Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Bond: Czy handel emisjami uratuje klimat? Drukuj
Patrick Bond w rozmowie z Lauren Carroll Harris, Green Left Weekly   
24.08.2008

Lauren Carroll Harris: W jaki sposób rynek odpowiada na kryzys wywołany zmianami klimatu i jaką rolę odgrywa handel emisjami?

  

Patrick Bond: Międzynarodowe korporacje próbują utowarowić powietrze oraz zanieczyszczenia powietrza. Chcą mieć do tego prawo, chcą to ująć w prawniczym języku kontraktu, wyceniając powietrze tak, aby móc czerpać korzyści z tego, że je dotychczas zanieczyszczały.

  

Dzieje się tak, ponieważ europejski system handlu emisjami przyznaje im prawo do dalszego zanieczyszczania. Mogą sprzedawać te prawa, więc jest to żywy pieniądz - zasada „zanieczyszczający płaci” staje się zasadą „zanieczyszczający zarabia”.

  

Jeśli chodzi o europejski system handlu emisjami, wiele krytyk pod jego adresem płynie z wewnątrz z sektora finansowego. Wskazuje się, jak bardzo szalony jest to rynek. Powstaje on wskutek tworzenia różnego rodzaju fikcyjnych dóbr, takich jak na przykład pozorne zmniejszenie emisji zanieczyszczeń. Kto jednak jest w stanie ocenić, czy naprawdę zredukowano emisję w takim stopniu, jak się deklaruje? Aby to stwierdzić, potrzeba bardzo złożonego procesu regulacji. Tak samo po to, aby ocenić, czy faktycznie uniknięto przewidywanej emisji zanieczyszczeń (z czym wiążą się korzyści finansowe).

  

Należy określić, czy naprawdę uniknięto dodatkowych zanieczyszczeń i jaką powinno to mieć wartość. To trudno zmierzyć, a jeszcze trudniej nadzorować.

  

Ekolodzy głównego nurtu mają poważne trudności z myśleniem poza własnymi kategoriami. A ponieważ chcą być istotni i utrzymywać relacje z rządami i z ONZ, stają się w coraz większym stopniu przeszkodą dla postępu.

  

Dlatego należy wytknąć pewnym grupom ich poparcie dla handlu emisjami jako rzekomego rozwiązania. W gruncie rzeczy zamiastdo zdobycia środków potrzebnych do sprawiedliwej transformacji prowadzi to do przekazywania pieniędzy największym trucicielom oraz finansistom i funduszom hedgingowym.

  

Rządy i mainstreamowe media często przeciwstawiają sobie troskę o ekologię i ochronę miejsc pracy. Czy uważa Pan, że istnieje zbieżność między prawami pracowniczymi a ochroną środowiska?

  

Możliwe jest odwołanie się do tych postulatów, które się zazębiają i przeplatają. Powinniśmy działać na rzecz sprawiedliwej transformacji, zamiany energochłonnych, niskopłatnych zawodów wysokiego ryzyka na alternatywne bezpieczne zajęcia, które mogłyby zaangażować robotników np. w tworzenie słonecznych nagrzewnic wodnych.

  

Zrównoważone alternatywy można by solidnie dotować i zorganizować w taki sposób, aby zaspokojone były potrzeby wszystkich ludzi. Wymagałoby to oczywiście potężnego zastrzyku finansowego, ale przynajmniej nie zużywałoby naszych skąpych zasobów energetycznych.

  

Chodzi o to, czy potrafimy zaaranżować taką sprawiedliwą transformację.

  

Jeśli ruch pracowniczy twierdzi: „chcemy utrzymać nasze miejsca pracy w kopalniach i hutach”, powinniśmy naprawdę szczerze porozmawiać i powiedzieć: „Towarzysze i towarzyszki, a może poszukamy wspólnie innego rozwiązania, które dostarczy wam więcej lepiej płatnych miejsc pracy w sektorze surowców odnawialnych, np. przy masowej produkcji i instalowaniu nagrzewnic słonecznych?”.

  

Obecnie w RPA jedna taka nagrzewnica kosztuje ok. 1000 dolarów australijskich [ok. 2000 zł. - przyp. red.]. Miałoby to naprawdę istotny wpływ na rachunki za elektryczność. Oraz zapewniłoby dostęp do ciepłej wody wielu osobom, które wcześniej były go pozbawione. Zainstalowanie nagrzewnic słonecznych, o ile zrobimy to właściwie, byłoby wspaniałym wyzwaniem, które zjednoczyłoby społeczność i ruch związkowy.

