NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Liberalni nieprzemakalni Drukuj
Tomasz Piątek   
07.05.2011

Trwa dyskusja na temat liberalizacji prawa antynarkotykowego. Sama liberalizacja jest raczej ściemą (no bo już wcześniej sąd w przypadku narkomana mógł odstąpić od kary albo zamienić mu ją na leczenie; jak rozumiem, cała rewolucja ma polegać na tym, że teraz także prokuratura i policja będą mogły odstąpić od ścigania). Ale dyskusja na temat rzekomej liberalizacji jest jednak ciekawa, bo coś pokazuje. Pokazuje, gdzie się kończy liberalizm, jakie są jego granice i gdzie jest ten moment, w którym liberalizm próbuje stać się swoim własnym zaprzeczeniem.

 
W dyskusji pseudoliberalizacyjnej można usłyszeć jak ludzie poważni, pozornie normalni, wcale niekoniecznie zagorzali PIS-owcy, ale liberałowie i neoliberałowie mówią, że prawo powinno dawać za pomocą kary wyraźny znak społeczeństwu: narkotyki są złe, mają złe skutki. Narkomania jest zła. Prawo musi to wyraźnie pokazywać, a sposobem, w jaki to pokazuje, jest – tu zacytuję Sołżenicyna – Kar-ra! Karrra!


Ludzie, którzy na codzień uważają, że państwo nie powinno moralizować ani umoralniać, że obywatel sam jest za siebie odpowiedzialny, że należy sprzedawać potencjalnym klientom wszystko to, czego oni chcą, że rynek powinien zaspokajać wszystkie ich pragnienia, a nawet kreować nowe potrzeby, nowe upragnione towary – ci ludzie nagle zawieszają swoje przekonania w przypadku tego jednego towaru. Szczególnie upragnionego przez swoich odbiorców i szczególnie kreującego potrzebę.
Dziwne, prawda? Dziwniejsze jeszcze, że to zawieszenie nie dotyczy najbardziej rozpowszechnionego narkotyku, jakim jest alkohol. Alkoholizm jest zły, alkohol ma złe skutki, a mimo to liberalni przeciwnicy liberalizacji nie żądają zakazu alkoholu. Może dlatego, że alkohol dzięki swojej powszechności nie jest aż tak zmitologizowany, jak heroina czy kokaina. Nikt nie opowiada bredni, że „każdy, kto spróbuje alkoholu choć raz, jest skończony”. Takie rzeczy mówi się natomiast o heroinie: „bo to taka przyjemność, że jak raz zasmakujesz, to już nigdy się nie oderwiesz!”.


W tej chwili narzuca mi się tylko jedno rozwiązanie tego paradoksu. Liberalizm próbuje użyć kwestii narkotyków, żeby przekroczyć swoje ograniczenia. Jest to próba powiedzenia: „To nieprawda, że my, liberałowie, jesteśmy ludźmi bez zasad, którzy głoszą prymat przyjemności i swobodne zaspokajanie potrzeb. Proszę, oto w kwestii przyjemności największej oraz potrzeby najbardziej palącej pokazujemy, że mamy zasady i to twarde. Za ćpanie posyłamy do więzienia”. Nawet Tusk, niby przecież inicjator tej naszej rzekomej liberalizacji, mówi w telewizji z zaciśniętymi zębami: „Panowie, do żadnej legalizacji jakichkolwiek narkotyków nie dopuszczę, po moim trupie”. 


To pokazuje, że nawet liberalizm, aby istnieć i funkcjonować, potrzebuje gdzieś tam sobie wewnętrznie zaprzeczyć. Jakoś tak się dzieje, że żadna ideologia nie może się obyć bez swojej porcji zamordyzmu, nawet ta głosząca powszechną wolność bez ograniczeń. Ona też ma swój mały autorytarny trik, za pomocą którego swoim miękkim i śliskim wyznawcom dodaje twardości, marsowej powagi.


