NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Balicki: Szpital to nie sklep z gwoździami Drukuj
Z Markiem Balickim* rozmawia Michał Sutowski   
01.11.2010

szpitale.gifMichał Sutowski, Krytyka Polityczna: Rząd prezentuje swój pakiet ośmiu ustaw dotyczących ochrony zdrowia jako szansę na gruntowną zmianę na lepsze. Pan uważa, że propozycje Platformy mogą raczej pogłębić patologie wynikłe z wielkiej reformy roku 1999.


Marek Balicki*: Trudno tu mówić o spójnym pakiecie czy całościowej reformie. Natomiast co najmniej w jednym przypadku możemy mówić o kontynuacji rozwiązań z roku 1999. Mam na myśli projekt ustawy o działalności leczniczej. Jego podstawowym celem nie jest – jak można by oczekiwać – regulacja zorganizowanej działalności leczniczej, ale przekształcenie placówek leczniczych w spółki kapitałowe – z ograniczoną odpowiedzialnością bądź akcyjne. Kluczowe jest to, że zadaniem tych spółek ma być działalności gospodarcza, tzn. nastawiona na zysk. Szpital będzie traktowany jak przedsiębiorstwo, a spółki jako przedsiębiorcy w rozumieniu kodeksu cywilnego i ustawy o swobodzie działalności gospodarczej. Mamy zatem do czynienia z procesem urynkowienia ważnego segmentu ochrony zdrowia.


Czy to oznacza pogłębienie tendencji zainicjowanych dekadę temu?


Tak. Pierwszy krok to była ustawa o kasach chorych z 1 stycznia 1999. Wcześniej istniał dość spójny system lecznictwa – w każdym województwie na czele sieci placówek publicznych różnych szczebli, w tym klinik i instytutów badawczych, stał wojewoda jako reprezentant państwa. Całość była silnie zintegrowana, funkcjonowały mechanizmy koordynacji. Reforma rządu Buzka te więzi rozerwała. Szpitale usamodzielniono.


W tym tkwi problem? W autonomii pojedynczych szpitali?


Nie, akurat usamodzielnienie było krokiem w dobrym kierunku. Przekazanie szpitali samorządom lokalnym też nie musiałoby być złe – gdyby np. wszystkie przekazano samorządom wojewódzkim. Taki projekt opracowaliśmy na początku lat 90. z Heleną Góralską i Ireną Wójcicką. Tymczasem w roku 1999 szpitale przekazywano województwom, powiatom i nawet niektórym gminom – nie patrząc na konsekwencje. Nagle zamiast jednego pojawiło się czterystu kilkudziesięciu właścicieli! Wzięło się to m.in. z doktrynalnego założenia, że szpitale będą czynnikiem powiatotwórczym.


A nie były? 


Nie. Ponieważ źródłem finansowania były kasy chorych, a nie budżety powiatu, do tego dochodziła jeszcze konkurencja między szpitalami o kontrakty. Bardzo często okazywało się zresztą, że racjonalność działania pojedynczego szpitala jest sprzeczna z racjonalnością całego systemu. Zdarzało się np. dublowanie usług wysokospecjalistycznych w sąsiednich powiatach, tylko po to, by uzyskać opłacalny kontrakt. Nietrudno się domyślić do czego to prowadziło: podaż jednych  usług byłanadmierna, a jednocześnie ograniczano usługi mniej „opłacalne”. Oczywiście ze szkodą dla pacjentów. Twórcy systemu kas chorych nie docenili, po pierwsze, znaczenia koordynacji i planowania, po drugie, stopnia nieprzygotowania samorządów do zarządzania szpitalami, po trzecie wreszcie, nie zapewniono wystarczającej ilości środków na poziomie regionalnym.


Po prostu za mało pieniędzy?


Ale także zła alokacja. Różnice wpływów ze składek w poszczególnych województwach są ogromne. A to dlatego, że Polska jest bardzo zróżnicowana terytorialnie pod względem wielkości zarobków. Mechanizmy wyrównawcze praktycznie nie zadziałały. W dodatku ZUS był nieprzygotowany i środki dla województw dzielono „ręcznie”. Silniejsze województwa wydzierały, ile tylko mogły dla siebie. Zwiększały się też różnice, jeśli chodzi o zakres kontraktowanych usług zdrowotnych – w niektórych województwach mieliśmy np. 1-2 programy innowacyjnego leczenia nowotworów, a w innych kilkanaście. Dysproporcje zaczęły się robić ogromne.


Czy NFZ nie zmienił tej sytuacji? W końcu podział na kasy chorych zlikwidowano.


Faktycznie, zniknęły kasy chorych, te „udzielne księstwa”. Zatrzymano wzrost dysproporcji regionalnych. Fundusz rozwiązał też częściowo jeszcze jeden kłopot – obecny algorytm podziału środków jest dużo bardziej przejrzysty niż ten z początku reformy. Ale błędne jest – powszechne niestety – przekonanie, jakoby stworzenie NFZ oznaczało odwrócenie kierunku reformy z roku 1999. Najważniejsze jej zasady zostały utrzymane: istnienie kilkuset właścicieli szpitali oraz regulowana konkurencja o kontrakty zawierane z płatnikiem środków publicznych.


