Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Nie-z-tej-Ziemkiewicz Drukuj
Tomasz Piątek   
12.01.2010
Z pewnym opóźnieniem przeczytałem tekst, jaki Rafał Ziemkiewicz zamieścił na swoim blogu w „Rzepie”, opatrzony sążnisto-demaskatorskim tytułem w stylu dawnej „Trybuny Ludu”: „Krytyka Polityczna - nowy establishment, a nie prawdziwa lewica”. Przeczytałem ten tekst z opóźnieniem, bo przez kilka byłem chory, miałem 40 stopni gorączki i nie widziałem na oczy.

Po przeczytaniu musiałem sobie znowu zmierzyć gorączkę, żeby się upewnić, że nie mam halucynacji. Ziemkiewicz pisze bowiem tak:

„Wszak KP to nie jacyś dynamitardzi, poświęcający osobiste kariery dla Sprawy Ludu, ale salon, w którym być wypada, gdzie się można poocierać o Sasnala czy Masłowską, pogrzać się w aurze wstępującej elity, jeśli jeszcze nie politycznej, to na pewno już kulturowej. Być na lewicy, nowej lewicy, nie postkomunistycznej, tylko zgodnej z najnowszymi światowymi trendami, to jest très chic, very sexy i w ogóle correct, to jest europejsko i światowo. Ale czy z tego /tu brakuje słowa „może”, T.P./ wyniknąć coś nowego, lepszego? (…) Owoż dulce et decorum jest opowiadać ogólnie o źle kapitalizmu, neoliberalizmu, globalizacji etc. Ale napiętnowanie jakiegoś konkretnego przykładu to już ryzyko. Na przykład, trzeba by skrytykować personalnie Balcerowicza, a to przecież świątek „Gazety Wyborczej”, której wsparcie trzeba mieć. No, może i dąsy jakieś na Balcerowicza, byle nie przesadne, na Czerskiej jeszcze zniosą, ale tak naprawdę, by wyjaśnić, co nie tak zrobił Balcerowicz, trzeba by podważyć mit Wielkiego Historycznego Bezkrwawego Sukcesu Polaków Przychodzących Z Obu Stron Historycznego Podziału, czyli Okrągłego Stołu. A tego już nie wolno. Można kwieciście i pięknie deklamować o Społecznym Wykluczeniu, o Polakach drugiej kategorii, wyzutych z szans, wydziedziczonych z praw − ale gdyby coś o tym konkretnie, to trzeba by potępić ten parszywy dil z Magdalenki, gdzie właśnie postanowiono, że muszą być w Polsce równi i równiejsi (…) I jak to by się mogło odbić na owym „pozyskiwaniu funduszy”, ze sprawności w którym /tu chyba miało być „w której” i brakuje przecinka T.P./ tak jest dumny szef KP? Znam ludzi, którzy w różnych momentach historycznych usłyszeli od Adama Michnika jego sławne »to ja cię zniszczę!« i którzy zapewne powiedzieliby, że nadmierne wchodzenie w konkrety jeszcze i dziś mogłoby nowej lewicy mocno zaszkodzić.”

Owoż dulce et decorum jest bredzić. Bardzo podoba mi się owo „owoż dulce et decorum”. Nie mam bladego pojęcia, co to znaczy. To znaczy, dobrze wiem, co znaczy „dulce et decorum” („słodko i zaszczytnie”, w najpowszechniejszym tłumaczeniu). Dobrze wiem, co znaczy „owoż”. Ale co to znaczy razem do kupy - nie wiem za cholerę. Może Ziemkiewicz zamiast „owoż” chciał napisać „otóż”. Ale może naprawdę chciał napisać „owoż”, ponieważ ewidentnie nie wie, co pisze. No cóż, zostańmy przy owym „owoż”.

Owoż Adama Michnika „Krytyka” krytykuje nieustannie, właśnie za różne parszywe dile, które sprawiły, że są w Polsce równi i równiejsi, wykluczeni i jaśniepaństwo. Za dile, które sprawiły, że zostały zamazane normalne podziały polityczne, dzięki którym zimna wojna między wykluczonymi a jaśniepaństwem mogłaby przeobrazić się w normalny, pożyteczny i demokratyczny spór między biznesem a klasą pracującą.

Owoż ze sporą częścią „Gazety Wyborczej” mamy otwartą wojnę - żeby nie szukać daleko, z głównym publicystą ekonomicznym „Gazety”, Witoldem Gadomskim.

Owoż ten spór zaostrzył się niezwykle, kiedy Maciej Gdula z KP stwierdził, że plan Balcerowicza został wprowadzony równie niedemokratycznie, jak stan wojenny - dzieląc społeczenstwo na równych i równiejszych, na mądrą elitę, która podejmuje decyzje i antyrynkowych oszołomów (których się nie słucha, a nie słuchając, bije po kieszeni). Usłyszawszy Gdulę, „Wyborcza” zawyła w sposób tak histeryczny i przesadny, że aż Paweł Smoleński uznał, że musi uspokoić nastroje w swoim obozie.

Owoż jeszcze przed tym sporem - tu popełnię małe samochwalstwo w miłym Ziemkiewiczowi sarmackim stylu - jam to wystąpił tak. No ja nie wiem, jeśli oskarżenie kogoś o to, że jest fanatycznym szaleńcem, chorym bożkiem i twórcą nędzy to są „nie przesadne dąsy”, to ja rozumiem, że Ziemkiewicz w takim Michniku to jest po prostu zakochany, czasem się tylko dąsa, tak dla kokieterii.

Rozwiązanie zagadki Ziemkiewicza jest bardzo proste.

Jechałem kiedyś z Ziemkiewiczem do Krakowa. Przez całą podróż tłumaczył mi (protestantowi), jak niezwykle ludzką, humanitarną i nowoczesną instytucją była Święta Inkwizycja. W końcu przeszedł do argumentów takich bardziej wyobraźniowych. A może w jego rozumieniu - przyszłościowych: „No bo jak już cię mają torturować, to będziesz chciał, żeby to robił profesjonalny mnich z profesjonalnym pachołkiem, według reguł, a nie pijane mieszczaństwo z rady grodzkiej”.

To wszystko tłumaczy. To tłumaczy, dlaczego Ziemkiewicz wierzy w neoliberalizm i absolutnie wolny rynek, obywający się jednakowoż bez korupcji (chociaż wszędzie, gdzie wprowadzano neoliberalizm, nie obyło się bez korupcji, a także bez takich atrakcji jak nędza, kataklizmy, wojny czy tortury - chociaż to ostatnie pewnie Ziemkiewiczowi nie przeszkadza). To tłumaczy, dlaczego Ziemkiewicz pozwala sobie na ocenianie polityki KP po przeczytaniu jednego wywiadu ze Sławomirem Sierakowskim, kompletnie poza tym nie znając „Krytycznych” działań i tekstów.

Rafał Ziemkiewicz, mimo swojej niezaprzeczalnej inteligencji i wyobraźni, jest człowiekiem kompletnie oderwanym od rzeczywistości. Jest też człowiekiem, który najwyraźniej nigdy w życiu nie dostał porządnie w dupę, inaczej nie pieprzyłby bredni o „humanitarnych torturach” ani nie okazywałby neoliberalnej pogardy ludziom wykluczonym. Rafał Ziemkiewicz jest mądralą, który siedząc wygodnie za swoim komputerem, gardzi światem.

A jeśli chodzi o motywy młodych ludzi, którzy przychodzą do KP, to może nie są one aż tak czyste i szlachetne, jak się Pan, Panie Rafale, tego domaga. Ale nie są też tak niskie, jak Pan to sobie wyimaginował. Ci ludzie przychodzą do KP z motywów zarówno altruistycznych, jak i egoistycznych, a przede wszystkim pragmatycznych. Ci ludzie za jakiś czas będą chcieli mieć dzieci (tak, tak, te lewicowe sterylizacyjno-antykoncepcyjne potwory często chcą mieć dzieci). Ci ludzie ze zgrozą myślą o braku przedszkoli, bądź o cenach w prywatnych przedszkolach, bądź o poziomie nisko opłacanego personelu przedszkolnego (także w tych drogich prywatnych przedszkolach). Ze zgrozą myślą o tym, że dziecka z babcią nie zostawią, bo babcia, tak samo zresztą jak dziadek, zapieprzać będzie do siedemdziesiątki w naszym balcerowiczowskim raju. Z jeszcze większą zatem grozą ci ludzie myślą o swojej własnej emeryturze. Jako rodzice albo przyszli rodzice z przerażeniem patrzą na zapaść szkoły. I nie tylko jako rodzice: patrzą na zapaść szkoły i komercyjną degenerację mediów z przerażeniem, bo nagle widzą, że 95% otaczających ich współobywateli zmienia się w otępiałych tłuków, z którymi nie można zamienić normalnego słowa. Z przerażeniem patrzą na ulice, dzielnice i całe miasta nędzy (Łódź zaprasza Ziemkiewicza!), które są wylęgarnią bandytów. Ludzie, którzy przychodzą do KP, dla swojego i cudzego dobra chcą żyć w bardziej bezpiecznym świecie, a „wolny rynek” jakoś im tego nie zapewnia. Im więcej tego „wolnego rynku” się wprowadza, tym gorzej się dzieje z emeryturami, ze szkołą, z mediami i z ulicami nędzy. Jeżeli Pan, Panie Ziemkiewicz, odpowie na to, że w takim razie trzeba wprowadzić jeszcze więcej „wolnego rynku”… No cóż, żeby coś takiego powiedzieć trzeba być Ziemkiewiczem. Nie-z-tej-Ziemkiewiczem.

