|
Chcę Ci powiedzieć, jak bardzo Cię cenię, Chcę Ci powiedzieć, jak bardzo Cię podziwiam. Nie znajduję lepszych słów, niż ten cytat z ostatniego poety ludowego, a może nawet ostatniego wieszcza narodowego, jaki nam pozostał. Uwielbiam Twój zwyczaj cytowania dzieł pop-kultury dla zilustrowania intelektualnych wywodów. Žižek robi to, mam wrażenie, nieraz tylko po to, żeby wkurwić swoich kolegów ze świata akademickiego. Ty robisz to, aby Twoim czytelnikom z różnych światów było milej. A propos: w przedostatnim felietonie napisałeś, że Jarosław Kaczyński jest politykiem groźnym, ale niepoważnym. Tu warto byłoby przypomnieć, czego to parafraza. W uroczym filmie Raz, dwa, trzy Billy Wildera nadęty szef Coca-Coli powtarza nieustannie „Sytuacja jest poważna, ale nie rozpaczliwa”. Kiedy zakochany w jego córce młody komunista myli się w pośpiechu i mówi: „Sytuacja jest rozpaczliwa, ale niepoważna”, szef Coca-Coli na chwilę popada w tak zwany tilt czyli stupor catatonicus, a potem woła: „Zapiszcie to! Ten młodzieniec ma przed sobą wielką przyszłość!!!”. Ty też masz, chociaż tak bardzo ciąży Ci przeszłość.
Czepiają się ciebie, że czepiasz się ciągle Jarosława Kaczyńskiego. Ja to rozumiem. Każdy ma swojego Jarosława, który nie daje mu zasnąć. Ja mam Jarosława Marka Rymkiewicza. Ty zresztą piszesz też i o nim. Piszesz, że Rymkiewicz zrozumiał, iż polskość nie może być silna politycznie, więc przynajmniej stara się ją uczynić silną kulturowo: niech te wszystkie powstania, ci idący na śmierć ułani, te morza krwi i to Święto Zmarłych jako święto narodowe - niech to wszystko stanie się jak najbardziej malownicze, egzotyczne, odrębne od kultury zachodniej i niezatapialne w morzu globalnego szajsu… O nie, Cezary. To nie jest to, czego Rymkiewicz chce. To jest to, co on chce, żeby myśleli o nim ci bardziej przenikliwi prawicowi intelektualiści. Piszę o Rymkiewiczu, bo on jest tym samym, kim zawsze chciałeś być Ty. Tajnym agentem modernizacji. Byłem teraz przez trzy miesiące w Twoim mieście, w Toruniu, które jest też trochę moim. Tam jest ośrodek, mój ośrodek - tak chciałbym go nazywać. Tam uczę się pokory. I tam, w bibliotece ośrodka stoi sobie na półce książka Aleksander Fredro jest w złym humorze. Wydana gdzieś w okolicach moich narodzin. Na okładce znalazłem ślady moich paznokci sprzed pięciu lat. I znowu teraz przeczytałem tę książkę, kilka razy. W Aleksandrze… Rymkiewicz narzeka, że polscy krytycy czytają wszystko „pod kątem Ojczyzny”, że zrozumieli Wariacje pocztowe Brandysa tylko jako satyrę na polskość, a nie jako satyrę na egzystencjalizm. Podobnie w jednej z ostatnich książek, bodajże w Kinderszenen, Rymkiewicz ubolewa nad tym, że Polacy nie rozumieją, iż Zając Dygasińskiego to nie jest opowieść o zwierzątkach, tylko o egzystencji. Rymkiewicz to ktoś, kto mówi: Dobrze, Polacy, skoro zamykacie się na podwórku waszych polskich spraw, ślepi na głęboki tragizm istnienia, to ja wam ten tragizm przewrotnie wmuszę właśnie poprzez polskość! Pokażę wam, jak bardzo ta wasza polskość jest przepojona egzystencjalną tragicznością! Nie uciekniecie przed wielkimi tematami kultury zachodniej i ludzkiej – zgwałcą was one w najbardziej niespodziewany sposób, od strony waszej narodowości, czyli od dupy strony.
Wychodzi na to, że Maria Janion ma rację i wallenrodyzm jest w Polsce nieunikniony: czy chce się sprzedawać egzystencjalizm, czy chce się sprzedawać żarówki, zawsze na początek trzeba przebrać się za księdza. No chyba że jesteś najeźdźcą. Wtedy możesz się nie opieprzać i bez żadnych księży melioryzujesz bagna, jak Prusacy w swoim zaborze, dajesz prawo głosu chłopom, jak Austriacy w swoim, pozwalasz Niemcom i Żydom wybudować przemysłową Łódź, jak Rosjanie w swoim. Tak, Cezary, rozumiem, dlaczego twoim bohaterem jest Ataturk – ale tutaj i on by się potknął. Pomyśl: w Turcji mógł być taki Ataturk, Ojciec Turek - tu nigdy nie było żadnego Ojca Polaka ani nawet Papy Smerfa. A Matka Polka była tylko od tego, żeby cierpieć i zarządzać domem – ale nie rządzić krajem. A „Ojciec Święty” z Rzymu był tylko po to, żebyśmy broń Boże nie musieli samodzielnie myśleć o Bogu, o losie, o egzystencji – bezpłodny Biały Wujek raczej niż Ojciec.
