|
Lauren Carroll Harris: W jaki sposób rynek odpowiada na kryzys
wywołany zmianami klimatu i jaką rolę odgrywa handel emisjami?
Patrick Bond: Międzynarodowe korporacje
próbują utowarowić powietrze oraz zanieczyszczenia powietrza. Chcą mieć do tego
prawo, chcą to ująć w prawniczym języku kontraktu, wyceniając powietrze tak,
aby móc czerpać korzyści z tego, że je dotychczas zanieczyszczały.
Dzieje się tak, ponieważ
europejski system handlu emisjami przyznaje im prawo do dalszego
zanieczyszczania. Mogą sprzedawać te prawa, więc jest to żywy pieniądz - zasada
„zanieczyszczający płaci” staje się zasadą „zanieczyszczający zarabia”.
Jeśli chodzi o europejski
system handlu emisjami, wiele krytyk pod jego adresem płynie z wewnątrz z
sektora finansowego. Wskazuje się, jak bardzo szalony jest to rynek. Powstaje
on wskutek tworzenia różnego rodzaju fikcyjnych dóbr, takich jak na przykład
pozorne zmniejszenie emisji zanieczyszczeń. Kto jednak jest w stanie ocenić,
czy naprawdę zredukowano emisję w takim stopniu, jak się deklaruje? Aby to
stwierdzić, potrzeba bardzo złożonego procesu regulacji. Tak samo po to, aby
ocenić, czy faktycznie uniknięto przewidywanej emisji zanieczyszczeń (z czym
wiążą się korzyści finansowe).
Należy określić, czy naprawdę
uniknięto dodatkowych zanieczyszczeń i jaką powinno to mieć wartość. To trudno
zmierzyć, a jeszcze trudniej nadzorować.
Ekolodzy głównego nurtu mają
poważne trudności z myśleniem poza własnymi kategoriami. A ponieważ chcą być
istotni i utrzymywać relacje z rządami i z ONZ, stają się w coraz większym
stopniu przeszkodą dla postępu.
Dlatego należy wytknąć pewnym
grupom ich poparcie dla handlu emisjami jako rzekomego rozwiązania. W gruncie
rzeczy zamiastdo zdobycia środków potrzebnych do sprawiedliwej transformacji prowadzi to do
przekazywania pieniędzy największym trucicielom oraz finansistom i funduszom hedgingowym.
Rządy i mainstreamowe media często
przeciwstawiają sobie troskę o ekologię i ochronę miejsc pracy. Czy uważa Pan,
że istnieje zbieżność między prawami pracowniczymi a ochroną środowiska?
Możliwe jest odwołanie się do
tych postulatów, które się zazębiają i przeplatają. Powinniśmy działać na rzecz
sprawiedliwej transformacji, zamiany energochłonnych, niskopłatnych zawodów
wysokiego ryzyka na alternatywne bezpieczne zajęcia, które mogłyby zaangażować
robotników np. w tworzenie słonecznych nagrzewnic wodnych.
Zrównoważone alternatywy można
by solidnie dotować i zorganizować w taki sposób, aby zaspokojone były potrzeby
wszystkich ludzi. Wymagałoby to oczywiście potężnego zastrzyku finansowego, ale
przynajmniej nie zużywałoby naszych skąpych zasobów energetycznych.
Chodzi o to, czy potrafimy
zaaranżować taką sprawiedliwą transformację.
Jeśli ruch pracowniczy
twierdzi: „chcemy utrzymać nasze miejsca pracy w kopalniach i hutach”,
powinniśmy naprawdę szczerze porozmawiać i powiedzieć: „Towarzysze i
towarzyszki, a może poszukamy wspólnie innego rozwiązania, które dostarczy wam
więcej lepiej płatnych miejsc pracy w sektorze surowców odnawialnych, np. przy
masowej produkcji i instalowaniu nagrzewnic słonecznych?”.
Obecnie w RPA jedna taka nagrzewnica kosztuje ok. 1000 dolarów
australijskich [ok. 2000 zł. - przyp. red.]. Miałoby to naprawdę istotny wpływ
na rachunki za elektryczność. Oraz zapewniłoby dostęp do ciepłej wody wielu
osobom, które wcześniej były go pozbawione. Zainstalowanie nagrzewnic słonecznych,
o ile zrobimy to właściwie, byłoby wspaniałym wyzwaniem, które zjednoczyłoby
społeczność i ruch związkowy.