Owoż dulce et decorum, koniec i kropka.

www.tomaszpiatek.pl 
Komentarze
Dodaj nowy
Thome  - Gorzkawo.   |12.01.2010 06:24:22
"(…) chociaż wszędzie, gdzie wprowadzano neoliberalizm (…)"


Jeżeli się Pan Piątek umówi z kolegą, że mu auto sprzeda i dochodzi do
transakcji - to jest neoliberalizm. Nie trzeba go wprowadzać. To naturalne dla
ludzi.
Ale jeżeli trzeba wypełnić formularz, że sprzedaje się "osobie
zdolnej wg urzedu ds. sprzedaży" oraz zapłacić np. podatek od czynności
cywilnoprawnych - to jest właśnie socjalizm, który wymaga
"wprowadzania". Jak się już to rozumie, to nawet wojen nie trzeba
wywoływać, o torturach nie wspominając. I nie myli się imperializmu z wolnym
rynkiem jako podstawą stosunków społecznych.

"Rafał Ziemkiewicz jest
mądralą, który siedząc wygodnie za swoim komputerem, gardzi światem."


Nie broniąc Ziemkiewicza - kurczę, ale neoficki zapał w mowie. ;)
MiAu  - preteksty   |12.01.2010 06:53:30
ze sprawności w którym /tu chyba miało być w której i brakuje przecinka
T.P./

Czy aby na pewno? Przecinek w tym zdaniu oddziela
zdanie podrzędne od nadrzędnego, więc wystarczy ten jeden, który
pojawia się już przed słówkiem "ze".
Azaliż jestem w błędzie?
Jeżelim omyłkę popełnił, pokornie proszę, aby to chrześcijańsku
wybaczone mi to zostało.

Co do meritum, wyrażam i poparcie, i szacunek,
choć z drugiej strony wietrzę wielki potencjał wojny bez widoków na
rozejm. Jeżeli jednak nie chodziło o pojednanie i zrozumienie, a jedynie o
zwarcie szeregów Pana zwolenników, cel został, jak
sądzę, osiągnięty.

Cytat:
The ugliest of sin is pride // makes you feel like you’re always right.
MiAu  - errata   |12.01.2010 06:56:59
Miało być oczywiście "po chrześcijańsku". Cóż, ja też czasami, a nawet
dość często, popełniam błedy.
MiAu   |12.01.2010 07:03:34
MiAu
czy mógłbyś się uprzejmie wylogować, bo nie mogę się dostać do
wpisu
Rylew
Rylew   |12.01.2010 07:05:41
*Rozwiązanie zagadki Ziemkiewicza jest bardzo proste. *
że najlepiej się ocenia

kiedy wiedzy nima cienia
ale jest fantazja i stąd ta wiara w przeróżne
*układy*
jak np. układ Michnik Sierakowski.
Skąd się bierze wiara, że
wszystko musi być umaczane ?
Może stąd, że i sam Ziemkiewicz niezbyt czysty
moralnie jest, jak sam się przyznał korzysta z ubezpieczenia dla rolników
KRUS.

Nie ma ludzi uczciwych,
są tylko źle zlustrowani
:)
step  - do Thome   |12.01.2010 07:55:45
"Jeżeli się Pan Piątek umówi z kolegą, że mu auto sprzeda i dochodzi do
transakcji - to jest neoliberalizm. Nie trzeba go wprowadzać. To naturalne dla
ludzi.

"Jak się już to rozumie, to nawet wojen nie trzeba wywoływać, o
torturach nie wspominając. I nie myli się imperializmu z wolnym rynkiem jako
podstawą stosunków społecznych"

Jasne. Ciastko to ciasto, a ciasto to
mąka, a mąka to proszek, a proszek to amfa, więc ciastko to narkotyk. Kogo Ty
próbujesz w ten sposób oszukać?

Jeśli ja komuś sprzedaję samochód, to nie
jest żaden neoliberalizm, tylko normalna transakcja rynkowa.

Neoliberalizm
nie jest wtedy, kiedy zachodzą transakcje rynkowe. Neliberalizm jest wtedy,
kiedy wszystkie świadczenia chce się podporządkować zasadom takich transakcji
rynkowych.

Właśnie tego rodzaju nadużyć pojęciowo-słownych używają
neoliberałowie, żeby wprowadzać neoliberalizm. Zdolność do handlu jest dla
człowieka, powiedzmy, naturalna? To dlaczego w wielu innych sytuacjach ludzie
załatwiają różne świadczenia niehandlowo i nierynkowo? Znaczy ktoś im pogwałcił
naturę! Ci ludzie żyją w zwyrodnieniu, które ktoś im musiał narzucić, a więc w
zniewoleniu! Musimy koniecznie ich wyzwolić, używając najmocniejszych środków:
bomb, tortur, wojen, oszustw - albo wykorzystując kataklizmy. Tak było w Chile
(obozy koncentracyjne), w Argentynie (tortury), w Polsce (na szczęście, tylko
oszustwo, bez tortur), w Rosji (oszustwa i rozstrzelanie parlamentu), w Iraku
(kompletna ruina kraju przez wojnę). Neoliberalizm nigdzie nie zapanował
liberalnie i demokratycznie. A naturalnie - tylko na Sri Lance, bo tsunami to
fenomen naturalny.

W ten sposób tworzy się piękny "wolny rynek" -
wolny od czegokolwiek, bo pusty i zniszczony. I wygrywają na nim sponsorzy
neoliberalizmu, bo oni mają wszystko: forsę i towary. I są pierwsi, najszybciej
przyjeżdżają na gotowe, bo przecież oni dowodzą operacją. W tej chwili w Stanach
między wielkim biznesem a władzą państwową i dowództwem wojskowych nie ma nawet
układu - jest po prostu jedność i tożsamość.

Zresztą, co ja Cię będę
dokształcał - przecież mi za to nie płacisz (a neoliberałowi przecież nie
powininiem robić nic za darmo…). Przeczytaj "Doktrynę szoku".
step  - Do Miau   |12.01.2010 08:07:17
"ze sprawności w którym /tu chyba miało być w której i brakuje przecinka
T.P./ tak jest dumny szef KP"

Ja zawsze przed konstrukcją z zaimkiem
względnym stawiam przecinek, tak mnie uczono - ale na wszelki wypadek napisałem
"chyba" :-)

A propos "chyba", to chyba tam miało
być:

"ze sprawności, Z KTÓREJ tak jest dumny szef KP"

Jeszcze to
"w" zamiast "z" mi umknęło!

Zaś a propos "w ogóle",
to w ogóle obawiam się dalej analizować te konstrukcje słowne i myślowe
Nie-z-tej-Ziemi, bo widzę, że zaczyna mi się język plątać jako i samemu Imć
Rafałowi
maciej  - Zazdrość?   |12.01.2010 09:54:25
Może to po prostu zazdrość? O ile mi wiadomo, prawicowe środowisko ( dla mnie
obce klasowo) nie stworzyło niczego na miarę KP.
Rylew  - thome:   |12.01.2010 10:58:59
> Jeżeli się Pan Piątek umówi z kolegą, że mu auto sprzeda i dochodzi do
transakcji - to jest neoliberalizm. Nie trzeba go wprowadzać. To naturalne dla
ludzi.

Sprzedaż koledze samochodu nie jest neoliberalizmem jak twierdzisz,
ale pozostając przy samochodach, dopłaty państwa do sprzedawanych przez prywatne
firmy samochodów jest istotnym elementem neoliberalnego pejzażu.

Na tym forum
skwitował to najbardziej lapidarnie >thomas:
*neoliberalizm to prywatny zysk na
koszt społeczny*

Ja opisuję go jako nową religię i Kościół kapitału.
Jeżeli
naprawdę nie wiesz czym jest neoliberalizm to warto się douczyć.
Choćby dlatego
żeby się orientować dla własnego użytku.
Thome  - Baza a nadbudowa.   |13.01.2010 05:02:26
@step

"To dlaczego w wielu innych sytuacjach ludzie załatwiają różne
świadczenia niehandlowo i nierynkowo"

1. Taka Ayn Rand to by już
miała poważne wątpliwości co do tej tezy. I nie tylko ona.
Ale jeżeli
przyjąć, to:
2. Bo CHCĄ. W związku z tym pozatransakcyjne załatwianie
"różnych świadczeń" - jako dobrowolne - również spełnia warunek
"naturalności". Czy jednak sam brak płatności w pieniądzu
papierowym/innym przesądza o rynkowości bądź jej braku?
Nieodpłatne
przekazanie leku nie implikuje jego bezpłatności. KTOŚ musi go kupić. Więc z tą
antyrynkową retoryką to ostrożnie.