A że liberałowie w tym celu skazują na więzienie ciężko chorych ludzi, których jedyną winą jest choroba? Że łamią życie młodym dziewczynom i chłopakom, których złapano z jointem w kieszeni? No cóż, najwyraźniej są rzeczywiście ludźmi bez zasad.


www.tomaszpiatek.pl     

Komentarze
Dodaj nowy
Spokojny   |07.05.2011 14:54:27
Wszystko bingo i analiza moim zdaniem świetna. A teraz złośliwość. Pisze Pan, że
każda ideologia ma swój haczyk gdzie musi sama sobie wewnętrznie zaprzeczyć. Nie
ma doskonalszej prawdy niż to. Gdzie jest zatem haczyk chrystianizmu, w którym
to Jezus zaprzecza sam sobie? Kiedy na to Pan odpowie, spalę dla Pana przed
posągiem Swaroga lampkę z tłuszczu Balcerowicza. Słowo.
Tomek Kalota   |07.05.2011 15:12:12
O ile wiem, "korwiniści" zawsze głośno i zdecydowanie byli za całkowitą
legalizacją narkotyków.

@Spokojny

Haczykiem chrystianizmu jest oczywiście
istnienie piekła. Wszechogarniająca wieczna miłość Boga produkuje ubocznie
szczelny "bąbel" wiecznej męki i nienawiści.
viking   |07.05.2011 17:43:01
Mam wątpliwości czy PO można nazwać partią liberalną. Ja bym ją nazwał
chadecją.
Premier pewnie "głęboko w sercu" jest liberałem i może byłby
nim także poza głębiami tegoż serca, gdyby nie to, że mu skolonizowali partię,
ludzie w rodzaju Niesiołowskiego i Gowina oraz gdyby nie to, że na żadne FDP
czy D66 w Polsce liczyć nie można. Co najwyżej na radykalne CSU i Tea Party,
czyli (neo)liberalizm jedynie w warstwie ekonomicznej.

Jednak, mimo iż tak to
w Polsce wygląda (a może właśnie dlatego), nie oceniałbym liberalizmu jako
ideologii po tym jak wygląda nad Wisłą. Bo w ramach elementarnej uczciwości
należałoby per analogiam przeanalizować socjaldemokrację na podstawie poczynań
SLD. Socjaldemokracja dobrze by na tym nie wyszła.
Thome  - Nie-liberał.   |07.05.2011 17:47:37
Dobre rozważania na temat gorzały, to nasz cywilizacyjny narkotyk. To jasne, że
obłędna polityka antynarkotykowa państwa nie przyniesie nigdy żadnych sensownych
skutków. I prowokacyjnie trzeba zapytać Piątka - dlaczego TYLKO w tej kwestii
nie wykazuje ślepej wiary w fetysz skuteczności biurokracji i kolejnych
wysrywanych z tyłka sejmowego przepisów??

Ale dylematy ex-liberała Piątka to
jedno, a prawdziwa debata ekonomiczna toczy się np. w taki sposób (specjalnie na
p(P)iątek:

http://www.youtube.com/watch?v=nSt4vCb mle0&gl=PL
Nikodem   |08.05.2011 05:44:41
Liberałowie mówią, że narkotyki powinny być legalne. PO jest tak partią
liberalną jak KPZR była partią komunistyczną.
Spokojny   |08.05.2011 14:59:07
Ale podstawowy dylemat liberalizmu wypunktowany przez autora pozostaje w mocy.
Wolny rynek ma zaspokajać potrzeby. Jeśli jeden chce kupić a drugi sprzedać nikt
nie ma prawa się wtrącać. Jak daleko może jednak sięgać ta reguła? Jeśli uznamy
ją za przejaw absolutu zdolny wszystko pozytywnie wyregulować, wchodzimy w
obszar w którym za dług można oddać własne dziecko, można kupić broń atomową na
allegro, można sprzedać narządy, kupić je, kupić seks z dorosłym i z dzieckiem w
dowolnej formie, kupić genetyczny miks człowieka i ważki jakże przydatny do prac
wysokościowych, sztuka i wiedza stają się towarem, galerianki stają się
oczywistością, a kupowanie odpustów banałem. Możesz sprzedać swoje ciało do
pośmiertnej plastyfikacji żeby poruszane silniczkami służyło komuś w salonie
jako lampka w warhollowskim stylu. Jest popyt, jest podaż. No i możesz kupić
dowolną substancję wywołującą dowolne skutki - niedziałający lek sprzedawany
jako dzialąjący (co komu do tego klient może sobie doczytać w niezależnym
biuletynie), lek psychotropowy w dowolnej ilości, dowolny narkotyk na telefon,
broń palną w nocnym w pakiecie z wódką Bols.. Jeśli tego nie chcemy, to
nieuchronnie pojawia się pytanie kto i na jakich zasadach ma określać granicę i
jeśli ma ją określać religia, to skąd mamy wiedzieć która. Jeśli w sferze
religijnej nie ma panować wolny rynek, to co ma na nim panować? Czyli
nieuchronnie wpadamy w ten dylemat w którym już byliśmy kiedy problemem była
wyłącznie religia. Kto ma decydować jak traktować daną świętą księgę? Ona sama,
czy coś poza nią? Jeśli coś poza nią, to czemu akurat to a nie co innego? Jeśli
ona sama, to co z logiką? No i jeśli logike postawimy niżej, a wiarę wyżej, to
tu już panie Tomaszu ma Pan zdaje się tę samą zagwozdkę co liberałowie.
Tomek Kalota   |09.05.2011 01:47:25
@Spokojny

