NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Likwidacja alfabetyzmu Drukuj
Tomasz Piątek   
08.07.2011

Komuna likwidowała analfabetyzm. Ale jak wiadomo, wszystko co robiła komuna, było złe. Teraz jest nie komuna, tylko kapitała. Kapitała likwiduje alfabetyzm.


Mam dla Państwa wesołą nowinę. Nowinę jak nowinę, bo sprzed tygodnia, więc przekazuję ją z pewnym opóźnieniem. Dużo się dzieje i trudno mi nadążyć. Tu na przykład katolicy chcą mordować kobiety za pomocą bezwzględnego zakazu aborcji, a tu proszę – platformerzy chcą pogłębić polski analfabetyzm.


Jak to pogłębić – zapytają Państwo. Przecież dwie trzecie Polaków nie bierze książki do ręki. To można jeszcze bardziej pogłębić taki analfabetyzm? Ano można. Będzie go więcej. Minie roczek albo dwa i dowiemy się, że trzy czwarte Polaków nie wie, co to książka. Albo cztery piąte.


Nie pomogły protesty bibliotekarzy, pisarzy, ludzi kultury i czytelników. Nie pomógł list podpisany przez tysiące ludzi, nie pomogły artykuły w gazetach. Najwyraźniej platformerzy w pewien sposób rzeczywiście reprezentują większość Polaków: te dwie trzecie, które nie czytają. Nie czytają książek, to listów i gazet także nie.

 

Platformerska maszynka do głosowania przegłosowała ustawę, która zezwala samorządom na łączenie bibliotek z innymi instytucjami kultury. Proszę Państwa, ja jeżdżę po Polsce i wiem, czym są biblioteki gminne. To bardzo często jedyne żywe ośrodki kultury w małych miejscowościach. Tam przychodzi młodzież, tam działają Dyskusyjne Kluby Książki, tam ludzie rozmawiają o książkach, nieraz z większym zaangażowaniem niż w Warszawie i Krakowie. I teraz wójt, sołtys, czy burmistrz, dla „oszczędności” będzie mógł zredukować bibliotekę do jednego wilgotnego pokoiku przy remizie strażackiej, gdzie pleśniejące książki będą wydawane raz w tygodniu przez bibliotekarza, „zatrudnionego” na ćwierć etatu.


Dla uspokojenia bibliotekarzy i ludzi kultury, przyjęto do ustawy poprawkę zgłoszoną przez PSL, zgodnie z którą bibliotekę można połączyć z inną instytucją tylko wtedy, jeśli nie przyniesie to uszczerbku jej dotychczasowej działalności. Już widzę te dzielne, naprawdę dzielne bibliotekarki, jak miesiącami i latami walczą przed sądem administracyjnym, udowadniają, ukazują całą swoją dotychczasową działalność, żeby przekonać sędziego, że nie da się jej prowadzić w piwnicy. One są przyzwyczajone do walki, więc będą tak walczyć. Ale czy naprawdę potrzebujemy tej szarpaniny? Czy nie moglibyśmy im jej oszczędzić?


Prezes Polskiego Związku Bibliotek, Jan Krajewski, nadal zbiera podpisy pod listem protestacyjnym. Chce go przedłożyć prezydentowi Komorowskiemu, w momencie, gdy ustawa do niego trafi. Ja nie bardzo wierzę, że półanalfabetyczny (chcę wierzyć, za Jackiem Żakowskim, że dyslektyczny) prezydent połączy się z nami „w bulu i nadzieji”. Bulu bulu, że tak powiem.

 

 Jak tu zakończyć ten felieton, żeby nie było smutno? Może napiszę o czymś innym, weselszym? Podobno Beata Tyszkiewicz reklamuje Burger Kinga. Mówi, że tylko prawdziwy ogień prawdziwego grilla w Burger Kingu nadaje hamburgerom wykwintny smak.

 

Ale to też smutne.