"Chile, Argentyna, Polska, Rosja,
Irak"

Ależ rozstrzał!:) Szczególnie Rosja trafiona, tam to dopiero
walka reżymów i koterii miała coś wspólnego z wolnym rynkiem. Chciałoby się
zapytać - co ma piernik do wiatraka? Co ma wolna inicjatywa milionów obywteli do
zamętu wywołanego wojną/walką gangów politycznych/upadkiem państwa i
gospodarki(tu: Chile). Ludzie sobie radzą niezależnie od reżymu/państwa.


Czy casus Naomi Klein ma być argumentem rozstrzygającym? No tak, ale Jacek
Żakowski lubi. I kazał czytać - w połączeniu z Baumanem. Rozumiem, dlaczego
skończyłeś protekcjonalnie wobec mnie, niedouczonego żuczka neoliberalizmu:)


@Rylew

"(…) ale pozostając przy samochodach, dopłaty państwa
do sprzedawanych przez prywatne firmy samochodów jest istotnym elementem
neoliberalnego pejzażu."

Świetnie, że to podniosłeś. Jak rozumiem,
skoro "neoliberalnego", to oceniasz to krytycznie. I słusznie! Tylko
teraz jak to pogodzisz z neokeynesowskim gromieniem "liberałów" przez
m.in. KP, którzy to nie chcą drukować pieniędzy na "pobudzanie
gospodarki".
A taki Sławomir Sierakowski to już dawno powiedział, że
"Polska jest gapowiczem stymulacji" i "głupio robi"…..boskie,
boskie…..:) Sprzeczności w poglądach ‘bazy’ i ‘nadbudowy’. Kto by się
spodziewał….

"Jeżeli naprawdę nie wiesz czym jest neoliberalizm to
warto się douczyć."

Spójrz czasem krytycznie na treść wpisów swych
ideowych przyjaciół. Zobaczysz, że definicja "neoliberalizmu" zależy tam
wyłącznie od nastroju. USA może być "neoliberalnym potworem" pomimo
szalejącego keynesizmu i bailloutu. "Neoliberalizm" to po prostu
chłopiec do bicia, magiczne słowo studentów polonistyki. No, ale skoro takie
reguły się tutaj stosuje….
Rylew   |13.01.2010 08:07:19
Za wypowiedzi innych nie odpowiadam,
ale radzę przemyśleć zasadność
przypisywania keynesizmu lewicy, bo parę wypowiedzi polityków lub
polityzujących facetów o lewicowym nastawieniu to jeszcze nie wiosna. Przypomnę,
że Keynes był ekonomistą kapitalizmu, a jego idea powstała jako lekarstwo na
ratowanie trapionego przez plagi kryzysów gospodarki kapitalistycznej. To się
sprawdza gdy w okresie prosperity zadłuzenie zredukuje się ściągnięciem
odpowiednich podatków.
Neoliberalizm wypaczył to, chętnie korzystając z
dodatkowego *paliwa*
ale nie oddając nic w zamian w okresie prosperity. Rzucono
bowiem hasło
obniżania podatków i płac jako stymulatora gospodarki. W efekcie
coraz większe zadłużenia państw i koszty obsługi długów, mniejsze budżety,
mniejsze wydatki budżetowe, mniejsza siła nabywcza, więcej bezrobotnych itd.

Nazywam to ekonomią koziego rogu, a oznacza to po prostu stagnację,
a w
okresach kryzysowych recesję.
Neoliberalizm nie jest żadnym *chłopcem do bicia*
jest zjawiskiem widocznym wyraźnie już od *raeganomic* i nie można od niego
abstrahować.
Fakt, że każdy może go nieco inaczej odczuwać lub widzieć lub
mylić z innym pojęciem.
W każdym razie nie da się go wybielić używając Keynesa
jako ścierkę.
step  - do Thome   |13.01.2010 13:31:25
Nie można powiedzieć, że USA to państwo czysto neoliberalne (jedynym takim
terytorium amerykańskim jest chyba tylko Saipan i dzieją się tam straszne
rzeczy). W USA istnieją elementy polityki socjalnej, prospołecznej (przyznaję,
częściej bardziej na szczeblu lokalnym niż centralnym), wydaje się kupę forsy na
kulturę. A jak widać w Kongresie, tych elementów państwa socjalnego będzie teraz
więcej… Problem z USA jest taki, że Stany, posługując się szantażem zbrojnym i
finansowym (MFW) zaprowadzają przymusowy neoliberalizm w wielu różnych miejscach
świata. Prezydenci amerykańscy wprowadzają w obcych krajach prawa, za które
zostaliby powieszeni za jaja przez własnych wyborców. Naprawdę, Thome, nie po
to, żeby się nad Tobą wywyższać, tylko z życzliwości Ci mówię: przeczytaj
"Doktrynę szoku". Dokładnie, krytycznie, z przypisami (bo tam, gdzie
Klein czasem robi jakieś drobne omyłki, problemem zwykle jest niedokładne
źródło, ona sama jest rzetelna: jeździ po świecie, rozmawia z ludźmi, przekopuje
się przez ustawy, dane statystyczne, artykuły prasowe i logicznie analizuje).
Dowiesz się wtedy, co Rosja, jelcynizm i rozstrzelanie parlamentu mają wspólnego
z neoliberalnym "wolnym rynkiem". Ja Ci tego nie będę tutaj tłumaczył,
bo wtedy dałbym Ci rybę. A tak przeczytasz książkę i będziesz miał wędkę (wiesz
zapewne o co chodzi, neoliberałowie lubią to porównanie).

Zdumiewające jest
to, z jaką łatwością neoliberałowie popełniają te same kosmiczne błędy, co
sowieccy marksiści. Też mają jedną wspaniałą teorię, która wszystko tłumaczy i
wszystko rozpierdala. Ale jak im się mówi: "zobacz, neoliberalizm
rozpierdala", wtedy mówią: "to nie neoliberalizm, to korupcja". Tak
samo, jak sowietyści: to nie system jest zły, to wypaczenia. Niestety,
wypaczenia dogmatycznego marksizmu i dogmatycznego neoliberalizmu są nieodłączne
od swojej teorii. Człowiek nie jest w stanie stworzyć jednej wszechogarniającej
teorii. A co dopiero ją zrealizować! Gdy próbuje to zrobić, nie do uniknięcia
jest udawanie, że pewnych spraw nie ma, wypaczanie - łagodne określenie! -
innych spraw… Czyli przemoc, kłamstwo i niezwykły rozkwit
korupcji.

Niestety, zwolennicy Prostej Uniwersalnej Teorii w każdej sytuacji
próbują stosować te same proste formułki. To dotyczy Twoich obiekcji co do
przykładu z samochodami. Są sytuacje, w których dopłata państwa do samochodów
służy wszystkim: ludzie mają taniej samochód, inni ludzie mają pracę,
przedsiębiorca ma zysk. Są sytuacje, w których dopłata służy tylko
przedsiębiorcy: misiek nie obniża ceny, zwalnia pracowników, a państwo mu i tak
dopłaca. Ale żeby być zupełnie dokładnym, przez stymulację rynku ja przede
wszystkim rozumiem bezpośrednią pomoc dla największych-najbiedniejszych grup
konsumentów (może być w miłej Ci formie obniżki podatków: Clinton obniżył
podatki nie najbogatszym, a biednym i rynek amerykański zareagował pozytywnie.
Wszyscy wtedy mówili, że reaganomika jednak się nie sprawdza, a clintonomika
owszem - przypomnij sobie).

Jeżeli chodzi o przepływ pieniędzy i świadczeń
wewnątrz struktur publicznych, to znowu nadużywasz słów i pojęć. Wcześniej
twierdziłeś, że każda transakcja rynkowa jest neoliberalna. Teraz twierdzisz, że
każda transakcja jest rynkowa. Przepływ pieniędzy i świadczeń wewnątrz struktur
publicznych jest transakcją, ale czy rynkową? Zastanów się sam.

Pozdrawiam!
TT2  - a nie można by bardziej merytorycznie?   |13.01.2010 16:00:29
Po co te wyzwiska pod adresem Ziemkiewicza, że niby gardzi ludźmi itp.? Nie
można by polemizować bardziej merytorycznie?

