NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Nobel za własność wspólną Drukuj
prof. Tadeusz Kowalik   
13.10.2009

ostrom_williamson_foto.jpgKomitet Banku Szwedzkiego zaskoczył bodajże wszystkich, nagradzając Elinor Ostrom, politologa (czy politolożkę), a nie zawodowego ekonomistę. A po drugie, wyróżniono badaczkę nad wspólnotami, nad zasadami ich działania. Ale i to ma znaczenie, że nareszcie nagrodzono kobietę – jedyną w gronie ponad sześćdziesięciu dotąd odznaczonych. Nagrodę tę można także odczytać jako zachętę do zainteresowania się ekonomistów osiągnięciami innych nauk ekonomicznych. I jeszcze jedno – żadnego z obojga odznaczonych nie można byłoby zaliczyć uczonych posługujących się wyszukanymi modelami matematycznymi, co też należało w dotychczasowej praktyce nagród ekonomicznych do rzadkości.

Ostrom rozpoczęła swą drogę naukową od badań nad przedsiębiorstwem publicznym, ale bardzo specyficznym – nad zasadami funkcjonowania (unikam słowa zarządzanie, bo ciągle chodziło o coś więcej, choć ona tego terminu używa) przedsiębiorstwa kalifornijskiego systemu gromadzenia i używania wody gruntowej (ground water basin management). I od ponad czterdziestu lat prowadzi badania nad wspólnotami gospodarczymi, nad wspólną własnością lasów, wspólnym rybołówstwem itp. w tak różnych krajach, jak Szwajcaria, Japonia, Turcja, Nowa Szkocja, Sri Lanca.

Moją uwagę zwróciła w latach 80. jej ostra polemika z triumfalistycznym zanegowaniem roli własności publicznej, czy wspólnotowej. To były lata triumfu teorii wyborów publicznych i teorii praw własności. Sformułowano wówczas lub upowszechniono szereg teorematów dotyczących trudności podejmowania decyzji zbiorowych. Teoria wyboru publicznego (theory of public choice) zakwestionowała zdolność państwa do społecznie (w makroskali) racjonalnych wyborów (Arrow, Buchannan, Tullok, Mancur Olson), gdyż te znajdują się w ostrej sprzeczności z dążeniem polityków do maksymalizacji ich własnych korzyści lub dobrze zorganizowanych grup interesu. Szereg bardziej szczegółowych koncepcji zmierzało w podobnym kierunku, już nie tylko w odniesieniu do państwa, ale zbiorowości w ogóle.

Najgłośniejszą  z tych koncepcji, która wywołała niegasnącą falę publikacji okazał się teoremat Garretta Hardina,  znany jako „tragedia wspólnego pastwiska”. Na podstawie tej koncepcji, poczęto wieścić zagładę środowiska naturalnego, jeśli nie zostanie szybko sprywatyzowane („Jedynym sposobem zapobieżenia tragedii wspólnej własności zasobów naturalnych jest zastąpienie jej przez prywatne prawa własności” (Smith, 1980, cyt za Ostrom 1987).

Otóż Elinor Ostrom na podstawie własnych badaniach terenowo-empirycznych sformułowała szereg wniosków podważających skrajny determinizm Hardina i innych autorów tzw. pułapek społecznych. Nie negując przypadków, które mogą potwierdzać, choć może nie w tak skrajnej postaci, prognozę Hardina, odnotowuje ona wiele innych wspólnot, zwłaszcza tych mniejszych, nie przekraczających granic możliwości bezpośredniej komunikacji, które stają się własnymi mikrokonstytucjonalistami. Na drodze pragmatycznej ustalają one reguły wspólnego postępowania, dostosowując ogólne schematy do miejscowych potrzeb, zabezpieczając je w ten sposób przed samodestrukcją. Widoczny jest w nich, przynoszący sukcesy proces „uczenia się w działaniu”. Na tej podstawie Ostrom uważa, że tragiczny teoremat Hardina jest bardzo ubogim, ahistorycznym opisem rzeczywistości, a schematyczny dylemat jego samego i wielu innych badaczy – wyboru własności publicznej lub prywatnej – świadczy o ubóstwie warsztatu badawczego.

Badania szkoły Elinor Ostrom dotyczą wprawdzie tylko tych kilku specyficznych sfer działalności ekonomicznej, w których innowacje technologiczne oraz konieczność elastycznego reagowania na zmieniający się popyt konsumpcyjny odgrywają niewielką rolę. Ostrożnie więc należy odnosić jej wnioski do przedsiębiorczości poddanej silnej konkurencji. Nawet jednak przy najostrożniejszym podejściu, badania tej szkoły pokazują, iż w tych kilku (ale może i w szeregu innych) dziedzinach wspólna własność nie musi być (i nie jest) tylko i wyłącznie drogą do tragicznej autodestrukcji.  Pisała sarkastycznie: „Zjawiskiem niepokojącym i niebezpiecznym jest gotowość uczonych do narzucenia zasadniczych zmian instytucjonalnych nie poprzedzonych analizą jak działają różne kombinacje instytucjonalne w praktyce. Brak rozwiniętej analizy alternatywnych kombinacji instytucjonalnych jest podstawową słabością obecnych nauk społecznych. Ograniczanie się do rekomendacji ‘rynku’ albo ‘państwa’ świadczy, że ‘gabinet medyczny’ [przedstawicieli nauk społecznych] dysponuje tylko tymi dwoma lekarstwami” (Ostrom, 1987). Dobrze to trafiało w nastroje polskiego środowiska nauk społecznych, niestety, nie tylko ekonomicznego, lat 90.

