Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Sierakowski: Czy lewica zdobędzie władzę? Drukuj
Sławomir Sierakowski w rozmowie z Cezarym Michalskim   
11.04.2009

Cezary Michalski: Kapitalizm przeżywa kryzys, porównywany przez niektórych do Wielkiego Kryzysu z roku 1929, a przez innych uważany za jeszcze poważniejszy. Jest to w dodatku kryzys jak z Marksa, niespowodowany przez jakiś terrorystów czy  niszczycieli maszyn, ale przez sprzeczności samego kapitalizmu, który podstawił sobie nogę. Tymczasem lewica nigdy nie była tak słaba jak dzisiaj, politycznie, programowo. Także w Polsce, która w czasach kryzysu już obrywa społecznie, a może oberwać mocniej, jak to zwykle w takich sytuacjach obrywają peryferia kapitalizmu. A jednak lewica tutaj dogorywa. Niegdyś silne związki zawodowe, zamiast strajkować w obronie stoczni, wyprowadzają stamtąd ludzi, lewica polityczna weszła w swoją epokę Konwentu św. Katarzyny, brak też jakichś wizji programowych.

Sławomir Sierakowski:
Przypominając, że Polska to peryferia kapitalizmu, w połowie odpowiedziałeś już na swoje pytanie. Łatwo tutaj zmarginalizować lewicę właśnie dlatego, że kapitalizm jest tu stosunkowo świeży, pojawił się po upadku bloku komunistycznego, przez co obowiązywał nas bezwarunkowy entuzjazm. Nie pojawił się żaden język krytyczny, mechanizmy obronne, silne instytucje równoważące wolny rynek. Transformacja polegała na nadgorliwości w stosunku do kapitalizmu. Tu nie było czasu na dyskusje, jeśli mieliśmy doganiać Zachód. Tu, w imię wychodzenia z komunizmu, zgadzano się nawet na półniewolnictwo, byle pod sztandarem kapitalizmu. Tu zachodnioeuropejskie standardy w dziedzinie prawa pracy czy redystrybucji nazywano eurosklerozą, a nasze postkomunistyczne zdziczenie przedstawiano jako dumny dowód na naszą żywotność, świeżość i młodość. I dziś zamiast z Polski Europę, robimy z Europy Polskę, zaniżając płace i standardy pracy, godząc się harować za grosze i poza związkami zawodowymi.

Peryferyjność to kiepska wymówka dla słabości lewicy. Peryferia zawsze płacą za kryzysy więcej niż centra i dlatego antykapitalistyczne rewolucje nie wybuchały w Nowym Jorku, Londynie czy Paryżu, ale w Petersburgu, Pekinie i Hawanie.

Do Polski dotarł późny kapitalizm. Cyniczny w sensie Sloterdijkowskim, to znaczy ubrany we własne obietnice modernizacji, emancypacji, równości, rozwoju… Dla takiego kapitalizmu kryzys jest usprawiedliwieniem do kolejnych cięć zatrudnienia, do kolejnych obniżek płac. Ten kapitalizm potrafi się posługiwać paternalistycznym językiem współodpowiedzialności. Łatwiej zdławić związki czy zdemontować kolejne zabezpieczenia socjalne w imię „wspólnych wyrzeczeń” związanych z kryzysem. Łatwiej jest wyprowadzić ludzi ze stoczni, kiedy jest kryzys i oni nie mają żadnej nadziei.

Jednak to właśnie w czasie kryzysu niewidzialna ręka rynku, która do tej pory karmiła, pierze po pysku - odbiera miejsca pracy, obniża dochody. Po drugie, ludzie widzą, jak pierwszą rzeczą, którą wielcy bankierzy czy najwięksi gracze giełdowi robią z pomocą państwową, jest wypłacanie z niej sobie gigantycznych premii. Żeby samemu kryzys przeżyć i to luksusowo. O. Zięba czy Jan Paweł II jako specjaliści od kapitalizmu okazali się mniej wiarygodni niż Madoff, prezesi AIG czy ludzie z Golman Sachs i od Sorosa, spekulacyjnie dobijający osłabione waluty czy firmy. Oni wszyscy, właśnie w czasach kryzysu, uczą nas, że istotą kapitalizmu nie jest jakieś tam wzajemne zaufanie, przestrzeganie umów, szacunek dla ludzkiej wolności i tym podobne pierdoły, ale maksymalizacja zysku. Za wszelką cenę, w każdych okolicznościach, choćby najbardziej krótkoterminowa. Kryzys pokazuje, że kapitalizm lepiej został opisany przez Brechta niż w papieskich encyklikach. Zatem, kiedy lewica może się w Polsce przebudzić, jeśli nie teraz?

W Polsce kapitalizm jest trudny do zakwestionowania jako dominująca ideologia - nawet nie praktyka, którą można krytykować, naprawiać, ale właśnie niewywrotna ideologia – bo tutaj neoliberalna rewolucja miała najbardziej czysty, podręcznikowy charakter. Tutaj dzieją się rzeczy dokładnie jak z analiz Laclaua, Mouffe czy Thomasa Franka. Z ich analiz prawicowego populizmu jako fałszywej odpowiedzi na realne problemy i społeczne koszta rewolucji neoliberalnej. Tutaj jako dopełnienie, jako pozorna odpowiedź na rewolucję neoliberalną, na wolny rynek traktowany jako ideologia, zastępujący wszystkie inne mechanizmy, powiązania czy instytucje społeczne, pojawiła się populistyczna rewolta Prawa i Sprawiedliwości. To nie był żaden faszyzm, jak to sobie opowiadali tutejsi liberałowie, mainstreamowcy. To były puste projekty i puste obietnice - sprawiedliwości społecznej, odbudowy silnej wspólnoty – które ukrywały kontynuację zasadniczego modelu neoliberalnej rewolucji. Kaczyńscy przedstawiali się jako solidaryści, a zlikwidowali najwyższy próg podatkowy, obniżyli składkę rentową i podatek spadkowy. Wszystkie napięcia społeczne zostały tutaj przełożone na język prawicowego populizmu, gdzie zamiast o łamaniu prawa pracy, łamaniu praw związkowych czy narastaniu nierówności, mówi się o zagrożeniu, jakim dla wspólnoty narodowej i dla tradycyjnej rodziny są agenci, feministki czy geje. Proponuje się mapę fałszywych antagonizmów, które wychwytują realne napięcia społeczne czy ekonomiczne i nie pozwalają się im artykułować w żaden inny sposób. Do tego podłącza się SLD, oficjalna lewica, która sama budowała neoliberalizm w Polsce, jak więc ma dziś go wiarygodnie krytykować? W takiej martwej strukturze politycznej, kiedy rośnie bezrobocie, likwidowane są całe gałęzie przemysłu i narastają nierówności, jaki spór staje się najbardziej intensywny? Spór o lustrację, spór o przeszłość Wałęsy, spór o Cenckiewicza, Zyzaka… Wszyscy w to grają: PiS, PO, SLD… Ogromna energia bijąca z tych konfliktów o przeszłość to przecież nic innego jak efekt niemożliwości wyartykułowania antagonizmu społecznego na osi ekonomicznej. Ludzie piętnując agentów, Wałęsę itp. rozładowują swoje życiowe frustracje, którym nie sposób zadośćuczynić, bo nie ma takiego kanału w sferze publicznej – czyli wiarygodnej, prawdziwej socjaldemokracji. Media doskonale wzmacniają tę prawicową hegemonię. Z ich pozornym pluralizmem i pozornie ostrymi kłótniami pomiędzy poszczególnymi tytułami: o Wałęsę, o lustrację, o przeszłość, a w rzeczywistości o udziały w rynku medialnym. To dotyczy zarówno największych gazet i telewizji, jak też mediów „walczących o kształt polskiego katolicyzmu”. Jak sobie popatrzysz na „Ucho igielne” - ekonomiczny dodatek do „Tygodnika Powszechnego” i „Kupca warszawskiego” dodawanego do „Naszego Dziennika”, to wbrew pozorom nie różnią się od siebie ani trochę w swoim bezwarunkowym poparciu dla neoliberalizmu. A przecież oba te środowiska toczą ze sobą tak dramatyczne i widowiskowe symboliczne boje. Tak jak istniał neoliberalizm w wydaniu tzw. liberałów gdańskich, tak samo istniał neoliberalizm ZCHN-owski. Nie przypadkiem jako pierwszy premier solidarystycznego ponoć PiS-u pojawił się pochodzący z tego właśnie nurtu Marcinkiewicz. Innym domknięciem hegemonii był pomysł na politykę, jako walkę z autorytaryzmem Kaczyńskich. Pamiętam konferencję Olechowskiego, Wałęsy i Kwaśniewskiego, gdzie wielu wybitnych inteligentów mówiło o prawach człowieka, standardach europejskich, żeby wyegzorcyzmować prawicowy populizm. Dla ludzi w Sochaczewie czy Ożarowie to jest żadna odpowiedź, oni sobie praw człowieka do garnka nie włożą. W 2004 roku, czyli w roku poprzedzającym narodziny IV RP, 59 procent Polaków żyło poniżej minimum socjalnego. Kaczyńscy poprzez retorykę układu dali tym ludziom jakieś wyjaśnienie ich problemów. Tylko że w rzeczywistości bracia są jedynie pożytecznymi idiotami polskiego neoliberalizmu. Cała ta ofensywa elit III RP, które robiły z Kaczyńskich faszystów, pchała ludzi z powrotem pod skrzydła neoliberałów.

