NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Nie Łódźmy się Drukuj
Tomasz Piątek   
20.09.2010

W środku Europy, przynajmniej tej geograficznej. W środku Polski. Miasto zabytek. Wielkie skupisko ścisłej secesyjnej zabudowy. Teraz gnijącej. Urbaniści proponują wyburzenie całego zabytkowego centrum Łodzi, bo mówią, że po stu dwudziestu latach bez remontu, tego wyremontować się już nie da. 


To było prawie milionowe miasto. Oficjalnie, według meldunków, zostało siedemset tysięcy mieszkańców. Faktycznie o wiele mniej – wyjeżdżający łodzianie zazwyczaj się nie wymeldowują. Ci wykształceni i świadomi nie robią tego specjalnie – chcą tu płacić podatki, aby część ich pieniędzy szła na to miejsce, które ciągle uważają za swoje. Pozostali nie zawsze nawet wiedzą, że istnieje coś takiego jak zameldowanie. Zresztą, zameldowanie nie jest już obowiązkowe, więc nie muszą wiedzieć.


Trudno więc powiedzieć, ilu ludzi mieszka w Łodzi. Na peryferiach widać ich więcej, bo na peryferiach są blokowiska, a w Łodzi mieszkanie w bloku to luksus. Łódzka „klasa średnia” mieszka w czymś, co wygląda jak warszawskie Bródno - i bardzo to sobie chwali. Łódzka „klasa średnia” jest szczęśliwa, że uciekła z centrum. Bo centrum to zagrzybione, przegniłe rudery, wyglądające jak odrobinę mniej zniszczona dzielnica popowstaniowej Warszawy. Tyle że tu powstania nie było… 


Fasady odrapane, z odpadającym tynkiem, albo – za sprawą śmiesznych, absurdalnych działań zwanych tutaj rewitalizacją - obite czymś w rodzaju ohydnego aluminiowego sidingu, od razu zresztą demolowanego przez łódzkich złomiarzy (tak jest na ulicy Nawrot). Złomiarze kradną też ostatnie łódzkie tabliczki z nazwami ulic (te ładne, metalowe, z przedwojennym liternictwem). Do tego - potworne bruki, połamane chodniki, asfalt na jezdni z dziurami o głębokości ćwierć metra. I tonące w gnoju podwórka, wybrukowane przeważnie gęsto nasadzonym gównem, nie tylko psim. W domach przy ulicy Wschodniej ludzie mieszkają w mieszkaniach bez drzwi wejściowych.


Nic dziwnego, że ludzie stąd uciekają. Najpierw uciekła inteligencja, do Warszawy. Potem ci wszyscy, którzy w ogóle byli w stanie pracować – do Manchesteru i Dublina. Zostali tylko ci, którym coś bardzo utrudniało mobilność: matki z dziećmi, emeryci, alkoholicy. W jednym roku w Łodzi zbankrutowało 2000 sklepów. Przybywa wyłącznie sklepów z alkoholem. Kiedy się wprowadziłem, miałem dwa pod domem. Teraz, kiedy się wyprowadzam, mam ich już cztery.


Nie mam zamiaru kiedykolwiek wracać do Łodzi. Żal mi jest łodzian. Widać w nich resztki dawnej łódzkiej mentalności – robotniczej, pepesiackiej. Ludzie pracowici, inteligentni, a skromni. Na szczęście nie muszę jeździć do Łodzi, żeby ich spotykać. Większość moich przyjaciół-łodzian nie mieszka już w Łodzi.


Wiem, że ich ranię pisząc te rzeczy – łodzianie zwykle kochają swoje miasto i wypierają bolesną prawdę. Kiedy im tę prawdę mówię, odpowiadają: „Przecież tak jest wszędzie, nie tylko w Łodzi”. Albo: „W Warszawie też widziałem parę zrujnowanych domów”. Jednym ze sposobów wypierania prawdy jest obsesyjne zajmowanie się wspaniałą łódzką przeszłością. Ale częstsze jest obsesyjne zajmowanie się wspaniałą łódzką przyszłością. Bo łódzka przyszłość jest obowiązkowo wspaniała! Przecież w Łodzi zbudowano wspaniałą Manufakturę! (stylowe centrum handlowe, które odebrało klientów sklepom i restauracjom Piotrkowskiej, przeobrażając tę ulicę w jedną wielką zarzyganą pijacką kebabiarnię, bankrutującą zresztą). Przecież w całym centrum miasta zostanie kiedyś wykonane to, co nazywam najkrótszym łódzkim dowcipem na „R” (Co to jest? REWITALIZACJA, oczywiście). Powinien być to raczej dowcip na „G”, bo przez rewitalizację Urząd Miasta rozumie gentryfikację i to wyjątkowo gównianą. Niszczy się zabytkową fasadę jakimś mega-sidingiem, albo usuwa gzymsy i tynkuje na biało, żeby zabytek secesji wyglądał jak apartamentowiec na Kabatach. 


