Biografia Krzywonos
KP22: prze-moc
Komentarze
CYTAT DNIA
Godzina słynna: piąta pięć
Naciska budzik, dźwiga się
Do kuchni drogę zna na pamięć
Prowadzą go tam nogi same
Pod kran pakuje śpiący łeb
Przez chwilę jeszcze śpi jak w łóżku
Dopóki nie posłyszy plusku
I wtedy wreszcie budzi się
Aniele Pracy - stróżu mój
Jak ciężki robotnika znój
Zbożowa kawa, smalec, chleb
Salceson czasem, kiedy jest
Do teczki drugie pcha śniadanie
I teraz szybko na przystanek
W tramwaju tłok i nie ma Boga
Jest ramię w ramię, w nogę noga
Kimanie na stojąco jest
Aniele Pracy - stróżu mój
Jak ciężki robotnika znój
Przez osiem godzin praca wre
Jak z bicza strzelił minął dzień
Już w domu siedzi przed ekranem
Na stole flaszka z marcepanem
Dziś cały czas w ataku nasi
Aniele Pracy - stróżu mój
Jak ciężki robotnika znój
Nich nas ukoi dobry sen
Najlepsza w końcu jest to rzecz
I co się śni? Podwyżka cen
Aniele Pracy - stróżu mój
Jak ciężki robotnika znój
Edward Stachura, Piosenka dla robotnika rannej zmiany
|
|
Rozważania nad likwidacją polskiego katolicyzmu |
|
|
Tomasz Piątek
|
|
19.10.2009 |
Parę dni temu moja Hania przeglądała regionalne rankingi stacji radiowych w Polsce. „Patrz - zawołała w pewnej chwili - Radio Maryja ma tylko 2 procent słuchalności!”.
A kilka tygodni temu na łamach „Polityki”, Mariusz Janicki i Wiesław Władyka zastanawiali się nad tym, czy strach polityków przed rzekomymi wpływami Kościoła katolickiego nie jest już dzisiaj bezsensowny.
Cytuję: „Większość polityków, włącznie z postkomunistyczną lewicą, układała się z Kościołem po jego myśli, nie szła z nim na żadną wojnę, tak jak gdyby przyjęto żelazną zasadę, że tu frontów się nie buduje, tu trzeba się dogadać, czyli ustąpić. Do rytuału należały audiencje w Watykanie, publiczne dawanie świadectwa swojej wierze, uczestnictwa w mszach, wyjątkowe honorowanie hierarchów.
Kto tego nie przestrzegał, ryzykował, że zaprzepaści szanse w walce politycznej, choć bardzo dawno nikt nawet nie sprawdzał, czy rzeczywiście tak jest. Donald Tusk w 2005 r., kilka tygodni przed wyborami prezydenckimi, wziął ślub kościelny; w ten sposób zdjął z wokandy łatwy do przewidzenia zarzut, jakiego mógł się spodziewać ze strony obozu przeciwników, że nie zachowuje się i nie żyje jak prawdziwy Polak katolik.
Ale też nie rozpatrywano kwestii, czy dla realnego elektoratu Platformy, wielkomiejskiego, wykształconego, w dużej mierze zlaicyzowanego, ta kwestia ma w ogóle jakieś znaczenie. Tusk zrobił to na wszelki wypadek. Bo wobec Kościoła wszyscy coś robią na wszelki wypadek”.
Koniec cytatu. Święte słowa, chciałoby się powiedzieć. Rzeczywiście, Kościół katolicki wydaje się kolosem na glinianych nogach. Ludzie stosują antykoncepcję, nie chodzą co niedziela na mszę, a jeśli chodzą, to klną na księdza i wyśmiewają się z niego, przeważnie nie bez powodu.
Ale z drugiej strony - ci sami ludzie wielbią papieża, godzą się na karalność aborcji i na brak edukacji seksualnej w szkołach. Polak po cichu używa prezerwatyw - ale zwykle nie robi nic, żeby jego zaniedbana córka, potencjalna galerianka, umiała chronić się przed ciążą i przed AIDS.