Brawurowa analiza. Tyle że Marks czy jego kontynuatorzy przedstawiali podobne diagnozy jako wstęp do scenariusza rewolucji lub choćby odważnej lewicowej reformy. Ty dajesz kolejne alibi dla bezradności polskiej lewicy. Skoro neoliberalna hegemonia jest tutaj nie do ruszenia, to czemu nie zostałeś eurodeputowanym - w Europie lewica jest nieco silniejsza niż tutaj, siły bardziej wyrównane. Jak na pytanie Czernyszewskiego „co robić?” odpowie lewicowiec w Polsce?

Oba lewicowe ugrupowania proponowały ludziom ze środowiska „Krytyki Politycznej” jedynki na swoich listach, wejście do telewizji publicznej, rozmaite rzeczy. Myślisz, że gdybyśmy przyjęli te propozycje i po prostu się dokooptowali, to powstałaby z tego lewica?

W takim razie pozostał buddyzm albo powrót na uczelnię, skoro neoliberalna hegemonia tak skutecznie zarządza społecznymi napięciami za pomocą swojego PO-wiackiego i PiS-owskiego skrzydła. A może wobec braku lewicowej alternatywy pójdziesz do PiS-u jak Ryszard Bugaj? I jak cię o to podejrzewał św. pamięci profesor Bronisław Geremek w wywiadzie dla „Przeglądu”? Skoro to jest jedyna funkcjonalna opozycja dla neoliberałów z PO?


Nie pójdę do PiSu, bo to jest de facto jedna z masek neoliberalizmu. Przez ostatnie lata partia Kaczyńskiego funkcjonuje już właściwie otwarcie jako naganiacz dla PO. Nie wiem, dlaczego tak podniecacie się w „Dzienniku”, że lewica nie odżywa w pół roku od rozpoczęcia kryzysu. To musi potrwać, a sygnałów nadchodzących zmian na świecie nie brakuje. Zbankrutowała ekonomia neoliberalna i dziś podstawowy spór toczony przez teoretyków i praktyków to: czy nacjonalizować czy pobudzać gospodarkę inwestycjami publicznymi. Specyfika bloku postsowieckiego, gdzie po prostu cała klasa polityczna i medialna uwikłana była w budowę neoliberalnego kapitalizmu, sprawia, że do Polski fala zmian dotrze później i pewnie po rozmaitych perturbacjach. A budować alternatywę trzeba od fundamentów. Ot i cała tajemnica słabości polskiej lewicy w obliczu kryzysu i wszystkich lewic, które uwierzyły, że w coraz bogatszym świecie nie stać nas już na państwo opiekuńcze. A jeśli pytasz mnie o radykalną zmianę społeczną, to w światowych debatach na lewicy jest na stole kilka propozycji. Tylko jedna wydaje mi się słuszna, ale przyglądać się warto wszystkim. Jedni ograniczają się do obrony resztek państwa opiekuńczego, to jest „trzecia droga” i socjaldemokracja. Inni mówią o „lukach w systemie”, które trzeba odnaleźć i zagospodarować. Są też ruchy jednej sprawy: ekologicznej, obyczajowej, lokalnej… Jest ucieczka w prywatność, w dobre praktyki dnia codziennego, fair trade, wegetarianizm itp. Jeszcze inni czekają na wybuch „boskiej przemocy” - to jest na przykład Agamben, który choć jest bardzo ciekawym filozofem, to produkując tak ogólne metafory jak ta, że współczesna demokracja liberalna jest obozem koncentracyjnym, faktycznie działa na rzecz akceptacji głównych ram globalnego kapitalizmu. Jest też strategia Hardta i Negriego, mówiących, że kapitalizm informacyjny dąży do pełnego zrealizowania swoich konsekwencji i zamieni się w komunizm. A digitariat czyli faktyczna klasa dominująca społeczeństwa informatycznego, jest potencjalnie lewicowa. Tyle że bardzo pouczające jest spojrzenie, jak ten płynny digitariat, który symbolizuje „królestwo wolności”, okazał się wygodny i komplementarny dla globalnego kapitalizmu. „Królestwo wolności” outsourcinguje pracę do „królestwa konieczności”, które znajduje się w fabrykach globalnych firm w Chinach, gdzie autorytarne państwo knutem pilnuje swoich pracujących niewolników. A jedyne co łączy te dwa królestwa to czysty kapitał. Obok tego wśród teoretyków myśli lewicowej jest strategia nam najbliższa, polegająca na rozmaitych formach walki o hegemonię ideologiczno-polityczną poprzez reartykulację interesów wykluczonych w dyskursie publicznym. Skuteczne wejście w tę sferę pozwala reinwestować zdobyty kapitał symboliczny w rozwój instytucjonalny i tworzenie warunków możliwości dla lewicowej polityki.

To są uniwersalne teorie, a ja pytam o plan politycznego działania dla lewicy w Polsce.

KP stara się od kilku lat taki plan realizować. I jakoś trudno mi zarazić się od Ciebie pesymizmem, bo z niczego zbudowaliśmy najliczniejsze i najsilniejsze instytucjonalnie środowisko polityczne w Polsce. Jakoś nie widać za to następców Tuska i Kaczyńskiego.

Fajnie wypadacie w mediach, wydajecie mnóstwo książek, ale politycznie was nie ma.


Spokojnie, jako środowisko istniejemy raptem od 4-5 lat. Nie wiem, co Polacy mają z politycznego istnienia kilkudziesięciu lewicowych posłów, od nas przynajmniej dostają już w dwudziestu miastach cały szereg imprez kulturalnych, festiwali, debat politycznych. Przyciągamy setki ludzi i angażujemy ich do działalności publicznej, wydajemy kilkadziesiąt książek rocznie, największy periodyk intelektualny w Polsce, zaraz ogłosimy pierwszy program stypendialny do Szwecji dla młodych ekonomistów, socjologów i publicystów, budujemy instytut badawczy. I robimy to bez kilkunastomilionowej dotacji od państwa. Co to znaczy dla ciebie istnieć politycznie? SLD naprawdę istnieje politycznie? Lewica Rosatiego?

Porównujesz się do lewicowego Konwentu św. Katarzyny, do półtrupów, zombies. Mogę w takim razie powiedzieć, że środowisko „Krytyki Politycznej” jest od nich inteligentniejsze, lepiej wykształcone, może nawet bardziej ideowe, ale politycznie słabsze - nawet od nich. A ja nie pytam o twoją zdolność przetrwania, ale o scenariusz przejęcia przez lewicę, jakąkolwiek lewicę, władzy w Polsce. Czy to jest możliwe, skoro prawicową hegemonię wzmacnia tutaj nawet kryzys kapitalizmu, co sam przed chwilą wykazałeś?