  

Jeśli przekonamy związki zawodowe, aby wraz z nami gruntowanie przemyślały, w jaki sposób chronić miejsca pracy i wytworzyć jeszcze więcej miejsc pracy w tym sektorze, pojawi się miejsce na poważną koalicję.

  

Czy mógłby Pan opisać toczące się aktualnie w RPA walki o odtowarowienie wody i prądu?

  

Całe życie to walka klas… Walka klasowa o dostęp do wody i prądu jest naprawdę ostra.

  

Suez, wpływowa firma z Paryża, wprowadziła w RPA naprawdę diabelskie systemy kontrolowania dostępu ubogich ludzi do wody. Nowa „polityka nabywcy” obejmuje opłacane z góry liczniki wody i niskiej jakości systemy kanalizacji, które pozwalają kontrolować osoby o niskich dochodach i ograniczyć ich dostęp do wody. To samo stało się z prądem.

  

Dlatego pojawił się opór. Pod hasłem „Niszcz liczniki, korzystaj z wody” buduje się połączenia omijające liczniki, ponownie podłączając tych, którzy zostali pozbawieni wody.

  

W Soweto, zubożałym osiedlu koło Johannesburga, kobiet nie stać na płacenie za elektryczność. Więc pojawiają się miejscowe grupy, które wypruwają liczniki elektryczności i tworzą odnogi przy pomocy pracującego za darmo lokalnego elektryka, który pomaga uzyskać darmowy dostęp do prądu.

  

To naprawdę duży krok naprzód. Wzmacnia się wiara ludzi w walkę o reformy, a system jest zmuszony do reakcji. Ludzie zdobyli nieco darmowego, podstawowego dostępu do prądu.

  

Wyzwaniem jest określenie, jak daleko posunięte muszą być zmiany, które wprowadzamy. Darmowy dostęp do prądu jest ważny, bo ludzie powinni mieć prawo do przeżycia, ale prawdziwa strategia nie opiera się jedynie na pojedynczych działaniach. Powodzenie zależy od tego, czy zakład elektryczny i szeryf pojawią się i odkryją odłączony licznik przy włączonym prądzie i czy będą coś z tym dalej robić. Potrzebujemy polityki, która faktycznie zagwarantuje darmowy podstawowy dostęp do prądu.

  

Działacze powtarzają, że jeśli „osiąga się hedonistyczny poziom zużycia wody i elektryczności, powinno się naprawdę płacić podatek od luksusowej konsumpcji”. Wywołałoby to redystrybucję zasobów w systemie tak, że ubodzy mieliby do nich dostęp.

  

Tak więc można by je odtowarowić dzięki dostarczaniu ich za darmo ludziom o niskim poziomie konsumpcji, zaś w przypadku dużego zużycia zostaną obarczone podatkiem od dóbr luksusowych, aby zachęcić do ochrony środowiska. Nie potrzebujemy więc budować większej ilości elektrowni węglowych czy ogromnych zapór wodnych.

  

Mam nadzieję, że ta walka będzie zarazem zielona i czerwona i że podniesiemy widmo socjalizmu, aby uzyskać szersze spojrzenie na te problemy.

  

Niektórzy ekolodzy w odpowiedzi na zmiany klimatyczne, aby zachęcić do wydajności energetycznej, lansują zasadę rekompensaty szkód przez użytkownika, która opiera się na nakładaniu opłat na zwykłych ludzi za podstawowe usługi.

  

Właśnie ta kwestia odróżnia ruch ekosocjalistyczny od tych ekologów, którzy widzą w rosnących cenach jedynie czynnik hamujący konsumpcję, nie troszcząc się o to, jaki ma to wpływ na ludzi ubogich.

  

Użytkownicy samochodów o niskich dochodach, zmuszeni mieszkać na przedmieściach w Kolumbii Brytyjskiej w Kanadzie, zostają objęci tym samym podatkiem paliwowym (podatkiem węglowym, który obejmuje paliwa). I w ten sposób, nie z własnej winy - szalejący rynek mieszkaniowy wraz ze wszystkimi kapitalistycznymi spekulacjami doprowadził do tego, że kwestia mieszkaniowa wygląda właśnie tak, a przez niskopłatne prace zmuszeni są oni do mieszkania coraz dalej - są coraz bardziej uzależnieni od swoich samochodów i bardziej narażeni na ten podatek.