LEKI -TANIE CZY DROGIE


Czy za pakietem ustaw, które proponuje PO, stoi jakaś naczelna idea? Chwilami można odnieść wrażenie, że cały pakiet jest wewnętrznie sprzeczny. Nacisk na komercjalizację szpitali to krok w stronę urynkowienia systemu, ale np. zapisy w ustawie o lekach zmierzają do zwiększonej kontroli cen leków przez państwo.


Faktycznie, rozwiązania w tym drugim obszarze wyglądają na bardzo radykalne. Ale to nie jest problem pacjentów, tylko koncernów farmaceutycznych. A one nie należą do przedsiębiorstw o niskiej rentowności.


Podnosi się jednak zarzut, że sztywne ceny leków oznaczają likwidację promocji – znikną z aptek np. leki za złotówkę.


Problemem w Polsce nie są ceny leków „w ogóle”. Pod tym względem jesteśmy na jednym z ostatnich miejsc w UE. Podobnie wydatki na leki na głowę mieszkańca – jeśli uwzględnić parytet siły nabywczej, to Polska znajduje się na trzecim miejscu od końca wśród 32 krajów OECD. Leki w naszym kraju są tanie – a proponowane rozwiązania dają nawet szanse na dalsze obniżki cen.


Brzmi to jak herezja…


Właśnie – ponieważ w Polsce problemem nie jest ogólna cena leku, tylko poziom współpłacenia przez pacjenta! W obecnej sytuacji, a zwłaszcza po wdrożeniu proponowanych rozwiązań, najwięcej zyskuje płatnik – czyli budżet NFZ. W roku 2009 poziom współpłacenia przez pacjentów wynosił około 34 procent, podczas gdy np. w Niemczech – zaledwie 7 procent. Dlatego właśnie mamy wrażenie, że w Polsce leki są drogie. Są, ale dla pacjenta w aptece, ale nie dla systemu. I dlatego prawdziwa reforma powinna dążyć do obniżenia poziomu dopłat do leków na receptę. Inna sprawa, to ogromny sektor leków bez recepty, płatnych w całości przez pacjenta. Jeśli je uwzględnić, to okaże się, że Polska jest jedynym chyba krajem, w którym płatnik publiczny wydaje na leki mniej niż pacjenci z prywatnej kieszeni.


Czy jako pacjenci stracimy czy zyskamy na zmianach?


Ministerstwo Zdrowia twierdzi, że nie stracimy, ale trudno to wiarygodnie przewidzieć. W roku 2009 z własnej kieszeni zapłaciliśmy około 4 mld złotych, a dzięki rynkowym upustom, rabatom, etc. – zaoszczędziliśmy około 700 mln. Przy sztywnie ustalonych cenach stracimy rabaty, ale zarazem obniży się marża hurtowa – per saldo najprawdopodobniej dopłacimy jednak więcej. Do tego słychać już głosy, że firmy farmaceutyczne planują przenieść część leków na rynek pełnopłatny. Nie ma cudów – przy zamrożeniu globalnej sumy publicznych wydatków na leki na pięć lat, w sytuacji gdy dziś już są niewysokie – trzeba będzie wypełnić braki przy pomocy dopłat od pacjentów.


A jakie rozwiązanie pozwoliłoby płacić mniej w aptece?


Możliwości są w zasadzie dwie. Można wprowadzić równe ceny za każdy lek – np. 10 zł, niezależnie od tego, czy NFZ płaci za niego 12 czy 1000 zł. Takie rozwiązanie obowiązuje w Niemczech i Wielkiej Brytanii. Jest o tyle sprawiedliwe, że poziom prywatnie wydanych pieniędzy nie zależy od choroby pacjenta. Druga opcja, to tzw. dopłaty degresywne. Recepty są zróżnicowane, np. niektóre na zniżkę 30, inne 50 procent – ale powyżej pewnej kwoty na miesiąc czy kwartał, pacjent płaci coraz mniej. Tak to wygląda np. w Skandynawii.


CZY EKONOMIA DOTYCZY MEDYCYNY?


O ile zatem w obszarze leków relacja rynek – państwo jest dość skomplikowana, o tyle  projekty przekształcenia szpitali w spółki są otwarcie prorynkowe? 


Tak – propozycje PO powtarzają rozwiązania belgijskie czy szwedzkie sprzed ponad dekady. Tylko że np. w Szwecji zastopowano już tę tendencję. Wprowadzono regułę, że publiczne środki można przekazywać tylko jednostkom nie nastawionym w swej działalności na zysk. Jakiś margines – 5-10 procent – działalności komercyjnej za pieniądze publiczne zawsze będzie istniał. Ale nie może być tak, żeby większość szpitali miała za zadanie wygospodarować nadwyżkę!


Etyka biznesu kłóci się z etyką medyczną?


Oczywiście. Celem lekarza nie jest redukcja kosztów, tylko leczenie w sposób możliwie najbardziej efektywny. Oczywiście jeśli uda zredukować koszty przy zachowaniu skuteczności – to dobrze. Tymczasem zgodnie z logiką biznesu, podstawowym instrumentem radzenia sobie z trwale nierentowną działalnością jest jej likwidacja. Jeśli nie opłaca się już produkować samochodów, to fabrykę się zamyka, a jej majątek sprzedaje.


Czy możemy całkowicie uniknąć kwestii rachunku ekonomicznego w medycynie? Zasoby są zawsze jakoś ograniczone.


Ale jakość zarządzania wcale nie zależy od tego, czy mamy do czynienia z publicznym ZOZ czy spółką kapitałową! Mnóstwo spółek bankrutuje, wystarczy przeczytać pierwszą z brzegu gazetę z działem gospodarczym.