Elinor Ostrom kultywuje starą tradycję „niespiesznych” uczonych, a jednocześnie umie inspirować i organizować nowoczesne badania zespołowe. Pod jej skrzydłami wyrosło wielu uczonych. Z jej, przepraszam - z ich pomocy i gościnności, bo jej mąż Vincent, też politolog, wybitny konstytucjonalista, często jej towarzyszy - korzystali liczni polscy uczeni i młodzi stypendyści. Pójście do ich domu po konferencji czy seminarium było niemal regułą.

Oliver Williamson to też instytucjonalista. I to oboje tegorocznych Noblistów łączy. Ale chyba tylko to. Z nazwiskiem Williamsona łączy się przede wszystkim popularne dziś pojęcie „kosztów transakcyjnych”. Używane w różnoraki sposób. Nierzadko apologetyczny.

  

Komentarze
Dodaj nowy
Thome   |16.10.2009 02:53:17
"Nawet jednak przy najostrożniejszym podejściu, badania tej szkoły pokazują,
iż w tych kilku (ale może i w szeregu innych) dziedzinach wspólna własność nie
musi być (i nie jest) tylko i wyłącznie drogą do tragicznej
autodestrukcji"

Od osadzonych "twardo" w systemie prawnym
(spółka cywilna, spółki handlowe, spółdzielnie, stowarzyszenia) aż po
"miękkie" formy wspólnotowości (wszelkie "ciche" spółki, doraźne
umowy) - całe bogactwo form działalności (nie tylko gospodarczej) potwierdza
tezę, że wyłącznie DOBROWOLNOŚĆ oraz sprawna wewnętrzna komunikacja wspólników w
przedsięwzięciu umożliwia jego sprawne działanie.
Kłopoty zaczynają się,
kiedy inżynierowie społeczni "postawią" na jakąś formę gospodarowania i
"kształtują" rzeczywistość gospodarczą za pomocą paragrafu i maczugi
podatkowej.

"(…) wspólnot, zwłaszcza tych mniejszych, nie
przekraczających granic możliwości bezpośredniej komunikacji, które stają się
własnymi mikrokonstytucjonalistami. Na drodze pragmatycznej ustalają one reguły
wspólnego postępowania, dostosowując ogólne schematy do miejscowych potrzeb,
zabezpieczając je w ten sposób przed samodestrukcją."

Czyli….RYNEK.
Spokojny   |16.10.2009 11:41:49
Pieniadz jako srodek wymiany wytwarzany przez ludzi lub przez wladce, jego
wspolczesne rozumienie, czyli pieniadz kreowany przez banki na podstawie
zobowiazania zwrocenia go bankowi w ilosci wiekszej niz sie go od banku
otrzymalo, idea sprzedawania pracy, idea towaru, idea posiadania ziemi na
wlasnosc, idea dziedziczenia wlasnosci, idea pokrewienstwa w dziedziczeniu
opartego na pokrewienstwie genetycznym i wiele innych podobnych konceptow to nie
sa prawa fizyki, tylko wytwory kultury. Zaden z nich nie jest jedyna mozliwa
opcja. Warto sie przyjrzec jak na przyklad dzialaja izraelskie kibuce. Nie uzywa
sie wewnatrz nich pieniedzy, nie dziala tam "wolny rynek" a jakos z
glodu nikt nie umiera. Twierdzic, ze tylko w ten jeden sposob mozna zorganizowac
gospodarke, to tak jak twierdzic, ze samochod mozna zbudowac tylko w taki sposob
w jaki jest zbudowany Zaporożec.
daktyl   |17.10.2009 05:38:19
Dogmat o tym, że wspólna własność nie może być dobrze zarządzana runął z hukiem.


