|
Maciej Gdula
|
|
17.09.2009 |
|
Rząd USA wycofał się z projektu wybudowania w Polsce i w Czechach tarczy antyrakietowej. Zamiast lamentowania nad niedotrzymywaniem przez Amerykanów obietnic (który to już raz?) powinniśmy się cieszyć, bo kończy się ciemna era polityki Busha i neokonserwatystów.
Zgodnie z założeniami tej polityki, znajdującej społeczne poparcie po atakach terrorystycznych na WTC, USA z pomocą swych sojuszników miały sprawować kontrolę nad sytuacją międzynarodową za pomocą siły. Rządy państw wrogich USA miały być usuwane przy użyciu US ARMY i zastępowane politykami kochającymi wolność, demokrację i USA. Bilans tej polityki po prawie dziesięciu latach jest opłakany. Po pierwsze nic nie było taką pożywką dla międzynarodowego terroryzmu jak interwencje wojskowe USA w krajach islamskich. Po drugie polityka siły doprowadziła do destabilizacji sytuacji politycznej na Bliskim Wschodzie i Azji Środkowej. Po trzecie Zachód stracił moralne prawo wytykania innym naruszania praw człowieka, bo zalegalizował lub tolerował tortury jako prawomocny środek prowadzenia śledztw. W zasadzie jedynym plusem tej polityki było to, że ograniczyła się do Iraku i Afganistanu i nie została wbrew wcześniejszym planom rozszerzona na Koreę Północną.
Barack Obama rezygnuje z polityki siły na rzecz polityki uprawianej bardziej miękkimi środkami. Nie chodzi o to, że sam jest mięczakiem, po prostu bankructwo poprzedniej doktryny jest dziś oczywiste. USA wychodzą z ery Busha osłabione, z rozczarowanymi sojusznikami i z wielkim deficytem budżetowym, wywołanym nie tylko przez kryzys, ale także przez wielkie koszty związane z obsługą polityki siły. Paradoksalnie USA mają dziś jednak większe szanse na uprawianie skutecznej polityki zagranicznej, tak jak większe szanse na udaną operację daje posługiwanie się skalpelem, a nie kijem baseballowym.
Czytaj też: „Tarcza, tarcza i po tarczy” - komentarz Bartłomieja Kozka.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 18.09.2009 )
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...