzieje w kulturze i społeczeństwie, tzn. jest związana z równym statusem kobiet i mężczyzn, z badaniem tego procesu, z działaniem na jego rzecz, z identyfikacją i przezwyciężaniem barier narosłych wokół niego. Oczywiście jest to proces polityczny i z tego względu bardzo niewygodny, dla niektórych bolesny, szczególnie w Polsce, która jest krajem konserwatywnym. Nikt tu się nie wypiera polityczności.

Często spotykamy się z krytyką gender studies jako tworu zbytecznego, którego zadania śmiało można realizować na pedagogice, socjologii, filozofii czy psychologii. Czy rzeczywiście potrzebny jest nam osobny ośrodek?

Odwołam się tu do swoich badań dotyczących celowości powołania ośrodka gender studies. Wynika z nich, że bardzo ważne jest odrębne, choć nie zamknięte miejsce dla prowadzenia takich badań. Na kierunku pedagogika takie zajęcia pojawiają się w formie fakultetów dopiero na ostatnich latach studiów. Z moich doświadczeń dydaktycznych jasno wynika, że studenci i studentki bardzo żałują, że nie spotkali się z tą tematyką wcześniej, że  chcieliby dowiedzieć się czegoś więcej na temat dyskursu równościowego. Fakultatywność i marginesowość tych programów powoduje, że nie są one dostępne dla wszystkich i ludzie dokładnie nie wiedzą, czym są zajęcia z problematyki genderowej. Sprawę komplikuje również fakt pewnego zamieszania terminologicznego związanego z polskimi odpowiednikami gender, czyli terminami "rodzaj" lub "płeć kulturowa". Bardzo często za gender studies uważa się coś, czym one nie są. Pod etykietką gender studies realizowane są badania i programy, które dotyczą co prawda płci kulturowej czy rodzaju, ale nie wykraczają poza „dyskurs adoracji” obowiązujący między rycerzami i damami, bardzo charakterystyczny dla polskiej kultury. Kwestie te opisała Sławomira Walczewska. Kolejnym nieporozumieniem jest przypisywanie etykietki gender studies pracom, których autorzy odwołują się do zmiennej „płeć”. I ci autorzy są święcie przekonani, że robią studia genderowe, choć wyniki ich prac bardzo często są utrzymane w granicach istniejących stereotypów płci, a więc również je wzmacniają (jeden z takich „badaczy genderowych” relacjonując wyniki własnych badań, nagminnie używał osobliwej kategorii „kobitki”). A już całkowitym nieporozumieniem jest robienie badań, które nazywa się genderowymi, w których łączy się dyskurs kobiecości z mocno zmodyfikowanymi i skomercjalizowanymi hasłami emancypacyjnymi, czego efektem są dylematy wolnościowe rzekomo przeżywane przez współczesne kobiety. Takim „dylematem” jest „pójdę do fryzjera albo do znanego stylisty, kupię sobie sukienkę Dolce&Gabbana i szpilki Manolo Blahnika albo pojadę kopać studnie w Sudanie”. Nazywanie takich badań genderowymi jest nieporozumieniem, bo są one w dalszym ciągu utrzymane w ramach wspomnianego dyskursu adoracji, który daje przyzwolenie komentatorom i recenzentom na formułowanie stwierdzeń typu: „Co się naszym pięknym paniom w ich główkach urodziło?”. W takich „badaniach genderowych” znajdują oni najczęściej uzasadnienie własnych podejrzeń, że kobietom obecnie żyje się na tyle dobrze, że „przewraca się im w głowach”. Nie oznacza to rzecz jasna, że moda czy komercja nie mogą być tematem badań genderowych. Warunkiem możliwości takich pseudogenderowych badań czy programów jest ich usytuowanie na obrzeżach i marginesach – gdzie powstają zarówno rzeczy bardzo dobre i oryginalne, ale też niestety, kiepskie.

Jak by więc pani zdefiniowała gender studies?
Są to badania związane z ideą równego statusu kobiet i mężczyzn, a to jest język, który całkowicie się wymyka „dyskursowi adoracji”. To jest też język, w którym pojawiają się „te trzecie”, feministki. Jest to język, w którym można powiedzieć, że relacje między kobietami i mężczyznami są relacjami hierarchicznymi, opartymi na nierówności, i że można te relacje zmienić. Ten język  jest obcy „dyskursowi adoracji”, dlatego też jednym z zadań ośrodka gender studies jest nauczanie i uczenie się tego „obcego języka” jako warunku rozumienia i życia w kulturze równościowej.

