NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Piou piou hek hek hek Drukuj
Tomasz Piątek   
10.12.2010

Co do tego, że żyjemy w dżungli, nikt chyba nie ma wątpliwości. Ciekawą cechą naszej dżungli jest to, że patronuje jej dobrotliwy, wąsaty gajowy. Patronuje to mało powiedziane – gajowy jest Głową Dżungli. Patrząc na miłą i pulchną Głowę, można pomyśleć, że ta Dżungla nie taka straszna. Może to i pociecha dla małych małpek, regularnie rozszarpywanych przez ścierwniki i lamparty. Ale pociecha słaba: wszyscy przecież wiedzą, że tak naprawdę Dżunglą rządzi Rudy Lisek, oficjalny reprezentant Ścierwników i Lampartów.

Gajowy ostatnio się wypowiedział na temat wolności, która panuje w Dżungli i jej okolicach, także tych dalszych: „Czasami dla zasady Polska może jechać nawet bardzo daleko, w imię zasady: za naszą i waszą wolność, ponieważ - nie mamy żadnych interesów ani w Iraku, ani w Afganistanie”. Jasne, wolność, która polega na tym, że zajmuje się kraj, zabija i torturuje się ludzi, grabi gospodarkę, a lokalne władze poddaje się kontroli władz okupacyjnych. To, że Saddam Husajn też nieźle dręczył Irakijczyków, to słaba pociecha. Używanie tutaj hasła „za naszą i waszą wolność” to już nie skandal, a czysty i okrutny surrealizm. Powstanie Styczniowe nie miało kompletnie sensu, ale jego czerwoni bohaterowie używali tego hasła z sensem jednak większym. Teraz, słuchając Komorowskiego, przewracają się zapewne w swych mogiłach.

Dlaczego Polacy tak łatwo nazywają wojnę, grabież i zniewolenie wolnością? Dlaczego spokojnie godzą się z taką mową? Dlaczego polska masa jednomyślnie-bezmyślnie kupuje plastikową propagandę z Ameryki? I właśnie, jak to się ma do naszej wolności? Podobno przecież kochamy wolność i jesteśmy indywidualistami! Czemu nasza wolność i indywidualizm wyraża się w nieuczciwości i śmieceniu, a nie w myśleniu? Zawsze byłem zdania, że myśleć należy indywidualnie, a działać wspólnie. Tymczasem Polacy działają indywidualnie, a myślą niemal wszyscy tak samo – jak jedno stado baranów. A może koni? Ale o koniach zaraz. 

Odpowiedź na powyższe pytania daje nam dalszy ciąg wypowiedzi Komorowskiego: „Ale jak się idzie na polowanie, daleko w głęboki las, to trzeba wiedzieć, że własny dom jest zabezpieczony, że własna kobieta, własne dzieci, własna chałupa są zabezpieczone”. O co tu chodzi? Nie tylko o to, że pan prezydent w lesie, a tu w chałupie Miedźwiedź. „Własna kobieta” – to jest klucz do polsko-komorowskiego myślenia-niemyślenia. Nie „żona”, tylko „kobieta” i to nawet nie „moja” („moja Hania” to i ja mówię). Nie, nie, nie „moja Hania” czy „moja Ania”, tylko „własna kobieta”! Własność! Własna kobita, tak samo własna, jak własna chałupa. I własne dzieci (dobrze, że nie otroki albo famulusi, staropolskie dwunożne mienie). Ale ten język wyraża nie tylko patriarchalizm Komorowskiego i jego targetu. Ten język wyraża całą polsko-komorowską mentalność. Przyjazna przestrzeń to wyłącznie chałupa. Naokoło chałupy – ciemny, głęboki las. A chałupa przyjazna jest tylko dlatego, że udało się ją zdominować – włącznie ze zdominowaną kobietą i dziećmi. Trzeba okopać się na malutkiej przestrzeni i profilaktycznie zdominować na niej wszystko, co się rusza – bo naokoło ciemny, groźny las. To nie tylko patriarchalizm, powtórzę. To polski patriarchalizm czyli anarchofeudalizm albo anarchofaszyzm. Autorytaryzm rozproszony, który Polacy nazywają „wolnością”.