  

Właśnie dlatego tak ważne jest włączenie walki klasowej w kampanię klimatyczną. Nie chodzi tylko o sprawiedliwość, ale również o właściwą taktykę.

  

Osoba o niskich dochodach nadal będzie poruszać się samochodem, ponieważ transport publiczny nie dociera tam, gdzie ona mieszka. Jeżeli naprawdę chcemy popchnąć do przodu ideę budowy sieci transportu publicznego z prawdziwego zdarzenia, będzie to wymagało dużo wyższego podatku od dóbr luksusowych nakładanego na bogatych, których na niego stać, i którzy początkowo prawdopodobnie nawet nie zauważą wzrostu cen. Musimy doprowadzić do sytuacji, w której go zauważą i ograniczą swoją hedonistyczną konsumpcję.

  

Jak wobec tego przeciwstawiać się zmianom klimatycznym?

  

Cóż, jest to tak interesująca, że nawet ktoś taki jak Al Gore może zdumiewać się, dlaczego nie ma więcej akcji bezpośrednich wymierzonych w węglowe generatory prądu czy kopalnie węgla. Tak więc mając swoiste upoważnienie od polityka z pierwszej ligi, aby zrobić trochę zamieszania, to jest to najwyższy czas - wszyscy powinniśmy robić o wiele więcej.

  

Myśląc o powszechnie dyskutowanych niezależnych projektach na świecie, które uznano za skuteczne - a przywłaszczenie sobie bezpłatnie wody i elektryczności w RPA było szeroko chwalone przez autonomistów - trzeba przyznać, że to działa, ale przez jakiś czas.

  

Ale tak naprawdę potrzebujemy bardziej długofalowego planu, który zapewni, że korzyści, które osiągnęliśmy na ulicach, we wspólnotach i na hali produkcyjnej, będą naprawdę realne. W jaki sposób przekształcić je w skuteczną politykę publiczną?

  

Zawsze jest niebezpieczeństwo, że w przypadku, gdy walczy się jako socjalista o jakąś reformę, okaże się ona w końcu „reformistyczną” reformą - wzmocni system i da mu legitymizację.

  

A oczywiście nikt nie chce legitymizować kapitalizmu kładąc odrobinę wody na powierzchni. Działaczom socjalistycznym chodzi natomiast o „niereformistyczne” reformy, ponieważ pozwalają one poszerzyć pole walki i przeżyć kolejny dzień, aby móc podnosić ważniejsze roszczenia. Pozwalają też ruchowi nabrać rozpędu.

  

Logika wbudowana w te reformy - takie jak bezpłatny podstawowy dostęp do wody i prądu - przeciwdziała wewnętrznej dynamice i zasadom działania systemu kapitalistycznego. Tak więc nie służą one wzmacnianiu systemu, ale osłabieniu jego wewnętrznej dynamiki.

  

Dlatego myślę, że kiedykolwiek toczy się walka pracowników najemnych, która doprowadza do strategicznych reform, przy wielkim wysiłku, z pomocą wielu członków, wielu partnerów koalicji i sojuszy, można mówić o szansie poważnego zakwestionowania systemu kapitalistycznego.

  

A poważne wyzwanie wobec systemu kapitalistycznego jest właśnie tym, czego potrzeba nam dzisiaj, aby ocalić ziemię. Potrzebujemy wizji socjalistycznie zorganizowanej planety.

przeł. Joanna Erbel

  


Źrodło: „Green Left Weekly” nr 757 z 9 lipca 2008 r. Dziękujemy Patrickowi Bondowi za zgodę na przedruk wywiadu. Tekst publikujemy z drobnymi skrótami.

  

Patrick Bond - ekonomista i aktywista, kieruje Center for Civil Society na Uniwersytecie KwaZulu-Natal w Durban (RPA). Autor wielu książek, w tym Climate Change, Carbon Trading and Civil Society (2007); Looting Africa: The Economics of Exploitation (2006), Walk Left, Talk Right: South Africa’s Frustrated Global Reforms (2005).

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 24.08.2008 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.43653 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273