Czy wasz pomysł na gender studies w Gdańsku ma swoją specyfikę, swój osobny charakter? Czy będzie on się różnił od innych, już istniejących tego typu ośrodków?

Tak, nasze gender studies będą się różniły od warszawskich czy krakowskich, ponieważ ten projekt jest pomyślany i inspirowany przede wszystkim krytyczną myślą pedagogiczną. Niezależnie od tego, czy projekt będzie realizowany przy jakimś konkretnym wydziale czy w przestrzeni międzywydziałowej Uniwersytetu Gdańskiego, będzie się ujawniał jego pedagogiczny charakter. Odwołam się do badań sondażowych, które przeprowadziłam w Instytucie Pedagogiki dotyczących oczekiwań względem gender studies. Jasno z nich wynika, że ludzie nimi zainteresowani oczekują nie tylko wiedzy o charakterze ogólnym - dotyczącej feminizmu, problematyki równego statusu, standardów międzynarodowych, prawa unijnego, ale przede wszystkim kompetencji praktycznych, tj. powiązania tej ogólniejszej wiedzy z konkretnym zaangażowaniem i działaniem w obszarze własnej profesji. Co więcej, oczekują nowych kompetencji zawodowych związanych z konstruowaniem i realizowaniem programów równościowych dla różnych grup społecznych czy wiekowych oraz o tych grupach: dzieciach, młodzieży, dorosłych, osobach homoseksualnych. Badania sondażowe wyraźnie ujawniły nam orientację na konstruowanie i realizowanie programów równościowych. A to znaczy, że przeciwnie niż w warszawskich gender studies, gdzie teoria staje się punktem wyjścia dla samodzielnych interwencji w świat społeczny, nam chodziłoby o interwencję w „praktyczną wiedzę” słuchaczek i słuchaczy gdańskich gender studies. Jeśli powołanie podyplomowych gender studies stanie się faktem, a Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego przyzna naszemu zespołowi fundusze na badania (pod koniec stycznia 2010 roku został złożony wniosek o finansowanie projektu badawczego), będziemy mieć również okazję do empirycznego prześledzenia, czy nasze gender studies są „dobrą praktyką” na rzecz zmiany praktycznej wiedzy studentek i studentów, ale i zmiany dokonującej się w kulturze organizacyjnej Uniwersytet Gdańskiego. Funkcjonowanie ośrodka narusza pewien fundament kultury akademickiej, narusza iluzję, że na uniwersytecie płeć nie ma znaczenia. Funkcjonowanie gender studies ma być wstępem do kolejnych pytań, które na pewno zostaną zadane, na przykład o znaczenie płci w kulturze uniwersytetu, o pewne dystynkcje z nią związane, o władzę w uniwersytecie itp.

Czy widzi pani profesor jakieś społeczne i kulturowe zadania dla gender studies w kontekście konserwatyzmu naszego uniwersytetu i całego regionu?

Projekt został przedstawiony Senatowi UG i po niezbędnych uzupełnieniach ponownie trafi pod jego obrady. Myślę, że udało nam się wsadzić kij w mrowisko.Otworzyło się – i to bardzo gwałtownie – pole dla pewnej dyskusji, w następstwie której dowiemy się, czy Uniwersytet Gdański jest gotowy na podpisanie się pod dyskursem równościowym, czy woli ten temat przemilczeć i zamieść pod dywan. Tak na marginesie, muszę wspomnieć, że byłam bardzo mocno namawiana, aby z inicjatywą otwarcia gender studies, która przez wielu jest oceniana jako prestiżowa czy wręcz „modna”, udać się do którejś ze szkół prywatnych, ponieważ wpisuje się ona w politykę podnoszenia atrakcyjności szkoły w oczach potencjalnych studentów. Zastanawiające i niepokojące jest jednak to, że z każdą ciekawą inicjatywą, która cieszy się dość dużym zainteresowaniem, łatwiej jest coś zrobić w szkole prywatnej niż na publicznym uniwersytecie. Oczywiście nie oczekuję aplauzu dla badań genderowych. Właściwie ich kondycji sprzyja atmosfera lekkiego sceptycyzmu. Dla przykładu przytoczę pewną historię. Będąc senatorką reprezentacją młodszych pracowników naukowych Wydziału Nauk Społecznych, przysłuchiwałam się wymianie zdań, w której jeden z senatorów publicznie krytykował i poddawał w wątpliwość istnienie teologii wyzwolenia i teologii feministycznej. W ogólnej atmosferze żartów i śmiechu senator porównał je do równie absurdalnych i nieistniejących konstruktów, jakimi byłyby matematyka czy fizyka feministyczna. A ja sobie pomyślałam, że matematyka feministyczna to by było coś, że to jest właśnie to, czego szukałam! Poczytałam, popytałam, przyjrzałam się zagadnieniu, napisałam projekt badawczy i w lutym 2010 roku otrzymałam decyzję o zakwalifikowaniu mojego projektu do finansowania przez MNiSW. Matematyka feministyczna bardzo się recenzentom spodobała. Dodam, że niedoszłym pogromcą matematyki feministycznej jest profesor Warylewski.