 

www.tomaszpiatek.pl 

Komentarze
Dodaj nowy
chatte botte   |09.07.2011 03:45:50
Panie Tomaszu, przecież dobrze wiadomo, co było złe za komuny. Nikt nie mówi, że
wszystko było złe, więc po co pan tak pisze, robiąc od pierwszego zdania z
dobrego felietonu statek pijany?
badrel  - Mała manipulacja   |09.07.2011 08:29:54
Jak gmina będzie chciała to i na podstawie obecnych przepisów przeniesie
bibliotekę do stodoły sołtysa. Problem z nową ustawą jest taki, że po połączeniu
biblioteki z domem kultury, albo choćby z biblioteką szkolną posadę straci jej
dyrektor. I tego dotyczył protest środowiska.
Kuba   |09.07.2011 17:50:15
@chatte botte
Naprawdę nigdy nie słyszałeś, że komuna przyznawała dodatkowe
punkty "za pochodzenie" na egzaminy na studia "bo głupimi się
łatwiej rządzi" (moja polonistka w gimnazjum, studia zaczynała już za
"kapiała"), a analfabetyzm likwidowano żeby móc wciskać swoją pisaną
propagandę (konkretnego źródła nie podam, ale słyszałem/czytałem to co najmniej
kilka razy)?
ubik   |09.07.2011 18:23:48
@chatte botte, doprawdy, za komuny było coś dobrego? Chyba tylko filmy
Barei, które krytykowały komunę. Taki jest pogląd większości solidaruchów.
Przepraszam, że nie mogę tego napisać jeszcze mniejszą literą. I do tego poglądu
odnosi się zasadnie Pan Piątek. Bronisław Łagowski to zjawisko prawdziwej
nienawiści solidaruchów do wszystkiego co z komuną związane ładnie opisuje. To
się wytworzyło w latach 80-tych i tak miło jest patrzeć na dzisiejszą młodzież,
która jest wolna od tej aberracji.
chatte botte   |09.07.2011 22:16:42
Panowie, nie rozumiem was.
Zanim jednak zaczniecie wykładnię pisma według zasad
tej jednej słusznej egzegezy, przeczytajcie to pierwsze zdanie Tomasza Piątka, i
z raz to, co ja napisałam.

@Kuba: słyszałam, że przyznawała. Tylko
właściwie co z tego, jak dziś przyznaje się dodatkowe punkty temu, kto ma więcej
albo kto da więcej?

@ubik: ja w tym pierwszym zdaniu widzę jednak trochę
ironii, a nie tylko ‘solidaruchów’(a może i nawet wcale nie widzę tutaj
‘solidaruchów’, jak ich ładnie nazywasz).
chatte botte   |09.07.2011 22:20:04
P. S. O tak, patrzenie na ‘dzisiejszą’ młodzież rzeczywiście potrafi z powodu
tego ‘miło’ zabić.
ubik   |10.07.2011 19:27:28
@Kuba: sorry, ale punkty za pochodzenie to nic złego i dziś też są w USA dla
Afroamerykanów. Twierdzisz, że PRL likwidował analfabetyzm, żeby lepiej działała
jego propaganda na masy. Ależ funkcja propagandowa szkoły występowała dużo
wcześniej, ale były i inne, np. edukacyjna i też w PRL-u, który przyniósł też
ogromnej ilości ludzi awans społeczny. I tak dalej, jak pisze Kurt Vonnegut.
Kontycypacy   |10.07.2011 21:19:09
Ludzie przestańcie gadać, że kogoś nie stać na książkę. Litr benzyny kosztuje
pięć złotych, dzienny karnet na wyciąg narciarski w polsce kilkadziesiąt
złotych, a piwo w knajpie w Warszawie osiem. Jeśli kogoś nie stać na to, żeby
dwa razy w miesiącu iść do knajpy i wypić trzy piwa (tyle kosztuje jedna
książka) to może niech lepiej nie czyta ani nie pije tylko się weźmie za
szukanie roboty?
Ludzie nie czytają, ponieważ internet wypiera czytanie. Na
skutek korzystania z sieci ludzie nie są w stanie utrzymać uwagi zbyt długo na
jednym tekście, bo mają wrażenie, że im "coś ucieka" i robią się
nerwowi. Dlatego nie czytają. Nawet jak książki będą za darmo to i tak nie będą
czytali. Drugi powód to telewizja. Inaczej wygląda czytelnictwo w kraju gdzie są
dwa programy, a inaczej w kraju gdzie większość ludzi ma kilkadziesiąt programów
tv działających non stop i spędza cały wolny czas z pilotem w jednej ręce a
browarem w drugiej. Żadne dotowanie czytelnictwa niczego tu nie zmieni. Podaż
kart Multisport jest w Polsce ogromna. Taka karta kosztuje miesięcznie stówę.
Gdyby każdy posiadacz takiej karty zamiast niej kupił trzy książki mógłby
przeczytać 36 książek rocznie. Nie robi tego, bo woli mieć złudzenie że coś
ćwiczy niż czytać. Czyta onet, bo onet ma ciągle coś nowego. Nie da się cofnąć
Wisły kijem.
ubik   |10.07.2011 21:49:04
Tak Kontycypacy, ludzie nie czytają Szekspira, Mrożka, Gombrowicza i cholera wie
czego jeszcze, bo mają "Taniec z gwiazdami w telewizji" i zimne piwo na
stole. Nie da się cofnąć Wisły kijem, a ty się tym kijem stuknij w mózgownicę.
viking   |11.07.2011 00:09:54
Zgadzam się z Kontycypacym, aczkolwiek nie całkowicie.
Pewien rodzaj dotacji
państwowych jest potrzebny choćby po to, żeby ci ludzie, którzy chcą czytać,
mieli też CO czytać. Czyli, żeby wydawnictwa nie zbankrutowały lub też nie
zaczęły wydawać jedynie Coelho i jemu podobnych (bo to się jakoś sprzedaje), ale
także ambitniejsze książki.

