„Rezolucję hiszpańską” z poparciem dla Republiki przyjął w 1937 roku nawet prosanacyjny Związek Związków Zawodowych.
dr Rafał Chwedoruk: Wojna w Hiszpanii wywołała wielkie emocje także i w polskiej polityce. Cała lewica – od PPS, lewicy sanacyjnej po komunistów i anarchistów, a nawet część ludowców – jednoznacznie stanęła po stronie demokratycznej Republiki. Bunt generałów uznawano za ciąg dalszy ekspansji faszyzmu, znaczony m.in. doświadczeniem Włoch roku 1922, Niemiec roku 1933 czy Austrii roku 1934.
Największego wsparcia udzielali Hiszpanii ochotnicy. Zgłaszali się do walki zbrojnej albo w inny sposób służyli Republice (oprócz żołnierzy szczególnie liczni byli polscy lekarze). Przez Brygady Międzynarodowe i inne formacje przewinęło się łącznie ponad 50 tysięcy ochotników z 54 państw. Polscy ochotnicy byli mniej liczni tylko od Francuzów: było ich grubo ponad 5 tysięcy, w tym bardzo wielu polskich emigrantów z Francji i Belgii. W polskich jednostkach walczyli też m.in. Ukraińcy i Żydzi z polskim paszportem.
Określenie „dąbrowszczacy”, które przylgnęło do wszystkich Polaków walczących w Hiszpanii, stało się popularne, ale nie jest precyzyjne. Wielu Polaków nie miało nic wspólnego z oddziałami noszącymi imię bohatera Komuny Paryskiej, walczyli w różnych oddziałach międzynarodowych. Za to w polskich oddziałach i pododdziałach często walczyli także Hiszpanie.
Właściwi „dąbrowszczacy” to przede wszystkim utworzona w lipcu 1937 brygada im. Jarosława Dąbrowskiego. Dostała ona potem najwyższe z hiszpańskich odznaczeń za męstwo.
Polskie oddziały należały do najwyżej ocenianych. Uczestniczyły w dziesiątkach bitew i starć. Zapłacono za to bardzo wysoką cenę. Zginęło 3,2 tysiąca Polaków.
Główną rolę w wysyłaniu na front odegrał międzynarodowy ruch komunistyczny. Dysponował on odpowiednimi, zwartymi i często utajnionymi strukturami w skali całej Europy.
Wśród Polaków przeważali bezpartyjni oraz właśnie sympatycy i aktywiści komunistyczni.
Paradoksalnie ten wielki wysiłek logistyczny i niewątpliwy sukces propagandowy także w kraju, zbiegł się z początkiem końca polskich komunistów, czyli rozprawą Stalina z KPP.
W Hiszpanii znalazła się też nieliczna grupa polskich anarchistów i anarchosyndykalistów. Katalonia, Lewant i Aragonia były w tym okresie centrum światowego anarchosyndykalizmu. Notabene jedna z głównych pieśni anarchistycznych w Hiszpanii śpiewana była na melodię „Warszawianki 1905 roku”.
Jak wydarzenia w Hiszpanii wpłynęły na sytuację polityczną w Polsce? Jaki był stosunek polskich stronnictw wobec konfliktu na Półwyspie Iberyjskim?
Ideę demokratycznej Hiszpanii wspierały aktywnie ugrupowania lewicowe w kraju. PPS, tak jak cały europejski ruch socjalistyczny na czele z Labour Party włączyła się w pomoc dla Hiszpanii. „Robotnik” i nne czasopisma lewicy niemal codziennie relacjonowały walki i sytuację polityczną w tym kraju. Odbywały się liczne wiece poparcia dla Republiki. Szczególnie aktywne były klasowe związki zawodowe. Urządzano zbiórki pieniędzy.
W 1937 roku prosanacyjny Związek Związków Zawodowych przyjął „rezolucję hiszpańską” z poparciem dla Republiki, co symbolizowało jego ewolucję od oryginalnie polskiej mieszanki syndykalizmu, nacjonalizmu i piłsudczyzny ku bardziej tradycyjnej lewicowości.
Nie tylko obecni w tej centrali związkowej anarchiści, ale też bardzo dalecy od ideałów Bakunina apologeci Piłsudskiego ulegali fascynacji katalońskim eksperymentem CNT, czyli radykalnym reformom społecznym realizowanym przez ten anarchistyczny związek zawodowy na terenach opanowanych przez jego milicje.