Jeśli przekonamy związki zawodowe, aby wraz z nami gruntowanie przemyślały,
w jaki sposób chronić miejsca pracy i wytworzyć jeszcze więcej miejsc pracy w
tym sektorze, pojawi się miejsce na poważną koalicję.
Czy mógłby Pan opisać toczące się
aktualnie w RPA walki o odtowarowienie wody i prądu?
Całe życie to walka klas…
Walka klasowa o dostęp do wody i prądu jest naprawdę ostra.
Suez, wpływowa firma z Paryża,
wprowadziła w RPA naprawdę diabelskie systemy kontrolowania dostępu ubogich
ludzi do wody. Nowa „polityka nabywcy” obejmuje opłacane z góry liczniki wody i
niskiej jakości systemy kanalizacji, które pozwalają kontrolować osoby o niskich
dochodach i ograniczyć ich dostęp do wody. To samo stało się z prądem.
Dlatego pojawił się opór. Pod
hasłem „Niszcz liczniki, korzystaj z wody” buduje się połączenia omijające
liczniki, ponownie podłączając tych, którzy zostali pozbawieni wody.
W Soweto, zubożałym osiedlu
koło Johannesburga, kobiet nie stać na płacenie za elektryczność. Więc
pojawiają się miejscowe grupy, które wypruwają liczniki elektryczności i tworzą
odnogi przy pomocy pracującego za darmo lokalnego elektryka, który pomaga
uzyskać darmowy dostęp do prądu.
To naprawdę duży krok naprzód.
Wzmacnia się wiara ludzi w walkę o reformy, a system jest zmuszony do reakcji.
Ludzie zdobyli nieco darmowego, podstawowego dostępu do prądu.
Wyzwaniem jest określenie, jak
daleko posunięte muszą być zmiany, które wprowadzamy. Darmowy dostęp do prądu
jest ważny, bo ludzie powinni mieć prawo do przeżycia, ale prawdziwa strategia
nie opiera się jedynie na pojedynczych działaniach. Powodzenie zależy od tego,
czy zakład elektryczny i szeryf pojawią się i odkryją odłączony licznik przy
włączonym prądzie i czy będą coś z tym dalej robić. Potrzebujemy polityki,
która faktycznie zagwarantuje darmowy podstawowy dostęp do prądu.
Działacze powtarzają, że jeśli
„osiąga się hedonistyczny poziom zużycia wody i elektryczności, powinno się
naprawdę płacić podatek od luksusowej konsumpcji”. Wywołałoby to redystrybucję
zasobów w systemie tak, że ubodzy mieliby do nich dostęp.
Tak więc można by je
odtowarowić dzięki dostarczaniu ich za darmo ludziom o niskim poziomie
konsumpcji, zaś w przypadku dużego zużycia zostaną obarczone podatkiem od dóbr
luksusowych, aby zachęcić do ochrony środowiska. Nie potrzebujemy więc budować
większej ilości elektrowni węglowych czy ogromnych zapór wodnych.
Mam nadzieję, że ta walka
będzie zarazem zielona i czerwona i że podniesiemy widmo socjalizmu, aby
uzyskać szersze spojrzenie na te problemy.
Niektórzy ekolodzy w odpowiedzi na
zmiany klimatyczne, aby zachęcić do wydajności energetycznej, lansują zasadę rekompensaty szkód przez użytkownika, która opiera się na nakładaniu opłat na zwykłych ludzi za podstawowe usługi.
Właśnie ta kwestia odróżnia
ruch ekosocjalistyczny od tych ekologów, którzy widzą w rosnących cenach
jedynie czynnik hamujący konsumpcję, nie troszcząc się o to, jaki ma to wpływ
na ludzi ubogich.
Użytkownicy samochodów o
niskich dochodach, zmuszeni mieszkać na przedmieściach w Kolumbii Brytyjskiej w
Kanadzie, zostają objęci tym samym podatkiem paliwowym (podatkiem węglowym,
który obejmuje paliwa). I w ten sposób, nie z własnej winy - szalejący rynek
mieszkaniowy wraz ze wszystkimi kapitalistycznymi spekulacjami doprowadził do
tego, że kwestia mieszkaniowa wygląda właśnie tak, a przez niskopłatne prace
zmuszeni są oni do mieszkania coraz dalej - są coraz bardziej uzależnieni od
swoich samochodów i bardziej narażeni na ten podatek.