Moja żona, Hania, która jest łodzianką, nazywa tę strategię: „czekaniem na Wspanialców”. Że niby wyrzucamy pogardzanych łódzkich żuli z budynku, tynkujemy grzyba na biało, a potem spokojnie czekamy, aż klasa średnia z Warszawy, skuszona niskimi cenami, sprowadzi się tutaj i zmieni oblicze tej ziemi, łódzkiej ziemi. Na takiej strategii opierał się nieudany łódzki szwindel stulecia, czyli Nowe Centrum Łodzi. Pod pozorem budowy obiektów kulturalnych, przy dworcu Fabryczna miał powstać plastikowy kompleks handlowo-biurowo-apartamentowy. Notable i inwestorzy aż gulgotali z zachwytu: „Klasa średnia znużona bezduszną Warszawą przeniesie się tutaj, gdzie wszystko jest bardziej prawdziwe i charakterystyczne”. Na pewno: w ciągu kilku dni mój syn raz widział jak kilku chłopaków gwałci dziewczynę w bramie, a za drugim razem ktoś mu próbował wyciąć nożem napis „JUDE” na czole. Taka charakterystyczność sprawi, że Wspanialcy zlecą się do Łodzi jak do miodu. Szczególnie ci, którzy mają dzieci.


Właśnie: kultura. Nowe Centrum Łodzi jest dobrym przykładem tego, jak wygląda ożywianie Łodzi przez kulturę. Podobnie jest z pomysłem, żeby Łódź za kilka lat została Europejską Stolicą Kultury. No bo wtedy przyjadą jeszcze wspanialsi Wspanialcy, bo już nie Warszawo-Wspanialcy, ale Euro-Wspanialcy. Przyjadą i odmienią oblicze tej ziemi, łódzkiej ziemi. 


No ale Euro-Wspanialcy, ci z klasy średniej, ci co mają kasę, to wprawdzie szukają wrażeń, ale nie aż takich wrażeń. Przy okazji mistrzostw koszykówki przyjechało do Łodzi trochę Euro-Wspanialców, zwymiotowali i wyjechali. I długo jeszcze wymiotowali w mediach i w internecie na temat potworności Łodzi (które to reakcje budziły w łodzianach, jak zawsze, szczere zdumienie).


Raz brałem tam udział w dyskusji na temat tego, co zrobić z Łodzią. Powiedziałem tam, że mamy do czynienia ze śmiercią miasta i że powinien powstać Narodowy Plan Ratowania Łodzi. Państwo musi przygotować go natychmiast, bo zaraz już nie będzie co ratować i Łódź będzie wykorzystywana jedynie jako dekoracja do filmów wojennych oraz boisko do paintballa. A jeżeli nie możemy liczyć na pomoc narodu i państwa, to proszę bardzo, nastawiajmy się na Euro-Wspanialców, tyle że trochę innych. Nie tych z klasy średniej, nie tych kasiastych, ale tych, którzy są odpowiednio wytrzymali i mogą dać Łodzi bardziej prawdziwe ożywienie kulturalne. Amsterdam właśnie likwiduje swoje squaty, powiedziałem, zaprośmy squattersów do Łodzi. Zróbmy tu mega-squatternię, niech powstają nieformalne lokale, teatry, centra kultury rewolucyjnej, jak zwał, tak zwał. A że się zjadą pańczury, to bardzo dobrze, wreszcie spuszczą wpierdol kibolom, tym z Widzewa i tym z ŁKS-u, bo jedni i drudzy sobie nagrabili (w Łodzi mieszkałem na granicy dzielnic i ciągle ktoś mi kogoś mordował pod oknem – Hania zresztą uważa, że likwidacja obu superkosztownych klubów w nędzarskim mieście byłaby jak najbardziej wskazana).