Nie wzmacnia, tylko na krótką metę nie zagraża jej, bo nie ma dla niej konkurencji, ale rośnie zaczyn. Akurat analogia do konwentu św. Katarzyny jest dość optymistyczna, bo okres destrukcji na prawicy okazał się twórczy. Tych analogii jest więcej, a wśród nich także to, o co mnie pytasz, czyli realistyczny scenariusz budowy silnej lewicy. Polska prawica po zwycięstwie SLD i Kwaśniewskiego, próbowała odbudowywać się na dwa sposoby. Najpierw przez reprodukcję z pozostałych na scenie politycznej niedobitków. Tak powstała AWS i to się zakończyło fiaskiem. Druga próba okazała się udana, bo polegała na reaktywacji prawicy, ale na zewnątrz istniejącej sceny politycznej, według nowej logiki, nowych struktur, do których dobiera się także starych polityków, którzy jednak funkcjonują już inaczej. I to udało się podwójnie – tak powstała PO i PiS. Ostatnio obserwowaliśmy próbę stworzenia lewicowej wersji AWS-u, zakończoną kłótnią Napieralskiego z Cimoszewiczem. A teraz wyobraź sobie na przykład, że w najbliższych wyborach prezydenckich SLD, które nie będzie miało żadnego porządnego kandydata, traci pierwszeństwo na lewicy na rzecz innego polityka i jego sztabu. A dziś łatwiej znajdziesz dobrego kandydata na wybory prezydenckie poza Sojuszem. Nie chodzi oczywiście o zwycięstwo, ale o przyzwoity drugi albo trzeci wynik. Dodajmy do tego, że taki kandydat może liczyć na poparcie Aleksandra Kwaśniewskiego i Włodzimierza Cimoszewicza, którzy dziś wyrażają publicznie poparcie raczej dla nas niż dla SLD. Timing jest wymarzony, bo niedługo później są wybory parlamentarne i ten atrybut bycia lewicą w Polsce może przeskoczyć z dogorywającego SLD na nową formację. To oczywiście gdybanie, ale jak się pytasz, czy istnieje jakiś realny scenariusz, to proszę bardzo.

Dobijecie trupa SLD i co dalej. Pozostały jeszcze PiS i PO.


Polska polityka, jak każda inna, rządzi się antagonizmami. Przez 15 lat był to antagonizm solidarność-komuniści. Jedna strona była naturalnym beneficjentem porażek drugiej. W 2005 roku narodził się nowy antagonizm, pomiędzy PO i PiS-em. Tak jak SLD było tworem epoki pierwszej transformacji, tak PiS jest tworem późnej transformacji, obydwa są zakładnikami swoich epok. Postępująca wraz z integracją z Zachodem modernizacja Polski to miedzy innymi modernizacja antagonizmu politycznego. W długim okresie PiS, tak jak SLD, jest skazany na oddanie elektoratu socjalnego, bo po prostu nie dba o jego interesy. A komu, to zależy, jak ukształtuje się sfera metapolityki, jakie będą symboliczne sposoby reprezentowania wykluczonych.

Prawicowiec 10 lat temu nie dysponował dyskursem o antagonizmie. Natomiast miał społeczeństwo większościowo konserwatywne, które tylko czekało, aż prawica nauczy się choć trochę polityki. I zamiast kilkunastu partyjek wystawi choćby dwie duże formacje, które zgarną wszystko. Ty, nawet po zastąpieniu SLD, musisz odpowiedzieć na pytanie, jak lewica chce zdobyć władzę nad konserwatywnym społeczeństwem wychodząc z poziomu 7 proc. Nawet w czasie kryzysu kapitalizmu.

Jak wygrywało SLD, to społeczeństwo było podobno zdominowane przez model homo sovieticusa. Teraz jak wygrywa prawica, to społeczeństwo ma być genetycznie konserwatywne. A społeczeństwo amerykańskie albo francuskie jakie jest? Lewicowe czy konserwatywne? Posługujesz się wtórnymi racjonalizacjami. Ludzie mają takie poglądy, jakie mogą znaleźć w sferze publicznej. Gdy dominuje prawica, wszystkim nagle wydaje się, że ludzie są z natury rzeczy prawicowi. Akurat Polska ma maksymalnie nomadyczny elektorat. A jak sobie zajrzysz do deklaracji Polaków zbieranych przez CBOS, to wyjdzie ci, że dominują postawy liberalne światopoglądowo i egalitarne ekonomicznie. Dlaczego ten potencjał nie przekłada się na silną lewicę na scenie politycznej? Bo nie ma na niej wiarygodnej i utrwalonej reprezentacji tych poglądów. Myślisz, że ktoś o liberalnych światopoglądowo poglądach zagłosuje dziś na SLD, po tym, jak SLD sto razy wystawiło go do wiatru? To już woli prawicę, bo aborcję sobie kupi, a prawica mu chociaż podatki obniży.

W Polsce bieda jest bardzo konserwatywna.


Bo w sferze publicznej pozostawiono ludziom tylko jedną drogą wyrażania gniewu społecznego – przez walkę z układem i modlitwę o deszcz. Zbuduj inną, to bieda przestanie być konserwatywna. Polacy nigdy nie weryfikowali polityków z leksykonem lewicowości czy prawicowości w ręku. To jest kwestia modernizacji porządku symbolicznego. Jeśli prawica wygrała walkę o język w sprawach aborcji i zamiast „płód” mówimy „nienarodzone dziecko”, to nie dlatego, że znalazła naturalny genom Polaka, tylko dlatego, że stworzyła i przeforsowała jego językowe opakowanie. A to jest przygodne, a nie zdeterminowane. Prawica ma sojusznika w Kościele, ale lewica w Europie, a nawet w serialach amerykańskich.

Jakby to wyglądało? Przerobienie „nienarodzonego dziecka” ponownie w co? I jak to utoruje lewicy drogę do władzy?


Dzisiaj mamy do czynienia ze spadającym poparciem dla rządu PO, które nie przekłada się na spadek notowań samej PO, ani wzrost PiS-u. Mamy do czynienia ze stopniową podskórną delegitymizacją prawicy, ale istniejący układ jeszcze długo będzie wydawał się silnie zakorzeniony, bo dzięki finansowaniu z budżetu państwa, może się łatwo odtwarzać na scenie politycznej i medialnej. W tej chwili mamy do czynienia z 70-proc. poparciem dla wychowania seksualnego w szkołach. W apogeum polskiej prawicowości więcej jest zwolenników eutanazji niż katolickiej doktryny „naturalnego” życia i śmierci. A 40 proc. ludzi jest za związkami partnerskimi i wstydzi się, że w Polsce jest to temat tabu, czy nawet coś w rodzaju „skandalu”. Postulaty obyczajowe, to nie są kwestie, z którymi można iść osobno, ale powiązane w jeden pakiet z postulatami redystrybucji, obrony gwarancji socjalnych czy  obrony praw pracowniczych - pozwala nie tylko zastąpić SLD, ale walczyć z prawicą o władzę. Bo daje ludziom realny wybór. Odbudowuje w Polsce antagonizm pomiędzy lewicą i prawicą, a nie pomiędzy Wałęsą i historykami z IPN-u, czy pomiędzy Niesiołowskim i Kurskim. Znasz przecież powody, dla których SLD chciał być głównie demokratyczny, nie lewicowy. Ci ludzie po PRL-u chcieli się zalegitymizować jako demokraci, swojscy dla tego narodu, a nie „narzuceni” i „obcy”. Potrzebowali tej legitymizacji od Kościoła. Nowa lewica nie potrzebuje udowadniać że nie została tutaj osadzona przez Rosjan czy jakiś „obcych”, nie potrzebuje legitymizacji od Kościoła. Jej legitymizacją będzie jej lewicowy program. A ludzie, kiedy w ogóle dostaną jakiś wybór, zdecydują, co jest dla nich korzystne, a co nie. Przyjrzyjmy się także  fenomenowi PiS-u, który od początku był partią „nie wszystkich Polaków”. PiS budował swoje poparcie nie poprzez łagodzenie dyskursu, mitygowanie się, aby zdobyć sympatię coraz większej liczby ludzi, lecz poprzez bardzo jasne opowiedzenie się za interesami jednej grupy, nawet jeśli za pomocą języka prawicowego populizmu. Ta wyrazistość dała im wiarygodność, ludzie uwierzyli, że oni posiadają jakiś pomysł polityczny. Ci niezorientowani organizowali się wokół tych, tak silnie zorientowanych. Dlatego PiS, grając na część, mogło uwieść całość.