Można odpowiedzieć na to, że patologie zdarzają się wszędzie – niekompetencja także. Czy jednak w sytuacji dobrego zarządzania w obu typach podmiotów, spółka nie ma ekonomicznej przewagi?


Zamiana w spółkę kapitałową oznacza wyjęcie podmiot spod prawa publicznego i przejście pod prawo prywatne. Wydajemy publiczne pieniądze, a jednocześnie państwo traci nad nimi nadzór. Ale nawet jeśli przyjmiemy, że spółka będzie dobrze zarządzana, to jeśli NFZ obniży jej kontrakt, to również może ona przynosić straty – tak samo jak sp ZOZ. A jeśli właściciel, jak np. samorząd lokalny, wpisze w jej statut pełnienie misji publicznej, to niezależnie od kontraktu będzie ona przyjmować wszystkich pacjentów. I wówczas straty są niemal pewne. Raport Wojciecha Misiąga z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową wyraźnie dowodzi, że sama zmiana formy zarządzania nie przekłada się na efektywność!


Ale zmieniają się formy jej osiągania?


I tu leży pies pogrzebany. Wyobraźmy sobie taką oto sytuację: zarząd spółki powołuje się na kodeks spółek handlowych i domaga się od właściciela, np. starosty powiatu, likwidacji oddziału pediatrycznego. Może to zrobić, bo oddział przynosi straty – a świadome utrzymywanie tego stanu rzeczy naraża zarząd na odpowiedzialność karną za działalność na szkodę spółki! To prawda, że dotychczas rzadko stawiano zarządom zarzuty w takich sytuacjach. Po reformie może się to jednak zdarzać częściej – chyba że świadomie będziemy utrzymywać pewną fikcję. Ale jeśli tak, to ja wolę, żeby to była fikcja w ramach sektora i dyscypliny finansów publicznych.


Skoro zagrożenie stratami jest podobne w wypadku sp ZOZ i spółek kapitałowych, to co powinno uczynić państwo, żeby długi nie powstawały?


Dostosować środki do zlecanych zadań! O ile na poziomie poszczególnych jednostek bywa z tym różnie, to w skali całego kraju na pewno są niewystarczające. Jeśli w szpitalu, np. w wolskim, jest „opłacalny” oddział, w rodzaju kardiologii, to można dzięki niemu utrzymać pozostałe: internistyczny albo pediatrię. W ramach spółki należałoby się kierować prostym kryterium rentowności – i tę internę z pediatrią po prostu zamknąć.


A jeśli wszystkie są nieopłacalne?


Wtedy żaden zarząd nie pomoże! Dobrym przykładem jest Zamość – prezes tamtejszej spółki miejskiej zarządzającej jednym ze szpitali jeszcze dwa lata temu jeździł razem z minister Kopacz po Polsce i opowiadał, że to fantastyczna forma zarządzania. Obecnie twierdzi co innego – NFZ obniżył im kontrakt i przestali sobie radzić. 


Jest pan zatem pryncypialnym przeciwnikiem przekształceń w spółki?


Nie – istnieją przypadki, w których takie posunięcie może być koniecznością. Ale można to ocenić tylko lokalnie, w każdej sytuacji z osobna. I muszą zostać zachowane cztery warunki. Po pierwsze – dobrowolność. Po drugie – ustawowa gwarancja, że zachowa się w nich większość udziałów publicznych, a mówiąc krótko, zakaz prywatyzacji. Po trzecie – obowiązek działalności non-profit, czyli zakaz transferowania zysków spółek na zewnątrz. I po czwarte – zabezpieczenia na wypadek upadłości: sąd orzeka w pierwszej kolejności o postępowaniu układowym, a nie od razu o upadłości, minister zdrowia jest z urzędu stroną w ewentualnym postępowaniu, istnieje możliwość interwencji budżetowej, włącznie z przejęciem zobowiązań szpitala, wreszcie – w razie konieczności sprzedaży – zakaz podziału majątku. Planowana ustawa w ogóle tych kwestii nie porusza, traktując szpital jak sklep z gwoździami.


Na początku wymienił pan „dobrowolność”. Zgodnie z obecnym projektem przekształcenie w spółki nie jest obowiązkowe.


Wiemy, że szpitale są niewystarczająco finansowane z budżetu NFZ – a rządowi zależy przede wszystkim na tym, żeby nie musiał podwyższać składki. W związku z tym przerzucono odpowiedzialność za skutki zbyt niskich kontraktów NFZ – jeśli szpital generuje straty, brakujące środki ma dopłacić samorząd. Samorządy najczęściej nie mają dodatkowych środków, choćby dlatego że to, co mają, wykorzystują jako swój wkład w fundusze strukturalne. A to oznacza, że chcąc nie chcąc, będą zmuszone przekształcać sp ZOZ-y w spółki.


Dobrowolność jest pozorna?


Tak – i stoi za tym przemyślana koncepcja. Kiedy przekształcona spółka będzie przynosiła straty i jednocześnie zbliżać się będą wybory, samorząd będzie miał dwa wyjścia. Chroniąc szpital przed bankructwem, dopłaci brakujące środki. Tym sposobem władza centralna w chytry sposób przerzuca część swojej odpowiedzialności na władze lokalne. Jeśli zaś straty będą zbyt duże do pokrycia, samorząd będzie zmuszony sprzedać szpital. Tylko że biznes – w swym najlepiej pojętym interesie – wykupi tylko rodzynki, tj. rentowne placówki czy oddziały. 