Natomiast, rzeczywiście bardzo naiwne jest takie
myślenie, że jeżeli ludzie wybierają denną rozrywkę, to jest to wyłącznie winą
nieodpowiedniej polityki państwa, braku kasy tych ludzi itp. Czyli, że gdyby
zaistniały sprzyjające warunki to ludzie oglądaliby ambitne programy i czytali
Stendhala.
W Szwecji, zdaniem wielu lewicowców, warunki takie istnieją. I być
może statystyki czytelnictwa są wyższe.
Kryminały, albumy, czasem biografie-
to się w Szwecji sprzedaje dobrze.
Ale także tam, ambitniejsze programy
telewizyjne oglądane są przez promil ludności a wielką widownię osiąga kiczowaty
festiwal piosenek (Melodifestivalen) oraz różne reality show (które zresztą w
tamtejszej wersji bywają niesłychanie wręcz prymitywne).
I co z tego, że
Szwedzi masowo pochłaniają te swoje kryminały, jeśli jest to jednocześnie
społeczeństwo, w którym nawet wśród ludzi wykształconych, nie jest żadnym
wstydem nie wiedzieć kto to Strindberg ? W Polsce, kto to Mickiewicz, wiedzą
chyba nawet najgorsi idioci.

Mówię to nawet nie po to, żeby dokuczyć Szwedom
(mimo, iż antyintelektualno-plebejski klimat tego kraju sprawia, że delikatnie
mówiąc, za nim nie tęsknię).
Trochę się tu odnoszę do "solidaruchów" i
komuny.
Życie kulturalne w czasach PRL było żywsze niż teraz, bo taka to już
tradycja państw słowiańskich, że jak w jest szaro i autorytarnie, to rodzi się
w nich szczególny szacunek dla kultury, która traktowana jest jako odskocznia,
wspaniała alternatywa, bądź wręcz narzędzie buntu. Stąd się wziął i Miłosz i
Havel, i Jancar i Sołżenicyn.
Moim zdaniem, trzeba chyba mieć bardzo miłe
wspomnienia z młodości w PRL i zbytnio je projektować na tego typu dyskusje,
żeby wierzyć, że jeśli dziś np. teatr byłby tak dotowany jak wtedy, to cieszyłby
się też taką samą popularnością, jak wtedy.
Kontycypacy  - ubik   |11.07.2011 00:42:24
Ludzie nie czytają wymienionych przez ciebie autorów ponieważ nie dostają na to
jakiejś dotacji? ;) Poza tym kto powiedział, że nie czytają. Ilu ma czytać, tylu
czyta. Są tacy ludzie którzy będą jedli ryż i doprawiali witaminami i będą przy
świeczce siedzieć, a i tak będą czytali. A są tacy, którym możesz kupić całą
bibliotekę a oni i tak pójdą tam tylko do bufetu, kupią sobie snickerska i
później strawią dzień na szukaniu poradnika jak zrobić, żeby od niego nie
przytyć.
chatte botte   |11.07.2011 05:11:03
Jeśli wolno, odniosę się do wypowiedzi ubika, Kontycypacego i vikinga wspólnie,
bo mam wrażenie, że każdy z was mówi o tym samym, stwarzając przeciwności.