W dyskusji brało udział, oprócz mnie, kilku neoliberałów, których nie znam i nie chcę pamiętać. Jeden z nich wydął wargi i powiedział: „No, miałem nadzieję, że przedstawiciel Krytyki Politycznej zgłosi jakąś poważną propozycję…” – jakby Amsterdam i Berlin nie wypłynęły na swoich squatach. Ale najwyraźniej misiek nie był w stanie zaakceptować innych Wspanialców niż krawaciastych i kasiastych. Mówiłem też o tym, jak deweloperzy podkładają ogień w starych secesyjnych kamienicach (tylko na jednej ulicy Tuwima, gdzie mieszkam, w ciągu półtora roku zdarzyło się kilka tajemniczych pożarów). Deweloper podpala kamienicę, żeby wykurzyć brzydkich nie-Wspanialców, uzyskać pozwolenie na zburzenie budynku jako pożarowo-niebezpiecznego i zbudować na jego ruinach apartamentowiec dla mitycznych Wspanialców, którzy kiedyś nadejdą. Kiedy o tym mówiłem, inny neoliberał, który siedział obok mnie, podśmiewał się przez cały czas: „Oj, ci źli kapitaliści… Oj, ci źli kapitaliści, są tacy źli…”. Jednak ci, z którymi się zadawał, naprawdę okazali się źli, bo w dwa tygodnie po tej dyskusji poszedł siedzieć. Nie posłużyły mu znajomości wśród krawaciastych i kasiastych Wspanialców. To zresztą jest temat na osobny felieton: jak gnijąca Łódź jest rządzona przez zgniłych ludzi, przez bizneso-morderco-notabli, a dokładnie przez pewnego Nekro-Witka, zainteresowanych zapraszam na YouTube.


Nie jestem więc, jak widać, entuzjastą ożywiania Łodzi poprzez modlenie się do kulturalnych Wspanialców, którzy kiedyś nadejdą (moim zdaniem, takie wierzenia mają znamiona kultu cargo). Dlatego też nie byłem entuzjastą Festiwalu Dialogu Czterech Kultur. Owszem, było parę ciekawych wystaw, spektakli czy koncertów, ale siłą rzeczy nie ożywiały one miasta (umierający najpierw potrzebuje respiratora, operacji, transfuzji, delikatne terapie osobowościowe to ewentualnie później). W imprezach uczestniczyło trochę Wspanialców, przeważnie przyjezdnych, którzy zaraz potem wyjeżdżali, a miasto nadal było cichym, ciemnym, zrujnowanym grobowcem. Nie zmartwiłem się zatem specjalnie, kiedy dowiedziałem się, że Festiwal został odebrany swoim prawdziwym organizatorom przez jakichś cwanych miśków (zmienili nazwę na Łódź Czterech Kultur). Teraz w Polsce (i zresztą na całym świecie) tak jest, że gdy tylko pojawi się coś fajnego, natychmiast zostaje to przejęte przez cwanych miśków, którzy to niszczą. Ale kiedy Hania pokazała mi ulotkę Festiwalu, wyprodukowaną przez cwanych miśków, zdębiałem. Czegoś takiego nawet w Łodzi się nie spodziewałem.


Ulotka informacyjno-reklamowa, mająca przedstawić ludziom atrakcje Festiwalu, zaczyna się tak: „Witamy na festiwalu Łódź Czterech Kultur. Poniżej znajdą Państwo listę najważniejszych adresów i numerów telefonu, jak również spis polecanych przez nas restauracji, kawiarni i klubów, które przygotowały specjalną ofertę cenową dla gości festiwalu – prosimy o okazanie kelnerowi identyfikatora festiwalu w celu otrzymania zniżki”. Potem następuje krótkie info o taksówkach (polecamy korporację Tele Taxi…), a jeszcze potem - bite trzy i pół strony opisów knajp, a przede wszystkim knajpianych zniżek. Do tego adres organizatorów, na dole czwartej strony (pewnie na wypadek, gdyby ktoś się struł w którejś z knajp i nie wiedział, gdzie się wyżalić). To są właśnie atrakcje Łodzi Czterech Kultur. Knajpy. 


Żeby jeszcze fajne. Ale w Łodzi do restauracji nie chodzę, żeby się nie zrzygać. W Anatewce podali mi jako czulent najgorsze oszustwo mojego życia (gulasz z fasolą). Knajpy i kluby w Łodzi bankrutują albo się degenerują, jak Łódź Kaliska, która stała się śmierdzącą dresiarnią. Jedynym wyjątkiem jest Ganesh (nie ten, który jest bezpośrednio przy Piotrkowskiej, tylko ten drugi, bardziej w podwórku).


Dobra, dosyć, dosyć już tego, dosyć już tych smakowitych szczegółów.

 

Podsumowałem w tym tekście trzy lata mojego kontaktu z Łodzią. Niniejszym felietonem się z nią żegnam. Ale nie żegnam się z łódzkim bólem, bo jest to doznanie, które trudno wymazać sobie z duszy. Wielkie miasto, niegdyś piękne i pełne wartościowych ludzi, ale teraz już puste i jak najdosłowniej zasrane, oddane przemocy i rozpaczy. O tym się nie da zapomnieć. Chociaż cała Polska nie pamięta, nie wie albo się łudzi – się Łódzi. Gdy próbuję poruszać ten temat w Warszawie, słyszę w odpowiedzi: „Jak to… Przecież podobno w Łodzi też już miało być dobrze…”. Łódź nie pasuje do Tusko-Bonizmu, do propagandy sukcesu, do opowieści o wzroście i rozwoju. Więc kłamie się o niej półgębkiem, a jeszcze chętniej – nie mówi.