CO ROBIĆ?

  

Powrócę do najważniejszego pytania: co robić i kto ma to zrobić?

  

Państwo, zgodnie z artykułem 68. Konstytucji RP, ma obowiązek zapewnienia równego dostępu do ochrony zdrowia – zgodnie z wykładnią Trybunału Konstytucyjnego, chodzi tu o „realny” dostęp, a to oznacza z kolei przeznaczenie odpowiednich środków. Nie pomoże prywatyzacja, gdyż ona oznacza przerzucenie kosztów na gospodarstwa domowe i zwiększenie różnic w dostępie do usług medycznych. A z kolei przerzucanie kosztów na samorządy rodzi pytanie – to jaki ma być właściwie koszt świadczenia? Celem działania szpitala jest misja, a to oznacza, że rachunek ekonomiczny jest na drugim miejscu po efektywności leczenia, ale nie – że w ogóle nie obowiązuje. Jeśli mamy dwa podmioty płacące, to niesłychanie rozmywa nam się przejrzystość procedur wyceny świadczeń.

  

Czy oznacza to, że koniecznie musimy podwyższyć składkę?

  

Przede wszystkim potrzebna jest koordynacja i planowanie – tzw. sieć szpitali, która pozwoliłaby na rozmieszczenie adekwatnej ilości oddziałów w województwach i regionach. Nie da się jednak uniknąć zwiększenia nakładów – pamiętajmy, że są takie oddziały, do których „z istoty” trzeba przez np. pół roku dopłacać, chirurgia dziecięca jest najlepszym przykładem. Prawdopodobnie konieczna jest zmiana zasad finansowania działalności szpitali. Ciekawe jest rozwiązanie belgijskie – część środków uzależniona jest, tak jak u nas, od ilości świadczonych usług. Część jednak przeznacza się na tzw. koszty stałe. Nasz system – płatność za usługę – jest niekorzystny dla racjonalnego zarządzania. Istnieje określona liczba pacjentów, za którą jesteśmy w stanie utrzymać oddział. Jeśli nie wyrobimy limitu – tracimy. Ale za każdego pacjenta powyżej tego limitu zarabiamy nieproporcjonalnie dużo. Na tym żeruje m.in. sektor prywatny.

  

Czy projekty PO rzeczywiście składają się na spójny pakiet reform? 

  

Pakiet, owszem, ale oszczędnościowy. Likwidacja staży podyplomowych i skrócenie specjalizacji lekarskich, a także Lekarskiego Egzaminu Państwowego, ceny leków refundowanych z budżetu NFZ, dochody ze sprzedaży szpitali i sprzedaży usług przez szpitale, do tego wszystkiego dopłaty ze strony samorządów. W tym sensie jest to wizja na swoisty sposób liberalna – jak najmniej udziału państwa w finansowaniu ochrony zdrowia, jak najwięcej

obciążeń przeniesionych na zewnątrz. Niestety – te wszystkie oszczędności nie przełożą się na zmniejszenie wydatków pacjentów, choć niewątpliwie wspomogą budżet. W wielu momentach nieprzemyślanymi metodami – nie wiemy dziś, jak na poziom kształcenia lekarzy wpłynie likwidacja staży i skrócenie specjalizacji. Jeśli zaś chodzi o LEP – to wraz z nim rezygnujemy z zewnętrznej oceny jakości kształcenia. To prawdziwy fenomen – we wszystkich zawodach regulowanych dąży się do jednolitego egzaminu – żeby ciągnąć poziom w górę. Tutaj likwidujemy egzamin państwowy i niczym go nie zastępujemy – a nabór na specjalizacje opiera się na średniej ocen z uczelni. Logiczne jest, że może to prowadzić do zaniżania poziomu nauczania.

  

Rozmawiał Michał Sutowski.

  

*Marek Balicki - poseł na Sejm, były minister zdrowia, dyrektor Szpitala Wolskiego.

  

Komentarze
Dodaj nowy
kot_w_golebniku  - Socjalizm i jego problemy   |01.11.2010 11:45:02
"Ale jakość zarządzania wcale nie zależy od tego, czy mamy do czynienia z
publicznym ZOZ czy spółką kapitałową! Mnóstwo spółek bankrutuje, wystarczy
przeczytać pierwszą z brzegu gazetę z działem gospodarczym."

Pan Balicki
jak większość socjalistów nie rozumie w ogóle głównej zalety systemu z którym
walczą (tj. kapitalizmu). To właśnie o to chodzi by bankrutowały! Serio. Chodzi
o to żeby ZŁE firmy bankrutowały i ustępowały miejsca dobrym. A o tym które są
złe a które dobre ma decydować WYŁĄCZNIE konsument, czyli każdy z
nas.