Każdy człowiek chce, by jego dziecko było mądrzejsze od niego, o ile zdaje
sobie w ogóle sprawę z tego, że tak można, i że tak być summa sumarum powinno.
Nie ma zatem potrzeby atakowania tych, którzy mówią, że się nie czyta, przez
tych, którzy mówią, że ludzie wolą rozrywkę i piwo, choć nie ma i potrzeby
uogólniania, że za PRL ludzie czytali, bo Słowianie to taki dziwny naród co to
buduje w czasach opresji alternatywy kulturowe… (to raczej Wielka Iluzja
viking, bo na tej zasadzie powinien upaść dziś i Kościół, tak samo wspierany
przez ludzi za PRL jak Mickiewicz i wieszczowie, a jednak czytelnictwo upadło, a
Kościół trwa nadal, co znaczy, i to właśnie powinno dać do myślenia, że na
rozwój czytelnictwa wciąż nikt nie ma pomysłu i dobrego PR, a na rozkwit
Kościoła owszem, wielu, i robią to najróżniejszymi, diabelskimi,
sposobami…).
Chodzi właśnie o szukanie dróg wyjścia z zaistniałych sytuacji i
nie biadolenie, że ludzie wolą seriale od Gombrowicza.
Wszystko co robimy,
wypowiadając tutaj choćby zdanie, jest już zawsze zaprojektowane w przyszłość i
rzeczą chwalebną jest poświęcanie tutaj swojego czasu i dodawanie głosu do
artykułów, od których niejednokrotnie komentarze są mocniejsze i więcej dają,
niż to ad vocem czemu/komu się piszą.
Można narzekać na czasy i obyczaje, etc.
Jednakże w moim przekonaniu i jakimś wewnętrznym sprzeciwie, sensowne i
humanitarne jest trwanie jednak przy tej utopistycznej idei, że to właśnie nam
przypada dbałość o przyszłe pokolenia, a mówiąc po prostu, o nasze dzieci,
sąsiadów, przedszkolaki, wnuczki etc. One same nic nie wymyślą, jeśli my niczego
nie wymyślimy dla nich.
Wiadomo, że łatwiej jest uciąć każdą ideę, choćby
genialną, jak i dyskutować z biadoleniem, że ludzie nie czytają Goethego, co też
ma sens, bo już jest jakimś sprzeciwem, ale jednak trudniej obmyślić
‘mefistofeliczny’ sposób, który sprawi, że niejako odgórnie, podskórnie, będą te
dzieciaki jednak czytać. Niejako niechcący. Przestańmy się oszukiwać - NIKT tego
za nas samych nie zrobi a jedna ustawa nie sprawi, że młodzież rzuci się na
‘Dziady’ i zębami będzie je sobie wyrywać.
To się da zrobić, na tym polegała
zawsze rola intelektualistów, choćby we Francji lat 40tych, że wyprodukowała
najważniejszych intelektualistów XX wieku, po czym, powiedzmy po kolejnych 30
latach, to się skończyło. Skończyło się bo świat się zmienił i już niestety
ideologia i renoma wszystkich burżujskich szkół Francji nie wystarczyła, choćby
dlatego (upraszczam), że świat zmienił niejako swój paradygmat i perspektywę
jego postrzegania, i nie tyle dziś liczy się perspektywa ‘literacka’ (zemsta
klerków) co raczej ‘ekonomiczna’. Stąd - tak sądzę - cały ten krzyk o procesy
Bolońskie i o humanistykę, która ma iść w zgodzie z gospodarką krajową i
światową, a humaniści mają maszerować ze sztandarami w pochodach (była już taka
uproszczona forma i nazywała się socrealizm).
To nie jest głupie, tyle że
zupełnie nie przemyślane, i wyrastają z tego potwory i hybrydy (‘-Jak zrobić,
żeby humanistyka przysłużyła się rozbudowie przemysłu hutniczego? Kto ma jakieś
propozycje? Nikt? No to tym gorzej dla humanistyki, bo przemysł i tak się
rozwinie), a szkolnictwo i tak upada.
Tak więc jedynie mądre sposoby
zagospodarowania czasu i przestrzeni, od najmłodszych lat, sprawią, że dzieci
będą czytać, a później młodzież będzie czytać, a później gdy ta młodzież
dorośnie zrobi coś z innymi dziećmi, i tak dalej. viking ma rację, mówiąc o
Szwecji, ogólny debilizm, w Niemczech powiedziałabym, jeszcze gorzej, a w
Stanach myślą, że Europa to kraj ze stolicą w Paryżu… Nie żartuję. Trzeba nie
tyle nakazywać czytania Szekspira, co uczyć, że - skoro uznajemy czytanie sami
za ważne - ono jest ważne i traktować to na serio, i budować programy mające
propagować czytanie ale i rozwój samej metodyki rozwoju czytelnictwa.