Właśnie dlatego tak ważne jest
włączenie walki klasowej w kampanię klimatyczną. Nie chodzi tylko o
sprawiedliwość, ale również o właściwą taktykę.
Osoba o niskich dochodach nadal
będzie poruszać się samochodem, ponieważ transport publiczny nie dociera tam,
gdzie ona mieszka. Jeżeli naprawdę chcemy popchnąć do przodu ideę budowy sieci transportu
publicznego z prawdziwego zdarzenia, będzie to wymagało dużo wyższego podatku
od dóbr luksusowych nakładanego na bogatych, których na niego stać, i którzy
początkowo prawdopodobnie nawet nie zauważą wzrostu cen. Musimy doprowadzić do
sytuacji, w której go zauważą i ograniczą swoją hedonistyczną konsumpcję.
Jak wobec tego przeciwstawiać się
zmianom klimatycznym?
Cóż, jest to tak interesująca,
że nawet ktoś taki jak Al Gore może zdumiewać się, dlaczego nie ma więcej akcji bezpośrednich
wymierzonych w węglowe generatory prądu czy kopalnie węgla. Tak więc mając
swoiste upoważnienie od polityka z pierwszej ligi, aby zrobić trochę
zamieszania, to jest to najwyższy czas - wszyscy powinniśmy robić o wiele więcej.
Myśląc o powszechnie
dyskutowanych niezależnych projektach na świecie, które uznano za skuteczne - a
przywłaszczenie sobie bezpłatnie wody i elektryczności w RPA było szeroko
chwalone przez autonomistów - trzeba przyznać, że to działa, ale przez jakiś czas.
Ale tak naprawdę potrzebujemy
bardziej długofalowego planu, który zapewni, że korzyści, które osiągnęliśmy na
ulicach, we wspólnotach i na hali produkcyjnej, będą naprawdę realne. W jaki
sposób przekształcić je w skuteczną politykę publiczną?
Zawsze jest niebezpieczeństwo,
że w przypadku, gdy walczy się jako socjalista o jakąś reformę, okaże się ona w końcu „reformistyczną” reformą -
wzmocni system i da mu legitymizację.
A oczywiście nikt nie chce
legitymizować kapitalizmu kładąc odrobinę wody na powierzchni. Działaczom
socjalistycznym chodzi natomiast o „niereformistyczne” reformy, ponieważ
pozwalają one poszerzyć pole walki i przeżyć kolejny dzień, aby móc podnosić
ważniejsze roszczenia. Pozwalają też ruchowi nabrać rozpędu.
Logika wbudowana w te reformy -
takie jak bezpłatny podstawowy dostęp do wody i prądu - przeciwdziała
wewnętrznej dynamice i zasadom działania systemu kapitalistycznego. Tak więc
nie służą one wzmacnianiu systemu, ale osłabieniu jego wewnętrznej dynamiki.
Dlatego myślę, że kiedykolwiek
toczy się walka pracowników najemnych, która doprowadza do strategicznych
reform, przy wielkim wysiłku, z pomocą wielu członków, wielu partnerów koalicji
i sojuszy, można mówić o szansie poważnego zakwestionowania systemu kapitalistycznego.
A poważne wyzwanie wobec
systemu kapitalistycznego jest właśnie tym, czego potrzeba nam dzisiaj, aby
ocalić ziemię. Potrzebujemy wizji socjalistycznie zorganizowanej planety.
przeł. Joanna Erbel
Źrodło: „Green Left Weekly” nr 757 z 9 lipca 2008 r. Dziękujemy Patrickowi Bondowi za zgodę na przedruk wywiadu. Tekst
publikujemy z drobnymi skrótami.
Patrick
Bond - ekonomista i aktywista, kieruje Center for Civil Society na
Uniwersytecie KwaZulu-Natal w Durban (RPA). Autor
wielu książek, w tym Climate Change, Carbon
Trading and Civil Society (2007); Looting Africa: The Economics of Exploitation (2006), Walk Left, Talk Right: South Africa’s Frustrated Global Reforms (2005).
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...