"Jeśli jeden chce kupić a drugi sprzedać nikt nie ma prawa
się wtrącać".

Czy ktoś kiedyś twierdził, że to jest zasada absolutna? Tam
zawsze był, jest i będzie dodatek "sprzedać towar/usługę zgodną z
obowiązującym prawem".

"Wolny rynek" to nie jest jakiś twór
pozaprawny i autonomiczny. Jest to tylko narzędzie, które działa zawsze w
konkretnym "umocowaniu prawnym" i dlatego np. nie mogę legalnie nabyć od
Ciebie usługi polegającej na uduszeniu mojej kochanki.

A dlaczego nazywamy w
takim razie ten rynek "wolnym"? Ano dlatego, że jeśli pewna usługa jest
legalna, to wszyscy zdolni do jej wykonania mogą ją swobodnie oferować. W
przeciwieństwie do sytuacji, kiedy to urzędnik decyduje "po uważaniu",
że np. na jednej ulicy może być tylko jeden zakład fryzjerski itp.
TTM   |09.05.2011 10:47:49
Ej, my tu mylimy troche pojecia. Liberalowie to i moze czasami maja takie
problemy ;) Ale libertarianie juz raczej nie ;)
Spokojny   |09.05.2011 11:27:00
Czyli rynek wolny jest wolny w granicach prawa :) To dokładnie tak jak NWS jest
warszawskim centrum socjalizmu w granicach kapitalizmu.
A można wiedzieć na
jakich podstawach ma być tworzone prawo które ma ten "wolny w granicach"
rynek ograniczać? Bo rozumiem, że nie na podstawie widzimisię urzędnika to jest
jasne. Ale w takim razie na jakich? Bo przecież żeby stworzyć prawo musisz się
na czymś opierać. Na przykład żeby zdecydować czy można kupować niewolników czy
nie musisz się oprzeć na jakichś wartościach. Jaką metodą je wybierzesz? Bo
przecież podobnie jest z kupowaniem mieszkań. Ktoś może twierdzić, że mieszkanie
nie może być towarem tylko prawem człowieka i że wolny rynek nie przestaje być
wolny przez to, że zakażemy posiadania więcej niż jednego mieszkania lub
zakażemy posiadania mieszkań w ogóle. Można przecież tego prawem zakazać jeśli
się oprze na jakichś wartościach prawda? I rynek przez to nie przestaje być
wolny. Wciąż można sprzedawać w nieograniczony sposób inne rzeczy, tak jak można
sprzedawać w nieograniczony sposób inne rzeczy w sytuacji zakazu sprzedawania
niewolników.
Tomek Kalota   |09.05.2011 13:04:24
@Spokojny

"Czyli rynek wolny jest wolny w granicach prawa"

To
oczywiste, bo jeśli nie istnieje prawo, samo pojęcie wolności traci sens.
Wolność to gwarancja prawna, że silniejszy nie zrobi Ci kuku, albo też nie zrobi
tak dużego kuku, jakie mógłby, gdyby prawa nie było.

"musisz się oprzeć na
jakichś wartościach"

Nawet decyzja odpowiedzenia na Twój post wymaga
oparcia się "na jakichś wartościach" (bo przecież mógłbym robić w tym
czasie setki innych rzeczy). Gdy się wystarczająco długo pogrzebie, to wszędzie
się dokopiemy do czegoś ustanowionego arbitralnie. Także znaczenia słów, które
teraz piszę, są w tym oto czasie dane Tobie i mnie arbitralnie, ale inaczej nie
moglibyśmy się porozumieć.