Prorepublikańskie stanowisko zajęły też oczywiście partie lewicowe mniejszości narodowych.
W obronie republiki występowali ludzie kultury i nauki. Nestor PPS i Legionów Andrzej Strug, autor reportaży z Hiszpanii Ksawery Pruszyński, filozof Tadeusz Kotarbiński czy Antoni Słonimski znaleźli się zatem w jednym gronie z Georgem Orwellem, Tristanem Tzarą, czy Ernestem Hemingwayem.
Państwo polskie formalnie zajęło postawę neutralną wobec wojny. W latach 1936-1938 w miarę konsekwentnie przy niej trwało, choć w lipcu 1937 Polakom walczącym w obronie Hiszpanii odebrano polskie obywatelstwo. Chwały to ówczesnej Polsce nie przynosi, ale da się zrozumieć: powodem było przede wszystkim tradycyjne zwalczanie wszelkimi sposobami ruchu komunistycznego, postrzeganego jako ekspozytura ZSRR.
Jak potoczyły się losy polskich ochotników po klęsce sił republikańskich?
Były bardzo powikłane. Brygada im. Dąbrowskiego opuściła Hiszpanię jako jeden z ostatnich zwartych oddziałów. Ci, którzy wytrwali do 1939 roku, zostali w większości internowani we Francji. Mniej liczni trafili do ZSRR i bodaj najkonsekwentniej wspierającego Hiszpanię Meksyku.
W czasie II wojny światowej ci z obywatelstwem francuskim zgłosili się do armii tego kraju, bądź do armii Sikorskiego i kontynuowali walkę. Dąbrowszczacy walczyli m.in. pod Narwikiem. Potem znaczna część odegrała znaczącą rolę w komunistycznym ruchu oporu we Francji, niektórzy uczestniczyli w wyzwalaniu Paryża w 1944 roku.
Niesamowite losy zawiodły grupę lekarzy-weteranów do chińskiej partyzantki.
Niektórzy trafili do rodzimej komunistycznej partyzantki. Około 800 dąbrowszczaków w różny sposób doczekało czasów PRL.
Jak ocenia Pan dzisiejsze działania polskiej prawicy, która m.in. przy pomocy IPN oraz zmian w prawie usiłuje zdyskredytować dorobek Dąbrowszczaków?
Próby dyskredytacji polskich obrońców hiszpańskiej demokracji dowodzą po pierwsze problemów z akceptacją demokracji przez niektóre środowiska prawicy, po drugie zaś chaosu ideowego na prawicy.
Oto bowiem okazało się, że w szeregach antykomunistycznej opozycji w naszym kraju byli nie tylko zwolennicy demokracji i obrońcy praw człowieka, ale też apologeci innych niż komunizm radziecki autorytaryzmów i totalitaryzmów.
Szczególną zajadłość w postponowaniu hiszpańskiego doświadczenia wykazuje prawica postendecka i klerykalna. Już na początku transformacji Dąbrowszczaków atakowali posłowie ZChN.
Pamięci weteranów lat 1936-1939 bronił m.in. nestor polskiej opozycji Jan Józef Lipski.
Można zrozumieć, że aksjologia skrajnej prawicy nie pozwala jej zaakceptować argumentów o legalnym i demokratycznym charakterze rządów Frontu Ludowego w 1936 roku (w którym notabene nie zasiadał ani jeden komunista, zaś sama partia komunistyczna nie dorównywała wpływom partii demokratyczno-centrowych i socjalistów), ale trudno zrozumieć, dlaczego akceptowany jest reżim frankistowski.
Praktyką frankistów w czasie wojny były masowe egzekucje przeciwników politycznych, a nawet osób tylko podejrzewanych o sympatie dla Republiki. Już po zwycięstwie, w ciągu kilku lat frankiści rozstrzelali ok. 200 tysięcy osób i zamordowali w obozach kolejne 35 tysięcy.
Po stronie Republiki też zdarzały się karygodne zbrodnie, ale nie prowadziła ona planowej polityki eksterminacyjnej jak np. zbrodnicze bombardowanie baskijskiego miasta Guernika.