Scenariusz jest, ale postępów praktyki nie widać. Jeszcze jakieś dwa lata temu prawicowcy rzeczywiście lubili sobie poprzeżywać bojaźń i drżenie widząc wydawanego przez was Żiżka i jego pochwałę Lenina. Rozmawiałem wtedy z pewnym dziennikarzem centro-prawicowym, który powiedział: „ja już wolę Olejniczaka, bo jest plastyczny, cywilizowany, a ludzie od Sierakowskiego są bardziej radykalni, mogą dojść do władzy i zbudować tutaj jakiś komunizm”. Minęło parę lat, wydajecie więcej książek, ale nadal pozostajecie w niszy, poniżej progu uczestnictwa w polityce. I nawet prawica przestała już odczuwać na wasz widok jakiekolwiek drżenie. Dzisiaj w mediach dominuje moje pokolenie dziennikarzy i trochę młodsze. Zwykle centroprawicowe lub co najwyżej centrowe. I to oni zaczęli was wszędzie zapraszać, całkiem jawnie mówiąc: nie chcę promować komucha, bo on jest realny i może mi zaszkodzić. Nie chcę promować „salonu” bo ci ludzie mną pogardzają i także są dla mnie realną konkurencją i zagrożeniem. Więc szukając przeciwnika dla prawicowego polityka czy intelektualisty, zamiast kogoś z SLD czy z „Wyborczej” albo „Polityki”, zapraszają ludzi z „Krytyki Politycznej”. Będąc kwartalnikiem zaczęliście być w mediach elektronicznych pismem lepiej reprezentowanym niż niejeden tygodnik a nawet dziennik. Bo dziennikarska prawica już się was nie boi.

Bez żartów. W mediach jesteśmy obecni od pierwszego numeru „KP”. Sam napisałeś jedną z pierwszych recenzji i nie była o tym, że się nas boisz. Jest wiele środowisk, których twoi prawicowi koledzy z pewnością nie powinni się obawiać, a jakoś nie widać ich w mediach. Po pierwsze, myśmy od początku chcieli pisać w wielu gazetach, żeby stworzyć odrębny – podpisany szyldem pisma – głos. Po drugie, prawicowe media od początku chciały nas drukować, bo byliśmy pierwszym pokoleniem lewicy, które nie odwołuje się do PRL i bardzo dobrze. Po trzecie, kulturowy kapitalizm ma to do siebie, że jest otwarty, bo każdego chce wciągnąć do swojej oferty rynkowej – umie domykać się swoimi własnymi przeciwnikami. To może być zagrożeniem, ale może też być szansą, tym bardziej, że nie ma innego wyjścia – pozostając na zewnątrz faktycznie legitymizujesz mainstream, który i tak przyjdzie i cie kiedyś opisze, bo musi co dzień zapełniać kolejne kolumny. Myśmy od początku byli dość dobrze przygotowani na to, żeby umieć wykorzystywać tę otwartość systemu. Nam jest dzisiaj łatwiej przyciągać ludzi, zdobywać pieniądze, możemy coraz szybciej się rozwijać. A czy to wszystko przyniesie ostateczny sukces jest niezależne od tego, co myślą prawicowi dziennikarze.

Oni się was bali, bo sądzili, że będziecie dużymi graczami politycznymi, będziecie dystrybuować liczące się frukta: od sejmu po media. Tymczasem mimo upływu lat tak się nie stało, może nie stanie się nigdy.


Za wszystkim twoimi pytaniami kryje się całkowicie cyniczne rozumowanie - kto ma siłę, ten ma rację. Kto nie dorwał się do konfitur, zasługuje na wyszydzenie. W ten sposób sam tworzysz ład, który drugą ręką krytykujesz. W istocie chodzi tu o dwa problemy. Władzę globalnego kapitalizmu, która jest rozproszona, lecz dyktuje warunki wszystkim państwom na świecie. Oraz postpolitykę, władzę politycznego spektaklu i marketingu, która jest wobec tej pierwszej funkcjonalna. Pytasz mnie o to, jak Krytyka Polityczna zamierza obalić globalny kapitalizm, czy w jaki sposób zamierzamy się dorwać do koryta?  A gdyby nam się to udało, będziesz pytał, czy nie zdradziliśmy ideałów? Nawet jeśli mamy plan, jak to zrobić, to nie wiem, czemu właśnie w „Dzienniku” miałbym go zdradzać. Przyzwoite media powinny zajmować się uczciwym przedstawianiem rozmaitych racji w kwestiach ideowych oraz konkretnych, a nie ekscytować się niezdrowo walką o podział tortu. Gdybym po prostu chciał się najeść tego tortu, tobym to zrobił. A tak odpowiadam ci na pytania, czemu nie robimy rzeczy niemożliwych do zrobienia. Czemu nie zdobyliśmy jeszcze władzy w Polsce, nie zawłaszczyliśmy wszystkich mediów? Między innymi dlatego, że nam naprawdę chodzi o zmianę, a nie o dorwanie się do stanowisk. Polityka to każde wpływanie na kształt rzeczywistości. Na społeczną świadomość, na współrzędne politycznego sporu, na zachowania ludzi, na to, jak będzie się zmieniał świat. Jeśli może w tym pomóc tradycyjnie uprawiana polityka, to też zamierzamy na nią wpływać: wchodząc do gry albo oddziałując na jej aktorów. Zapewne nie obalimy za twojego życia władzy globalnego kapitału, nie zmienimy medialnej demokracji w ideał z pism teoretyków. Ale zrobimy wszystko, co się da zrobić w istniejących warunkach, żeby świat był trochę lepszy. I użyjemy do tego rozmaitych dostępnych środków.
Czuję się silniejszy nie wtedy, kiedy jestem częścią istniejącej układanki, np. gdybym zdecydował się wejść do SLD. Jestem silniejszy, bo powstają coraz lepsze fundamenty dla lewicowej polityki, bo jest nas coraz więcej, bo na przykład istnieją dziś tacy ekonomiści jak Marcin Piątkowski czy Piotr Kuczyński, których głos trzy lata temu był niesłyszalny. Będę jeszcze silniejszy, kiedy znajdzie się rząd, który z ich wiedzy skorzysta, nawet jeśli to nie będzie mój rząd. 

Wywiad ukazał się w „Europie” z 11 kwietnia 2009.