Argument, że dr Gdula
zdenerwował kilko osób w GW nie jest dla mnie przekonujący. Autor użył
znamiennego sformułowania pisząc, że GW "usłyszawszy" Gdulę coś tam
zrobiła. Właśnie! GW "słyszy" prawie każdą mniej udaną figurę retoryczną
dr Gduli - młodego socjologa o przeciętnym dorobku i z niektórych z nich robi
tematy do kilkudniowych debat. Podobnie wyczulony słuch ma na "krytyki"
wielu innych członków KP, których opinie okazują się kilka razy ważniejsze od
opinii szeregu innych środowisk, z którymi się w ogóle nie dyskutuje, nawet się
o nich nie wspomina, najwyżej łaskawie od czasu do czasu na łamach GW wyśmiewa.
A dr Gdula nie mówiąc o mgr Sierakowskim, mogą nawet skrytykować nieco samego
red.Michnika na jego własnych łamach i otrzymają zwykle na tych samych łamach
rzeczową polemikę. I to ma dowodzić, że są jego najodważniejszymi krytykami, że
GW nie lansuje ich w żadnej sposób? Ok, Ziemkiewicz jest wolnorynkowym
fanatykiem, ale jego opinia w kwestii etabliszmentowego charakteru wąskiego
kręgi KP, roli GW w jego wypromowaniu, nie została w moim przekoaniu przez
autora przekonującą podważona. A te prymitywne wyzwiska pod adresem Ziemkiewicza
mogą wręcz potwierdzać, że trafił on w jakiś czuły punkt..
step  - do TT   |13.01.2010 16:27:19
Najwyraźniej mamy inne pojęcie o merytoryczności. Tak inne, że nie bardzo
potrafię ani nawet chcę sobie wyobrażać, co przez to rozumiesz (jest późno, noc,
przed pewnymi wizjami umysł się cofa).

Bo jeśli chodzi o merytoryczność,
sprawa jest prosta. Spróbuję wytłumaczyć jak najprościej, jak kosmicie:

Mamy
z Balcerowiczem i ze sporą częścią GW ostrą wojnę.

Kiedy Ziemkiewicz mówi,
że boimy się krytykować pana B., jest to absurdalne - więc
niemerytoryczne.

Cytuję siebie i Gdulę, pokazując, jak atakujemy pana B. -
czyli przytaczam dowody, dowody oczywiste, jest to więc wywód
merytoryczny.

Czy inne środowiska też atakują pana B., ale są gorzej słuchane
przez GW? Nie o tym piszę w tym felietonie i Ziemkiewicz też nie bardzo (choć
pewnie mógłby). Więc ten Twój zarzut jest niemerytoryczny.

Dalsze rozważania
na temat charakteru Ziemkiewicza mają na celu nie tylko wbicie mu szpilki (a
zasłużył), ale przede wszystkim wyjaśnienie zagadki: jak ktoś, kto chce być
sędzią sceny politycznej, kulturalnej i medialnej, mógł spłodzić tekst tak
kosmicznie niemerytoryczny.

To tyle. Pozdrawiam merytorycznie.
Spokojny   |13.01.2010 17:07:47
To jest zazdrosc. To co obecnie okresla sie jako prawicowy konserwatyzm to w
gruncie rzeczy konglomerat myslowy typowy dla tych grup, ktore przez pare wiekow
byly poddawane opresji ze strony tych co stoja wyzej. Stad sie bierze potrzeba
lania dzieciaka pasem, niechec do innosci, niechec do intelektualistow, ksiazek,
dziwacznych strojow i tego wszystkiego co zagraniczne, kosmopolityczne,
dekadenckie, malo praktyczne itd. Faceci typu Ziemkiewicz maja pewien iloraz
inteligencji, ale nieswiadomie definiuja sie sami jako plebejusze i nienawidza
salonu, bo we wlasnym swiecie wyobrazni sa kims z natury z salonow wykluczanym.
Zazdroszcza salonowcom rozwydrzonych kobiet, ktore jak sobie wyobrazaja stadami
w salonach przesiaduja, a ktore do nich zagladac nie chca, ale przede wszystkim
zazdroszcza salonowcom arystokratycznego luzu. Dyskretnego uroku burzuazji -
zdolnosci do przeskakiwania ponad konwenansem bez obawy kary. To cos, czego
nigdy nie dokona czlowiek od pokolen upokarzany, bo jemu nie jest do smiechu.
Ktos taki nie bedzie na przyklad bawil sie konwencja plci, bo plec to jedyne co
ma. Ziemkiewicz zazdrosci, bo jako plebejusz, za jakiego sam siebie uwaza przy
ludziach lewicy czuje sie jak robol.
TT2  - odp   |13.01.2010 18:26:03
Dziękuję za odpowiedź. Tak, z tym Balcerowiczem konkretnie Ziemkiewicz nie
trafił, bo go krytykujecie, ale jest jeszcze kwestia dalszych konkluzji jakie
się z tego wyciąga, szczególnie odnośnie roli osób które go legitymizowały i
legitymizują. Przede wszystkim wg mnie jednak znaczące jest to, że reakcja GW (a
właściwe jej części, jak słusznie sam piszesz) wobec dr Gduli krytyk i podobnych
opinii z Waszego kręgu to jest grożenie paluszkiem, małemu dziecku za głupi
błąd,ale dziecku które się tak w ogóle uwielbia, pielęgnuje i które pięknie
rośnie i z roku na rok mądrzeje. Jakbyście na prawdę zadarli z GW to na dłuży
czas nazwisko nikogo z Was na jej łamach nie mogło by się pojawić (nie mówię już
o artykułach), nie było by żadnych wzmianek o klubach, książkach, niczym. A pani
Środa, Żakowski itp. dostali by message, że albo zrywają całkowicie z
niebezpiecznymi awanturnikami z KP albo zapominają, że kiedykolwiek publikowali
w GW. Wtedy byście mieli prawdziwy test na bycie w opozycji wobec systemu, na to
kto jest z Wami bardziej dla idei, a kto bardziej ze względu na to, że to modne,
a nawet może skrócić drogę do różnych wpływowych środowisk i instytucji,
włączywszy w to GW.
Jak na razie, Wasz status wydaje się przypominać, toutes
proportions gardes, rolę reglamentowanej opozycji za PRLu typu PAX czy SD. Na to
wg mnie zwraca uwagę Ziemkiewicz, i ja bym nie reagował na te uwagi z taką
złością, ale wykorzystał jej jako informację zewnętrznego obserwatora. Być może
nie życzliwego, ale kto wie czy nie wskazującego na realne słabości czy
zagrożenia.

PS. Powyższy post Spokojnego jest wg mnie wodą na młyn
Ziemkiewicza wg mnie bo sugeruje wprost, że KP przytań dla młodzieży
"burżuazyjnej".
Felek   |13.01.2010 19:05:25
A nominacja do Wdechów i szereg innych nominacji to pewnie z tej nieprzepartej
wrogości Gazety Wyborczej do szalenie krytycznej Krytyki? Towarzyszu, to byłoby
śmieszne, gdyby nie było seriozne. Z poczuciem humoru właśnie dlatego tak w
REDacji kiepsko, że nie ośmiela się ona wyszydzić czy tym bardziej poważnie
zaatakować elit z GW, byłego Dziennika itp. mediów, bez których kompletnie nie
istniejecie.
viking   |13.01.2010 20:49:01
Właściwie zgadzam się z tym co o Ziemkiewiczu napisał autor, podoba mi się też
komentarz Spokojnego. Jest jedenak małe ,,ale"…

Byłem na paru
dyskusjach o polityce oraz o literaturze, w których brał udział Ziemkiewicz.
Prawie zawsze przychodzą na nie starsi panowie (czasem panie też), którzy
dziękują mu za to co robi, chwalą go jako ,,jedynego uczciwego w naszym ubeckim
państwie". Są w tym kraju ludzie, którzy siedzieli w więzieniu, działali
będac młodymi ludźmi z takim samym zapałem z jakim działa dziś Krytyka, tylko w
o wiele trudniejszych warunkach cenzury i represji.
A potem system się zmienił
a oni musieli patrzeć jak część Polaków wybiera postkomunistów do parlamentu,
jak ludzie, którzy ich więzili mają wielkie emerytury a ich nie stać często na
lekarstwa. Dziś są pełni frustracji a jedyne co im pozostało to kochać
Ziemkiewicza czy Wildsteina.
III RP, jak wiemy, szybko ustaliła zasady, w które
każdy musiał wierzyć. Należały do nich miłość do Balcerowicza, Konkordat,
,,kompromis aborcyjny", ale także paniczny strach przed jakimkolwiek
rozliczeniem przeszłości. Obok, w NRD, które stając się częścią zjednoczonych
Niemiec, wchodziły w struktury jednego z najbardziej demokratycznych państw
świata, przeprowadzono lustrację. W Czechach ,,rządzonych" wówczas przez
pisarza i humanistę wielkiego formatu, również starano się jakoś z przeszłością
Czechosłowacji uporać. W Polsce od początku głoszono, że jakakolwiek
lustracja/dekomunizacja to prymitywna zemsta i niskie instynkty.


