NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Mrozek: Nie ma litości, nie ma powrotu Drukuj
Witold Mrozek   
13.06.2011

Nie sądziłem, że taki film w Polsce powstanie. Albo inaczej – wierzyłem że powstać musi, ale nie spodziewałem się, że stanie się to tak szybko. W Róży Wojciechowi Smarzowskiemu wszystko, co powiedziano w polskim kinie ostatnich dwóch dekad o II wojnie światowej i początkach  nowej Polski udało się przeskoczyć nie tylko poziomem artystycznym, ale też niespotykaną dotąd na naszych ekranach perspektywą płciową, klasową i etniczną.


Historia wojny i pierwszych powojennych miesięcy pokazana jest tu z perspektywy kobiety. Nie inżynierowej czy generałowej, zajmującej się przez lata zawieruchy wyszywaniem na tamborku, czekaniem na męża i pielęgnowaniem jego szlachetnej pamięci. Tytułowa Róża – w tej roli Agata Kulesza – daleka jest od postaci czcigodnych polskich matron, Penelop jak z Katynia Wajdy. Mazurska chłopka posługuje się równie dobrze językiem polskim, co niemieckim. Przed wojną animatorka ludowej czytelni, o propolskich sympatiach; w czasie wojny jej dom za punkt stacjonowania obrał sobie sowiecki sztab, za co znienawidzili ją sąsiedzi. Podczas „wyzwolenia” zostaje wielokrotnie zgwałcona przez radzieckich żołnierzy. Wreszcie – wdowa po żołnierzu Wehrmachtu – wiąże się z AK-owcem Tadeuszem (Marcin Dorociński), który pojawia się w jej rodzinnej wiosce po zakończeniu działań wojennych.


Kiedy w tym kotle przemocy kolejny raz ktoś kogoś bije lub gwałci; przez dobrą chwilę zastanawiamy się, kto tym razem jest napastnikiem. Ukrywający się w lesie polscy partyzanci, repatrianci z dawnych Kresów, nowa władza i jej radzieccy sojusznicy, wreszcie miejscowa ludność – również rozdarta wewnętrznym konfliktem. Asymilować się, podpisać deklarację o „przynależności do narodu polskiego” – czy też pozostać wiernym swojej tożsamości i ulec wysiedleniu? Ostatecznie niemal wszystkich Mazurów i tak czeka wywózka, poprzedzona upokorzeniami i przemocą… Nie było w polskim kinie jeszcze tak mocnego obrazu – ba, nie było żadnego obrazu – represji dokonywanych przez Polaków na autochtonicznej ludności tzw. ziem odzyskanych. Tak, przez Polaków, a nie jakichś „komunistów” czy czerwonoarmistów – bo Smarzowski, choć ukazuje również zbrodnie wojsk radzieckich, to nie próbuje negować polskiej odpowiedzialności za los mieszkańców Mazur. Usprawiedliwienie wkłada w usta miejscowego funkcjonariusza Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego – nowe państwo polskie ma być integralne etnicznie i terytorialnie, nie może pozwolić sobie na liczną mniejszość niemiecką; a to z Niemcami głównie identyfikują się miejscowi.


Smarzowski opowiada swoją historię w sposób dużo prostszy, niż czynił to w Domu złym. Od poprzednich filmów reżysera Różę odróżniają również dużo staranniejsze, bardziej akademickie i estetyczne kadry, pozbawione rozchybotanej chropowatości Wesela czy właśnie Domu złego. Jednocześnie ten rzemieślniczy kunszt służy ukazywaniu makabrycznych scen w naturalistyczny sposób; kojarzy mi się to trochę z wczesną prozą Leopolda Buczkowskiego, zwłaszcza z Wertepami, w których pisarz bardzo malowniczo przedstawiał okrucieństwo panujące w zapadłej kresowej wsi. Często stosowaną w Róży figurą stylistyczną jest elipsa – widzimy gwałconą i mordowaną pierwszą żonę Tadeusza, cięcie – jest już po wojnie, Tadeusz zjawia się w mazurskiej wiosce… Z tych pociętych dramatów poszczególnych bohaterów, z tych nieprzystających do siebie historii kresowian,Mazurów, Niemców, akowców, peperowców, katolików, ewangelików, mężczyzn, kobiet – nowa historia państwa dopiero się wykuwa. Rzecz jasna, przemocą.


Im bliżej końca, tym więcej elips, więcej jednostkowych rozstrzygnięć – nieodwracalnych, tragicznych, ale i nieuniknionych. Nie ma tu litości dla państwotwórczych i krzepiących mitów o „wyzwoleniu”. Nie ma też powrotu do żadnego lepszego „wczoraj”: ani do wiejskiej mazurskiej sielanki, kolonizowanej wcześniej przecież przez Niemców, jak opowiada u Smarzowskiego stary pastor; ani do rzekomo lepszej – a w istocie równie kolonialnie nastawionej do mniejszości – przedwojennej Polski. Róża Smarzowskiego ładunkiem gorzkiej historiozoficznej refleksji (wiem, że brzmi to patetycznie) dorównuje najwybitniejszym dziełom Szkoły Polskiej.

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 13.06.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.32897 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273