Więcej: kiedy zapytamy Polaków: „Czy jesteś za tym, żeby bogaci ludzie zabierali ziemię biedakom, żeby mordowali tych biedaków i broniących ich księży, zresztą katolickich?”, większość powie nam pewnie: „Nie”. Tak samo, kiedy zapytamy: „Czy jesteś za tym, żeby torturowano ludzi w Argentynie?”. „Czy jesteś za tym, żeby AIDS szerzyło się w Afryce?”. „Czy jesteś za zniekształcaniem prawd biblijnych?”. Nie zmienia to jednak tego, że większość Polaków nadal wielbi Wojtyłę, który robił, wspierał lub tolerował wszystkie te złe rzeczy.
Oczywiście, większość tej większości, zawieszona mentalnie między serialem „Plebania” a różowymi majteczkami Dody, nie wie i nie ma szansy dowiedzieć się czegokolwiek o grzechach papieża i papiestwa. Ale wewnątrz tej większości jest także spora mniejszość, która NIE CHCE WIEDZIEĆ.
Nieustannie jesteśmy informowani przez media o postępującej laicyzacji Polaków. Po każdej takiej informacji dziennikarze jakby zawieszają głos. Jakby zostawiają pole do domysłu. Jakby chcieli po cichu zapytać: „No więc kiedy to gruchnie?”. Kiedy upadnie ta obrzydliwość, ten Babilon pychy, chciwości, obłudy i nienawiści?
Brzmi to tak, jakby gruchnąć miało już niedługo. Ja też do niedawna w to wierzyłem. Być może jestem człowiekiem małej wiary, ale w tej chwili zaczynam widzieć przyszłość inaczej.
Postępująca laicyzacja naszego społeczeństwa nie osłabia polskiego Kościoła katolickiego, tylko go wzmacnia, ponieważ nie jest to laicyzacja świadoma, przemyślana. Ponieważ nie jest to tak naprawdę laicyzacja, tylko poganizacja. A Kościół katolicki, jako instytucja po większej części pogańska, nie czuje się z poganizacją źle.
Ta pogańska pseudo-laicyzacja oznacza odejście od bardziej tradycyjnych form życia i pójście za konsumpcją, za blichtrem, blaskiem i błyskiem, za ostrymi przyprawami i różowymi majteczkami. Czci się przedmioty, a jeszcze bardziej obrazy, telewizyjne, błyszczące, wdzierające się do mózgu i nie pozwalające na refleksję.
Człowiek w takim stanie ducha nie zwróci się wprost do Boga, ani też się od Boga nie odwróci. Nie jest zdolny do tak poważnych wyborów. Raczej spróbuje rozwiązać ten problem w sposób dziecinny. Spróbuje zepchnąć całą sprawę na „starszych i mądrzejszych”. Niech ktoś inny zajmuje się Bogiem i załatwia to za mnie, żebym ja mógł się spokojnie bawić. Polak - jakby to powiedzieć - przedelegowuje swoje życie duchowe na księdza i na papieża. Jest to typowe dla pogaństwa. Od trudnych, strasznych i ostatecznych spraw jest szaman. Oczywiście, szaman jest kłopotliwy, trudny, ma różne absurdalne wymagania, wygłasza wkurzające rytualne teksty, ale od tego jest. Jego dziwność, agresywność, trudność tylko go uwiarygodniają. Skoro jest tak bardzo dziwny i trudny, to znaczy, że ma prawdziwy kontakt z tym, co dziwne i trudne. To znaczy, że dobrze nasiąkł tą straszną świętością. Jasne, byłoby okropne, gdybym musiał żyć na co dzień po szamańsku - ale na szczęście nie muszę, bo przerzuciłem ten ciężar właśnie na szamana! Od tego przecież szaman jest! On mi przez cały czas załatwia sprawy u Boga, ale ja kontaktuję się z szamanem rzadko, tylko w dniu szamańskim, raz na tydzień albo raz na rok. A przez resztę czasu żyję po swojemu, czyli jak świnia. Robię świństwa i pozwalam, żeby mnie robiono świństwa. Bawię się i jestem przedmiotem zabawy.