Ziemkiewicz, Wildstein czy nawet sfrustrowany kabareciarz- Pietrzak oraz ich
antylewicowe obsesje nie są z mojego świata. Jednocześnie jednak wiem, że
reprezentują pewną grupę społeczeństwa; grupę, która w jakiejś mierze została
oszukana- trochę przez system, trochę przez życie… .
kot   |13.01.2010 20:51:39
Dowcipkowanie, lub dworowanie seta z Ziemkiewicza to forma raczej łagodna,
której nie można nazwać szydzeniem. Bo to przesada pozamerytoryczna.
A co do
merytorycznej merytoryczności to powierzchniowo jakby słuszne, ale merytorycznie
mniej, bo jeżeli w tym jest polityka ,,Siary,,, to jest to zręczna polityka i na
litość boską liczą się rezultaty,ruch, rozwój, a nie świątynia niepokalanej
czystości.
To trochę (moment odlotu) przypomina postępowanie Jaruzelskiego,
który
,, zapraszał,, Ruskich aby wkroczyli do Polski. W końcu nie wszyscy
mają u nas inteligencje na poziomie IPN-u.
kot  - specjalnie dla Thome   |13.01.2010 20:58:27
-set jednak był wobec Ciebie zbyt protekcjonalny zakładając w ciemno,ze nie
czytałeś Doktryny Szoku. Twoja pewność siebie, którą prezentujesz wskazuje na
coś odwrotnego.
Czytałeś i masz w małym palcu argumentacje, która obala tezy
autorki.
Rylew  - w drodze do meritum   |14.01.2010 05:56:43
miałem jeszcze coś od siebie dodać, a tu proszę jaki wysyp ciekawych wypowiedzi
nastąpił gdy ja spoczywałem jeszcze na łonie Morfeusza.

My tutaj sobie
pokpiwamy z red. Ziemkiewicza, ale z jego tezą nie do końca udaje się nam
rozprawić. Przyczynkiem do takiej opinii był oglądany wczoraj w TV Trwam
reportaż o strajku okupacyjnym w zakładach tekstylnych Collar Textil gdzie
załoga wobec grożącej upadłości zakładu
chce zabezpieczyć to co jeszcze w
zakładzie ma jakąś wartość na poczet swoich zarobków które nie były im wypłacane
od 6 miesięcy.

My tutaj chętnie się pochylimy nad tragicznym losem np.
zwierząt pozostawionych przez właściciela bez paszy na mrozie, albo słowików w
dolinie Rozpudy, ale przegapiamy sytuacje będące meritum.
Łatwiej tu przeczytać
co ma do powiedzenia Żiżek niż robotnicy z zakładów pracy których potraktowano
jak niepotrzebne już śmieci.

Ten brak brak właściwej reakcji jest widoczny
jak dziura w czarnej skarpecie i Ziemkiewiczowi udało się właśnie tam wbić
szpilkę. Na nic się zda pośpieszne cerowanie kolorowymi nićmi, dalej pozostaje
widoczna.
Rylew   |14.01.2010 07:02:00
Link do tej sprawy:
http://www.solidarnosc.org.pl/pl/aktualno
sci/bezradne-kobiety-czekaja-na-upadlosc-firmy.htm l

A co do samego
Ziemkiewicza układów i współzależności podejrzewanych itd. to przpomina mi się
anegdota z morałem:
leży sobie na polnej drodze wróbelek zmarźnięty,
przechodzący tam koń zwalił nań parę *pączków*, wróbelek ożył, obserwujący to
lis podszedł
i wyciągnął z tego badziewia wróbelka, oczyścił po czym
pożarł.

A morał jest taki: nie każdy kto na ciebie srywa jest twoim wrogiem

i nie każdy kto cię z badziewia wyciągnie jest twoim przyjacielem.
Spory
Sierakowskiego z Ziemkiewiczem w TV znajduję OK.
Spokojny   |14.01.2010 08:58:16
>>PS. Powyższy post Spokojnego jest wg mnie wodą na młyn Ziemkiewicza wg mnie bo
sugeruje wprost, że KP przytań dla młodzieży burżuazyjnej.

alez cala
wspolczesna lewicowosc, postmodernizm, lacanizm, zizkizm i cala reszta to
przystan metroseksualnych pieknoduchow i inaczej byc nie moze. Sam jestem taki.
Paradoks polega na tym, ze zeby nie dac sie czarowac reklamom z polsatu i nie
calowac ksiedza w stule, a zamiast tego krytykowac konsumpcjonizm, neoliberalizm
i seksizm, trzeba byc co najmniej tak inteligentnym i tak dobrze wyksztalconym
jak ci wszyscy, ktorzy na neoliberalizmie ustawic sie umieja najlepiej, a przy
tym trzeba miec wewnetrzny luz dostepny tylko dla tych, ktorym od dziecinstwa
pozwalano myslec samodzielnie. Pracownik telemarketingu albo obrabiarkowy z
przerosnietego zakladu produkcji Wielkich Maszyn Nie Potrzebnych Juz Nikomu
nigdy w zyciu nie wejdzie na strone KP. Wejdzie na allegro w poszukiwaniu taniej
podrobki markowego buta. Albo na czat w poszukiwaniu panienki ktora przeleci w
niedziele po kosciele. Tak, lewicowosc wspolczesna jest ekskluzywna
intelektualnie. Pracownik TESCO chce miec taki samochod jak szef, a kiedy go
dostanie dopierdoli kolegom tak samo jak to robi jego obecny wlasciciel albo i
mocniej. A obroncow karpi sprzed sklepu ma za oszolomow. Predzej poslucha
Ziemkiewicza, ktorzy popiera tych co go okradaja, niz poslucha tych co go
probuja choc troche uwlaszczyc. Dlaczego? Bo Ziemkiewicz mowi jezykiem jego
taty.
TT2  - @Spokojny   |14.01.2010 09:43:19
Mi się wydawało, że w lewicowości nie chodzi głównie o wewnętrzną walkę ze sobą
by się nie dać zafascynować żadnej reklamie czy nie pocałować stuły księża albo
nie ochrzcić dziecka pod presją rodziny ze wsi, ale o to, że zmieniać system
nieco na korzyść tych którym jest na prawdę źle. Jeśli jest tak jak piszesz, to
działalność KP może być uznana za kontr-produktywną, z punktu widzenia tego jak
ja widzę lewicowość. Bo po pierwsze ona pogłębia w wymiarze kulturowym przepaść
pomiędzy klasami wyższymi i niższymi, szczególnie w młodym pokoleniu, umacniając
w bananowej młodzieży jakieś absurdalne poczucie moralnej wyższości, lepszości,
izolując ją poznawczo itp. Po drugie ta działalność kanalizuje potencjalnie
niebezpiecznych dla systemu inteligentnych przedstawicieli młodego pokolenia,
zamieniając ich w salonowe pieski, gwiazdeczki zdane na łaskę i niełaskę
redaktorów z GW, Polityki itp. Jednym słowem pozbawia klasy niższe potencjalnych
obrońców, czy choćby rzeczników swoich interesów wplatając ich w instytucjonalne
i towarzyskie układy systemu medialno-kulturowego legitymizującego wszystkie
nasze nierówności.

Co do Ziemkiewicza, to myślę że nie należy mylić tego że
jest człowiekiem wychowanym w radykalnie anty-komunistycznym etosie z jakimś
prymitywizmem intelektualnym czy klasową niższością. GW i KP wydaje się łączyć
to, że mało tam osób trafia ze środowisk tradycyjnej, bardziej konserwatywnej,
anty-komunistycznej inteligencji. Jej światopogląd jawi się środowisko GW-KP
jako zabobon klas niższych. A jest tylko innym systemem przesądów od tego
który ma inteligencja lewicowa, która antykomunistom też zwykle wydaje się
subiektywnie prymitywna. Każdy ma wg mnie prawo do swojego zdania i tradycji,
ale utożsamianie różnic pomiędzy nimi z podziałami klasowymi, wg mnie jest tu
nieuprawnione.
viking   |14.01.2010 10:31:49
Ta ,,metroseksualność" lewicowa to głównie lewica artystyczna. Dobrze, że
jest, ale jej istnienie nie wyklucza istnienia politycznej lewicy, która chce
coś zmienić i ma na to pomysł. Bałbym się sytuacji, w której KP stałaby się
wyłącznie jakimś salonem w stylu Berlina lat dwudziestych; zbiorem ludzi
masturbujących się mentalnie swoim poczuciem wyższości wobec reszty
społeczeństwa. Mimo, że ten zbiór, podobnie jak berliński salon, mógłby być
rzeczywiście kreatywny a uczestniczenie w nim ciekawe.
Szczerze mówiąc, jeśli
ktoś zakłada, że każdy pracownik TESCO dopierdoli swojemu podwładnemu tak jak
jemu samemu dopierdalał niegdyś szef, gdy tylko się czegoś dorobi, to nie
rozumiem czemu w ogóle krytykuje neoliberalizm. Ta doktryna zakłada właśnie, że
każdy na tym świecie albo wykorzystuje albo jest wykorzystywany i należy się
jedynie starać, by wylądować w pierwszej grupie a nie w drugiej.