Z hodowaniem wolności jest trochę jak z hodowaniem
kwiatków na oknie - muszą siedzieć w doniczkach. Ale gdy doniczka jest za mała,
kwiatki się wypierniczają lub więdną.

W ogóle każda rzecz w tym świecie ma
granice, które do samej tej rzeczy nie należą.

To tyle metafizyki na dziś :-)
viking   |09.05.2011 15:21:43
Liberalizm to, paradoksalnie, wciąż niedokończony projekt. Lokalne sukcesy
leseferyzmu czy neoliberalizmu, to osobna kwestia, która nie zmienia tego stanu
rzeczy.
Klasyczny liberalizm, rozumiany jako trzecia ideologia obok socjalizmu i
konserwatyzmu, przegrał ze swoimi konkurentami. Właśnie dlatego dziś warto się
nim zająć i lepiej go przemyśleć.
Bo powodem jego słabości czy problemów z jego
dokładną definicją, jest to, co w nim najlepsze: skupienie na jednostce.
W tym
względzie, zgadzam się z Agatą Bielik-Robson, która twierdziła parę lat temu na
spotkaniu KP z okazji wydania książki Badiou, iż jedyną ideologią, która może
dziś zapewnić prawdziwą emancypację jest jakiś "zreformowany liberalizm"
(ona to trochę inaczej ujęła, ale taki był sens).

Zarówno konserwatyzm, jak i
socjalizm mają pewną wizję społeczeństwa, którą chcą mu narzucać.
Jak
konserwatysta patrzy na statystyki i widzi, że np. 30% kobiet pracuje zawodowo,
to jest pewny, że właśnie tyle kobiet nie żyje zgodnie z naturą/tradycją i wie,
że one "z pewnością" są nieszczęśliwe. Jak tę samą statystykę widzi
feministka, to też jest pewna, że 70% kobiet jeszcze się nie wyzwoliło i nie
może osiągnąć pełni szczęścia.
Przejście społeczeństwa od konserwatyzmu do
socjalizmu, jest często wpadaniem z deszczu pod rynnę.
40 lat temu w Szwecji,
jeżeli facet "nie potrafił utrzymać rodziny" to był złym ojcem. Teraz
jest złym ojcem jak nie bierze urlopu tacierzyńskiego i nie pichci.
W ten
sposób zataczamy koło. Nie liczą się prawdziwe relacje między ludźmi, ich
osobiste aspiracje, tylko to czy żyje tak, jak ktoś chce, żeby żyli.
Liberalizm
jest potrzebny… .
Spokojny  - Tomek   |09.05.2011 23:28:41
Odnoszę wrażenie, że stanowisko zwolenników wolnego rynku w gruncie rzeczy w
ogóle nie istnieje. Jeśli wolny rynek ma być wolny w granicach prawa, a prawo
opierać się ma na jakichś wartościach tylko nie wiadomo na jakich, to w zasadzie
można przyjąć, że każdy rynek jest rynkiem wolnym, bo każdy rynek jest wolny w
granicach jakiegoś prawa które ustalano w oparciu o jakieś wartościujące osądy
do tego wolnego rynku nie należące. Czyli równie dobrze można przyjąć, że już
macie ten swój wolny rynek. Nawet w Rumunii był za czasów Ceaucescu, bo można
było na ulicy kupować legalnie czosnek i legalnie go tam sprzedawać, można było
mieć w ajencji budkę Prono Loto i nawet można było sprzedać i kupić samochód lub
motocykl. Pozostałych rzeczy sprzedawać i kupować nie było tam wolno, ale to z
powodu obowiązującego prawa, którym ten wolny rynek był ograniczony w tym
właśnie celu, by silniejszy słabszemu nie zrobił tam kuku. I ja tu wcale nie
żartuję. Jeśli ktoś mi mówi o wolnym rynku to ja bym oczekiwał żeby dokładnie
zdefiniował o czym mówi. Czy rynek z czasów Ceaucescu był wolny czy nie? Jeśli
nie, to czemu nie?
Sądziłem zawsze, że zwolennikom wolnego rynku chodzi o
to,żeby on był wolny rzeczywiście, czyli żeby rzeczywiście nic go nie
ograniczało. Chcę kupić bombę atomową i bombowiec do kompletu na Allegro to
mogę. Nawet na raty jeśli je tylko będę spłacał. Ale tu się okazuje, że jest
jeszcze jakieś prawo. No to czym to się różni od sytuacji obecnej? Różni się być
może ilościowo, bo prawdopodobnie wartość swobodnie sprzedawanych rzeczy na
rynku Ceaucescu była niższa niż wartość swobodnie sprzedawanych rzeczy na
dzisiejszym rynku polskim, ale czy tylko to kryterium się liczy? Od jakiego
obrotu rynek zaczyna być wolny? Inaczej mówiąc - czy czosnek i raz na rok jeden
stratgiczny bombowiec z atomówką sprzedany i kupiony za złoto uczynią już rynek
wolnym? Jeśli nie, to dlaczego nie? Dlaczego rynek w którym wolno kupować i
sprzedawać czosnek i atomówkę a nie wolno niczego innego nie jest rynkiem wolnym
(o ile nie jest) a rynek w którym wolno sprzedawać i kupować mieszkania a nie
wolno sprzedawać i kupować heroiny rynkiem wolnym jest?
kot   |10.05.2011 09:05:26
viking, Wyrzuć tę swoja aparaturę pojęciową na śmietnik.
Świat pędzi w
astrofizyce wiedza z przed dziesięciu lat to już odległa historia z przed 50 to
prehistoria. A Ty zamykasz się w kółku kilku politycznych sloganów, które są
potrzebne politykom aby robić kariery ale nic nie są warte dla wyjaśnienia o co
tu chodzi.
"Liberalizm to projekt niedokończony"…
(Pewnie
"socjalizm" i "konserwatyzm " - to dokończone?) A dobry bo
jednostka. Odpowiedz lepiej na pytanie co to takiego -jednostka. Oczywiste?Też
nie łatwe.
-Te i inne formułki przestały cokolwiek wyjaśniać to są podpórki,
które tylko przeszkadzają w chodzeniu.
viking   |10.05.2011 12:53:45
@ kot