Chcę Ci powiedzieć, uważaj na te drogi, ale nie mam odwagi… – śpiewa dalej Kazik. Pochlebiam sobie, że rozumiem Twoje obsesje, ale też czuję się nieswojo, kiedy widzę, jak regularnie wracasz do pewnych tematów (i nie chodzi mi tutaj o Jarosława Kaczyńskiego). Często mam wrażenie, że przed kimś się tłumaczysz. Przed Michnikiem i „Gazetą Wyborczą”: że tak naprawdę, to ich kochałeś i prowokowałeś ich tylko z miłości. Przed byłymi towarzyszami ze środowiska ultrakatolickiego: że nie zdradziłeś ich i nie zdradziłeś siebie, odchodząc z tego obozu. Cezary, słuchaj: Michnik, Tekieli, „Gazeta”, „Fronda”, oni wszyscy mają Cię w dupie. Możesz na to odpowiedzieć, że każde z nich interesuje się przecież tylko własną dupą, ale to będzie jedynie zgrabny bon mot. Obaj wiemy, że Ty u nich jesteś w tej dupie, która oznacza głębokie desinteressement. Kiedy czytam Twoje wytłumaczenia, kiedy widzę, jak bardzo przejmujesz się rzeczami, które ich nie obchodzą, może nigdy nie obchodziły – to widzę, że jesteś kimś bardziej wartościowym, a na pewno bardziej interesującym niż oni. Niepokoi mnie tylko to, że uważasz za stosowne się z tego tłumaczyć. Pieprzyć Michnika, Cezary. Te trumny przestają rządzić Polską, także trumna Adama M. I tylko chcę Cię ostrzec: nie wyważaj drzwi otwartych na oścież – mówi poeta ludowo-narodowy. Ja wiem, że każde drzwi, choćby nie wiem jak dawno otwarte, trzeba samemu wyważyć. Inaczej ich przejście się nie liczy, nie jest przeżyte, a więc niczego nie uczy. Wiem, że zrozumienie rozpaczliwej potrzeby lewicy w naszym świecie przychodzi stopniowo. Ja też potrzebowałem trochę czasu, tak byłem zaklajstrowany neoliberalną brednią. A propos neoliberalnej bredni: od pewnego czasu, gdy słyszę o koniecznych reformach, zrównoważonym budżecie i nieodpowiedzialnych roszczeniowych postawach, to przypomina mi się Hitler. Czy wiesz, Cezary, jak Hitler sobie tłumaczył to, co robi? Pewna Angielka, która miała za męża Niemca, w czasie wojny została w Germanii i któregoś dnia zaproszono ją nawet przed oblicze Fuehrera. Wyobrażam ją sobie jak pannę Marple: dzielna starsza pani, w absurdalnym angielskim kapeluszu damskim. Zachowało się świadectwo o tym spotkaniu. Angielka powiedziała wprost: „Mister Hitler! Pan robisz bardzo złą rzecz! Pan zabijasz Żydów”. Hitler zdenerwował się, zaczął skakać po pokoju, a potem powiedział: „Droga pani, na froncie wschodnim codziennie ginie 10 000 niemieckich żołnierzy. No jak ja mam utrzymać równowagę biologiczną w Europie? No muszę gazować tych 10 000 Źydów dziennie”. Właśnie, zagłada. Widziałem wyliczenia, z których wynika, że nigdy w historii tylu ludzi nie umierało z głodu, co teraz. Nigdy nie było tylu niewolników. Nigdy nie było tylu piratów (i nie o internetowych czy drogowych mi chodzi). To nie czasy Hitlera były najstraszniejsze. Najstraszniejsze są nasze. A jednym z największych globalnych morderców jest pozbawiony regulacji biznes, związany z hegemonią prawicy. Dlatego, Cezary, jak to mówią Anonimowi Alkoholicy: „Daj czasowi czas, ale do czasu”. Przemyśl, co masz przemyśleć, przeżyj, co musisz przeżyć – ale w końcu wyważ te otwarte drzwi na lewo, wyważ je własną głową. To, że piszesz do Krytyki Politycznej, to już coś znaczy, całkiem sporo. Ale lewica potrzebuje Twojego serca, nie tylko Twojego nazwiska. Dziś każdy inteligentny, twórczy i uczciwy człowiek powinien stanąć po tej stronie i dla niej pracować.
Kazik śpiewa „Lewe, lewe, loff”, a nie „Prawe, prawe, praff” czy „Centre, centre, centrf”. www.tomaszpiatek.pl
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...