Dla mnie
lewica oznacza (lub powinna oznaczać) pewien rodzaj wrażliwości na cudzą krzywdę
i wykluczenie. I jeśli potrafi je ona dostrzec jedynie, gdy rozmawia z
kolorowymi uczestnikami Parad Równości, paniami zaczytanymi w Jelinek oraz
elokwetnymi młodzieńcami strzelającymi cytatami z Lacana a pozostaje ślepa na
problemy ludzi, którzy nie mogą dojść do ładu po zmianie systemu, którzy nie
mają za co wyżywić dzieci czy są ,,pracownikami telemarketingu" to dla mnie
nie jest lewicą.

Rzadko się zdaża, żebym się zgadzał z Rylewem, ale tyma
razem tak się stało:) Podoba mi się ta metafora z dziurą w skarpecie. Wprawdzie
miło było przeczytać tę krytykę Ziemkiewicza jaką zafundował tu T.Piątek, ale
myślę, że on i jemu podobne postaci powinny być raczej dla lewicy źródłem
refleksji. W przeciwnym razie znów stanie się tak jak kilka lat temu, kiedy cała
elita początku lat 90. nie mogła zrozumieć skąd wziął się PiS i jego sukces
wyborczy.

Wracając do samego Ziemkiewicza, nie bardzo go lubię ale go
szanuję. Ten facet ma obsesję na jednym punkcie, ale byłbym skłonny krytykować
bardziej ową obsesję niż jej podstawy.
Ziemkiewicz ma mentalność kowboja,
który wierzy, że szlachetność czy bohaterstwo powinno być docenione a
skurwysyństwo ukarane lub przynajmniej nazwane po imieniu jako skurwysyństwo
właśnie.
I w tym jednym się z nim zgadzam.
viking   |14.01.2010 10:34:48
Rany boskie! Zdarza się, nie zdaża się- oczywiście:)
Spokojny   |14.01.2010 10:36:54
Jedni ludzie sa inteligentni bardziej, inni mniej. Mniej inteligentni sa dymani
przez kazdy system, a jedyne co im pozostaje by zachowac resztki traconej
godnosci to marzenia o linczu (czasem wcielane w czyn), religijne masochistyczne
ekstazy i domowy autorytaryzm pokrapiany gorzaleczka lub nie. No i marzenia o
dobrym samochodzie, chocby ze szrotu w raichu. Zadnej rewolucji oni nie
wykombinuja. Stoja nisko, wiec chca stanac wyzej. Thats all.
Zeby dostrzec ich
sytuacje, trzeba byc w innej niz oni. Ale prawda jest taka, ze to co motywuje
wspolczesnych inteligentnych lewicowcow to nie wspolczucie dla biednych
pracownikow TESCO, tylko niechec do konkurencji i rywalizacji jako takiej. Jako
wartosci specyficznie archetypowo meskich. Wspolczesny lewicowiec to ktos kto
woli mamusie niz tatusia. Panstwo tez ma byc raczej dobra mama ktora daje jesc,
opiekuje sie, przestepce wysle na terapie itd. niz surowym tata ktory nie da
pieniedzy tylko kaze zarobic a przestepce przez kolano przelozy i pasem da po
dupie. Najpierw jest niechec do rywalizacji i jednoznacznosci jako takiej, a
dopiero w slad za nia idzie niechec do tego, co z niej wynika, czyli do tego, ze
jak ktos przegrywa w rywalizacji to zostaje podporzadkowany temu kto w niej
wygral. Lewicowosc wspolczesna nie jest buntem udupionych, tylko jest buntem
tych, ktorzy nie chca byc idacymi po prosta kase mezczyznami. Z roznych
przyczyn, czasem tez perwersyjnych :)
viking   |14.01.2010 10:58:31
@Spokojny

Ale mów może za siebie:) Ja kocham rywalizację (i chę być
mężczyzną zarabiającym kasę) tylko pod warunkiem, że jest to rywalizacja z
zachowaniem sportowego fair play. Kapitalizm w dzisiejszym wydaniu, a może w
polskim szczególnie to nie jest boks, w którym daje się komuś po mordzie a potem
można mu podać rękę i po treningu pójść na piwo. Współczesny kapitalizm to
raczej wolna amerykanka na ringu i poza nim. A polskie wykluczenie to posługując
się dalej tą metaforą zostawienie kontuzjowanych z otwartymi ranami, bez lekarza
i bez pomocy.

P.S. A to, że ludzie chcą mieć ładne samochody to jest jakaś
Twoja obsesja:) ?
Bo ja też bym chciał i nie czuję się przez to mniej
lewicowy:)
kot   |14.01.2010 11:55:28
Miał to być wpis pod innym tytułem wywoławczym, który zapadł się w nicość wraz
z ostem z małej litery ( a ponoć nic w internecie nie ginie) ale konstelacja
wypowiedzi ostatnich usprawiedliwia przeniesienie go (wpisu) stamtąd-
tu.
Jak to jest z tą inteligencją bananową i inną, która jest w stanie uprawiać
samodzielne myślenie i jakie jest jej usytuowanie klasowe.
Poczynając od
błaznów królewskich, różnych doradców dworskich, kapłanów orbitujących u władzy
i innych jajogłowców,
wyłamujących się z rutyny i poprawności. Zmiany funkcji
i liczebności tej niesfornej , a jednocześnie czepiającej się pańskiej klamki
społeczności. Liczność tej zbiorowości rozrosła się w miarę komplikowania się
funkcji społecznych i wirtualizacji rzeczywistości. Normalna rola inteligenta,
to chwalić pana i krytykować go w miarę, nie przekraczając miary - działa
nadal.
Jeżeli świat ludzi dzieli się zwykle na wąską klasę uprzywilejowanych
i obszerną pozostałych, to inteligencja grawituje do tych pierwszych ale rozwój
zagarnia coraz szersze populacje, demokracja wypełnia się treścią. Ci
nieuprzywilejowani
muszą mięć swoją awangardę . Bez inteligencji ani rusz. Kto
zaprojektował ustrój Skandynawski: obrosłe rutyną społeczeństwo? Czy
jajogłowi. A kim był Marks, Lenin ? Znamienne,że restauracja w Polsce została
dokonana rękami chłoporobotników,i Wałęsy. inteligenci grali rolę podrzędną,
dlatego tym ostrzej obecnie odreagowują. W duszy inteligenta grają dwie
trąbki: zrobić karierę w establishmencie, lub dać się unieść pasji poznawczej
nasunąć, zwykle obłudne, hasła na ich adekwatną realizację.
Taka to rola
inteligencji przykleić się do pana lub do ludu. Taka zbiorowość do kupienia,
do przeciągnięcia. Lecz jej rosnąca liczność zaczyna ja przemieniać w
samodzielną klasę społeczną co zauważa socjolog Ost z dużej litery i obdarzony
genialną intuicją set vel Piątek.
pantulipan   |14.01.2010 15:22:00
"O źle kapitalizmu"? Czyżby Ziemkiewicz chciał powiedzieć "o złu
kapitalizmu"? Jeśli tak, to nie warto go czytać :D
step  - Ludzie kochani   |14.01.2010 15:41:14
Przerabiałem to we Włoszech. Dla prawicowego populisty czy neolib-populisty nie
ma większej frajdy, jak tylko powiedzieć lewicowcom: "oderwaliście się od
mas". Bo wie, że na ten zarzut lewicowcy są wrażliwi i od razu zaczynają się
biczować. A Berlusconi czy inny stronzo pęka ze śmiechu. Panowie, rasowi z Was
lewicowcy!

A na poważnie: jak mówi nasz (a przynajmniej mój) Wódz, nie wytyka
się komuś słomki w oku, kiedy ma się w oku belkę. Pan Ziemkiewicz jest
neoliberałem, robi wszystko, żeby biednym ludziom było gorzej. Nie za bardzo ma
więc prawo wytykać innym, że dla biednych robią za mało. Jeśli chodzi o KP, to
pamiętam różne interwencji w obronie pracowników, wykluczonych, także kupców z
blaszaka. Nie dorobiliśmy się jeszcze stałego biura interwencyjnego, to prawda.
Ale praca nad edukacją, kształtem mediów i kulturą, która teraz się odbywa, jest
bardzo ważna, bo od niej zależy czy biedny człowiek będzie rozumiał, jakie
rozwiązania są dla niego dobre. I świadomie wybierze nie to, co mu proponuje pan
Ziemkiewicz, tylko coś lepszego.

Ja w ogóle uważam, że KP nie powinna
powoływać partii, tylko zacząć tworzyć wielki związek zawodowy. A pewnie
najpierw coś w rodzaju własnego KOR-u (biuro interwencyjne). Ale nie wszystko
naraz, bo się zachłyśniemy - na co nasi wrogowie liczą i dlatego dają nam takie
"dobre rady".
viking   |14.01.2010 18:00:13
Szczerze mówiąc nie znam poglądów ekonomicznych Ziemkiewicza. Wydawało mi się,
że skłania się on pod tym względem w kierunku PiSowskiego populizmu, ale
faktycznie mogłem się tu pomylić.
O wrażliwości na krzywdę i biedę pisałem
polemizując ze Spokojnym i jego wizją lewicowości.