Ale nie Łódźmy się. W Łodzi nie jest dobrze. W wielu miejscach w Polsce nie jest dobrze – a to jest z tych miejsc największe.



Felietony Tomasza Piątka publikujemy we wtorki i w piątki.


www.tomaszpiatek.pl

 

Komentarze
Dodaj nowy
b  - I co Pan proponuje?   |20.10.2010 10:35:31
Panie Tomaszu,

niestety większość Pana obserwacji trafnie opisuje łódzką
rzeczywistość. Ale co Pan proponuje poza zamianą centrum miasta na squaty i
likwidacją klubów piłkarskich? Łatwo krytykować dotychczasowe działania a
trudniej samemu działać… Czy jest to krytyka konstruktywna?
-me   |21.10.2010 16:57:09
Jak zameldowanie nie jest obowiązkowe, jak jest i za brak meldunku grozi kara
finansowa?
nie_z_łodzi  - a gdzie konstruktywna krytyka?   |08.11.2010 18:09:26
Nie ma. Bo z Łodzi uciekają najwięksi malkontenci.
Deicide1  - racja racja   |10.11.2010 16:28:00
Szanowny autor mimo iż dostrzegł wiele faktów z jakimi się łodzianie mierzą to
niech mi Pan uwierzy że żyjąc tutaj 3 lata czy jak to Pan ujął majac kontakt z
łodzią trzy lata nie wie się o tym mieście jeszcze dość :) Niestety bywa gorzej
niż Pan to opisuje bo jak patologia sięga dna to potrafi wyciągnąć szpadel i
kopać głębiej :)Nie zauważył Pan też patriotów lokalnych którzy maja na tyle
charakteru żeby tutaj zostać bo żyjąc tutaj są dwa wyjścia albo się człowiek
daje wciągnąć w bagno albo trzyma się własnego ja będąc Łodzianinem z krwi i
kości. Mimo wszystko serdecznie gratuluje udanego artu :) mało kto potrafi
odczucia do mojego miasta oddać tak trafnie :)

P.S wiem wiem charakter łodzian
można również nazwać naiwnością mam tego świadomość ale to ona różni lokalnego
patriotę od kogoś kto dał się wciągnąć w te Łódzkie realia
Miasto Dialogu  - Od organizatora   |15.11.2010 19:48:18
Jako organizator Łódź Czterech Kultur pragniemy poinformować, że to, co mylnie
uważa Pan za ulotkę festiwalu jest de facto przygotowanym dla gości i mediów
informatorem, w których lokalach mają zniżkę.

Ulotka festiwalowa zawierała
informacje dotyczące programu. Zapraszamy do nas na Plac Wolności w celu
weryfikacji tej informacji.

Z poważaniem,
pracownicy Miasta Dialogu w
Łodzi
Barts   |17.11.2010 09:54:34
Cholera, jako Łodzianin powinienem jakoś zaprotestować… ale niestety jest
dokładnie tak jak piszesz.

"Łódź to miasto brudne i podupadłe" napisał
kiedyś Jerzy Urban. Obecnie Łódź to miasto wymierające i gnijące, z małymi
enklawami dobrobytu w szarej masie biedy i syfu, jak to Manufaktura, Galeria
Centrum czy jeden z drugim burżujski lokal (ja akurat lubię Bedroom, cóż, taki
mam parszywy gust).

Możnaby jeszcze napisać o nowej obsesji władz miasta,
dziennikarzy lokalnych i paru obrotnych miśków - o puszczeniu torów pod ziemią,
nowym dworcu w centrum, nowych blokach i nowych sklepach. Gigantyczny projekt na
który to umierające miasto nie ma pieniędzy, ale który jak odpali, to hoho,
nastanie powszechna szczęśliwość.

Podtrzymałem trendy i uciekłem z Łodzi
najpierw za granicę, obecnie do Krakowa - i to jest jak mieszkanie w innym
kraju. Wracam czasem tłukąc się pięć godzin pociągiem, ląduję na szkaradnym
dworcu Łódź Fabryczna na którym przyjeżdżający po mnie ojciec nie ma gdzie
stanąć, bo służy on jako parking pracującym w Warszawie. Toczymy się później
powolutku (nawierzchnia!) ulicą Wschodnią, mijamy tłukących się troglodytów i
zygzakujących pijaczków - patrząc na to morze syfu mam wrażenie jakbym cofnął
się w czasie.