Ta anarchia, to rozproszenie „chałupek dominacji” w ciemnym lesie – jak to się ma do stadnej jednomyślności? W swoim znakomitym szkicu o Swifcie George Orwell analizuje swiftowską utopię – kraj myślących koni. Myślące konie żyją w rolniczej anarchii. Każde gospodarstwo sobie, zarządzane przez jednego suwerennego ogiera. I jakimś cudem wszystkie konie myślą identycznie i wyznają te same wartości. Ich społeczeństwo jest perfekcyjnie nudne i konformistyczne. Nic dziwnego, mówi Orwell. I rzeczywiście nic dziwnego: społeczeństwo, które jest aż tak rozproszone i rozdzielone w działaniu, musi być superspójne w myśleniu, musi trzymać się tych samych konwencji z żelazną konsekwencją. Inaczej by się rozpadło, bo byłoby już aż nazbyt niespójne.

Co więcej, anarchia, słabość więzi oficjalnych, zmusza członków społeczeństwa anarchicznego do jak najsilniejszego zacieśniania tych nieoficjalnych więzi, które mogą jeszcze przetrwać słabość państwa. Aż z tych więzi robią się więzy. Przede wszystkim chodzi tu o więzi/więzy rodzinne. To dlatego Proudhon, szukając anarchii doskonałej, wymyślił coś, co Hercen nazwał najpotworniejszą tyranią rodzinną: władza absolutna ojca nad życiem i śmiercią wszystkich, od najstarszego syna po kota, myszkę i muchę. To dlatego ideolodzy Tea Party, międlący: „wolność, wolność, wolność” przy każdej okazji, jednocześnie zastrzegają sobie: „w domu jestem tyranem”. To dlatego nasz rodzimy, sarmacki ultra-neo-liberał, Janusz Korwin Mikke, występując jako autorytet wychowawczy, tak obsesyjnie zachwalał bicie żony i dzieci. Panie Korwin, ja mam nadzieję, że pana córka, kiedy zacznie się leczyć, opowie kiedyś pańskim ogłupiałym wyznawcom o różnych źródłach swoich problemów. Ja na ten temat nic już więcej nie powiem, nie będę się bardziej wpieprzał w wasze prywatne życie. Ale zaznaczę, że ja akurat wiem, jakim to wspaniałym pan jest wychowawcą.

Wracając do meritum: moim zdaniem, gdyby Polacy zaczęli żyć bardziej wspólnotowo i solidarnie, po pewnym czasie odważyliby się myśleć bardziej indywidualnie. Z wielu względów nie jest przypadkiem, że jedyny okres, w którym Polska była intelektualnie ciekawa, to okres wspólnoty. Złej, wymuszonej, PRL-owskiej, ale jednak wspólnoty.

Pewnego dnia przeczytałem artykuł o małych małpkach, żyjących w dżungli, w której są regularnie rozszarpywane przez ścierwniki i lamparty. Badanie tych małpek pozwoliło naukowcom ustalić, że zwierzęta znają pojęcia abstrakcyjne. Okazało się, że w ich języku „piou, piou” znaczy ścierwnik, a „hek, hek” znaczy lampart. Natomiast „piou, piou, hek, hek, hek” znaczy „Ogólnie jest tu przejebane, trzeba spieprzać”. Niedługo po przeczytaniu tego artykułu wjechaliśmy z moją Hanią w Grójcu na dziwny placyk, na którym były dwa osobliwe znaki drogowe, a właściwie nie znaki, raczej piktogramy, niemal komiksy. Na jednym z nich schematycznie zaznaczono-wyrysowano wszystkie możliwe nieszczęścia, jakie mogą spotkać pieszego, ze złamaniem nogi włącznie. Na drugim zaprezentowano kraksy, jakie mogą spotkać samochód. „Co to znaczy?” – zapytała Hania. „Piou piou, hek hek hek” – odpowiedziałem.

Piou piou, hek hek hek. Taka jest rzeczywistość, która nas otacza. I takie jest myślenie, w którym jesteśmy zanurzeni. Powszechny strach – i pojęcia abstrakcyjne na poziomie makaków.