Wytłumaczę to może na przykładzie piekarni (bardzo ważna sprawa, bez
chleba umieramy w końcu z głodu). W mieście jest 5 piekarni, z czego 2 pieką
świetny chleb, 1 przeciętny ale tani i 2 nie dość że paskudny to jeszcze dość
drogi. W kapitalizmie w dwóch ostatnich nikt nie będzie kupować chleba i
piekarnie te zbankrutują. Pozostałe na początku poczują ulgę - mniejsza podaż i
konkurencja. Ale, ale… Zapotrzebowanie społeczeństwa na chleb nie spadło. Na
rynku szybko pojawią się nowi gracze, którzy z czysto egoistycznej chciwości
otworzą 3 nowe piekarnie starając się BY BYŁY JESZCZE LEPSZE NIŻ TE NA RYNKU.
Albo zbankrutują.
A tymczasem w socjalizmie… Chleb jest za darmo, a piekarnie
dostają pieniądze z Narodowego Funduszu Piekarniczego. Więc hulaj dusza, piekła
nie ma - każda może produkować jaki tam chce chleb i nic jej się nie stanie.
Dodatkowo z powodu limitów na sprzedaż chleba kupujący muszą czasem kupować w
najgorszych piekarniach ponieważ lepsze szybko wyczerpują limit. Do tego w
cięższym przypadku socjalizmu dojdzie rejonizacja i przejęcie majątku piekarni
na rzecz państwa. Ale to nie jest istotne. Istotne jest, że ŻADNEJ PIEKARNI NIE
GROZI BANKRUCTWO. Dzięki czemu mogą one do woli piec zakalce i oferować je
drogo.
Oczywiście socjalizm zawsze bohatersko walczy z problemami, które
stworzył. Jednym z typowych rozwiązań będzie stworzenie skomplikowanej sieci
urzędów kontrolujących jakość chleba w piekarniach. Rzecz jasna ten bardzo drogi
system (urzędnicy kosztują) szybko stanie się niewydolny i skorumpowany.
Niewydolny, bo nikt w tym systemie nie ryzykuje SWOIMI pieniędzmi, a wyłącznie
cudzymi. Skorumpowany - chyba nie muszę tłumaczyć. Dodatkowo piekarnie zaczną
produkować coraz mniej i mniej. Bez ekonomicznego bodźca zachęcającego do
produkcji większej ilości chleba zaczną wyłącznie kombinować jak wyłudzić jak
najwięcej kasy z systemu.

Dlaczego nie godzimy się na taki układ przy
produkcji chleba, którego jeśli zabraknie to umrzemy z głodu, a godzimy się na
taki chory układ w innej ważnej dziedzinie naszego życia to tego ja już nie
rozumiem.
kamil gliwice   |01.11.2010 18:09:47
był juz taki co przy argumentowaniu dlaczego prywatna słuzba zdrowia,podawał
przykład weterynarzy i leczenia koni.teraz przykład z piekarnią. oba te
porównania mające osmieszyć system osmieszają ich głosicieli.jest sens aby
piekarnie były prywatne. są i co do tej kwestii nie ma sporu.nawet jeśli
piekarnia zbankrutuje,klient pójdzie do piekarni obok.jak jej zabraknie pójdzie
do marketu i tez sobie kupi pieczywo.ZDROWY KLIENT.tymczasem należy uwzględnić
specyfikę tematu szpitali.w piekarniach nie leżą na łóżkach chorzy pacjenci,po
operacjach,przeszczepach,w śpiączkach..jak taki szpital zbankrutuje,to chciałbym
zobaczyc autora tego tekstu,przenoszącego tych chorych do innych
placówek.chciałbym tez zobaczyć jak zapłaci potem rachunki tym lepszym
szpitalom,które nie zbankrutują.i jak będzie dopłacał do komplikacji związanych
z chorobami,które mogą podwyższyc wielokrotnie koszty leczenia, a których przy
przyjmowaniu do szpitala cięzko przewidzieć.jezeli natomiast okaze sie ze w
czasie leczenia koszty niespodziewanie wzrosną tak,ze pacjenta nie bedzie stać
na leczenie,wierze,że w imię chrześcijańskiego miłosierdzia,autor tekstu dopłaci
takiemu pacjentowi z własnej kieszeni całą kwote leczenia.bo przecież szpital ma
przynosic zysk-nie dołozy do leczenia komplikacji ani złotówki,bo jeszcze
wpadnie w długi.w końcu, niech jakaś choroba(czego rzecz jasna nikomu nie zycze)
dotknie naszego szanownego liberała.nie daj Boże trafi na czas kryzysu,kiedy to
nasz liberał znajdzie sie w tudnej sytuacji finansowej.i jak nie znajdzie sie
ktoś tak miłosierny i skory do pomocy jak on sam:>.i co wtedy?..sam jak
palec.ale można starczy na znachora:}
kot   |01.11.2010 21:01:00
Trochę tu się pozmieniało!
Nisko proszę o likwidacje postu powyżej
bo ja nie
mogę tego zrobić! Cito.
Reszta jak wyżej.

Rozumowanie zaprezentowane powyżej
przez komentującego wpisowicza należy do znudzenia powtarzanej mantry.
Ale od
samego powtarzania rozumu nie przybywa. Skoro autor wpisu byłby pewien swoich
racji i zachowywał się jak istota myśląca, a nie powtarzająca, to spróbowałby
polemizować konkretnie z konkretnymi tezami Balickiego,a nie tylko po raz
tysiączny powtarzać, to co tyle razy już powtarzano.
Balicki, obecnie
najbardziej kompetentny znawca ,,reformy,, służby zdrowia
udawania, że służba
zdrowia różni się od fabryki gwoździ.
,,Lis,, kompromituje się jako osobnik
niezdolny do zrozumienia,że a nie ma żadnej różnicy, na tym poziomie abstrakcji,
między fabryką gwoździ, a piekarnią.
Trochę więcej na
kot_w_golebniku  - Na spokojnie   |01.11.2010 21:21:25
@kamil: w piekarni ludzie nie leżą, ale bez chleba umierają z głodu. A co
jeśli zabnkrutują wszystkie piekarnie?
Wizja ludzi ewakuowanych ze szpitala po
jego bankructwie to dość toporna próba straszenia czytelników. Takie duże
zakłady nie bankrutują z dnia na dzień. Szpital przestaje przyjmować nowych
pacjentów i dopiero po pewnym czasie ustaje leczenie. Rzecz jasna pojedyncze
osoby mogą wymagać ewakuacji, ale zamykanie pojedynczych oddziałów jak i całych
szpitali miejsce już miało i na pewno mieć będzie. Choćby z tego powodu, że
zapotrzebowanie na ich usługi zmienia się w czasie.