Nie wrócę już do Łodzi, nie ma w ogóle takiej opcji. I tylko
pozostaje mi pytanie co zrobić, żeby zabrać stamtąd moich rodziców, zanim ich
ktoś w końcu napadnie, obrabuje czy zabije?
bałuciarz  - brudna Łódź   |23.11.2010 10:35:35
Wiem ze najłatwiej jest ponarzekać ,sam to czasem robię,ale zdaje sobie sprawę
że to nie rozwiąże problemu.Przestępczość jest i owszem ale nie jest aż tak źle
żeby co chwile oglądać sceny gwałtów,że po centrum poniewiera się wielu żuli to
prawda.Jest to efekt zamieszkiwania centrum przez największa biedotę.Niskie
zarobki i brak fabryk zatrudniających niewykwalifikowaną siłę roboczą,upadek
przemysłu włókienniczego,brak perspektyw to efekt zażulenia.Pomysłem na wojny
kibiców to jeden duży klub sportowy.W centrum faktycznie można by wyznaczyć
jakiś kwartał na squoty może w rejonie ulicy Kamiennej,lub w okolicach
pl.Barlickiego.Największy obciach Łodzi to ulica Zachodnia od Zielonej do
Ogrodowej jak po bombardowaniu,wszech poniewierające się odchody psie i ogólny
brud.Łodzi po prostu się nie sprząta.Od urodzenia mieszkam w Łodzi i dobro tego
miasta leży mi na sercu, ale nie jestem optymistą,boje się ze ten zły stan
będzie się pogłębiać.
Maadie16   |23.11.2010 13:58:32
Jeżeli ktoś mieszka w Łodzi od urodzenia, myślę że jest w stanie przyzwyczaić
się, do tego co Pan opisuje. Jest w tym sporo prawdy. Jednak według mnie liczy
się podejście. Dostrzegam piękno manufaktury, ulicy Piotrkowskiej (z której to
prawda- ludzie uciekli, jednak teraz zauważam, że w moim otoczeniu coraz więcej
osób tam wraca. Manufaktura powoli się ludziom nudzi). Jest naprawdę dużo
zadbanych osiedli z placami zabaw, ławeczkami i śmietnikami. Niestety mieszkam w
jednej z najgorszych dzielnic. Jesienią, po 21, aż strach jechać tramwajem czy
autobusem. Nie ma dnia, żeby ktoś Cię nie zaczepił, wyśmiał (szczególnie przez
bandy dresów, chuliganów i ludzi niezrównoważonych psychicznie). Jeżeli chodzi o
polskie miasta…Bywałam w wielu: Wrocław, Kraków, Gdynia, Zielona Góra,
Warszawa, Płock, Olsztyn… mogłabym wymieniać i wymieniać. Żadne z tych miast
nie zrobiło na mnie dobrego wrażenia. Powinnam mieć spaczony gust, bo przecież
to, co otacza mnie w Łodzi, jest tak obrzydliwe, że wszystkie inne miasta
powinny być idealne. Otóż nie.
Staram się szukać plusów, np. wiele dobrych
polskich zespołów pochodzi właśnie z łodzi, mamy teatry, muzea, kościoły,
cmentarz żydowski, protesty o legalizację marichuany! :D 2x ASP, kilka fajnych
boisk, baseny ^^, park Julianowski, złodziei, kieszonkowców, gwałcicieli,
porywaczy, psychopatów walczących z PiS-em, moherowe babcie :) Przy tym
wszystkim otacza mnie naprawdę sporo inteligentnych ludzi, którzy chcą zmian,
chcą, żeby było lepiej, żeby w Łodzi naprawdę coś się zmieniło. Brakuje nam
tylko dobrego przywódcy, prezydenta, który kocha to miasto tak jak niektórzy
jego mieszkańcy. Na koniec dodam, że mam 16 lat. Nie widzę NIGDZIE w Polsce
jakichkolwiek szans na dalsze życie. Po studiach zamierzam wyjechać daleko,
daleko i za kilkanaście lat wrócić i zobaczyć miasto, które jest i zawsze będzie
moim domem.
łodzianin   |24.11.2010 22:11:30
Niestety ja się w Łodzi urodziłem. Tu się nic nie zmieni bo żeby zmieniać
cokolwiek trzeba zmieniać najpierw ludzi. Połączyć widzew i łks? Chyba się krew
poleje na ulicach. Prędzej bym uwierzył w bankructwo któregoś z klubów. Nigdy
nie uwierzę w to że jakikolwiek polityk chce coś tutaj zrobić. Nigdy nie zapomnę
też tego co powiedział mi pan wiceprezydent Joński agitując na rynku na retkinii
parę dni przed wyborami samorządowymi. Każdy obywatel mógł zadać pytanie więc
spytałem się jak wygląda sprawa ściągnięcia tutaj reżysera Davida Lyncha.
Odpowiedź była taka:"To nie było Łodzi potrzebne. Dziękuję. Inni też chcą
zadać swoje pytanie." A nie jest to jedyna porażka tego roku. Ja się nie
dziwię że koledzy wyjeżdzają. Mam nadzieję że mi się też uda stąd uciec.
Z.  - :)   |28.12.2010 02:08:49
Wsadzanie kija w mrowisko to jak widzę Pana specjalność:))) Łódź ma to do siebie
że albo odrzuca albo zachwyca. Stało się, że pod wpływem niesprzyjających
okoliczności wybrał Pan to pierwsze, i dobrze, nie ma co się męczyć w miejscu
które jest Panu nie po drodze:) Na każde miejsce trzeba mieć pomysł żeby w nim
sprawnie funkcjonować, Łódź nie jest tu wyjatkiem.
zee   |09.02.2011 23:52:41
Amsterdam nie wyrosl na squatach. Herman Brood byl rowniez ze sqatu wyrzucony.
Istnieje oplacana przez miasto instytucja Anti-Kraak wynajmujaca ludziom
pustostany za grosze w zamian za niedopuszczenie do zesquatowania. Kibice Ajaxu
nie bija nikogo, oni jedynie upijaja sie na wesolo i co najwyzej grupowo
wskakuja do kanalow. Opis Lodzi i porownania na razie w fazie mild. Ani swojego
ani cudzego nie znacie.
Maciej  - Lodz   |23.03.2011 20:20:14
@autor