Komentarze
Dodaj nowy
Amel   |11.04.2009 14:13:22
Michalski, ze swojego konserwatywnego skrzydłą, partycypuje głównie przez
pryzmat cynicznie pojmowanej "władzy", czyli, jak nie jesteś w patrii,
która ma największą reprezentację, to cię nie ma, nie masz po co się
starać.
Sierakowski, zbił go werbalnie i udowodnił, że Krytyka to jest coś
więcej, niż tylko pospolite ruszenie na kolejne wybory. Tworzy się pełny,
kompletny polityczny projekt na przyszłość.
jwk   |11.04.2009 14:34:12
Błyskotliwa analiza! Szkoda tylko, że z resztkami złudzeń co do intencji
postkomuny. Cimoszewicz i Kwaśniewski zaszkodzili lewicy nie mniej niż Miller et
consortes.
Tolek Banan   |11.04.2009 17:11:59
To dobrze, że Michalski przeszedł od umizgów wobec Sierakowskiego do konkretnych
pytań. Bo o tym, że lider KP cechuje się talentem do autoreklamy (wszystko, co
robi KP jest najlepsze, jedyne, wyjątkowe, niesamowite itd.) i skłonnością do
bufonady, to już wiemy od dawna. A w polityce, zwłaszcza nastawionej na realne
zmiany, nie można być ciągle młodym, obiecującym, nadzieją itp. Przychodzi taki
moment, że zamiast chwalenia przez kolegów, ktoś mówi: sprawdzam. I wtedy się
okazuje, że za intensywną autoreklamą kryją się spotkania dyskusyjne dla 30
ex-eseldowców albo dla 100 hiphopowców oraz kwartalnik ukazujący się dwa razy w
roku, który kupuje kilka tysięcy osób, z czego połowa ze snobizmu. Aha, są też
jeszcze medialne karierki, ale to akurat nie jest ani trochę lewicowe, a jak
świadczy przykład zachodniej New Left, błyskotliwe kariery jej liderów ani
trochę nie przeszkodziły neoliberalnej fali. Można się oczywiście w
nieskończoność nadymać i przechwalać poparciem od Cimoszewicza, ale większe
sukcesy w realnej prospołecznej polityce miał choćby Lepper niż Sierakowski, w
dodatku bez poparcia medialnego i politycznego establishmentu.
kot   |11.04.2009 17:33:29
,, Polska polityka, jak każda inna rządzi się antagonizmami,,.
Hegemonia i
antagonizm Laclau, Mouffe i ,, niemożliwości wyartykułowania antagonizmu
społecznego na planie ekonomicznym ,, Czy też konflikt klasowy opisany przez
Thomasa Franka? To dwie strony tego samego.
Ciężko będzie wprowadzić do
języka symbolicznego w Polsce- pojecie klasy politycznej identyfikującej swój
interes klasowy, lecz bez tego nie będzie możliwe zidentyfikowanie stron
antagonizmu. Każdy antagonizm w Polskiej polityce był nazywany: komuchy -
solidarność, prezydent-premier itp. Nie ma rady nie będzie lewicy jeśli się
nie nazwie, nie zidentyfikuje stron antagonizmu i nie wprowadzi tej nazwy do
popularnego języka symbolicznego.
Ma to także inne reperkusje. Czy to elita,
pomijając zainteresowanych ma działać na rzecz tych 59% żyjących poniżej
minimum socjalnego? Czy też uświadomić tym 59%, że ich marny los w
dwudziestym pierwszym wieku , to nie konieczność, i nie ich nieudacznictwo.
kot   |12.04.2009 04:29:24
Krasowski w tym numerze Europy udawania wywiadami, że bunt młodych ,
rewolucyjna determinacja, to przyszła baza: dla rządów Schroedera, Blaira czy
Millera (&&&&..!?), wycinanie się wzajemne lewic -to wentyl bezpieczeństwa
pomagający zachować i utrwalić hegemonie dotychczasową.
Tymczasem mamy do
czynienia z paradoksem konstrukcji ustrojowej. W ciągu jednego pokolenia
wysoko zarabiający zwiększyli swoje dochody dziesięciokrotnie, średnio
zarabiający albo zatrzymali się na poziomie z przed lat albo popadli w
biedę. Klasa średnia skurczyła się.
Jest to normalne zjawisko klasowego
dostępu- lub jego braku-do dóbr. Tak było przez wieki gdy wszystkiego było za
mało i dla wszystkich nie starczało. Teraz gdy dla wszystkich starcza jest tak
samo!
Światowy kryzyso-genny system finansowy wymaga generalnej przebudowy.
Tymczasem dotychczasowa hegemonię podtrzymują ogromne pieniądze i równie wielkie
interesy zaangażowane w zachowanie dotychczasowego stanu rzeczy.
Teraz
najbardziej radykalnym socjalistą ( zabierać 5%bogatym i dawać 95%, choć
praktyka jest odwrotna )jest Barack Obama. W Europie chyba żadna lewica tego
nie głosi, a najwyżej ubolewa, że w Polsce zrobiono dokładnie odwrotnie. Można
mówić o hegemonii, antagonizmie, anty -kapitalizmie, ale nie wpisuje się na
sztandary postulatu podniesienia podatków dla górnych 5%. Żadna lewica nie
głosi, chcemy aby 70% społeczeństwa znalazło swoje miejsce w klasie średniej.
A przecież ćwierć wieku temu to się udało kilku państwom mimo niższego
poziomu bogactwa.
W dzisiejszych tekstach Europy przewija się też, że podział
na lewice i prawice zaciera się, że nie ma sensu. I tak i nie.
Amerykańscy
pragmatyczni kapitaliści zrozumieli, że zagalopowali się
ubezwłasnowolniając
ośrodek regulacyjny jakim powinno być państwo. Wybierając prezydenta całkowicie
od siebie zależnego. Doprowadziło to do kryzysu, a Amerykę na próg bankructwa.
System kapitalistyczny bez dobrych regulacji, nie osadzony w sensownym ustroju
społecznym po prostu źle funkcjonuje.
A więc do pewnego momentu interes jest
wspólny lewicy i prawicy. Dobry ustrój jest dobry dla jednych i drugich. Lewica
i prawica to brzmi enigmatycznie i pozwala na podstawianie najróżniejszych pod
to znaczeń. Bardziej przejrzysty jest podział na partie, która lobuje jak
najlepsze warunki dla kapitalizmu i na partie, która lobuje jak najlepsze
warunki dla klasy średniej. Ci pierwsi mówią, że to co dobre dla nich dobre
jest dla wszystkich ale to nie prawda. Nawet Robert Krasowski chyba w to nie
wierzy.
Szymon_G   |13.04.2009 08:03:36
Mam nadzieję, że KP stworzy (zainicjuje powstanie) nową partię. Podoba mi się
Wasz język, problemy o których piszecie (i te o których inni piszą a Wy nie).
Cieszę się, że powstanie ugrupowanie, które zwiększa istotnie możliwości wyboru.
Dajecie mi nadzieję na sens pójścia na najbliższe wybory prezydenckie.
Rylew   |14.04.2009 07:54:02
Czy lewica zdobędzie władzę ?
Już samo pytanie prowadzi na manowce, bo nie
chodzi wszak o władzę lecz o potrzebne zmiany społeczne. Właściwe byłoby więc
pytanie, czy lewicy uda się wywrzeć odpowiedni wpływ na nasze otoczenie, aby
pożądane zmiany spowodować.
Dlatego mnie bardzo się spodobały odpowiedzi
Sierakowskiego.
Bo na jakiś, bliżej nie określony czas lewica ma zadanie
budowania fundamentu przyszłych zmian.
Po pierwsze musi się sama wyklarować, po
drugie musi odtumanić otumaniony neoliberalnym czadem lud, po trzecie musi
spolaryzować wokół siebie wszystkie siły dobrej woli i odzyskać złoty
róg.

Jeśli podobne rzeczy będą się działy w innych krajach tym szybciej uda
się spowodować potrzebne zmiany. Za kilka lat wystąpi nowy kryzys którego
prawdopodobnie już nie uda się odżegnać dopisaniem wielu bilionów na rachunek
przyszłych pokoleń, a świadomość że istnieje opcja pozytywnego rozwoju i
równowagi ekonomicznej wymusi zmiany na szczeblach władzy politycznej.

Wyniki
już widać, a choćby i po tym, że także Michalski zaczął jakby mówić lewicowym
językiem.
kot   |14.04.2009 11:30:35
Rylew ładnie to ujełeś.
Roger  - lewica ale jaka?   |14.04.2009 14:55:06
Zapraszam KP na pochód 1 majowy.
wojnier  - Rylew, witaj w gronie liberałów,   |15.04.2009 06:52:59
czy też masz pomysł jak pieniądze wpompować w gospodarkę w jakiś specjalny "
lewicowy" sposób?
Rylew  - Wojnier,   |15.04.2009 09:22:13
> Rylew, witaj w gronie liberałów,
Już raz pewien kapitalista na forum witał
mnie w klubie indywidualistów :). Zdaje się, że twoje zawołanie ma mniej więcej
tyle samo sensu.

> czy też masz pomysł jak pieniądze wpompować w gospodarkę w
jakiś specjalny  lewicowy sposób?
Akurat to nie stanowi dla lewicy większych
trudności, o czym powinieneś wiedzieć jeśli nie tylko piszesz, ale i czytasz
posty na tym forum.
Ja mogę ci odpowiedzieć że wiem więcej, bo wiem nawet skąd
wziąć pieniądze.
piess  - Rylew   |16.04.2009 04:30:31
to skąd wziąć te pieniądze? ciekawość mnie zżera:)
Rylew   |16.04.2009 09:41:05
Zaspokoję twoją ciekawość.
Trzeba je wziąć stamtąd gdzie one są, a nie stąd
gdzie ich nie ma :).
wojnier  - Sposoby lewicy na rozwiązywanie   |16.04.2009 10:23:45
problemów przy pomocy nie swoich pieniędzy są wielokrotnie przećwiczone i zawsze
znajdą zwolenników pod warunkiem, że znajdzie się ktoś kto da szansę na
powodzenie takiej "operacji". Lewica na razie szuka prestidigitatora
społecznego zdolnego odciągnąć elektorat od prawicy. Gdyby poduczyli się trochę
ekonomii może mieliby szansę.
Rylew  - wojnier,   |16.04.2009 12:58:07
co znaczy nie swoich pieniędzy ? Do kogo należą pieniądze w ogóle, do prawicy :)
?
No tak, ja wiem że prawica potrafi zagrabiać pieniądze bez rozwiązywania
jakichkolwiek problemów, raczej je przy tym stwarzając. Wywołuje to podejrzenie
(graniczące z pewnością:), że wiadomości o uczoności prawicy w dziedzinie
ekonomii są mocno przesadzone.
wojnier  - Pieniądze są tego kto je zarobił,   |17.04.2009 11:01:15
niezależnie od tego czy to właściciel czy pracownik i dyskusja powinna prowadzić
do uswiadomienia jaki % podatku to zrozumiała konieczność a jaki to haracz
korporacyjny.
Jeśli spojżeć na klasę polityczną to fakt, wykształcenie
ekonomiczne słabe ale nie to jest ważne. To wyborcy nie znają podstawowych
zależności ekonomicznych i dlatego dają się nabierać na różne cudowne źródła
pieniędzy, np jak jeszcze mocniej opodatkujemy najbogatszych to starczy na to i
tamto. A wystarczy wykonać kilka prostych obliczeń by zrozumieć, że to ciągle za
mało.
Rylew   |18.04.2009 05:33:50
> Pieniądze są tego kto je zarobił
:)
nie bądź dzieckiem wojnier. Czy to ta
wiedza ekonomiczna prawicy którą tak podkreślarz ?
Chyba z podręcznika
Falskiego :) ?
Mam wrażenie, że rozmawiałoby się nam cudownie gdybyś umiał
zmienić swoją mentalność właściciela sklepiku bławatnego (rozmawiamy wszak o
makroekonomii) i potrafił się pozbyć swojej traumy wykorzystywanego płatnika
podatków.