Jest natomiast w Polsce
jeden rodzaj wykluczenia, który został utworzony i zakontraktowany wraz z
powstaniem III RP. To ten ,,dyktat pseudomiłosierdzia", o którym całkiem
słusznie mówi Wildstein. Dyktat, który mówi, że należy absolutnie zapomnieć o
historii i o krzywdzie ludzi, bo każdy jest ułomny, każdy jest grzeszny i nie ma
w zasadzie znaczenia czy 30 lat temu był w UB czy w Solidarności.
O tym
wykluczeniu mówi Ziemkiewicz i poświęca mu tyle energii, że prawie nie widzi
niczego więcej. W przeciwieństwie do niego nie uważam, że wszystko byłoby w
kraju dobrze gdyby nie rozmowy w Magdalence ani nawet nie mam tak sprecyzowanych
poglądów co do lustracji.
Ja tylko strasznie nie lubię, gdy ludzie, którzy
jednak kiedyś wykazali się jakimś bohaterstwem, coś ryzykowali dla czegoś
większego (nawet jeśli dziś ich zachowania bywają ,,małe") wyrzucani są na
śmietnik historii a ludzie tchórzliwi, okrutni czy bezczelni, świnie i skurwiele
śmieją im się w nos, bo z zawirowań historii wyszli zwycięsko.
Ziemkiewicz
obraca się w środowisku, w którym o tejże krzywdzie mówi się stale. Mówi się o
więzieniach, represjach, ubeckich emeryturach i Michniku, który blokował poważną
debatę na te tematy. Tym ludziom to co robi Krytyka wydaję się intelektualnym
kaprysem. Z mojego punktu widzenia tak nie jest. Z drugiej strony znam wielu
zwolenników KP, którym bardziej zależy na pokazaniu się w odpowiednim miejscu na
mapie Warszawy i cytowaniu właściwych lektur czy buncie wobec
,,antykomunistycznych" dyskursów niż na realniejszych zmianach. Trochę tak
traktuję również wypowiedź Spokojnego (nawet jeśli jest w niej trochę prawdy).
Może, więc ta krytyka nie jest aż tak bardzo bezzasadna? Zresztą w ogóle lepiej
sobie radzą ci, którzy starają się słuchać choćby bzdurnej krytyki niż ci,
którzy się na nią obrażają.
Spokojny   |14.01.2010 18:02:16
>A to, że ludzie chcą mieć ładne samochody to jest jakaś Twoja obsesja:) ?


tak. Egzoszkielet na kolkach, kokon prywatnosci w ktorym adrenalina nie musi
rosnac od autobusowego tloku, przedluzenie hulajnogi, ktore One tak kochaja..
Obsesja.

>Bo ja też bym chciał i nie czuję się przez to mniej
lewicowy:)

ot i aporia. Ladny samochod to taki, ktory moze miec nie-kazdy.
Moze fiata chcesz duzego? Albo malucha? Kiedys byl dobry. Czemu juz jest
niedobry?
Spokojny   |14.01.2010 18:19:09
Ze mi nie zalezy na realniejszych zmianach i tylko chce cytowac i pokazywac sie
na mapie? Wiesz co? Ja ciagle mysle. Na przyklad nad tymi samochodami. Kazdego
roku ginie okolo 5000 osob w Polsce. Policja sciga nas mandatami a jezdzi sie po
miescie 80, 120, czasem szybciej. Nic tego nie zmieni bo konstrukcja to wymusza.
Gdyby stworzyc przepis ktory by nie stwierdzal, ze samochod zbyt szybki to tak
jak samochod bez pasow 5000 ludzi rocznie by w samej Polsce uratowano od
smierci. A gdyby przestano uzywac slowa pozyczka na okreslenie tego co robi bank
gdy daje kredyt? Przeciez nie mozna poczyczyc komus czegos czego sie przed
zawarciem umowy w ogole samemu nie mialo, wiec jaka to pozyczka? Gdyby jedyna
oplata za kredyt byla oplata za administrowanie splata odroczona i przelewami, w
wysokosci mniej wiecej takiej jaka placimy za internet? Bank bylby firma dajaca
platforme rozliczeniowa. Taka usluga nic wiecej. Jesli potrzebujesz skumulowac
wieksza liczbe punktow na raz na przyklad na dom, bank ci ich udzieli wpisujac
je na twoje konto (tak jak robi teraz) i w ratach splacisz tyle ile wziales.
Realna zmiana? Tylko nie bardzo wiem na czym to sie wszystko szerzej ma opierac.
Czy ludzie powinni miec prawo isc prosto przed siebie dopoki im sie nie zachce
zatrzymac nawet 10 000 kilometrow i nikt nie powinien miec prawa ich zatrzymac,
jesli nie sa skazani wyrokiem, czy tez powinnismy zatrzymywac niektorych na
granicy zeby nam nie zasrali tutaj zycia do reszty swoim religijnym szalenstwem?
Ja nie wiem. Ciagle nad tym mysle. Czy ludzie maja prawo siebie wzajemnie karac?
Skad pochodzi takie prawo? Czy w swiecie w ktorym bedzie parytet kobiety nie
beda chcialy od mezczyzn, zeby "utrzymali rodzine" czy moze beda chcialy
tylko mezczyznom wtedy bedzie jeszcze trudniej je w tym zadowolic? Nie wiem.
Ciagle mysle nad tym. Chyba faktycznie bardziej mi zalezy na gadaniu niz na
zmianach.
viking   |14.01.2010 20:13:08
@Spokojny

,,Moze fiata chcesz duzego? Albo malucha?"
Nie, wolałbym
jakieś Bugatti albo Porsche. Kocham samochody. Im szybsze tym lepsze. A dźwięk
silnika podnieca mnie jak piękne kobiety:) Nic na to nie poradzę, sorry.

Ale
ja też myślę:) Np., że takim Bugatti mógłbym jeździć po specjalnym torze a nie
tam gdzie stwarzałbym niebezpieczeństwo. I fajnie by było gdybyśmy kiedyś takie
odcinki mieli- choć na szczęście są na tym świecie Niemcy i leżą całkiem
niedaleko.
Ponadto myślę też o parytetach i jak może pamiętasz wychodzi mi z
tego raczej sprzeciw niż poparcie:) Fanatyków religijnych obawiam się tak jak
ty, bo mam trochę rodzimych wkoło, więc strach się bać co by było gdybym miał
jeszcze tych z Bliskiego Wschodu. I wcale nie podoba mi się, że lewicowy
szwedzki rząd nigdy nie miał jaj, żeby powiedzieć, że w kulturze islamskiej jest
sto razy większy ,,patriarchat" niż w szwedzkiej. Właśnie dlatego tam
głosuję na prawicę- krwawi mi serce, ale głosuję, bo liczą się dla mnie
konkretne rozwiązania a nie etykietki. I zagłosuję raz jeszcze, bo to właśnie
prawicowi publicyści zaczęli od niedawna w Szwecji dyskusję o zabronieniu
obrzezania, także w przypadku chłopców. A mnie zarówno jako człowieka, jak i
jako faceta szlag trafia, że ktoś w imię religijnych dziwactw, bez medycznych
powodów, okalecza dzieciaki i odbiera im na przyszłość prawo do decydowania o
własnej intymności. Czekam na ten zakaz, bo to jest konkretne rozwiązanie. Moim
zdaniem dobre.
Tu w Polsce chiałbym, żeby poziom biedy wśród dzieci nie był
jednym z najwyższych w Europie, żeby biskupi nie decydowali o in vitro ani o tym
czy geje są normalni czy nie; żeby ludzie pracowali w godnych warunkach i żeby
prawo stało po stronie ofiar a nie sprawców itd. itp.
Nie mam prostych
rozwiązań na te problemy. Pewnie wszystko da się robić tylko małymi krokami a
pomiędzy nimi dyskutować czy nie idziemy w złą stronę.
Tylko ja myśląc
dochodzę też do wniosku, że z różnych powodów mam pewne obawy przed
relatywizmem moralnym. Relatywizmem, który niegdyś we Francji czy Holandii a do
dziś w niektórych kręgach w Szwecji nakazuje powiedzieć, że np. rytualne
morderstwa kobiet to po prostu ,,inna kultura". A tu w Polsce, gdy wyjdzie
na jaw, że ktoś ,,znany i szanowany" donosił na kumpli i rodzinę, każe
stwierdzić, że nie wolno o tym mówić głośno, bo takie mówienie to ,,chęć
zemsty".
Rylew  - ad. 27 niezupełnie, Spokojny   |15.01.2010 06:33:51
a raczej całkiem inaczej.

> Mniej inteligentni sa dymani przez kazdy system,
a jedyne co im pozostaje by zachowac resztki traconej godnosci to marzenia o
linczu (czasem wcielane w czyn), religijne masochistyczne ekstazy i domowy
autorytaryzm pokrapiany gorzaleczka lub nie.