Oczywiście to utopia, zgoda, no ale koniec i jedyną prawdę zna tylko Bóg a nam
pozostają tylko utopie. Podniecające, nieprawdaż?
viking   |11.07.2011 12:03:43
@ chatte botte

Po pierwsze nie zgadzam się co do Niemiec. Różnica pomiędzy
Niemcami a Szwecją jest kolosalna na korzyść tych pierwszych. Niemcy są jednym z
niewielu krajów, w których ma się dobrze zarówno sztuka nowoczesna, jak i
klasyka. Tam zazwyczaj nie dostaje się obyczajowego bana jak w Austrii, ale nie
ma też typowo szwedzkiego poglądu, iż o starych dziadach (czyli klasyce) można
sobie zapomnieć i należy tworzyć jedynie dzieła na temat opresji kobiecego
orgazmu i paru innych modnych tematów.
Poza tym Niemcy są krajem bardzo
snobistycznym. Ten snobizm wyraża się różnie. Ale tak, jak niemiecki biznesmen
będzie jeździł najnowszym BMW (a nie 30-letnim Volvo), tak niemiecki absolwent
uniwersytetu nie powie bez żenady, że gdzieś słyszał o jakimś Goethem, ale tak
właściwie nie wie, kto to był.
To szokuje w Szwecji zarówno Polaków, jak i
Niemców, Francuzów, Brytyjczyków itd.
Natomiast oczywiście, mimo wielkiej oferty
kulturalnej i braku tej szczególnej szwedzkiej atmosfery radości z własnego
ograniczenia, Niemcy też w większości czytają Bilda i kioskową literaturę o
miłosnych perypetiach doktora ze Schwarzwaldu.
Ale to świadczy o jednym: nawet
jak się bardzo dba o kulturę, to ona zawsze będzie elitarna. Co nie znaczy, że
nie należy o nią dbać, tylko, że nie należy wierzyć w zbyt optymistyczne
utopie.

Co do Słowian: nie miałem na myśli jakiejś "duszy narodu", czy
innej wrodzonej cechy. To raczej kwestia historii "naszych" państw.
W
Rosji (a także w Polsce, w Czechach itd.) był zawsze pewien szczególny etos
intelektualisty. Inny niż w państwach zachodnich. Kościół nie upadł dlatego, że
pójście do kościoła, samo w sobie, nie jest czynnością intelektualną. Natomiast
masowe czytanie Tischnera czy Malińskiego upadło, tak jak czytanie
Mickiewicza.

