|
Miałem plan napisać felieton o tym, co się dzieje na dworcu Łódź Widzew. Jechałem do Warszawy pierwszego dnia po tym, jak zamknięto Fabryczny. Zamknięto go po to, żeby zgodnie z nową modą przerobić dworzec na centrum handlowe, połączone z kompleksem biurowców-apartamentowców dla mitycznej a wyczekiwanej klasy średniej (która z jakichś nieznanych powodów miałaby się przenieść z Warszawy do Łodzi). Przy okazji zapomniano o nie mitycznych, a realnych, istniejących pasażerach. Skierowanie ruchu ludzkiego Warszawa-Łódź na dworzec Widzew to tak, jakby w Warszawie wszystkie pociągi do Poznania, Wrocławia i Berlina odchodziły z dworca Falenica. Malutki budynek widzewski wypchany do granic możliwości wściekłymi ludźmi, okręcające się spiralnie wokół siebie kolejki, kilka nieprzystosowanych kas z zepsutymi mikrofonami, nieprzygotowane na ten najazd kasjerki z obłędem w oku, „Sprzedała mi pani bilet do Warszawy, a miał być do Białegostoku”, „Jakiego roku?”, „Stoku! Białegostoku!”, „Nic nie słyszę!”.
Ale nie napiszę o tym. Nie napiszę o tym z tej przyczyny, że jechałem do Warszawy, aby wystąpić w programie „Kultura, głupcze!” poświęconym, jak sama nazwa wskazuje, legalizacji marihuany. I okazało się, że kto również jest zaproszony do programu? Robert Leszczyński z Ruchu Palikota. Wpadam na niego na korytarzu i jestem nieźle zmieszany, bo w jednym z poprzednich felietonów nazwałem go niegdysiejszą telewizyjną gwiazdką i w ogóle nabijałem się z jego występu w wieczorze wyborczym.
– Dzień dobry (mówię), nie wiem, czy my sobie podajemy ręce.
– Dzień dobry, my podajemy ręce wszystkim – odpowiada Robert Leszczyński, który ze względu na to, co powiedziałem, bierze mnie za obłąkanego prawicowca (trzeba dodać, że mam na sobie czarną koszulę i jestem krótko ostrzyżonym płowym polskim blondynem, taki mini-Giertych z nadwagą). Okazuje się, że Leszczyński nie należy do ludzi, którzy czytają wszystko, co o nich napisano w internecie. Co za ulga.
Idę za ciosem.
– Rzeczywiście podajecie ręce wszystkim, skoro wpuszczacie na listy wyborcze wyrokowców – uderzam poniżej pasa.
– Jest u nas jeden człowiek – tłumaczy Leszczyński – Człowiek, który dawno temu odbył karę i teraz ta kara po upływie lat zgodnie z prawem jest zatarta. Dlatego on z punktu widzenia prawnego jest niekarany i nawet nie po dżentelmeńsku jest mu tę karę wypominać. A to, że Janusz Palikot go poparł, to był wyraźny sygnał dla osadzonych w więzieniach, dla karanych, dla ich rodzin, dla wielu wykluczonych: my nie zapominamy o was, my traktujemy was jak ludzi.
– A co z tym reportażem w „Gazecie Wyborczej”, „Palikociarnia”, z którego wynika, że nie płacicie waszych rachunków?
– Mamy opóźnione zapłacenie jednego rachunku. Niestety, wszystkie partie w Polsce płacą rachunki z opóźnieniem.
– Ale Palikot ma przecież kupę kasy, on przynajmniej mógłby płacić w terminie.
– On ze swoich prywatnych pieniędzy może przeznaczyć na partię tylko pewną ograniczoną kwotę, tak stanowi prawo. Tak naprawdę wystartowaliśmy bez pieniędzy, wszystko robiliśmy społecznie.
Wytaczam główną armatę:
– Po cholerę wsadziliście do waszego programu podatek liniowy? W ten sposób ja i wielu innych ludzi o lewicowych poglądach nie mogliśmy was poprzeć.
– To była część naszej strategii wyborczej wobec biznesu. Strategii, która okazała się nieskuteczna. Nie dostaliśmy od biznesu pieniędzy, nasz sukces musieliśmy sobie wypracować sami. Będziemy teraz w partii rozmawiać o podatkach i sądzę, że odejdziemy od podatku liniowego. Społeczne państwo powinno solidarnie wspierać słabszych i promować solidarną postawę.
Tu mnie na chwilę zatkało, a potem pomyślałem: „Wow!”. Leszczyński z kolei pyta mnie: – A co sądzisz o przegranej SLD?
– SLD pokazało beznadziejną twarz. Twarz Grzesia Napieralskiego.
– Gorszą! – krzywi się Leszczyński – Twarz Oleksego, Millera, komunistycznego aparatczyka.
– Miller komunistycznym aparatczykiem był kiedyś – odpowiadam – Później stał się prawicowym republikaninem: prawo do noszenia broni dla każdego obywatela, więzienia CIA w Polsce i ten nieszczęsny podatek liniowy…
– To jest cynizm władzy.
– A chcecie przyciągnąć do waszej partii Ryszarda Kalisza?
– Więcej, my byśmy z niego zrobili ministra sprawiedliwości.
– A przecież Kalisz ma taki sam rodowód jak Miller. To nie jest cynizm władzy?
– Zaraz, to on był w PZPR?! – dziwi się Leszczyński – Kalisz?
– Był, był – włącza się do rozmowy Kamil Sipowicz, który jest głównym gościem programu – Kalisz nawet „wicie-rozumicie” mówi.
Podczas naszej rozmowy telewizyjny charakteryzator gratuluje Leszczyńskiemu zdobycia mandatu poselskiego. Leszczyński odpowiada, że nie dostał się do Sejmu, ale ma nadzieję zostać rzecznikiem prasowym ruchu. I rzeczywiście, na rzecznika się nadaje. Poza jednym pytaniem o Kalisza, odpowiada mi przecież na wszystkie pytania – i to tak, żebym był zadowolony.
Prawie mnie przekonuje.
Niestety, muszę przerwać ten zaimprowizowany wywiad z zaimprowizowanym rzecznikiem Ruchu Palikota, bo zaczyna się program „Kultura, głupcze!”. Leci na żywo. Czwartym gościem programu jest prawicowiec Jan Wróbel, który na dzień dobry proponuje, żeby zdelegalizować wódkę. Po chwili telewidzowie mogą zobaczyć gorszący spektakl: trzech dorosłych panów znęca się nad Wróblem.
www.tomaszpiatek.pl
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...