|
Czytam polemikę Agaty Czarnackiej z Piotrem Pacewiczem na łamach Krytyki Politycznej. W tej polemice znalazł się bardzo ciekawy dla mnie wątek. Agata Czarnacka pisze o skinheadach: „Nikt nie zastanowił się, skąd się bierze eskalacja agresji wśród tych młodych mężczyzn. Z platformy mówili Panowie bardzo ładnie o tym, co w skrócie można nazwać modernizacją społeczeństwa, i cieszyli się, że większość obywateli popiera związki partnerskie. Tymczasem ci, którym się nie udało, tłumaczą sobie swoją porażkę tym, że nie godzą się na «bezeceństwa». Jakkolwiek absurdalne i nieuzasadnione by było takie rozumowanie, ci ludzie stali się kolejną polską mniejszością. Jeśli czegoś z tym nie zrobimy, ryzykujemy znacznie więcej niż to, że Parada Równości (TM) zmieni się w paradę wykluczenia“. Piotr Pacewicz odpowiada na to lekceważąco: „O faszyzujących chuliganach i ich petardach nie pisałem, bo jakoś mnie nie interesują. Nie ciekawi mnie nawet, czy są ofiarami modernizacji czy karierowiczami, jak liderzy kiboli, pewnie jest i tak, i tak. Wiem, że dla lewicowczyni (chyba tak?) to zabrzmi oburzająco, ale nie mam zamiaru pochylać się nad losem tej akurat mniejszości, która buduje swoją tożsamość na nienawiści, widzę tu raczej znaczącą rolę dla policji“. Pamiętam, jak to było w ośrodku dla narkomanów, gdzie się leczyłem. Kiedy przychodził do ośrodka nowy pacjent, odbywała się tak zwana przyjęciówka. Nowy siadał na „gorącym krześle“ i opowiadał o sobie. Starsi pacjenci pytali go o zainteresowania i on wtedy odpowiadał zwykle: „muzyka, sport i ciuchy“. Jeżeli mówił inaczej, jeżeli mówił: „historia i polityka“, to zawsze był skinheadem. Miałem wtedy poczucie bolesnej utraty. Najbardziej inteligentna, ambitna młodzież ze środowisk wykluczonych nie widzi innej drogi dla realizacji swoich politycznych i intelektualnych ambicji, jak tylko – być nazistą. Myślę, że Agata Czarnacka ma rację, wskazując na zależność między wykluczeniem skinheadów a ich homofobią. Co do charakteru tej zależności można podyskutować, ale jasne jest, że najbiedniejsi, niedokształceni, bezbronni wobec systemu szukają sobie winnych, szukają sobie jakiejś ofiary, na której mogliby się wyżyć za swoje krzywdy. Szukają sobie takiego członka uprzywilejowanego establishmentu, który jednak byłby jakoś bezbronny: jeszcze bardziej wykluczony niż oni. Kimś takim są geje – bronieni przez establishmentową „Gazetę Wyborczą“ i establishmentowego Piotra Pacewicza, wyobrażani stereotypowo w establishmentowych drogich ciuchach i drogich loftach – a równocześnie powszechnie pogardzani. O wiele bardziej pogardzani niż skinheadzi, czy w ogóle biedacy, i o wiele bardziej bezbronni wobec agresji niż oni.
Tragiczne jest to, że przeciwko nikomu nie szkodzącym gejom kieruje się gniew i myśl, które mogłyby być skierowane przeciwko superszkodliwym neoliberałom. Być może, jako heteryk nie znający gejowskich uwarunkowań i niuansów, nie powinienem doradzać gejom i ich działaczom. A jednak spróbuję. Powiem tak: panowie (i panie, bo przecież lesbijki też)! Obywatel najedzony, wykształcony i bezpieczny jest zawsze mniej agresywny wobec „tych innych“. A głodny, zdezinformowany i przestraszony zawsze będzie szukać sobie kozłów ofiarnych.
Walka o prawa gejów tam jest najskuteczniejsza, gdzie kwitnie walka o prawa pracownicze, o socjal, o państwo dobrobytu. Słynny przywódca gejów z San Francisco, Harvey Milk, poszedł do robotników fabrycznych poprowadzić ich do walki o sprawiedliwe pensje i gwarancje pracy. Panie i panowie! Wyjdźcie do robotnic i robotników (na przykład Boscha) pracujących za 900 złotych miesięcznie! Wyjdźcie do nich z ofertą solidarności. Oddajcie swoje umiejętności i kontakty na rzecz walki o ich pensje. Zobaczycie, że wasze stroje i łóżkowe obyczaje szybko przestaną im przeszkadzać. Nie pogardzajcie wystraszonym, agresywnym „chamem“. Odpłaćcie po chrześcijańsku miłością za agresję – ale miłością aktywną i sensowną, czyli pomocą w walce. Walczcie z homofobią, ale także z chamofobią. Nagroda, jaką uzyskacie, może przekraczać wasze najśmielsze oczekiwania: nie tylko tolerancja, nie tylko akceptacja, ale też – prawdziwa miłość bliźniego. Na zakończenie powiem jeszcze, jak gadałem ze skinheadami w ośrodku. Gadałem z nimi o Nocy Długich Noży. „Patrz – mówiłem – najsilniejsza uliczna ekipa, najlepsza horda Hitlera, która wyniosła go do władzy. Jak on jej odpłacił? Wymordował ją. Pod jakim hasłem? Pod hasłem walki z gejami. Chociaż w całej hordzie może było góra dwóch, trzech gejów. Widzisz, jak wołają: zabij geja, to znaczy, że mogą zabić każdego. Nawet skinheada“.
www.tomaszpiatek.pl
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...