To nie wyborcy są winni pogarszającej się sytuacji ekonomicznej.
Oni wybierają na wyczucie
z różnych stron sceny, ale wynik jest zawsze ten sam,
wybrani politycy (przynajmniej od 30 lat) nie zwiększają podatków dla bogatych
tylko je zmniejszają w imię wzrostu gospodarczego. Skutkiem zaś jest raczej
stagnacja, a nawet jak widać recesja.
kot   |25.04.2009 02:38:40
Wywiad z Sierakowskim wart jest drugiego czytania. Zwróciło moją uwagę użyte
(publicystycznie) pojęcie: klasa medialna.
Jeżeli nowocześnie używamy pojęcia
klasy jako zbiorowości świadomej swoich interesów, z naciskiem na świadomość,
a nie zajęcie, to Sierakowski mówiąc o klasie medialnej sięgnął po wyższy i
interesujący poziom abstrakcji -odnosząc je do zbiorowości zorientowanej
ideologicznie.
O ile w pierwszym wypadku inteligencja nie jest klasą
społeczną, o tyle w tym drugim, lecz tylko jako klasa medialna, jest
nią.
Takie to z pozoru jałowe! Tworzenie i uściślanie pojęć, jest potrzebne aby
mieć narzędzia do opisania tego co się dzieje.
bedzie_dobrze   |25.04.2009 08:50:50
>co znaczy nie swoich pieniędzy ? Do kogo należą pieniądze w ogóle, do prawicy
:)

pieniadze wszystkie bez wyjatku naleza do bankow. Zostaly od bankow
pozyczne i musza byc bankom z procentem oddane. Tak wiec naleza do nich nie
tylko te pieniadze, ktore juz istnieja, ale tez te, ktore dopiero powstana,
nawiasem mowiac w ten sposob, ze zostana od nich (takze na procent)
pozyczone.
Dlatego dyskusja o tym "skad wziac pieniadze" nie ma sensu.
Wspolczesnie nie uzywamy pieniedzy tylko papieru oznaczajacego sume dlugu.
Dopiero zlamanie monopolu bankow i danie kazdej osobie prawa do emisji wlasnego
srodka platniczego pozwala mowic o jakims dlugofalowym rozwiazaniu. System
lichwy jest systemem wyzysku niezaleznie od tego, jakie bysmy wewnatrz niego
uregulowania nie probowali dobudowywac.
Rylew   |25.04.2009 09:40:58
> …danie kazdej osobie prawa do emisji wlasnego srodka platniczego pozwala
mowic o jakims dlugofalowym rozwiazaniu.
Rylew  - c.d. urwanego tekstu   |25.04.2009 09:43:22
Słyszałem to już parę razy, ale nie brałem poważnie. Możesz to jakoś uzasadnić?
bedzie_dobrze   |25.04.2009 15:43:43
Tu nie bardzo nawet jest sens cokolwiek uzasadniac. To raczej obroncy
wspolczesnie dzialajacego systemu powinni znalezc przekonujace uzasadnienia,
dlaczego:
- tylko jedna instytucja ma prawo wypuszczania srodka platniczego
-
jest ona zatem jedynym istniejacym jego zrodlem
- wszystkie srodki jakie
wypuszcza, wypuszczane sa jako DLUG i kontrahent moze je otrzymac tylko na
podstawie swojego zobowiazania, ze przyniesie ich z powrotem wiecej niz
otrzymal
- podstawa do wypuszczenia tych srodkow platniczych nie jest
posiadanie jakiejkolwiek realnej rzeczy majacej wartosc, ktora bylaby
ekwiwalentem tego srodka. Podstawa do jej wypuszczenia jest jedynie posiadanie
zobowiazania, ze dluznik splaci dlug, zatem jedyna osoba ktora cokolwiek tu
wstepnie wnosi jest sam dluznik, ktory wnosi swoje zobowiazanie jako aktyw.
Zatem jedyna instytucja wobec ktorej wszyscy sa zadluzeni nie posiada niczego,
procz tych zobowiazan splaty i niczego nie daje w zamian procz papierow ja
oznaczajacych
- uczestnicy rynku nie moga sie rozliczac za pomoca zadnych
innych jednostek, niz tylko za pomoca tych, ktore sa obciazone tym
dlugiem

Zadna gra oparta na takich zasadach nie moze byc uczciwa. W historii
kilkukrotnie probowano wprowadzic waluty lokalne, emitowane przez cieszace sie
spolecznym zaufaniem jednostki gospodarcze i spoleczne. Waluty takie nie byly
oprocentowane. Byly usluga dla ludnosci. Jej platforma rozliczeniowa. Na czym
polega kryzys? Czy nie ma ziemi, fabryk, rak do pracy, albo surowcow? To
wszystko jest w ilosci wystarczajacej, bysmy wszyscy mieli gdzie mieszkac i co
jesc. To czego nie ma to nie ma pieniadza za pomoca ktorego moglibysmy sie
miedzy soba rozliczac dostarczajac sobie wzajemnie te rzeczy. A nie ma tego
pieniadza, bo jedynym dostepnym pieniadzem jest pseudo-pieniadz, czyli
lichwiarski i oprocentowany papier dluzny, ktory tylko pieniadz udaje. Nie
mozemy sie rozliczac miedzy soba, wiec nie mozemy od siebie kupowac i sobie
sprzedawac, mimo, ze jestesmy w stanie produkowac o wiele wiecej niz
potrzebujemy. A nie mozemy sie rozliczac, bo nasze jednostki rozliczeniowe sa
oprocentowane i jedynym ich zrodlem jest bank. Jak nam ich nie da, to niczego
nie kupimy i niczego nie sprzedamy, chocby bylo zarcia i domow w brod i
chocbysmy sami byli gotowi pracowac nawet 14 godzin na dobe. Jesli KP utworzy
platforme rozliczeniowa dla forumowiczow, to kazdy z nas bedzie mogl oferowac
drugiemu dobra i uslugi ktore sam moze dostarczyc w zamian za to co moze
dostarczyc inny, chocby zaden z nas grosza nie mial. Jesli jednak KP tego nie
zrobi, a zamiast tego bedzie dyskutowac o tym "skad wziac pieniadze" to
zaden z nas nie wymieni z drugim niczego, bo zebysmy mogli to zrobic
potrzebujemy banku i oprocentowanej pozyczki z niego. A jesli bank bedzie mial
nas w dupie, to chocbysmy bardzo chcieli,zaden drugiemu nic nie zaoferuje. To
prostsze niz mozna sobie wyobrazic.
Rylew   |26.04.2009 08:36:50
Przyznam się, że w dalszym ciągu nie rozumiem tej idei.
W swoim wyjaśnieniu
więcej napisałeś o stanie obecnym (krytycznie) niż o zasadach i dobroci tego
nowego, proponowanego.
Chcesz wrócić do gospodarki wymiennej ?
Ty mi
zbudujesz samochód, a ja tobie dom na twoim polu:) ?
KP ma już taką platformę,
wymienia się myśli, tylko pomyśl jak trudno znaleźć piekarza, który za moją myśl
zapłaciłby bułką. Tą trudność usuwa wynalazek Fenicjan, pieniądz jednolity i
wymienialny na towary i pieniądze innych krajów.

Mówiąc poważnie, dzisiaj
mamy do czynienia raczej z nadużyciami w polityce monetarnej, a może nawet
oszustwami ze strony instytucji finansowych. Zdaje się, że nikt już się w tym
bagnie nie wyznaje, jeśli takie głosy słychać ze strony zawodowych
ekonomistów.

Mógłbym się zgodzić z tym, że pieniądze nie powinny być
oprocentowane, tylko jak wtedy realizować większe inwestycje. Skąd brać na nie
pieniądze?
Kto i z jakich powodów miałby mi je udostępniać ?