"jezeli natomiast okaze
sie ze w
czasie leczenia koszty niespodziewanie wzrosną tak,ze pacjenta nie
bedzie stać
na leczenie,wierze,że w imię chrześcijańskiego miłosierdzia,autor
tekstu dopłaci takiemu pacjentowi z własnej kieszeni całą kwote
leczenia"
Kompletnie tego nie rozumiem. Przecież za to płaci ubezpieczyciel.
Obecnie NFZ. A pośrednio każdy ubezpieczony. Urynkowienie usług medycznych nie
ma NIC wspólnego z finansowaniem. Można sobie wyobrazić prywatne szpitale,
prywatnych ubezpieczycieli i obowiązkowe ubezpieczenia jak do tej pory
sprawiające, że nikt nie znajdzie się w sytuacji "nie stać mnie na
operację"
Polecam przemyślenie tych tematów jeszcze raz, na spokojnie i
używanie logiki oraz rozumu, a nie emocji.
wlochaty   |01.11.2010 23:14:12
@kot_w_galebniku

W zasadzie przyklad USA, gdzie system opieki zdrowotnej w
duzej mierze jest (byl) oparty na takich rozwiazaniach pokazuje ze podejscie
rynkowe w zasadzie nie sprawdza sie w sluzbie zdrowia. Pisze w zasadzie,
poniewaz kontrargumentem jest zaawansowanie procedor leczenia, ktore sa jednak
tak drogie, ze stac ich na nie jedynie tych na ktorych sa organizowane zbiorki
charytatywne. Tkwi w calym podejsciu rynkowym pewien blad logiczny, gdy zaklada
sie, ze ubezpieczyciele prywatni, ktorzy sa w zasadzie oligopolem, beda w
odpowiedni sposob finansowac nasze swiadczenia, a nie osiagac maksymalne zyski
ze skladek
koko   |02.11.2010 00:05:42
@kot w golebniku
Chyba nie rozumiesz specyfiki służby zdrowia. Porównanie z
piekarnią jest śmieszne. Wyobraź sobie, że część ludzi lubi chleb słonecznikowy
i kupuje go w jednej z piekarni. Zysk z tego chleba jest niewielki i mało
klientów, więc piekarnia postanawia z niego zrezygnować. Można się zawsze
przerzucić na inny chleb. Ale nie można sobie wybierać choroby.
Są tysiące
usług medycznych,a wszystkie potrzebne. Czasem te najpotrzebniejsze się nie
opłacają. Jak chcesz zmusić placówki do świadczenia nieopłacalnych usług? Czy to
nie wbrew wolnorynkowej logice?

Dziś bywa tak, że pacjenci płacą za operacje w
luksusowych warunkach w prywatnych klinikach. Wszystko jest dobrze dopóki nie
dojdzie do jakichś paskudnych komplikacji. Wtedy są odsyłani do państwowej
placówki. No, bo nie płacili przecież za komplikacje.