Gratuluję Panu gwałtownej i jak rzeczywistej analizy sytuacji tego
miasta. Osobiście mieszkam tu od prawie piętnastu lat. Piętnaście lat temu dla
osoby w moim wieku Łódź była przyciągająca, miała w sobie ”tą ” specyficzną
atmosferę. Z upływem lat ta atmosfera kompletnie straciła swój urok i czar tego
miejsca. Spędziłem tyle życia w największych miastach Europy co w Łodzi.
Wyobrazi sobie Pan w jakim stopniu mógłbym uzupełnić Pana pogrzebową diagnozę
Łodzi. Jedyna rzecz, która jeszcze mnie tutaj trzyma to jest praca. Bez niej nie
zastanawiałbym się nawet 2 minut. W najgorszych moich snach nie wyobrażam sobie
zestarzeć się w tym mieście.

życzę powodzenia

M
Marcin  - True   |17.05.2011 02:47:36
Słowa może trochę za ostre, ale bardzo prawdziwe. To co się dzieje z Łodzią, a
przynajmniej z centrum, jest zaskakująco-przerażające. Moje rodzinne miasto jest
jedynym po którym boję się chodzić.
szer  - rajca   |08.02.2012 20:05:07
Ja się w Łodzi nie urodziłem. Kilkanaście lat temu zamieszkałem tutaj i z
niewielkimi przerwami pomieszkuję. Dzięki temu mam dystans do tego miasta i nie
muszę stąd gwałtownie uciekać. Ani w nie nie wsiąkłem, żeby stracić ostrość
widzenia ani z nim nie rozstałem, żeby zgubić ciągłość. Ostatni zostałem przez
okoliczności zmuszony do ponownego zmieszkania tutaj i niestety dopadła mnie
udręka znana wszystkim Łodzianom. Komunikacja. Tanimi liniami lotniczymi do
Hamburga latam z Gdańska. Jest wygodniej niż autobusem i czas podobny. Do
Warszawy z moich Bałut mogę wyjechać z Widzewa dokąd podróż komunikacją miejską
trwa godzinę tak jak w normalnych miastach na lotnisko. Samochód wykańczam na
dziurach i najlepszym środkiem komunikacji jest rower albo własne nogi. Łódź tak
naprawdę jest tym czym była 150 lat temu - wioską tzw. ulicówką, która
przypadkowo została nadmuchana koniunkturą bawełniną i razem z jej odejściem
sflaczała. Jeżeli chcecie wyjść poza standard telewizor, meble, mały fiat
omijajcie to miasto bo mieszka się tu ciężko i trudno się stąd wydostać.
Wdepnąłem w wielką kupę.
arrow  - Wszyscy widzą jak jest   |14.02.2012 13:30:38
Dużo prawdy jest w tym co Pan pisze, ale pytanie po co? Wszyscy Łodzianie widzą
jak jest. Zamiast krytykować, łodzianie robią co mogą żeby było lepiej.Jakiś
szwendołaz goło dupec, karierowicz z bliżej nie określoną żoną i
niezidentyfikowanymi przyjaciółmi obrzucił gównem miasto bo najprawdopodobniej
coś mu tu nie wyszło dostał po d-u-p-i-e i poprawiło mu po grzbiecie.Ja jestem
rodowitym Łodzianinem, kilka lat w Paryżu i jakoś Łódź mnie nie zemdliła, nawet
będąc tam myślałem o tej Łodzi i wróciłem tu i jest ok. Srających śmierdzących
Kloszarów w przejściach metra, obszczanych Bulwarów nad Sekwaną, przy Notre
Dame, sypiąca się Arr. XIX syf i mogiła może Pan tego nie zna ale tam jest pełno
takich miejsc gdzie można dostać w ryło nawet w biały dzień. Ale jednocześnie
jest dużo wspaniałych miejsc i to się pamięta! A ja właśnie taką Łódź widzę
starającą się inwestować, rozwijać i brnąć do przodu.Tacy jak Pan i Panu
pochodni miejsca nie zagrzeją tzw bez miastowcy, jak zawieje tak dupsko
ustawiają, a nie raz jeszcze po grzbiecie będzie.Nie ma miejsc idealnych na
świecie,Łódź napewno do nich nie należy,łodzianie wiedzą jak jest ale jakiś