W kwestii czytania: zgadzam się z tym, że tu jest rola dorosłych.
Aczkolwiek nie fetyszyzowałbym czytania samego w sobie. Jak ktoś ma czytać
Goethego czy Manna, to super. Ale jak ma czytać Coelho albo Ziemkiewicza, to
niech już sobie lepiej pogra w gry komputerowe.
chatte botte   |11.07.2011 16:06:52
@viking.
Niemcy: sztuka współczesna sztuką współczesną, nawet muzyka
klasyczna, co z tego, jak to wyłącznie Berlin. Tak samo z teatrem Berliner
Ensemble oczywiście ma swą renomę i sławę.
Tylko że co z tego, że każdy
niemiecki student wie, kto to Goethe? Każdy polski licealista wie, kto to
Słowacki. Ale czy przeczytał Króla Ducha to już nie jestem pewna.

Co do
chodzenia do Kościoła vs. czytania, także się nie zgadzam za bardzo. Fakt, na
niejednej mszy można uciąć drzemkę co się zowie, ale chodzi raczej o to, jak się
trzyma gardę, by Kościół nie upadł. Literatura także mogłaby nie, tyle że trzeba
chcieć i oczywiście ‘fetyszyzować’ czytanie.

A nich sobie każdy czyta Coehlo
czy Ziemkiewicza, o co Ci chodzi? Już nie przesadzaj z tym, że Coehlo jest takim
potworem. Jest czas na Coehlo (nie czytałeś swego czasu?), jest czas na Manna.
viking   |11.07.2011 18:11:27
@ chatte

Specyfika Niemiec jest akurat taka, że tam Berlin wcale nie jest
jakimś centrum, po którym nie ma długo nic. Tak to jest może w przypadku Londynu
i Paryża. W Niemczech wszystko jest porozdzielane między różne miasta. Muzyka
klasyczna wyłącznie w Berlinie ??? A Beethovenfest w Bonn ? A Festiwal
Wagnerowski w Bayreuth ? Itd. itp.
Szczerze mówiąc w Niemczech natrafiałem na
niezwykle bogatą ofertę kulturalną, nawet w miasteczkach, o których istnieniu
wcześniej nie wiedziałem.
To, że każdy student wie, kto to Goethe, nie jest
argumentem przy porównywaniu Niemiec z Polską, tylko ze Szwecją.
Państwa
skandynawskie mają po prostu bardzo plebejską i antyintelektualną atmosferę i
nie pomoże im żadna dotacja.
I zarówno Polacy, jak i akurat bardzo dobrze
wypadający w kwestii czytelnictwa Niemcy, mają zwykle w Szwecji opad szczęki.
Mimo, iż zarówno w polskich, jak i niemieckich artykułach, spotkać można naiwną
wiarę w dobry stan kultury w Szwecji, wynikającą właśnie z wiary w siłę
dotacji.

Co do fetyszyzacji czytania:
Dobrze, jak ktoś czyta Manna lub
Stendhala i dobrze jak ogląda filmy Bergmana czy Felliniego.
Ale jak czyta byle
co, to dla mnie tak jakby oglądał byle jakie filmy. No i co z tego, że się
ogląda byle jakie filmy ?
Co z tego, że nie jeden wyrostek z MW CZYTA, jeżeli
CZYTA głównie Dmowskiego i jakieś bzdury na temat Żydów, gejów i innych grup
społecznych ? To ja już wolę takich wyrostków, którzy sobie grają w gry
komputerowe. Oni przynajmniej swoje agresywne skłonności wyładowują głównie
przed ekranem. I jeszcze do tego zdobywają umiejętności informatyczne- moim
zdaniem więcej warte niż znajomość "filozofii" Coelho, nie mówiąc już o
filozofii Dmowskiego.