No i co w przypadku,
kiedy kogoś nie stać na ubezpieczenie? Np. bezdomni, albo staruszki z emeryturą
wysokości paruset zł? Nie będziemy leczyć jej raka, bo stać ją najwyżej na
nadciśnienie?
kot_w_golebniku   |02.11.2010 00:47:12
Po pierwsze system w USA nie jest w pełni wolnorynkowy i ma nadal mnóstwo wad.
Ale zgadzam się, że jest bardziej niż w Polsce. Jednak po drugie: chyba każdy
widzi jak jest w Polsce - ludzie umierają czekając rok w kolejce na zabieg.
Gdzie wolelibyście się leczyć: w Polsce, czy USA. Ja osobiście wolałbym w USA
być leczony przez polskiego lekarza :) (Polacy są zdolni)
kot_w_golebniku   |02.11.2010 01:07:28
Najbardziej nietrafiony jest argument "No i co w przypadku, kiedy kogoś nie
stać na ubezpieczenie?"
Chciałbym zauważyć, że osoby nieubezpieczone obecnie
także nie mają pełnej opieki zdrowotnej. Tzn. nie mają darmowej. Twierdzisz, że
może być gorzej?
A czy jest aż taka duża różnica ubezpieczyć się w prywatnej
firmie a ubezpieczyć się w NFZ? Jest tylko jedna: możesz mieć wybór jednej z
wielu firm.
Podobnie ze szpitalami i lekarzami.
wlochaty   |02.11.2010 07:59:51
Osob nie ubezpieczonych w Polsce praktycznie nnie ma. W USA 30mln. A roznic moze
byc wiecej. W interesie prywatnej firmy jest nie realizowanie twoich swiadczen.
Wskazuje na to logika i przyklady z zycia. W wspominanym USA powszechna praktyka
bylo zatrudnianie przez firmy ubezpieczeniowe inspektorow wykazujacych
niezasadnosc twojego roszczenia (czesto z naprawde absurdalnych powodow).
Ogolnie model wolnorynkowy wydaje sie niemozliwy do stosowania w sluzbie zdrowia
kot   |02.11.2010 08:24:02
Szpitale?
Niech bankrutują! Powstaną nowe? Nie powstaną!
Zbankrutuje piekarnia.
Przejściowa niedogodność. Rynek to sprawi. Powstanie nowa lepsza. Lub pieczywo
zostanie dowiezione, choćby z Chin. Nie żartuję.
Zbankrutował prywatny źle
zarządzany, jedyny w rejonie szpital.
Był szpital. Nie ma szpitala. Nagłe
wypadki i przewlekle chorzy pozostali.
Powstanie nowy, jeśli to się będzie komuś
opłacało. Ale może się nie opłacać. I co wtedy?
( Przy okazji pytanie za sto
punktów dlaczego nie powstał w Polsce ani jeden prywatny szpital. Szpital nie
przychodnia, klinika, ale szpital jeśli wiesz co to słowo znaczy?)
kot_w_golebniku   |02.11.2010 13:50:18
Oczywiście że wiem. Dlatego, że państwo zajmując się tym biznesem (i zmuszając
siłą ludzi do opłacania go) robi nieuczciwą konkurencję. Zarabiając średnią
krajową płacisz kilkaset złotych NFZowi. Bardzo mało osób płacąc już te spore
sumy do NFZu chce jeszcze ubezpieczać się dodatkowo. To raczej nie jest dziwne -
skoro złodziej zabiera im siłą pieniądze, to nie mają ich już na inne cele.
sg  - chleb i leczenie   |02.11.2010 21:11:20
Porównanie piekarni do szpitala jest absurdalne. Jeśli mi nie smakuje chleb z
jednej piekarni, to mogę kupić z drugiej, potem trzeciej itd. Jeśli choruję na
serce, to nie mogę eksperymentować. Nie mogę sobie 2-3 razy chorować i
sprawdzić, gdzie się choruje najprzyjemniej. Nie mogę umrzeć kilka razy, by
sprawdzić gdzie się nie leczyć.

Ktoś powie, że szpital mogę wybrać zanim
spróbuję (podobnie jak chleb). Ale na jakiej podstawie? Po obejrzeniu reklamy?
Po wysłuchaniu Goździkowej? Jaką przeciętny Polak ma wiedzę o najnowszych
zdobyczach kardiologii? Jak sprawdzić? Jak porównać? Porównanie oferty
operatorów komórkowych jest niemal niemożliwe, trudno wybrać kredyt, komputer,
czy nowe auto. Ale jak do cholery wybrać szpital pediatryczny, gdy twoje dziecko
się poparzy, spadnie z huśtawki czy zachoruje na zapalenie płuc? Mam przeglądać
foldery reklamowe?
kot_w_golebniku   |03.11.2010 00:25:54
Czyli wolisz nie porównywać tylko poddać się wyborowi urzędnika z NFZ? Ok, Twoja
sprawa. Ja akurat wolę mieć wybór 2-3 albo więcej lekarzy. Mogę wybierać
kierując się opiniami, doświadczeniem lekarzy, skutecznością itp. Ale jednak
wolę mieć wybór. Nie skazuj mnie na jeden model tylko dlatego, że Tobie się taki
podoba. Jak chcesz, to możesz dalej ubezpieczać się w NFZ, tylko mnie nie
zmuszaj.
kot   |03.11.2010 11:26:58
Na przykładzie piekarni podrobiony kot udowodnił, coś przeciwnego, do tego
co chciał. Ale nie widzi tego.
To normalne, jest bowiem sformatowany
na kilka, w kółko, powtarzanych sloganów i tylko udaje, ze rozmawia.
Jeżeli przechodzi tutejszy  test formalny na to,że jest człowiekiem, a
nie maszyną, to nie przechodzi testu merytorycznego jako człowiek
posiadający zdolność rozmawiania.
Natomiast zmartwił mnie
wpis @sg.
który nie zrozumiał tego co napisałem i zabrnął w ślepą
uliczkę, gdzie może zostać łatwo pobity.
To podważa mą wiarę w człowieka:
jako istoty logicznej. Coś więcej nie na temat o tej naturze: http://kot-blogkota.blogspot.com/
wlochaty   |04.11.2010 17:30:37
Polecam wywiad z Kopacz w Polityce, rozmawia Zakowski. Nie da sie urynkowic
sluzby zdrowia koniec i kropka. Zbyt skomplikowany system.
Niebieski  - o czym mowa ?   |06.11.2010 19:45:50
Mam wrażenie, że żaden z przedmówców dawno nie był w potrzebie, która
zmusiła go do korzystanie z usług jakiegokolwiek specjalisty
w szpitalu.
Piszecie mądre słowa o piekarni, sklepie z gwoździami i po
chwili zaczynacie jak nasi "szanowni" politycy mówić językiem nienawiści ;] czyli kompletnie nie na temat i bijecie piane bez jajek. Może się nie
znam, ale dialog nawet w takiej 4rumowej formie powinien
prowadzić czytelnika po prostej czy też po krzywej do zastanowienia
się nad sednem problemu, lub rzucić nowy pogląd na sprawę.
Przecież
szpitale to kibel i to śmierdzący.
Kto z was wyleczył choćby jednego
zęba inaczej niż w prywatnej praktyce ? 
Pewnie nikt, super dyskusja dwóch
Eskimosów o lodówce.
Wolny rynek tak jak napisał Kamil,
nich bankrutują. Konkurencja to jakość, a jakość obroni się sama.