To, co piszesz to "postpolityka".
A ja akurat w tym punkcie
zgadzam się z KP. Dyskusja o ideologiach i projektach jest potrzebna. Z tego
powodu nic nie wyrzucę na śmietnik.
Pytasz mnie co to jednostka, bo wydaje Ci
się ona zbyt abstrakcyjnym pojęciem a potem piszesz o "podpórkach
przeszkadzających w chodzeniu". To jest Twój konkret ?

Nie rozumiem
zresztą jaki jest problem z definicją jednostki ? Chodzi Ci o to, że jednostka
tworzy społeczności, z których nie da się jej wyabstrahować ? To prawda. Dlatego
denerwuje mnie, gdy liberałowie zarzucają socjalistom utopijność, ponieważ także
w liberalizmie są elementy utopijne.
Co jednak nie oznacza, że socjalizm i
liberalizm, skoncentrowanie na społeczeństwie lub na jednostkach, nie ma swoich
praktycznych skutków.
Dobrym przykładem jest tu parytet.
Jeżeli za nadrzędne
wartości uznajemy jednostkę/wolność, to zapobiegamy dyskryminacji i tworzymy
prawo, które przed nią chroni. To jak ludzie będą decydować i co wybierać,
pozostawiamy ich decyzji.
Jeśli natomiast za najważniejszy punkt odniesienia
uznamy społeczeństwo/równość, to będzie nas szlag trafiał, że w polityce nie
jest tyle kobiet, co mężczyzn i będziemy wprowadzali sztuczne uregulowania aby
to zmienić. Słowem: inżynieria społeczna.
Dla mnie, sytuacja, w której
profeministyczny szef nie zatrudnia faceta, bo chce być poprawny politycznie, to
jest dokładnie ta sama sytuacja, co gdy szef-szowinista nie zatrudnia kobiety,
bo uznaje, że powinna raczej wrócić do domu i coś ugotować.
Podobnie jak
utopijne, konserwatywne przepisy narkotykowe w Polsce, nie różnią się niczym od
szwedzkiej socjalistycznej reglamentacji alkoholu oraz od tamtejszego zakazu
prostytucji, które to realne problemy zamiatają pod dywan lub przenoszą do
Danii.
Finansowanie patriotycznych filmów z kasy polskiego państwa, nie różni
się natomiast od finansowania "feministycznego porno" przez państwo
szwedzkie.
To są te same mechanizmy a to co się pod nie podstawi, wynika tylko
z tego na punkcie czego ma się akurat bzuma. Opresja Polaków w Katyniu czy
opresja kobiecego orgazmu; niebezpieczeństwo alkoholowe czy niebezpieczeństwo
trawki; rodzina tradycyjna czy rodzina równouprawniona … .
Jedyną odpowiedzią
jest tu właśnie odnowienie tradycji liberalnej i oddzielenie jej od leseferyzmu
gospodarczego.
kot   |10.05.2011 13:53:55
Postpolityka? Akurat!
Nie możesz się obejść bez formułek. Odrzuć te kule.
Rzecz
w tym, że gdy zmiany następują zbyt szybko niszcząc, rozregulowując
dotychczasowy porządek wtedy:
1.pojęcia ogólniejsze zachowują dłużej swoja
przydatność -do ich używania.
2.Aby stworzyć nowy- też trzeba sięgnąć do
podstaw.
-Próbując odpowiedzieć na pytanie o najlepszą relację jednostka
-społeczeństwo dojdziesz do sensowniejszych wniosków niż grzebiąc w relacji
socjalizm -liberalizm.
Łysy   |10.05.2011 14:24:06
@viking
Strasznie mechanistyczne podejście. To, że np. podejście do
narkotyków w socjaldemokratycznej Szwecji i konserwatywnej Polsce jest podobne
nie oznacza, że wypływają z tych samych przesłanek i będą w przyszłości podobne.
Po prostu w tym momencie jest tu punkt styku (podobnie jak prawo do aborcji w
PRL nie wynikało z feminizmu i wolności jednostki). W przyszłości, jak się
wydaje, większa jest szansa zmiany w Szwecji gdy uda się autorytetom, i
naukowcom przekonać polityków - w Polsce nie bo to "niezgodne z naszymi
narodowymi tradycjami". To nie kwestia kontrastu
liberalne-konserwatywne-socjalistyczne.
I jeszcze na marginesie: uwielbiam
sformułowania "sztuczne uregulowania" w kontekście parytetu wyborczego,
tak jakby wybory, system proporcjonalny czy większościowy były
"naturalne"
viking   |10.05.2011 14:32:22
@ kot

Drażni mnie Twój paternalistyczny ton. Szczególnie, że nic za nim nie
stoi.
Zarzucasz mi, iż nie mogę się obejść bez formułek i odpowiadasz wyłącznie
formułkami, czy właściwie: jakimś bełkotem.

Ja nie piszę o relacjach
jednostka-społeczeństwo, tylko jednostka-państwo.
I nie wiem czy chcę
"tworzyć nowy porządek", ponieważ jego ewentualna nowość nie jest dla
mnie wartością samą w sobie. Między innymi z powodów, które opisałem na kilku
przykładach. Lewicowe "nowe" to zbyt często "stare" albo
"takie samo", tylko a rebours.
Możesz ten pogląd przyjąć lub nie, ale
nie mów mi proszę, co mam myśleć, żeby dojść do "sensowniejszych
wniosków", bo to mnie irytuje. Nie jestem Twoim uczniem, którego możesz
odesłać zdawkową uwagą do tej lub innej karty tajemnej księgi, która pozwoli mu
przyjąć właściwy, czyli Twój, pogląd widzenia.
viking   |10.05.2011 15:09:54
@ Łysy

Przepraszam, ale trochę mnie rozbawiłeś.
Widać, że bardzo nie znasz
Szwecji.
Ja akurat znam aż za dobrze.
Otóż Szwecja, to takie państwo, w którym
od kilkudziesięciu lat, jeśli "fakty nie odpowiadają ideologii, to tym
gorzej dla faktów".
Np. w kwestii prostytucji, zagłuszano wszystkie głosy
ekspertów, którzy byli przeciwni ustawie, jak również głosy prostytutek.
Ciekawie pisze o tym niejaka Petra Östergren w książce "Porr, horor och
feminister". Ale to na marginesie.