Futurystycznie
rzecz ujmując, może lepiej gdyby nie było żadnych pieniędzy, ot po prostu
*każdemu według potrzeb, od każdego według jego możliwości i uzdolnień*
bedzie_dobrze   |26.04.2009 17:32:15
> Przyznam się, że w dalszym ciągu nie rozumiem tej idei.

i wcale sie nie
dziwie. Naprawde malo kto w tym momencie rozumie idee na ktorej opiera sie
wspolczesna konstrukcja pieniadza. Dobry wyklad tego systemu zawarto w
pierwszych czesciach filmu Pieniadze jako dlug. Mozna go znalezc
tutaj:
http://video.google.com/videoplay?docid=-1 887591866262119830
Poniewaz
niewiele osob rozumie w czym rzecz teraz, niewiele tez ludzi pojmuje na czym by
miala polegac idea alternatywna i na czym polega jej przewaga.
Toczace sie w
tym momencie dyskusje o tym, czy oszczedzanie pieniedzy publicznych moze byc
rada na kryzys to zabawne, ale i jaskrawe przyklady tego, ze uczestnicy rozmow
kompletnie nie rozumieja z czym maja do czynienia.
Jesli nie poruszasz kwestii
samej konstrukcji pieniadza, to wszelkie dysputy o wysokosci podatkow,
regulacjach itd. sa, przepraszam za bezposredniosc, podobne do sporu dwu
ludzikow na ekranie gry komputerowej o to, czy ich planeta jest kulista czy
plaska. Nie ma znaczenia jakie i czy w ogole nalozysz regulacje, albo jakie
ustalisz podatki i kto je bedzie placil. I tak jedynym zrodlem pieniadza jest
nasze wlasne zobowiazanie splaty wiekszej ilosci niz pozyczylismy. Czyli i tak
trzeba bedzie sie scigac coraz szybciej i i tak bez tego pieniadza nic nie
sprzedasz ani nie kupisz.
Alternatywne koncepcje istnieja jak najbardziej.
Jedna z nich jest koncepcja tzw. kredytu spolecznego, systemy typu LETS, oraz
systemy bazujace na doswiadczeniach miasta Woergl z czasow Wielkiego
Kryzysu.

Polecam te strone:
http://www.barter.org.pl/publikacje.php
i
artykuly na niej.
Oprocz tego poczytac mozna
tutaj:
http://swietoradosci.most.org.pl/aaa.htm
i
tutaj:
http://www.lets.pl/linki.html#03
bedzie_dobrze   |26.04.2009 17:43:00
Jeszcze jesli chodzi o filmik. Zwroc uwage w ktorym roku zostal zrealizowany i
co zapowiadal. Podobnie jest zreszta na przyklad z artykulami ze strony
Swietoradosci. To nie sa teksty z epoki po ogloszeniu kryzysu. To sa teksty
sprzed kilku lat.
piess   |27.04.2009 04:59:59
"KP ma już taką platformę, wymienia się myśli, tylko pomyśl jak trudno
znaleźć piekarza, który za moją myśl zapłaciłby bułką."
buahahahahahahahahaahahahaha!!! no Rylew jak twoje myśli bułki nawet nie warte,
to się lepiej nimi nie chwal. i chyba nie są, skoro nie rozumiesz tego co
próbuje ci z uporem maniaka przekazać będzie_dobrze. a poza tym dlaczego
pieniądze miałyby nie być oprocentowane? ktoś je ma, pożycza i chce zarobić.
proste. pytanie dlaczego tylko jeden ma prawo je emitować? brakuje konkurencji.
jedną z przyczyn kryzysu jest brak wiedzy ekonomicznej wśród zwykłych ludzi.
drugą chciwość ludzka, a ta niezależnie od zasobności portfela występuje. bo jak
bank daje, to nie znaczy, że muszę brać. ale skoro mantrą większości ludzi jest
"posiadanie mieszkania na własność" to niech się teraz bujają i żyją na
ulicy. oczywiście to jeden z licznych elementów składających się na obecną
sytuację gospodarczą. a państwo nie jest od tego, żeby im tyłki ratować kosztem
innych, zwłaszcza tych co mają mniej, bo bogatemu nawet jak zabierzesz 50% w
postaci podatku, to krzywdy mu nie zrobisz. może zniechęcisz i się przeniesie,
ale krzywdy nie. zabawne, że też nie pomożesz w żaden sposób takimi metodami
reszcie społeczeństwa. aha, jeszcze jedna przyczyna kryzysu: nadprodukcja. a tak
w ogóle to nie ma żadnego kryzysu. w gospodarce wolnorynkowej to normalna
sytuacja. i jakby tak Obama wstrzymał się z pompowaniem pieniędzy, to byśmy w
końcu wyszli na prostą. a to nie wiadomo co z tego bedzie. wiadomo jedno, będzie
się działo:)
Rylew  - bedzie_dobrze   |27.04.2009 10:24:41
Ten filmik już kiedyś oglądałem, ktoś podał mi link, ale ja w to nie wierzę.
Pomieszane prawdy z bzdurami nie powoduje, że wszystko robi się prawdą.
Szkoda,
że nie możesz kilkoma zdaniami opisać mi idei prawa do emisji pieniądza przez
każdego. Podejrzewam, że za tym stoi idea pieniądza opartego na kruszcu. Widzę,
że nie pogadamy.
Rylew  - piess,   |27.04.2009 10:26:16
Postaraj się czytać uważnie, w zdaniu które przytaczasz nie chodzi o wartość
moich myśli tylko o problem z ich dystrybucją na innym rynku. Na tym tutaj rynku
sprzedaje się dobrze, skoro kupujesz je swoim tekstem. Ja też kupuję twój tekst,
bo odpowiadam swoim chociaż mam wrażenie, że kupuję bezwartościowy chłam, ale co
tam, niech stracę, stać mnie na to :).
Chociaż jedno jest dobre, co warto
zapamiętać, że kryzys w gospodarce wolnorynkowej to normalna sytuacja. Kupuję
:).
bedzie_dobrze   |27.04.2009 10:39:49
Nie chodzi o pieniadz oparty na kruszcu. Chodzi o prawo do tworzenia wlasnych
platform rozliczeniowych i rozliczania sie w nich wedle wlasnych zasad na ktore
uczestnicy sie godza. Taka platforma moze byc system informatyczny z wymiana
punktowa, system drukowanych bonow wypuszczanych przez jakas lokalna instytucje
cieszaca sie zaufaniem, na przyklad przez samorzad lokalny, elektrownie, parafie
czy cokolwiek takiego. Taka platforma rozliczeniowa moze tez byc bank czasu
gdzie uczestnicy rozliczaja sie "wplacajac" godziny swojej pracy. Takie
proby byly i koncza sie sukcesem. Rzecz jednak w tym, ze istniejace prawo je
ucina, poniewaz godza one w monopol bankow. Idea posiadania przez kazdego prawa
do emisji pieniadza polega wlasnie na tym - na posiadaniu przez kazdego prawa do
emisji pieniadza. Podalem ci linki do masy tekstow w ktorych te koncepcje sa
przedstawione bardzo dokladnie. Mysle, ze nie ma sensu tego przepisywac, co juz
ktos inny napisal skoro mozna kliknac w linki i przeczytac.