przejezdz wypaca się na forum o Łodzi o mieście którego nie zna nie utożsamia
się z nim i to ma być głęboka diagnoza. Dla mnie śmieszne, ale dość, podwijam
rękawy i biegnę do pracy. Sie ma.
JaŚ  - A ja kocham Łódź   |15.02.2012 06:54:46
Szanowny Panie,
Pisze Pan bzdury. Mieszkam w tym mieście ponad 30 lat.
Mieszkałem w Kanadzie, Rzymie, Paryżu i zawasze wracam do Łodzi. W Łodzi ludzie
są życzliwi i przyjaźni. Moje dzieci tu kończa studia. Pozim nauczania na
Politechnice i Uniwersytecie przewyższa wiele europejskich uniwersytetów. Moi
przyjaciele zawsze przyjeżdzają do Łodzi z radościa. Są zachwceni łodzkimi
pubami i miejscami unkalnymi w świcie np. Szkoła Filmowa czy nawet Manufaktura.
W łodzi jest dobry duch, którego nie miła Pan mozliwości spotkać
pepe   |23.02.2012 12:50:33
Jest kilka podstawowych kwestii do załatwienia żeby było lepiej:
1. Wygląd
miasta/budynków
2. Komunikacja
3. Praca
4. Rozr ywka
Nie koniecznie w tej
kolejności.
Ad. 1.
W trybie natychmiastowym należy podjąć działania mające na
celu wyprowadzkę z centrum tych, którzy nie płacą czynszu (oczywiście te osoby
potrzebują pomocy i trzeba stworzyć nie jedno, ale kilka miejsc dla tych osób,
gdzie będą z nimi odpowiedni specjaliści). W centrum niestety musza wzrosnąć
czynsze. Generalne remonty to potężne pieniądze i m.in. z podwyżek czynszowych
moją być pieniądze. Tu nie zgodzę się z autorem artykułu, niestety w Łodzi to co
było jej największą siłą, czyli pracowitość, zastępowane zrezygnowaniem,
obojętnością, oczekiwaniem. Nie chce mi się wierzyć, że ludzi nie stać na
kupienie wiaderka farby i wymalowanie budynku/klatki schodowej choćby do
wysokości 2 metrów.
Ad. 2.
Niestety obserwuję tu kompletną bezmyślność. Muszę
być po 2-3 szybkie ciągi w kierunku północ-południe, wschód-zachód z priorytetem
ruchu. Część rzeczy daje się zrobić od ręki. Przykład: przejście dla pieszych
przy Realu na Jana Pawła. Ok. 150m w jedną stronę i tyle samo w drugą są
światła, jednak przejście nie jest z nim zsynchronizowane. I ok. to jest za
drogie/zbyt skomplikowane, ale dlaczego światło się zmienia zaraz po naciśnięciu
przez pieszego!!! I dodam, że zwykle jestem pieszym, a właściwie rowerzystą
(choć oczywiście czasami również jeżdżę autem). Pieszy powinien czekać co
najmniej tyle ile na samym przejściu ze światłami. Nie ma najmniejszego powodu
aby było inaczej, szczególnie z tego powodu, że tych pieszych jest niewielu. Ten
czas należy zmienić na wszystkich przejściach dla pieszych uruchamianych
przyciskiem (na Zachodniej jest to samo).
Komunikacja.
Nie rozumiem brnięcia w
tramwaje. Zamiast je remontować należy je zastąpić autobusami choćby na gaz
ewentualnie trolejbusami. Tramwaj na Kilińskiego, do Aleksandrowa, czy
Konstantynowa to jest bezsens. Czy widzicie jak niewielu ludzi nimi jeździ, a
zabierają przestrzeń na 1-2 pasy ruchu. Tramwaj się zepsuje to blokuje ruch.
Naprawa jezdni z torami jest bardziej skomplikowana, i wiele, wiele droższa.
Dziury i nierówności przy torach są ogromne.
Ad. 3.
Tu jest większy problem,
bo wynika z uregulowań ogólnokrajowych. Doskonały murarz, ale słaby w przepisach
będzie „siedział na zasiłku” bo nie sposób przebrnąć i ścierpieć
całej tej papirologii. Na pewno trzeba stworzyć jak lepszy klimat dla ludzi