pozdrawiam
Zamorano   |23.11.2010 16:33:36
Likwidację służby zdrowia i opieki medycznej jako niekomercyjnego projektu
cywilizacyjnego jako "racjonalność" i "postęp" (zauważmy, że
mierząc neoliberalnym fetyszem, czyli pkb per capita jesteśmy teoretycznie coraz
bogatsi jako społeczeństwo) potrafią przedstawiać tylko obłąkańczy
spadochroniarze z korwinlandii. Śmierć głodowa czy też śmierć z braku dostępu do
opieki medycznej jako uniwersalny i racjonalny regulator. Co jeszcze
"mądrego" wymyślicie korwiniści trollujący forum Krytyki Politycznej?
Wasza ryandowy utopia w realu wygląda jak świat z powieści Zoli czy obecna
Somalia. Pogratulować. Od utopijnych socjalistów XVIII wiecznych, których tak
nienawidzicie specjalnie się nie różnicie.

@Dlaczego nie godzimy się na
taki układ

Ponieważ te mechanizmy tak banalnie prosto nie działają jak w Twoim
przykładzie rodem z felietonów Korwina w Angorze. Chodźby dlatego, że część
chorych - konsumentów nie dostanie nawet oferty, bo ich choroby nie będą
"opłacalne". Choćby dlatego, że wielki postęp w medycynie dokonał się
wraz z odejściem od leseferyzmu w tej dziedzinie, choćby przez powstanie
instytucjonalnego zaplecza naukowego. Choćby dlatego, że miarą naszego
człowieczeństwa jest to, żeby ludzie nie umierali na ulicach z braku godnej
opieki medycznej. Choćby dlatego, że Balicki wie o czym mówi, a Ty podajesz
przykład prosty jak konstrukcja cepa i nie zdajesz sobie sprawy z potencjalnych
kosztów hospotalizacji na jakimś OIOMIE.
Zamorano   |23.11.2010 16:44:16
@Wolny rynek tak jak napisał Kamil,
nich bankrutują. Konkurencja to jakość,
a jakość obroni się sama.

Przecież to kompletna bzdura w przypadku opieki
medycznej. Zwłaszcza, że potencjalne bankructwo to szereg indywidualnych
tragedii i dramatów potencjalnych chorych. Rynek w usługach medycznych w USA
doprowadził do wykluczenie sporej części obywateli spod sensownej opieki
medycznej i skokowej i nieuzasadnionej niczym drożyzny w tym
sektorze.


@Kto z was wyleczył choćby jednego
zęba inaczej niż w prywatnej
praktyce ?

Mój tata miał koronografię w publicznym szpitalu, w Karkonoskim
Centrum Kardiologii Interwencyjnej. Szpital nie był śmierdzącym kiblem, tylko
czystym, zadbanym miejscem. Procedura ta jest droga i ratująca życie. No ale jak
jesteś młody i zdrowy to żyjesz swoimi fetyszami np. wyobrażeniem publicznego
szpitala jako kibla. No widzisz a Szwedka zapadła w śpiączkę w prywatnej
klinice, jak się okazało właśnie syfnej. No jak do tego doszło? Rządza zysku
kolego doprowadza do większych patologii niż państwowy nadzór właścicielski.
Najśmieszniejsze, że nikt z was korwinistów nawet nie próbuje argumentować w
sposób jakiś zniuansowany. Widać fachowość Balickiego to go otagować jako lewaka
i załatwione. A to wy macie wizję rzeczywistości prostą i prymitywaną jak
konstrukcja cepa. Zbudowaną na naiwności i apriorycznych wyssanych z palca
założeniach. A jedyny wasz sposób dyskusji to nie empiria tylko "dowodzenie
przez analogię", "legendy miejskie" oraz "dowód z opowieści
anegdotycznej".
Zamorano   |23.11.2010 16:51:47
Poza tym warto sobie Kocie w Gołębniku poczytać do czego doprowadziła
"konkurencja prywatnych ubezpieczycieli" w USA. Do drożyzny i
zmniejszania koszyka usług. A dlaczego? Bo rola klienta nie jest tak kluczowa
jak ci się naiwnie wydaje. Tj. jest istotna, ale bardziej takiego klienta, który
jest na przykład akcjonariuszem firmy ubezpieczeniowej. Przykład z OFE. Bardziej
będzie dbać nie o korzystną alokację zasobów tylko o własną prowizję i
akcjonariuszy. A dysproporcja informacji jest tak duża, że ty i tak będziesz
przegrany jeśli nie zaistnieją ostre instrumenty kontrolne. Dobrze OFE dbają o
emerytury klientów? No właśnie, ale dla ciebie zawsze państwo będzie
przeszkadzało. Choćby nie wiem jak nie przeszkadzało. Zawsze uwierzysz w taką
uniwersalną wymówkę
victor99   |27.11.2010 20:07:50
Jest taka ksiązeczka na naszym rynku od 20 lat reforma słuzby zdrowia w usa
napisana przez dr,Kubika warto poczytac jak to wyglada wpraktyce
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 01.11.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.80066 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273