Szwecja jest również państwem, w którym
uczy się na lekcjach wychowania seksualnego, że "nie ma różnic biologicznych
między mężczyznami a kobietami". Współczesna nauka mówi oczywiście co
innego, ale cóż … tym gorzej dla niej.
To dokładnie tak jak z konserwatywnym
trwaniem przy tym, że "homoseksualizm jest chorobą". Bo sobie
konserwatyści wymyślili, że jest to jest. A jak sobie socjaldemokraci wymyślili,
że nie mamy płci to jej nie mamy.
W Polsce i w Szwecji, taka właśnie
"wiedza" przekazywana jest w szkołach. Mamy, więc kolejne
podobieństwo.

W Szwecji stopień socjaldemokratycznego konsensu jest tak daleko
posunięty, że aż najbardziej niegdyś liberalna partia, powoli zmienia się w
socjaldemokrację po swym dojściu do władzy. Szczególnie w kwestiach
obyczajowych, o których tu piszę, panuje tam 100% przekonanie, iż Szwecja w
absolutnie wszystkich obrała najlepszy kurs z możliwych. To, że nie jest jeszcze
rajem wynika z tego, że jeszcze swych, jedynie słusznych ideałów, nie
zrealizowała w pełni. Nie mam najmniejszych wątpliwości, iż prędzej w Polsce
będzie można kupić amfetaminę na wagę, niż w Szwecji butelkę wódki w
supermarkecie.
Bo Szwecja to jest kraj, w którym jak pewna aktorka powiedziała,
że fajnie jest być kurą domową, to przez pół roku gazety nie mogły po tym dojść
do siebie a dyskusja trwała wszędzie - i nie o tym czy miała rację. Tylko o tym
czy "wolno mówić takie rzeczy".
Trochę tak, jak kiedy Doda powiedziała
coś o kościele.
Łysy   |10.05.2011 15:44:28
@viking
cieszę się, ze Cię rozbawiłem, miło mi:)
A teraz zagadka - skąd ten
cytat "Drażni mnie Twój paternalistyczny ton. Szczególnie, że nic za nim
nie
stoi." ?
kot   |10.05.2011 15:55:49
Będę więc bardziej uważał na ton.
-Jeżeli dobrze ustawisz relacje
jednostka-społeczeństwo, to jakie wtedy ma znaczenie jak kwalifikować; przypisać
liberalizmowi, socjalizmowi, konserwatyzmowi.
-Może być też tak,że wtedy dopiero
wyjdzie o co każdej z tych opcji tak naprawdę chodzi.
Teraz te pojęcia są tak
rozmyte, że każdy może sobie myśleć i przyznawać się do czego chce.
Spytaj się
parlamentarzysty z SLD: socjalizm co to takiego?
Sprawisz mu nie lada kłopot.
A
czy Ty potrafisz zdefiniować?
Do konserwatyzmu przyznaje się zarówno Jarosław
Kaczyński jak Bronisław Łagowski co maja wspólnego?
Z liberalizmem i wolnością
podobnie.
Dlatego tak gwałtownie zareagowałem na zarzut uprawiania
postpolityki.
Rozmycie się w nijakości to jest postpolityka! Polityka zaczyna
się tam gdzie wyraźnie zostają zarysowane cele
(lecz nie programy!).
Tomek Kalota   |10.05.2011 16:07:59
@Spokojny

Napisałem wczoraj długi oraz wyczerpujący post, ale coś mi go
zeżarło. Chyba słynna Joomla, bo przy wysyłaniu wywaliło jakieś dziwne znaki. W
każdym razie go nie ma.

Powtórzę więc tylko pointę: wolny rynek to nie jest
"równouprawnienie" towarów, ale "równouprawnienie" handlujących.
Nie chodzi o handlowanie "czym się chce", ale o to, by każdy mógł
handlować na tych samych warunkach.

Jeśli w Rumunii każdy mógł handlować
czosnkiem na takich samych warunkach, to tak - istniał tam wolny rynek czosnku.
Podejrzewam jednak, że po prostu tolerowano dziadków z naręczem wianków
czosnkowych, natomiast próba handlowania w skali ton zostałaby natychmiast
zduszona w zarodku. Tak handlować mogło tylko państwo.

Tak więc Twoje wywody,
że każdy rynek jest jakoś wolny przez to tylko, że istnieje w granicach prawa,
to kompletne nieporozumienie. Ale jeśli interesuje Cię szersze uzasadnienie,
zaproponuj jakąś bardziej stabilną i szybszą platformę do dyskusji.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 07.05.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.91555 Seconds