Tego rodzaju mentalność jest typowa dla krajów katolickich i tłumaczy na przykład długą koegzystencję katolicyzmu i berlusconizmu we współczesnych Włoszech. Jeden pokłon dla tak zwanej Matki Boskiej, sześć pokłonów dla nagiej modelki. W Polsce ten mechanizm utrwalił się w sposób niezwykle silny, wręcz pępowinowy, kiedy papieżem został Wojtyła. Nasz papież, papież-Polak był nie tylko Największym Światowym Szamanem, pokazywanym w telewizji niemal tak często jak nagie modelki. Stał się także Totemem, gwarantującym plemieniu pomyślność - co w naszych czasach oznacza medialność, obecność w światowych mediach, rozpoznawalność, poprawę lub przynajmniej utwierdzenie globalnego wizerunku Polaka. To już od czasów Mickiewicza było dla wielkiej części polskiej inteligencji równie ważne jak pomyślność materialna, jeśli nie ważniejsze. A w naszej medialnej epoce stało się ważne także dla wielkiej masy ludzi zupełnie niewykształconych.
Czy to znaczy, że dla likwidacji katolicyzmu w Polsce potrzebne jest jakieś symboliczne papieżobójstwo? Myśl jest kusząca, szczególnie dla każdego, kto nie jest katolikiem i kogo obraża panoszenie się w Polsce tego kultu, prawie zawsze pseudochrześcijańskiego, a często antychrześcijańskiego.
Ale to jest zła myśl. Po pierwsze, jest niechrześcijańska. Jezus stawia sprawę prosto: trzeba nadstawić drugi policzek. Ten gest jest nie tylko pełen miłości bliźniego, jest także spektakularny i zawstydzający dla bijącego. Trzeba dawać świadectwo prześladowaniom, ale nie prześladować w odwecie. Po drugie, wszelkie, nawet najbardziej symboliczne papieżobójstwo wzmacniałoby tylko katolicyzm. Katolicyzm, jak każdy tyran, chce być widziany jako męczennik. Nie dawajmy mu okazji.
Myślę, że sposób jest inny. Ci wszyscy ludzie, którzy swoje sprawy z Bogiem przekazują złym pośrednikom - jednak w jakiś sposób zakładają istnienie Boga. Trzeba ich przekonywać, że Bóg nie jest tak odległy ani przerażający, żeby aż trzeba było zdawać się na pośrednictwo. Nie trzeba płacić chciwym obłudnikom ani uczestniczyć w ich kampaniach nienawiści. Nie trzeba pozostawać w strukturach babilońskich i firmować swoją osobą statystyk mówiących o „miażdżącej większości katolików w Polsce”. Można natomiast poszukać bezpośredniego kontaktu z Bogiem - i życie wcale nie musi stać się od tego straszniejsze (w moim przypadku było wręcz przeciwnie).
Kościół katolicki może długo i bez większych kłopotów pasożytować na ludziach, którzy żyją konsumpcją, a do ważniejszych spraw nie mają głowy, zlecają je „specjaliście”. Pasożytowanie na ludziach naprawdę wierzących może być o wiele trudniejsze. Jestem przekonany, że najlepszą odtrutką na katolicyzm jest chrześcijaństwo.
PS W tym tekście wielokrotnie użyłem słowa „szaman”, nadając mu znaczenie pejoratywne. Wiem, że może to zabrzmieć obraźliwie dla ludzi, którzy szukają osobistego kontaktu z Bóstwem, uprawiając szamańskie praktyki animistyczne o rodowodzie na przykład syberyjskim czy indiańskim. Nie zgadzam się z tymi ludźmi - ale oni przynajmniej idą sami swoją „drogą szamana”, zamiast posyłać na nią pośrednika. Takich adeptów neo-animizmu zapewniam, że użyte przeze mnie słowo „szaman” nie odnosi się do ich idealistycznych wyobrażeń o szamanizmie, które szanuję. Odnosi się do smutnej, przynajmniej dzisiaj, rzeczywistości szamanizmu - takiej jak ta, którą obserwujemy u ludów syberyjskich.
www.tomaszpiatek.pl
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 19.10.2009 )
|
|
|
|
jakim cudem ceny we wloszech wzrosly ...
Może słabość jakości religii w szkole...