>kryzys w
gospodarce wolnorynkowej to normalna sytuacja.

w gospodarce opartej na
monopolu emitenta oprocentowanego papieru dluznego zwanego przez pomylke
pieniadzem (nie mylic z gospodarka wolnorynkowa) kryzys jest sytuacja normalna i
wystepuje cyklicznie. Przy czym im wiekszy rozmach gospodarki - wieksze
zadluzenie - tym kryzys potezniejszy i tym wiecej ludzi zostaje jego sila
zmiecionych do dzielnic biedoty niezaleznie od tego jak by sie starali do tego
nie dopuscic. Wynika to z samej konstrukcji takiej pozyczki - najpierw sie
kranik odkreca, gospodarka sie zadluza, czyli "plon wzrasta" a pozniej
sie kranik zakreca i zbiera sie zniwa. Bo zakrecenie kranu z kredytem
automatycznie powoduje, ze pewna czesc uczestnikow gry pozostaje w sytuacji
niewyplacalnosci i musi oddac to, co dotychczas przyzwyczajala sie uwazac za
wlasnosc.
piess  - Rylew   |27.04.2009 11:39:07
czytam uważnie, ale faktem jest, że często nie rozumiem tego co czytam. taki
pech. jaki problem z dystrybucją? może faktycznie niewielu "piekarzy"
byłoby zainteresowanych jak nie twoją to innymi myślmy. ja kupuję? no nie wiem.
może tak, może nie. jestem bezrobotny. państwo mnie płaci co bym burdów nie
wszczynał pod sklepem. trochi na czarno dorabiam. młody bezrobotny jestem to też
nie telenowele a internet mą pasją. aha, państwo mi finansuje internet w
bibliotekach publicznych. kochane państwo. czas mam to i se mogę po nich łazić.
uroki wolnego czasu. i tak se siedzę i piszę, bo do najbliższego seksu jeszcze
trochę czasu zostało, a jakoś go zabić trzeba:) tak przecież może być. aha, i
jeszcze se tu tak piszemy co by sensu jakiego życiu dodać i poczuć się. jak to
każdy wie najlepiej:)
piess  - bedzie dobrze   |27.04.2009 11:47:34
"Taka platforma moze byc system informatyczny z wymiana punktowa, system
drukowanych bonow wypuszczanych przez jakas lokalna instytucje cieszaca sie
zaufaniem, na przyklad przez samorzad lokalny, elektrownie, parafie czy
cokolwiek takiego. Taka platforma rozliczeniowa moze tez byc bank czasu gdzie
uczestnicy rozliczaja sie wplacajac godziny swojej pracy. Takie proby byly i
koncza sie sukcesem. Rzecz jednak w tym, ze istniejace prawo je ucina, poniewaz
godza one w monopol bankow." jakie prawo je ucina? na stacji BP kup X litrów
E cokolwiek i jeśli masz kartę stałego klienta to dostajesz punkty, które potem
możesz wymienić na jakieś produkty z oferty BP. legalnie, oficjalnie. a że sie
nazywa system lojalnościowy, to co za różnica. mogę być lojalnościowy względem
lokalnych producentów z powiatu X. jestem stałym klientem powiatu X. bo tam
mieszkam :)
Rylew  - bedzie_dobrze,   |27.04.2009 15:56:46
spróbuję coś poczytać na ten temat wykorzystując m.in. twoje linki. Myślę, że
możemy mieć prawie zgodność w krytyce istniejącego systemu finansowego, wątpię
jednak czy ktoś już wymyślił antidotum.
Może wrócimy jeszcze do tej dyskusji.
Rylew  - piess,   |27.04.2009 16:02:53
dzięki za ten rys osobisty, zaraz wydajesz mi się sympatyczniejszy:).
A powody
dlaczego tu piszemy mogą być różne.
Sympatyk lewicy   |28.04.2009 05:00:27
Lewica może odegrać swoją role i to szybciej niż się teraz komukolwiek wydaje.
Dziś jeszcze głosuję na zombie SLD, trochę z przyzwyczajenia i dlatego, że
jednak chcę mieć jakiś swoich reprezentantów w parlamencie, zanim pojawi się
lepsza alternatywa. Ale dorasta pokolenie, które PRL zna tylko z opowieści. Dla
nich ideologia lewicowa musi być bardziej urzekająca, niż proponowany przez
prawicę wyścig szczurów, który mimo ogromnego wysiłku, kończy się kryzysem i
długami.
Stare partie mają finansowanie, telewizję, papierowe gazety, ale
wojna rozstrzygnie się się w internecie. Jeśli lewicowość stanie się trendy to
rewolucja dokona się w mgnieniu oka.
bedzie_dobrze   |28.04.2009 09:27:51
> jakie prawo je ucina?

kiedy jakikolwiek taki system sie na swiecie rozrasta
powstaja komisje bankowe, ktore go rozwiazuja. Dobrym przykladem jest tu
historia miasta Woergl, ktore w latach szalejacego wokol wielkiego kryzysu
_bankowego_ prosperowalo bardzo dobrze od momentu wprowadzenia systemu opartego
na kwitach Wara i ktore na powrot stalo sie tak samo nedzne jak cale otoczenie
kiedy kwitow Wara zakazano. Przykladow tego rodzaju jest troche. Znajdziesz je w
proponowanych przeze mnie tekstach.

>na stacji BP kup X litrów E cokolwiek i
jeśli masz >kartę stałego klienta to dostajesz punkty, które >potem możesz
wymienić na jakieś produkty z oferty >BP.

dokladnie :) Czyli cztery kola juz
masz, teraz jeszcze trzeba je napompowac i w ten sposob powstanie samochod
:)
Tak serio, to od karty lojalnosciowej BP z punktami do tego o czym ja mowie
jest jeszcze daleka droga, ale te karty to dobry punkt wyjscia. Wyobraz sobie,
ze jestes producentem bulek na hot dogi. Ale jest kryzys bankowy i ludzie nie
jedza juz hot dogow w takiej ilosci jak kiedys bo nie maja pieniedzy. Wola w
domu jesc. Nie placisz pracownikom na czas, a tobie nie placi BP za twoje bulki,
bo jest kryzys bankowy i ludzie nie maja pieniedzy zeby tankowac benzyne i
dokupowac do tego buleczki, tylko jezdza do gaziarza albo do jednostki wojskowej
po tania rope od chlopakow. Ale BP wpadlo na pomysl, zeby zamiast pieniedzy
(ktorych nie ma) dac ci karte z punktami. Jak przywieziesz bulki, oni ci dadza
punkty na tej karcie i za te punkty bedziesz mogl zatankowac u nich paliwo. Malo
tego - za te punkty mozesz u nich kupowac rozne produkty z ich oferty bez kasy.
Wiecej nawet - mozesz w ich systemie informatycznym przelewac te punkty na konto
innych osob ktore tez tankuja na BP. Czyli na przyklad mozesz te punkty dac
swoim pracownikom zamiast pieniedzy. Ktorych nie masz. Masz wiec wszystko -
bulki, odbiorce, pracownikow, fabryke bulek, ale nie masz pieniedzy wiec to nie
dziala. Ale odkad BP wprowadzilo swoje karty nie potrzebujesz juz pieniedzy z
banku, bo masz platforme rozliczeniowa w BP. No wiec placisz pracownikom
punktami, za punkty sprzedajesz bulki, za punkty tankujesz i za punkty kupujesz
parowki do bulek. Jak bedziesz w stanie wejsc od siebie z domu na swoje konto w
BP internetem i przelac mi 1000 punktow BP za ten artykul, a ja bede w stanie
podjechac na BP swoim samochodem i za to zatankowac, to bedzie juz mniej wiecej
to o czym ja mowie. I gwarantuje ci, ze kiedy to sie stanie, nastepnego dnia
bedzie komisja nadzoru bankowego na BP, skarbowka, antyterrorka i pogotowie
antychemiczne i zrobia wszystko, zeby "wielki przekret" udupic w
zarodku. Bo zagraza wladzy. Ale nie tej pseudowladzy ktora wybierasz w wyborach,
tylko tej wladzy, ktora trzyma kase naprawde.
dcio  - lewicowosc   |27.05.2009 06:14:46
lewica to dla mnie partia ktora likwiduje feudalne prawa zabraniajace pracy w
wybranym zawodzie, np pare miesiecy w roku jest ogloszenie o zatrudnieniu
ksiegowych do obliczania podatkow, jak zatrudnie sie w biurze ksiegowym to bede
zarabial ok 6 zl na godz.
Oczewiscie po co mi posrednicy?? Sam moglbym
prowadzic takie biuro ale koncesje nie pozwalaja, grozi wiezienie.
Podobnie z
budowa domow taniej jest wybudowac dom jednorodzinny niz mieszkanie w bloku
kilkunastopietrowym, ale mafia skutecznie ogranicza podaz dzialek budowlanych.
Co zrobila lewica beda u wladzy?

czy zlikwidowala zakaz podejmowania pracy w
dowolnie wybranym zawodzie?
czy uchwalila plany zagospodarowani
gmin??

Wrecz przeciwnie ograniczyla mozliwosc podjecia wlasnej dzialanosci
gospodarczej i utrudnila mozliwosc budowania wlasnych mieszkan przez
ludzi.

Tylko zagwarantowala bylym esbekom zwalczajacym demokracje emerytury
kilkakrotnie wyzsze od placy absolwenta wyzszej uczelni.

Taka lewica to dla
mnie nie lewica.

Durzo bardziej lewicowy jest PiS i nic dziwnego, ze ma
wieksze notowania niz SLD czy inne partie kanapowe mianujace sie lewica.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 08.05.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.41244 Seconds