Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Syska: Sposób na homofobię. Nie tylko wrocławską |
|
|
Michał Syska
|
|
31.07.2010 |
Wakacje to gorący okres. Także dla organizacji konsumenckich, które są w tym czasie zasypywane są skargami przez wczasowiczów niezadowolonych z usług biur podróży. Bo hotelowy pokój, plaża i wielbłąd okazały się jedynie ściemą z folderu wydrukowanego na kredowym papierze.
Samuel Nowak swoją skargę opublikował na witrynie Krytyki Politycznej. Przyjechał do Wrocławia na festiwal filmowy i okazało się, że wizerunek miasta odbiega dalece od tego propagowanego przez lokalne władze. Zamiast „Europejskiej Stolicy Kultury” z billboardu - miasto agresywnych homofobów na ulicach.
Sądzę, że Samuel Nowak zgrzeszył o wiele większą naiwnością niż nieszczęśni turyści dający się wpuszczać w maliny biurom podróży. Dał się nabrać, że Wrocław jest cudowną wyspą normalności na mapie naszego kraju. Tymczasem stolica Dolnego Śląska jest typowym polskim miastem, gdzie typowi faszyści organizują typowe homofobiczne demonstracje, a na murach są wymalowane typowe antysemickie napisy. Rządzi tutaj konserwatywna prawica, a autorem najbardziej żałosnej homofobicznej deklaracji był radny PO i członek słynnego kabaretu „Elita”. Polska norma.
Mit wielokulturowego Wrocławia jest… mitem właśnie. To prawda: Wrocław ma wielonarodową i wielokulturową przeszłość. Ale nie jest już wielokulturowym tyglem. Jego mieszkańcy są pod względem narodowościowym i religijnym homogeniczni.
Otwartość Wrocławia polega na czymś innym. Tu wszyscy są skądinąd. Nikt nie podkreśla swojej „wrocławskości od pokoleń”. Nie ma tu zadęcia, swoistej hermetyczności, snobizmu i lokalnego szowinizmu, jakiego można doświadczyć np. w Krakowie.
Jest też inna różnica. We Wrocławiu proces gentryfikacji nie jest jeszcze zaawansowany. W największym skrócie oznacza on „rewitalizację” zaniedbanych dzielnic w centrach miast, która polega na przerabianiu ich w miejsca „trendy” (często poprzez przyciąganie tzw. niezależnych artystów), remontowaniu kamienic i komercjalizowaniu przestrzeni. Następnym etapem jest podwyżka czynszów i klasowa wymiana mieszkańców. Dotychczasowych biedniejszych lokatorów zastępuje snobistyczna klasa średnia.
Napotkani przez Samuela Nowaka agresywni wrocławianie wcale nie muszą być „blokersami”. Najprawdopodobniej mieszkają w jeszcze „niezrewitalizowanych” na neoliberalną modłę - śródmiejskich kamienicach. Można się na nich natknąć, wychodząc festiwalowego teatru Capitol czy kina Helios, w drodze do modnej Mleczarni. Oni po prostu mieszkają w tej okolicy. Na warszawskim Nowym Świecie czy krakowskim Rynku takie spotkania są mało prawdopodobne.
Gdy na witrynie ukazał się tekst Samuela Nowaka, wrocławskie media opisały perypetie amerykańskich artystów, którzy w ramach międzynarodowego projektu ozdabiali ściany śródmiejskich podwórek muralami promującymi wielokulturowość i tolerancję. Spotkali się z wrogimi reakcjami mieszkających tam „chłopców w dresach”. Jeden z malunków został pokryty antysemickimi napisami. Artyści nie zrazili się jednak. Postanowili tych chłopaków wciągnąć do swojego projektu. Efektem było wspólne malowanie, także prac zaproponowanych przez młodych mieszkańców kamienicy (m.in. herbu wrocławskiego klubu piłkarskiego).
Dla opisanych przez Samuela Nowaka „blokersów” festiwal Nowe Horyzonty wraz ze swoimi uczestnikami jest czymś równie obcym jak owi artyści od graffiti dla mieszkańców opisanego podwórka. Władze Wrocławia ściągnęły tę wielką imprezę, aby logo festiwalu ładnie wyglądało w „miejskim CV” (obok EURO 2012, EXPO, Europejskiej Stolicy Kultury i innych). Brakuje jednak w stolicy Dolnego Śląska inicjatyw, które wciągałyby mniej zamożnych (niemogących sobie pozwolić na festiwalowy karnet) i mniej wyrobionych wrocławian w obieg kultury, mających społecznie inkluzywny i integrujący charakter. Sądzę, że właśnie to jest metoda na skuteczną walkę z ksenofobią, homofobią i innymi uprzedzeniami, a także ze społecznym wykluczeniem. Nie tylko we Wrocławiu. Także w Warszawie, Krakowie i innych miastach.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 02.08.2010 )
|
|
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...