Felietony Tomasza Piątka publikujemy we wtorki i w piątki. 


www.tomaszpiatek.pl

 

 

Komentarze
Dodaj nowy
Przemek   |10.12.2010 07:46:43
co prawda hasło "za naszą i waszą wolność" pojawiło się na sztandarach
25 stycznia, ale z pewnością nie było to powstanie styczniowe…
Spokojny   |10.12.2010 09:39:13
Mnie wypowiedź Komorowskiego o "mojej kobiecie" rozbawiła niezmiernie,
ale jeszcze bardziej rozbawiły mnie komentarze. Pojedynczo niekoniecznie, ale
fajnie jak się je razem zestawia. Bo oto jeden z komentatorów wskazuje na fakt,
że ci od "mojej kobiety" nader chętnie akceptują np. awanturę iracką
niczym stado zwierzaków. Tymczasem inny mówi coś w tym stylu, że jakby przy
Obamie stała wtedy któraś z żelaznych ladies amerykańskiej polityki, w typie
Albright albo Condie Rice, to by dopiero mogły dziwnie się poczuć a może by mu i
reprymendę jakąś dały. No i co z tym zrobić? Wychodzi, że kiedy w domu rządzi
gajowy, to może do Iraku z Obamą się wybrać, ale kiedy w domu rządzi Rice i
Albright, to Obama gajowego do Iraku zaprasza. Może niekoniecznie na domki
męskiej dominacji, ale na przykład na takie zabawy jak
tutaj:
http://static.zooomr.com/images/3912088_0d
d825732b_o.jpg?r=360
Komorowski niczego nie mówi przypadkiem. Nad każdym jego
zdaniem grupka piarowców pracuje. I myślę, że wypowiedź o "mojej
kobiecie" była przeznaczona dla polskiej publiczności. Pojedź tam, ale puść
oko do naszych wyborców. Pokaż, że chociaż włazimy amerykanom w zadek na każdym
kroku, to przynajmniej ich załganą poprawnością się zdominować nie daliśmy i
ciągle jesteśmy sobą. I się ludzie cieszą, bo w tej poprawności fałsz czują na
kilometr.
Sofronis   |10.12.2010 11:09:04
Tak, grupa PR-owców już dawno starannie opracowała tę wypowiedź, tylko że wybory
w USA wygrał Obama, a nie McCain / Palin…
step  - do Przemka   |10.12.2010 13:13:29
Hasło pojawiło się 25 stycznia 1831 roku na warszawskiej manifestacji na cześć
dekabrystów, podczas Powstania Listopadowego. Ale to nie znaczy, że pojawiło się
tylko tam. Pojawiało się później nieustannie przy okazji każdego wystąpienia
przeciwko Rosjanom oraz wszędzie tam, gdzie Polacy na emigracji uczestniczyli w
miejscowych wystąpieniach rewolucyjnych. Powstańcy styczniowi haftowali je sobie
na sztandarach.
Jan.Lete   |10.12.2010 14:49:17
"mam nadzieję, że pana córka, kiedy zacznie się leczyć…"
Kobieta jako
chałupa, kobieta jako narzędzie retoryczne. Ten lekceważący język jest jednak
głęboko zakorzeniony w naszym lesie.
ubik   |10.12.2010 15:52:58
Właśnie się ukazała nowa książka Normana Daviesa, który zasłynął z wazeliny w
stosunku do mentalności szlachecko-patriarchalnej, której dał wyraz w Bożym
Igrzysku, zrobił na tym niezłą kaskę, ale przy okazji ogłupił Polaków,
przekonanych, że Sarmatyzm jest cool, tymczasem Sarmatyzm, to jest właśnie
polska wiocha.
step  - do Jana   |11.12.2010 09:26:46
Nie narzędzie retoryczne, tylko konkretne nieszczęście konkretnego człowieka, o
którym dobrze wiem. Płeć tego człowieka nie ma tu nic do rzeczy, gdyby to był
syn Korwina, napisałbym to samo. Lekceważący język to ja raczej czuję w Twoim
komentarzu. Ja piszę o prawdziwym nieszczęściu, a Ty robisz z tego
"narzędzie retoryczne".
HAŁEWER   |12.12.2010 21:45:10
Szkoda, że Obama nie zacytował odzywki Dżo Dablju Dżugaszwili do A. Tołstoja: Wy
kanieszno szutitie, Graf.
Thome  - Ani ani, tylko biola.   |12.12.2010 13:57:15
Polowanie daleko w lesie z zabezpieczonymi tyłami w postaci "kobity,
dziatków i chałupy" to nie żadna tam "Polska gajowego" ani
patriarchalizm czy anarchofaszyzm (dobre!). To BIOLOGIA. Redaktor też tak myśli
ciężko pracując i strzelając w py… jakiegoś pajaca, który robi umizgi do
"jego Hani". Tyle, że literacko i/lub subtelniej o tym pisze i mówi. W
czym objawia się jego zakodowany elitaryzm i estetyzm, charakterystyczny
szczególnie dla neofitów Młodej Lewicy.