 Czy pan dziekan już wie, że jest ojcem chrzestnym projektu feministycznego?

Jeszcze nie, ale nie mogę się doczekać, kiedy mu o tym powiem i złożę mu publiczne podziękowania. Tak to czasem bywa z badaniami gender, że one powstają z tego, co spada z wielkiego stołu władzy, co jest wyśmiewane i odrzucane jako absurd. Jeśli umiemy to podnieść, nie boimy się przyjąć szyderczego śmiechu, to jest szansa na powstanie ciekawych inicjatyw. Osobiście jestem wdzięczna dziekanowi Warylewskiemu. Obecnie uczestniczę w naprawdę świetnej dyskusji, której prawdopodobnie bym nie odkryła.

Czy nie obawia się pani profesor marginalizacji i przedmiotowego traktowania gender studies, wykorzystania ich do rozgrywek politycznych, które mogą skutecznie utrudniać kolejne inicjatywy równościowe?

Tak, takie ryzyko oczywiście istnieje, ale przy tworzeniu projektu ośrodka zaznaczaliśmy, że nie chcemy zamkniętego kręgu ludzi, którzy będą się zajmowali gender studies. To jest inicjatywa międzywydziałowa, interdyscyplinarna, co już jest pewną gwarancją stworzenia innej przestrzeni w instytucji (takiej „szczeliny istnienia”) i niezamykania się w sztywnych ramach dyscyplinarnych. Niemniej ryzyko takie zawsze istnieje. Mogą się pojawić argumenty, że skoro na Uniwersytecie Gdańskim są gender studies, to jest to dowód na to, że „u nas jest równość”. Gender studies mogą być wykorzystane jako swoisty certyfikat poprawności politycznej, gwarancja spokoju sumienia itp. Natomiast dla nas gwarancją nieskostnienia jest powołanie do życia „miękkiej struktury”, nie zaś nowego wydziału, instytutu czy zakładu. Miękka struktura czy też sieć współpracy gwarantuje otwartość na różne osoby, także spoza uniwersytetu, oraz różne problemy – na przykład niedostatecznie reprezentowaną problematykę queer. Taka elastyczna struktura daje też nam większy komfort w postaci niezależności i niepodatności na naciski władzy. Poza tym zespół ośrodka to nie jest hermetyczny krąg wtajemniczonych, ale są to ludzie, którzy po prostu chcieli się zaangażować w tę inicjatywę. Jeżeli zgłosi się sto kolejnych osób, na pewno wszystkie zostaną przyjęte. Jedynym problemem może być brak wolnych krzeseł.

Chciałbym jeszcze zapytać o szerszy problem. Czy akademizacja dyskursu feministycznego nie jest zagrożeniem dla politycznej siły feminizmu, siły społecznej zmiany?

Istnieje ryzyko stępienia politycznej siły feminizmu, ugrzecznienia feminizmu, próby pokazania, że to jest oswojony dyskurs, który niczego nie narusza i nie zmienia, a jeśli już coś zmienia i narusza, to jedynie w teorii, a nie w rzeczywistości. Oczywiście tego należy się bać i zachowć czujność. Na szczęście w zespole ośrodka i wśród osób „stowarzyszonych” jest spore grono badaczek i badaczy problematyki relacji sił i znaczeń, problematyki dyskursu, a zatem potencjalnych nadużyć w tym obszarze - przemieszczeń, cenzury, przemilczeń czy zawłaszczeń. Czujność jest więc dość mocno związana z naszą profesją. W kontekście ośrodka gender studies taką „czujką” jest również niezamykanie się przed środowiskiem.  Jak wspomniałam wcześniej, nie jest to tylko ośrodek dla pracowników i pracowniczek naukowych Uniwersytetu Gdańskiego, ma to być miejsce partnerskiego dialogu ze środowiskiem. Myślę, że broni nas również praktyczność naszego programu - fakt, że powstał on jako odpowiedź na rzeczywiste potrzeby ludzi chcących nauczyć się czegoś nowego, w zdefiniowanym przez nich obszarze uczenia się.