P.S. Zestawiając Coelho z Mannem chciałaś podrażnić
moją kulturową germanofilię czy na serio uważasz, że można powiedzieć choć jedno
pozytywne słowo o tym grafomanie ?
ubik   |11.07.2011 23:00:37
Ja chciałbym tylko zauważyć, że na początku nikt niczego nie czytał. Potem była
wielka instytucja Kościoła, która w imię indoktrynacji, czyli krzewienia wiary
zaczęła zakładać szkoły parafialne dla ludu. Potem pałeczkę przejęło od Kościoła
państwo. Dzięki temu ludzie w ogóle czytają. I konsekwentnie państwo powinno
prowadzić również politykę kulturalną, aby obywatelom ułatwić dostęp do książki.
Za wyjątkiem Coelho. Dla Coelho przywróciłbym papieski indeks ksiąg zakazanych z
XVI w.
chatte botte   |11.07.2011 23:31:51
Przestań viking, gadasz jakbyś był cerberem. Coś Ty taki papież literatury?
Niech sobie czytają ludzie Coehlo, a jak umiesz ich przymusić do czytania
Achilleis Wyspiańskiego to proszę bardzo, zaczynaj, najlepiej od razu.
Coś się
tak zerwał z łańcucha bytu? Spotykasz ludzi, którzy gadają o Goethem a spotykasz
i takich, co czytają Coehlo i jest to ich ulubiony pisarz. Święte amen. Zdaj
sobie sprawę, że dzieci na wsiach nie miały komiksu w ręku. A jednak to była
zawsze rozrywka.
O ile wiem np. J. Kwaśniewska lubi Coehlo. No i co? Ma prawo
czy nie ma? Jest od razu taka i siaka, czy po prostu wybrała taki a nie inny
rodzaj literatury i kropka, a jak będziesz pyskował to powie Ci, że to jej
sprawa, co czyta. Filozofowie z Was. Co Wy - innych ludzi nie spotykacie?
Siedzisz w towarzystwie jeden z drugim a jak ktoś mówi, ze lubi Coehlo to
posłuchaj, co mówi, może coś uszczkniesz, a jeśli złapiesz o co chodzi, to
zastosujesz w życiu jak już zostaniesz ministrem i wykorzystasz w tworzeniu
reform.

Jeślibym - bo coś widzę, że szanownym Panom Coehlo podpadł - w ogóle
miała wybór, to niech dzieci z biednych dzielnic choćby Alchemika przeczytają. A
jakże viking, OCZYWIŚCIE że czytałam Alchemika i ze dwie inne, z różnych
względów. A jak Wy umiecie sprawić, żeby ich Marquez ‘wciągnął’ proszę bardzo, a
wyniki swoich prób proszę tutaj poumieszczać, może i biedniejsza gawiedź (do
której się w przypadku takiego dyskursu jak teraz w Wami, chętnie zaliczę),
skorzysta.
Kontycypacy   |12.07.2011 03:30:00
Problem na którym ta dyskusja się zawiesza nie jest realny, tylko jest on
wynikiem przyjęcia za rzeczywistość określonych konstrukcji myślowych.

Dlaczego ludzie masowo nie czytają dobrych, wartościowych rzeczy? Z tego
samego powodu, dla którego większość ludzi nie zarabia porządnych pieniędzy. I
tak samo jak większość ludzi nie ma "dobrych wyników" w sporcie.

Bo
niby co to są "wartościowe rzeczy" albo "porządne pieniądze" czy
"dobre wyniki w sporcie"? To są rzecz, pieniądze i wyniki przekraczające
klasą to, co ma średnia w populacji. Siłą samej logiki średnia czyta chłam,
zarabia kiepsko i porusza się słabo, bo porównujemy to z najlepszymi, a najlepsi
są zawsze lepsi niż ci zwykli. Jak podniesiemy poprzeczkę u wszystkich osiem
razy, to też będzie chłam na średnim poziomie (tyle, że osiem razy wyższym
średnim) i kilku najlepszych na górze do ktorych reszta nie dorasta. To wynika z
samej konstrukcji pojęć takich jak "średnio" i "wybitnie".
Inaczej nie będzie. Podstawy logiki :)
kot   |12.07.2011 07:50:54
chatte botte- miau, jaki styl!
chatte botte   |12.07.2011 20:07:52
kot - wakacyjny.
miau.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 08.07.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.92137 Seconds