prowadzących wszelką działalność gospodarczą. Wszyscy powinniśmy chylić czoła i
rozciągać przed nimi czerwone dywany (głównie urzędnicy), bo oni są królami,
czyli lokomotywą ciągnącą nas czyli całą resztę, gospodarkę itd.
Ad. 4.
Rozwój
rozrywki jest pochodną pracy, komfortu życia i ogólnie samopoczucia. Jest trochę
miejsc, gdzie można pójść, ale jak wszędzie są patologie. Np. wielkie było moje
zdziwienie, gdy w teatrze Jaracza nie mogłem odebrać biletu o godz. 18.15 bo
„rezerwacje wydawane są do g. 18”. Jak do licha ja robotnik
pracujący mam odebrać sobie bilet jeśli pracuję do g. 18? To czego brakuje to
jednolitej informacji na temat tego co się dzieje w mieście. Nie wiem czy też
tak macie, że często o jakimś wydarzeniu dowiaduję się, gdy się już odbyło.
moniqa   |01.03.2012 19:33:20
Bolesne, ale prawdziwe. Trudno się to czyta komuś kto jednak w Łodzi pozostał,
mimo tego, że często pracodawcy proponowali mi przeniesienie się do innego
miasta i byli szczerze zdziwieni moim przywiązaniem do tego "skrawka gruntu
wiecznej perespektywy".
Bardzo spodobał mi się wątek o zaproszeniu
squattersów - dla mnie pomysł świeży i z dużym potencjałem, idealnie wpisujący
się w tę " dumną trochę czerwoną, historię naszego miasta". Zamiast
czekać na bufoniastych "inwestorów" budujących kolejne supermarkety z
balchodachówki może faktycznie należy iść pod prąd, buntowniczo,
nowatorsko.
Obraz Łodzi jaki Pan namalował budzi przerażenie i obrzydzenie
jednak jest prawdziwy. Moje "przebudzenie" nastąpiło 1 stycznia 2012
roku, szłam do przyjaciół mieszkających (tak jak ja) w centrum, w niegdyś
pięknej, secesyjnej kamienicy. Pierwszy dzień roku powitał mnie potłuczonymi
butelkami od pseudo-szampana, wszędobylskimi, rozmytymi przez deszcz psimi
odchodami i trudnymi do opisania doznaniami zapachowymi.
Po owym
"przebudzeniu" zrozumiałam, że nic się tu nie zmieni bo nikt nie ma
pomysłu na to miasto, póki nie znajdzie się ktoś z wizją, pozostaniemy
"wrzodem na tyłku Polski"
szerr  - arrow   |03.03.2012 20:01:53
Arrow nie dodałem, że urodziłem się i dzieciństo spędziłem w Kutnie. Bardzo
lubię do tego miasta zaglądać ale mam wrażenie, że niewielu podziela mój
zachwyt. Zapraszam do Kutna w poszukiwaniu jego uroków.
Łodzinaka   |05.05.2012 12:21:11
@ arrow i JaŚ, chyba nie zaczęsto powracacie jednak do Łodzi po tych swoich
zagranicznych wojażach. Piszecie jak turyści, którzy zapraszani są przez nas
Łodzina do najlepszych pubów, do Manufaktury, na wycieczkę po najpiękniejszych
rejonach tego miasta. Sama mam kilka takich "wycieczek reklamowych" w
zanadrzu. Pewnie, chciałabym, aby goście przychylnie patrzyli na to gdzie
mieszkam, chciałabym się nie wstydzić im tego pokazać. Niestety, boję się
pokazać np. moim znajomych z Warszawy chociaby Łodzi nocą, wstydzę się odebrać
ich z dworca…

Poczekajcie Panowie, inaczej zaczniecie pisać, gdy któregoś
pięknego dnia po raz kolejny okradną Was z ciężko zapracowanego dorobku, napadną
tego super wykształconego na naszych uczelniach członka Waszej rodziny.
Oczywiście nie życzę Wam tego, ale tylko ostrzegam, że to bardzo możliwe.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 21.09.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.14351 Seconds