Twierdzi Piątek: "myśl
indywidualnie - działaj wspolnotowo". Ale jakoś zalatuje to zawsze "myśl
indywidualnie - działaj wspólnotowo albo giń pod butem wspólnego dobra, czyli
Lewiatana". W tym miejscu należy westchnąć przypominając sobie okres
"złej, wymuszonej, PRL-owskiej, ale jednak wspólnoty." Ale jednak nie.
ubik   |13.12.2010 19:08:13
@Thome: raczej należałoby drogi kolego zapytać Hanię, czy chce być
"zabezpieczoną" "własną kobietą". Thome dokonuje właściwego
neoliberałom zabiegu "naturalizowania" postaw historycznych.
"Chłop" wychodzi na polowanie, a "baba" pilnuje dzieci w
jaskini. Otóż rodzina prymitywna żyła głównie ze zbieractwa "baby", a z
polowania wpadło tylko czasem coś ekstra. Także ten podział pracy jest to typowa
konserwatywna utopia.
Spokojny   |12.12.2010 23:48:00
No a jeśli nie biologia, to w kazdym razie jakas istota różnicy między mężczyzną
a kobietą której jak by miało całkiem nie być, to już nie bardzo wiadomo o co by
w ogóle miało chodzić. Żeby na zmianę rozkładali nogi, raz on raz ona? Ale to
jednak wcale nie koniec dyskusji, bo dopiero początek. Bo czy ty kolego Thome
chciałbyś żyć w swiecie, w którym wszystkie kobiety sa tak pozabezpieczane przez
swoich gajowych? Bez klubów, bez internetowych randek, bez możliwości wyjechania
na każde wakacje z inną dziewczyną? Chciałbyś? Ja nie. A przeciez nie da sie
mieć tych wszystkich możliwości, jeśli kobiety bedą uwiązane tak jak kiedyś
były.
Zamorano   |13.12.2010 15:25:52
@Z wielu względów nie jest przypadkiem, że jedyny okres, w którym Polska
była intelektualnie ciekawa, to okres wspólnoty. Złej, wymuszonej, PRL-owskiej,
ale jednak wspólnoty.

Ależ przecież Stepie nie jedynym. Mało tego był czas, gdy
Polska była intelektualnie i politycznie ciekawsza niż w PRLu. Mało tego była w
awangardzie kontynentu, że tak sobie szumnie napiszę ;-)


@Także ten
podział pracy jest to typowa
konserwatywna utopia.

Małżeństwo, związek z
miłości zniszczyło ten fetysz w kulturze szeroko rozumianego Zachodu raczej
nieodwracalnie. I chyba dobrze :-)
Thome  - Z czego żyła.   |14.12.2010 00:00:13
@ubik

Tak do końca to my nie wiemy, z czego żyła "rodzina
prymitywna". Z tzw. wielkiego grubsza można powiedzieć, że i ze zbieractwa
"kobity" i z kłusowania "chopa". Co do podziału pracy, to ja się
nie wypowiadałem. Raczej co do obrony terytorium oraz matki potomstwa. Zmieniają
się okoliczności i narzędzia - atawizm pozostaje.

@Spokojny

Mnie
osobiście nie interesuje życie w świecie urządzonym w 100% przez opisanego przez
Ciebie "gajowego". Można by rzec, że każdy jest gajowym na miarę swojej
wrażliwości i możliwości. Będąc zawsze trochę kłusownikiem, co by zweryfikować
umiejętności obronno-pasterskie innych gajowych;) I chyba tak to się kręci.
Raf   |24.12.2010 01:32:34
"Taka jest rzeczywistość, która nas otacza. I takie jest myślenie, w którym
jesteśmy zanurzeni. Powszechny strach
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 10.12.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 29.67986 Seconds