Rzeczywiście, trzeba pogratulować komitetowi, za zdrowy rozsądek i brak
konformizmu.
Thome  - Mity "prawdziwe" a mity "fałszywe".   |17.10.2009 06:05:01
@spokojny

"(…) i wiele innych podobnych konceptow to nie sa prawa
fizyki, tylko wytwory kultury"

Ryzykowna teza. Co prawda
postkeynesiści (i monetaryści) próbowali z ekonomii "stworzyć" naukę
ścisłą, ale ten eksperymentz matematyzacją nie wyszedł. Jednak wytworami kultury
(lepiej: Cywilizacji) będącymi wyłącznie jedną z opcji także wymienione elementy
nie są. Różna jest ich postać - ale funkcje pozostają te same.
W kibucach
nie używa się papierowych (czy innych) pieniędzy, ale wymiana istnieje. To
przecież spółdzielnie, w których walutą jest praca. Za pracę dostaje się inne
dobra (np. jedzenie). Tak więc i w kibucach działa rynek. Dopóki nie są one
obowiązkową formą organizacji wspólnoty - jest to wolny rynek (skrajnie
nieludzka i głupia forma organizacji społecznej, ale skutkiem wolnego wyboru
członków - więc nic reszcie świata do tego). A to, że w kibucach nie produkuje
się wyrafinowanej technologii….cóż….socjalizm ma z natury małą zdolność
kreacji.

"Twierdzic, ze tylko w ten jeden sposob mozna zorganizowac
gospodarke, to tak jak twierdzic, ze samochod mozna zbudowac tylko w taki sposob
w jaki jest zbudowany Zaporożec."

Zasady są niezmienne. Forma (np.
wspomagana przymusem) może być różna. Instynkt rynkowy jest elementem natury
ludzkiej, w zasadzie pochodną instynktu samozachowawczego.


@Daktyl

"Dogmat o tym, że wspólna własność nie może być dobrze
zarządzana runął z hukiem."

Musiał to być dogmat, który sam
stworzyłeś. Spółka (a więc wspólna własność np. akcjonariuszy) może działać
zarówno doskonale jak i gorzej od jednoosobowego przedsiębiorcy. Cały rynek
opiera się na konstrukcji wspólnotowości i dobrowolnej wymiany. Najistotniejszym
czynnikiem jest tutaj DOBROWOLNOŚĆ, czyli brak państwowego nakazu/zakazu.

Jedynym dogmatem/mitem jaki dawno runął był dogmat o gospodarce przymusowo
centralnie sterowanej, czyli mit socjalizmu.
daktyl   |17.10.2009 09:57:22
"Musiał to być dogmat, który sam stworzyłeś."

Ten dogmat stworzyli
neoliberałowie, zresztą nie tylko ten. Koronnym ich argumentem była prywatna
służba zdrowia, która rzekomo działa sprawniej niż państwowa. Ich zdaniem
szpital musi mieć właściciela żeby być sprawnie zarządzany. Temu dogmatowi
przeczy przykład Kanady, która ma najlepszą opiekę zdrowotną na świecie,
państwową opiekę zdrowotną. Oczywiście prywatne szpitale też stoją na wysokim
poziomie… opłat. Jeśli ktoś ma do zapłacenia 10 tys. dol za zwykły poród,
może się leczyć w prywatnych szpitalach w USA. Tak na złość ktoś kto wymyślił
żeby zlikwidować pańtwową opieką zdrowotną w USA nie pomyślał, że 99% obywateli
nie ma takich pieniędzy.
Wraz z kryzysem i nominacjami noblowskimi z ostatnich
lat upadł właśnie ten sposób dogmatycznego myślenia zwanego neoliberalizmem,
czyli przeświadczenia, że wolny rynek wszystko rozwiąże i może zastąpić państwo
w rozwiązywaniu wielu problemów.
Thome  - Kto co wie.   |17.10.2009 16:55:42
@daktyl

Warto by sobie zdefiniować własne "mity". Ty na przykład
utożsamiasz własność wspólną z własnością państwową (polityczną). Jest to nawet
nie nadużycie - ale głębokie niezrozumienie problemu.

"Koronnym ich
argumentem była prywatna służba zdrowia, która rzekomo działa sprawniej niż
państwowa. Ich zdaniem szpital musi mieć właściciela żeby być sprawnie
zarządzany."

KAŻDY szpital ma właściciela. Kwestią do dyskusji jest
jaki właściciel sprawdza się lepiej (pomijając rozważania teoretyczne) - czy
państwo czy może konkretna osoba/osoby. Nie lubię argumentu "z
praktyki", ale on również potwierdza, że państwo nie jest dobrym
właścicielem, ponieważ jako bezosobowy zbiurokratyzowany twór nie jest w stanie
skoncentrować się na kondycji poszczególnej placówki, a dodatkowo jest z natury
podatne na nieefektywność wywołaną selekcją negatywną/korupcją/kolesiostwem.


Kanada to taki "kraj-wytrych". Polecam dla zrozumienia istoty tego
systemu mieszanego:

http://www.gazetalekarska.pl/xml/oi
l/oil67/gazeta/numery/n2007/n200704/n20070410

& #34;(…) dogmatycznego
myślenia zwanego neoliberalizmem, czyli przeświadczenia, że wolny rynek wszystko
rozwiąże i może zastąpić państwo w rozwiązywaniu wielu problemów."

NIC
nie rozwiąże WSZYSTKIEGO. Jedynie konstrukcje totalitarne miały takie ambicje.
Np. socjalizm.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 13.10.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.77788 Seconds