Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Rozmyślania powalentynkowe |
|
|
Tomasz Piątek
|
|
16.02.2009 |
Media donoszą, że Kościół katolicki chce wprowadzić zamiast tzw. Walentynek coś w rodzaju Wielkiego Święta Abstynencji Seksualnej. Księża z Sanktuarium Błogosławionej Karoliny Kózki zamierzają sprzedawać młodym katolikom, zamiast kartek walentynkowych, Pierścienie Czystości. Chłopak i dziewczyna mieliby sobie ofiarowywać, że tak powiem, nieślubne obrączki, obiecując przy tym: „i że Cię nie dotknę (seksualnie) aż do ślubu”. Komentarze, przeważnie prześmiewcze, brzmią tak: „oto nasza katolicka odpowiedź na zwyczaj importowany z USA”.
Tymczasem jest dokładnie odwrotnie. Cały ten obrzydliwy różowy plastik, serduszka, syfiasty przymus kupowania puchatych i piszczących gadżetów wywodzi się z katolickiej, średniowiecznej jeszcze legendy o rzymskim księdzu Walentynie, który rzekomo żenił po kryjomu mężczyzn wbrew zakazowi cesarza Klaudiusza (że niby cesarz uważał, że dobry żołnierz nie może mieć żony, a że wszyscy Rzymianie mieli być żołnierzami etc). Legenda ta dotarła do Ameryki z Europy przez Anglię, gdzie już w latach 20’ XIX wieku kartki walentynkowe wysyłano sobie masowo (Miłość Przenika Twego Pickwicka, jak pisał Dickens).
Czysto amerykańskim importem są natomiast Pierścienie Czystości. Idea narodziła się w latach 90’ wśród amerykańskich protestantów - chrześcijan ewangelicznych. Podobnie jak chrześcijański rock, mówienie językami, grupy próbujące żyć w duchu pierwszych chrześcijan, idea ponownego narodzenia, odnowa w duchu świętym. Wszystko to powstało w radykalnych wspólnotach protestanckich. Po tzw. II Soborze Watykańskim, w latach siedemdziesiątych, kościół katolicki zaczął rozpaczliwie szukać jakichś sposobów na ożywienie swojego zamierającego kultu. I zachował się jak prawdziwa wielka korporacja: przejął know-how, rozpowszechnia je jako swoje. Masy młodych katolików uczestniczą z wiarą i entuzjazmem w czymś, co nie jest katolickie - ale sprzedawane im to jest jako katolickie, jako kolejny wynalazek wspaniałego, nieomylnego Watykanu. W Polsce amerykańskie Pierścienie Czystości nazywane są Srebrnymi Pierścieniami Błogosławionej Karoliny Kózki. Są sprzedawane po 50 złotych (lub 63 przy wysyłce, jak podają prześmiewcy z portalu pardon.pl).
Ale może nie powinienem narzekać? Może powinienem się cieszyć, że w jakiś sposób młodzi katolicy uczestniczą w życiu duchowym trochę bardziej autentycznym niż mechanicznie odbębniana raz na tydzień liturgia, niezrozumiała dla wielu tzw. świeckich i nie mająca wielkiego związku z życiem codziennym?
Niestety, kościół katolicki przejął od protestantów nie tylko rzeczy dobre. Mówię to z przykrością, bo jestem ewangelikiem. I mimo to, a raczej właśnie dlatego, w Pierścienie Czystości nie wierzę.
Nie mam najmniejszego zamiaru wyśmiewać się z ludzi, którzy sami, dobrowolnie, podejmują próbę zachowania absolutnej czystości seksualnej. Sam, zanim wziąłem ślub, wielokrotnie podejmowałem takie próby i były to najlepsze okresy w moim kawalerskim życiu. Epoka, w której żyjemy, jest epoką zaniku dyscypliny i tej dyscypliny rozpaczliwie potrzebuje.
Tyle, że dyscyplina to nie przymus ani szantaż. Człowiek zdyscyplinowany to nie ten, kto słucha cudzych gróźb, pochlebstw czy pokuszeń. Człowiek zdyscyplinowany to ten, kto potrafi sam ze sobą się na coś umówić. „Nie pójdę do łóżka z tym mężczyzną/tą kobietą, bo jego/jej nie kocham. Nie kupię sobie tego pięknego, drogiego sprzętu, bo jest mi kompletnie niepotrzebny. Nie skonsumuję tego przedmiotu, nie skonsumuję tego człowieka. Nawet jeśli przez tę powściągliwość będę wyglądać na ostatniego leszcza”. Można zrozumieć, dlaczego nasza cywilizacja nie lubi dyscypliny. Dlatego, że jest cywilizacją szantażu.