I już na koniec: dlaczego warto studiować Gender Studies?

Warto, ponieważ są fascynującą dziedziną wiedzy,  która daje wgląd w to, co się dzieje z otaczającą nas rzeczywistością i z nami samymi – kobietami i mężczyznami żyjącymi w warunkach dokonującej się zmiany: z jednej strony umacniania się standardów równości płci, a z drugiej oporu przeciw tym standardom. Gender studies budują krytyczną świadomość, osobistą wiedzę dają potencjał zmiany i poczucie sprawstwa. Z tego względu gdański ośrodek ma szansę stać się istotną i dynamiczną płaszczyzną uczenia się.

Polub Dziennik Opinii na FB   

...

Warto zacytować: Jak by więc pani zdefiniowała gender studies? \"Są to badania związane z ideą równego statusu kobiet i mężczyzn, a to jest język, który całkowicie się wymyka dyskursowi adoracji. To jest też język, w którym pojawiają się te trzecie, feministki. Jest to język, w którym można powiedzieć, że relacje między kobietami i mężczyznami są relacjami hierarchicznymi, opartymi na nierówności, i że można te relacje zmienić. Ten język jest obcy dyskursowi adoracji, dlatego też jednym z zadań ośrodka gender studies jest nauczanie i uczenie się tego obcego języka jako warunku rozumienia i życia w kulturze równościowej.\" Co to do cholery ma wspólnego z definicją? Dalej: \"Na szczęście w zespole ośrodka i wśród osób stowarzyszonych jest spore grono badaczek i badaczy problematyki relacji sił i znaczeń, problematyki dyskursu, a zatem potencjalnych nadużyć w tym obszarze - przemieszczeń, cenzury, przemilczeń czy zawłaszczeń.\" Co to za bzdury??? To przecież nic nie znaczy! Dalej: \"Gender studies budują krytyczną świadomość, osobistą wiedzę dają potencjał zmiany i poczucie sprawstwa.\" I smieszno i straszno.

...

Ano straszno i śmieszno czytać o naukowych obszarach, których się dotąd małym palcem lewej ręki nie chciało ruszyć z lenistwa, złej woli lub ignorancji? Btw, oszałamiający poziom \"krytyki\" mętny fizyku :)

Multimedia

TVKP

Joanna Scheuring-Wielgus o NGO-sach

–NGO-sy od 27 lat wykonują gigantyczną i bardzo ważną pracę. Trzeba ich bronić być może nawet bardziej niż Trybunału – mówiła Joanna Scheuring-Wielgus w programie #Sterniczki Roberta Kowalskiego.

WYDAWNICTWO

"Fanfik" Powieść nie tylko dla nastolatków!

W poznańskim liceum trwają przygotowania do Dnia Niepodległości. Czyja koncepcja zwycięży? Kółko historyczne domaga się patriotycznej akademii. Zespół kabaretowy woli skecze o rogalach świętomarcińskich. Tymczasem szesnastoletnia Tosia ma na głowie poważniejszy problem....

TVKP

Kaszulanis: Powiedzmy wspólnie "Stop reformie edukacji"

– Polska edukacja jest doceniona i chwalona na całym świecie. Do Polski przyjeżdżają kolejne ekipy z całego świata, które kręcą filmy dokumentalne pod hasłem „Polacy, jak wy to robicie, że osiągacie tak świetne wyniki?”. A my ten system teraz burzymy.

TVKP

Krasuska: Trump wygrał wybory, ponieważ przekonał nieprzekonanych

Gościnią "Sterniczek w KP" jest dr Karolina Krasuska. – Trump wygrał wybory, ponieważ przekonał nieprzekonanych, porzuconych przez establishment białych mężczyzn, ale również białe kobiety – mówi dr Karolina Krasuska w programie Roberta Kowalskiego Sterniczki w Krytyce Politycznej.