Zaskakuje też kompletny brak wrażliwości polskiej prawicy, z reguły antyniemieckiej, na kontekst hitlerowski. Tak jakby nie zauważyła, że przetrwanie i sukces rebelii nie byłyby możliwe bez wsparcia militarnego III Rzeszy. Lotnicy bombardujący Republikę wkrótce potem pojawili się nad Warszawą. Jeden z polskich korespondentów opisywał Niemców w mundurach na ulicach Sevilli śpiewających Horst Wessel Lied. Nieprzypadkowo w szeregach profrankistowskich znalazła się z Polski tylko nieliczna grupa lotników, wywodzących się głównie z kresowej szlachty.
Wreszcie bliscy nacjonalizmowi polscy przedstawiciele prawicy nie zauważają hiszpańskiego paradoksu – oto bowiem podstawą (przez długi czas także i liczebną) rzekomej „armii narodowej” generałów Franco i Moli było 200 tysięcy Włochów, kilkadziesiąt tysięcy Niemców, 20 tys. Portugalczyków, a także i Marokańczycy. To była na wstępie, jak zauważał ówczesny ambasador USA, wojna armii z narodem. W Kraju Basków także lokalny Kościół pozostał przy Republice. Dodajmy, że w czasie reżimu Franco obowiązywały surowe ograniczenia w posługiwaniu się językiem narodowym w Kraju Basków i Katalonii.
Różnica między zwolennikami Republiki a jej przeciwnikami polegała na tym, iż wśród tych pierwszych byli reprezentowani zarówno (będący w mniejszości) przeciwnicy demokracji w postaci proradzieckich komunistów, ambiwalentni w tej materii anarchiści (odrzucający jednakże wszelkie formy dyktatury), jak też jej zwolennicy. I tych drugich była dominująca większość. Przeciwnicy Republiki en bloc byli przeciwnikami demokracji.
Polska prawica jest swoistym wehikułem czasu, przenoszącym wyborców w przeszłość. O ile główny nurt PiS proponuje obywatelom podróż do czasów PRL, by się z nimi rozliczyć, to formacja narodowo-katolicka ucieka jeszcze dalej, w tym do lat 30. Problemem jest to, iż w dobie konwergencji ideowej prawicy, jej ton zaczynają nadawać rehabilitujący de facto faszyzm „ultrasi”, nie zaś nieokreśleni w tej materii bracia Kaczyńscy, którzy np. nigdy nie gloryfikowali Pinocheta czy Dmowskiego.
Paradoksalne jest, że w Hiszpanii to lewica proponuje rozliczenia z przeszłością. Wciąż odkrywane są masowe groby ofiar reżimu z lat 40. (zabójstwa opozycjonistów zdarzały się nawet w pierwszych tygodniach po śmierci Franco). Natomiast hiszpańska prawica broni tamtejszego wariantu „grubej kreski”.
Sytuacja w dzisiejszej Hiszpanii może być swoistym memento dla polskiej prawicy, chyba dostrzega to Jarosław Kaczyński, ale nie Roman Giertych czy Marek Jurek. Oto w ultrakatolickiej Hiszpanii, ok. 20 lat od śmierci generalissimusa gwarantującego przywileje Kościoła i na wskroś tradycjonalistycznego katolicyzmu, praktykujący katolicy stali się społeczną niszą, zaś całe państwo należy do najbardziej liberalnych obyczajowo w Europie. Rządzi nim ugrupowanie o nazwie Hiszpańska Socjalistyczna Partia Robotnicza.
Można dziś dyskutować o błędach czy zaletach Republiki lat wojny, ale nie o ponurym reżimie skorumpowanych generałów, próbującym cofnąć zegar historii do czasów średniowiecza. Polska prawica jako całość albo odrobi, śladem gaullistów, lekcję demokracji, albo, wobec dynamiki zmian społecznej świadomości, przeistoczy się w jeden wielki skansen zachowawczo-monarchistyczny, lądując na marginesie życia społecznego.
--
dr Rafał Chwedoruk – politolog, pracownik naukowy Uniwersytetu Warszawskiego, specjalizuje się w historii ruchu socjalistycznego, autor książki Socjaliści z Solidarności w latach 1989-1993 (Warszawa 2004).
Polub Dziennik Opinii na FB








CCCP de Polonia
Miłość Hiszpanii do KK
...
Polak-komunista?
...
obrońcy demokracji....