Straszenie młodych zakochanych ludzi grzechem śmiertelnym jest takim samym szantażem, jak wciskanie im nowego telewizora. Nie ma nic wspólnego z dyscyplinowaniem ani odpowiedzialnością. I, jak sądzę, niewiele z chrześcijaństwem.
Bo chrześcijańska wizja seksu niewiele ma wspólnego z katolicką. Jak mówił Luter, pożądanie seksualne dane jest człowiekowi tak samo jak pragnienie jedzenia, napoju i snu. Ten, kto próbuje powstrzymać się od seksu, jest jak ktoś, kto próbuje powstrzymać się od sikania (autentyczne słowa Lutra). Radość i rozkosz wynikająca z seksu są darem Boga i przyjemnością życia, są też palącą potrzebą.
A jednak Bóg chce, żeby człowiek mógł zaspokajać tę palącą i rozkoszną potrzebę tylko w monogamicznym związku z drugim - jednym i zawsze tym samym - człowiekiem. Jezus dopuszcza rozwód jedynie w wypadku niewierności jednego z partnerów.
Czy to jest nienaturalne? Większość naukowców powie, że tak. Ale nie trzeba nam do tego naukowców. Proszę sobie wyobrazić taką sytuację: nagle okazuje się, że mogę jeść tylko w towarzystwie pana Jana Kowalskiego. Muszę spotykać tego człowieka kilka razy dziennie, poznając go coraz bardziej. Siłą rzeczy, potrzebuję go jak samego siebie.
Temu, moim zdaniem, służy chrześcijańskie małżeństwo. Abyśmy czuli własną niepełność i abyśmy potrzebowali Kogoś Innego jak siebie samego - a nawet bardziej.
Nie chodzi więc o to - jak chcą katoliccy chwalcy celibatu - że chrześcijanin ma dusić w sobie pragnienia. Odwrotnie: chrześcijanin ma pragnąć totalnie: całym sobą i na całe życie. Dlatego, jeśli jestem chrześcijanką/chrześcijaninem, to nie rozpoczynam współżycia seksualnego z człowiekiem, z którym nie zamierzam przeżyć całego życia. A jeżeli ten zamiar i to współżycie zaczęły się przed ślubem? Druga Księga Mojżeszowa mówi, że jeśli dwie osoby łączą się cieleśnie, a nie mają zobowiązań wobec innych osób - wtedy powinny się poślubić i tyle (22:16).
Hania (zresztą buddystka) i ja byliśmy właśnie w takiej sytuacji. Pastor Michał Jabłoński z mojego Zboru Ewangelicko-Reformowanego, powiedział mi: Bóg już pobłogosławił, skoro jest miłość, teraz czas na to, żeby pobłogosławił Kościół. Pastor Włodzimierz Tasak ze Zboru Chrześcijan Baptystów dodał: poślubić niezwłocznie. Posłuchałem pastorów i już od pewnego czasu jestem najszczęśliwszym mężczyzną w Kosmosie, mężem Hani (nadal buddystki).
Moje doświadczenie uczy mnie, że ta droga, droga chrześcijańskiego małżeństwa, jest piękna i dobra. Ale jest także nienaturalna - przynajmniej dla sporej części naszej natury. Dlatego wymaga wysiłku, pracy nad sobą i świadomej decyzji. Taka decyzja nie może zostać podjęta w chorej sytuacji emocjonalnej - kiedy wokół pokwitających młodych ludzi skaczą przekwitający starzy faceci, rzekomo uprawiający czystość, którzy straszą grzechem śmiertelnym, żądają czegoś fizjologicznie bardzo trudnego, a zaraz potem - wciskają magiczny gadżet za 50 złotych, mający ułatwić dokonanie tego czegoś bardzo trudnego.
Jezus przepędził ze świątyni tych, co tam handlowali. Powiedział do nich: przemieniliście dom Ojca Mojego w jaskinię zbójców. Jezus powiedział też, że dwie są rzeczy najważniejsze: kochać Boga z całej swojej duszy i kochać bliźniego, jak siebie samego. Jerozolimscy handlarze świątynni popełnili świętokradztwo, zgrzeszyli przeciw miłości Boga. Dzisiejsi świątynni handlarze Pierścieni Czystości - katoliccy, czy protestanccy - grzeszą przeciw miłości Boga i miłości bliźniego. Popełniają świętokradztwo i okrucieństwo.
Na podobny temat
|
|
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...