Nie przez każdy system, vide
PRL, jeśli nie pamiętasz, bo byłeś wtedy za mały,
albo nieobecny to przyjm do
wiadomości. To raczej oni *dymali* system
nie mając pojęcia co przyniesie im
nowy, marząc o wspomnianych autach i wysokich zarobkach w *normalnym ustroju*.
Wkrótce okazało się, że *dymając* sami zostali *wydymani*.

Jeżeli założymy,
że współczesna lewica to głównie inteligencja, która chciałaby lepszego świata w
którym każdemu żyłoby się znośnie, a nawet w zależności od własnego wkładu
bardzo dobrze. Byłoby to take z korzyścią dla pracowników TESCO i innych
dymanych w tym systemie.

Rywalizacja i wyścig szczurów
Inteligentny
lewicowiec odróżnia rywalizację (w nauce, w sporcie, o lepsze wyniki w pracy) od
propozycji (nie do odrzucenia :) powszechnego wyścigu szczurów w której niewielu
jest wygranych, a wielu przegranych.
Jak dobrze popatrzeć i się dobrze
zastanowić to świat począwszy od dyktatu wielkiej finansjery zaczyna zamieniać
się w jakieś kasyno gry, w którym wygrywający bawią się dobrze, a mnóstwo
przegranych wylatuje na pysk otrzymując uprzednio kopa w d., a dotyczy to nie
tylko tych mniej inteligentnych.
Przy czym religia kapitału głosi, że trzeba
walczyć na śmierć i życie, bo
środków do życia nie wystarcza dla
wszystkich.

To nie jest żaden strach przed rywalizacją, tylko naturalna
potrzeba ludzka stabilizacji i bezpieczeństwa, zamiast okrutnej walki na śmierć
i życie o ochłapy i władzę nad innymi. To ostatnie być może tkwi w
podświadomości ludzkiej jako atawizm z prehistorii, ale na Boga nie wracajmy do
barbarzyństwa, bo nie ma takiej potrzeby.

Jedną z najistotniejszych cech
lewicowości jest bunt przeciw systemowemu dyktatowi walki gladiatorów jaką
rzekomo musimy prowadzić i petryfikacji, a nawet rozwijaniu niesprawiedliwych
stosunków społecznych.
Poza tym wiele innych cech, które kiedyś spisałem w
swoistym dekalogu Rylewa.

Nie mogłem tego wpisu ominąć bez swojej odpowiedzi
chociaż częściowo już Ci odpowiedział Viking z którym się zwykle zgadzam :).
Spokojny   |15.01.2010 07:27:30
>>takim Bugatti mógłbym jeździć po specjalnym torze a nie tam gdzie stwarzałbym
niebezpieczeństwo. I fajnie by było gdybyśmy kiedyś takie odcinki mieli- choć na
szczęście są na tym świecie Niemcy i leżą całkiem niedaleko.

oj tak. Taki
silniczek o mocy 250 koni ktorym jedzie sie 50 na godzine a wiecej tylko na
specjalnym odcinku autostrady to jest taka wizja wiecej perwersyjna. Cos jak
obrazek zajebiscie wykszalconego, inteligentnego goscia z pokojem pelnym
ksiazek, ktory dniem i noca pracuje na rzecz pan z tesco bo jest przejety ich
losem. I nic nie chce dla siebie, a z paniami owymi ma bliskosc duchowa. Ja o
tym marze. Ale mam juz prawo jazdy troche lat (bylem juz wtedy dorosly Rylewie)
i wiem, ze jak sie ma pod noga, to sie docisnie. Ostatnio gadalem z gosciem,
ktory mi wmawial ze na otwarciu klubu KP byl salon dla VIPow. Facet byl
oburzony. To sie go pytam czy nie chcialby zaproszenia tam dostac to sie
obrazil. Wlasciwie nie wiem jaka jest prawda. Ciagle mysle.
Spokojny   |15.01.2010 07:34:50
>>Jeżeli założymy, że współczesna lewica to głównie inteligencja,

tak jest,
nie ma co tego zakladac. Wystarczy sie przejsc do klubu KP (ach ta mapa) a
pozniej kilkaset metrow dalej do rzezni-browarni i popatrzec na buzie.

>>
która chciałaby lepszego świata w którym każdemu żyłoby się znośnie, a nawet w
zależności od własnego wkładu bardzo dobrze. Byłoby to take z korzyścią dla
pracowników TESCO i innych dymanych w tym systemie.

tylko mnie jedna rzecz
niepokoi. Wspominala o tym Agnieszka Graff kiedys interpretujac polskie
przejscie od socjalizmu do balceryzmu jako powrot patriarchalnego mezczyzny do
miejsca w ktorym on sie znowu moze wykazywac. Czemu oni tak strasznie pili w tym
socjalizmie?
Rylew   |15.01.2010 10:40:22
> Czemu oni tak strasznie pili w tym socjalizmie?
Nie bardzo wiem, ja sam piłem
niestrasznie. Może trochę w tym przesady.
Może to z wojny ? Albo z głupoty.

Było kiepskie piwo i wino to pili gorzałę. Niemcy zato wiecej piwa i
wina.
Ciekawe też dlaczego dzisiaj tylu się narkotyzuje ?
Rylew  - step   |15.01.2010 10:50:28
> Pan Ziemkiewicz jest neoliberałem, robi wszystko, żeby biednym ludziom było
gorzej.

Ten prawy zamachowy trochę ryzykowny.
Żeby tego Ziemkiewicz nie
przeczytał bo może być świetna kontra.
:)
step  - Kontra?   |15.01.2010 16:14:58
Chyba jak się sam trafi w oko.

Neoliberał robi tak, żeby biednym ludziom było
źle. Jakie dowody, że tak nie jest, może mi przedstawić pan Z.? Obozy w Chile?
Tortury w Argentynie? Internowania w Boliwii? Szwindle i pauperyzacja w Polsce
Balcerowicza? Bandyckie wyczyny ekipy Gajdara w Rosji, które wyzerowały szanse
na demokrację w tym kraju? Zrównanie z ziemią Iraku przez Busha? Modelowy
sweatshop na Saipanie?
viking   |15.01.2010 19:50:06
@Spokojny

W kwestii Bugatti: jak się tak przejdzie np. po Düsseldorfie,
trochę ich widać. Właściciele lubią się nimi pochwalić i często chętnie coś tam
pokazują zainteresowanym dzieciakom. I jeżdżą po mieście tą 50. A w weekend mogą
sobie poszaleć na Nürburgringu. Jak dla mnie zajebista sprawa. Choć biorąc pod
uwagę Twoje wizje elitarności, boję się, że Ci się tu odsłaniam w pełnej swej
prostocie:)

Wracając do meritum. To co mówisz jest częściowo oczywiste.
Zawsze jest jakaś elita i to ona czyta Lacana a nie koleś z rzeźni- tu masz
rację. Choć nawiasem mówiąc Ziemkiewicz też nie jest z rzeźni.
Nie chodzi o
to, żeby nie było elity, żeby lewicowi studenci schodzili do kopalń i brali się
za kilofy zamiast siedzieć w Nowym Wspaniałym Świecie.
Tylko z drugiej strony
nie powinni też się w nim zamykać i odgradzać od reszty świata w poczuciu
wyższości. Jest chyba coś pomiędzy. I może ta elita do swoich lektur, do
Jelinek, Bernharda czy ostatnio przez nią kochanego, mało ,,elitarnego"
Stiega Larssona powinna jednak dołączyć choćby Dickensa, żeby nie zatracić
wrażliwości na biedę?
step  - Yes yes yes   |16.01.2010 05:21:09
W kwestii Dickensa zgadzam się w całej rozciągłości. Oczywiście, drogi Vikingu,
musisz być przygotowany, że Twoja propozycja nie zostanie zrozumiana. W Polsce
inteligencja w kwestii klasyki literackiej reprezentuje tzw. lekturoszkolne
oczytanie. Dickens to dla nich "Opowieść wigilijna", bo widzieli to w
TV. Nawet osoby superinteligentne i superwykształcone robią wielkie oczy, kiedy
mówię o Dickensie. "Dickens? No co ty? Dickensa czytać nie będę".
Ostatnia ukończona powieść Dickensa, "Nasz wspólny przyjaciel" jest
genialna. Więcej, totalna. Więcej - powiedziałbym: "idealna", gdyby nie
była tak drażniąco-fermentująco (stan idealny kojarzy nam się z klasycystycznym
spokojem zazwyczaj). Masz coś, co jest artystycznie porywające, groteskowe a
realistyczne, awangardowe ale będące wciągającą opowieścią, poszarpane a
układające się w spójną całość, emocjonalnie wzruszające i intrygujące,
społecznie i moralnie - otwierające oczy. Opowieść o freakach: nędzarz (o
wyjątkowo paskudnym charakterze będącym emanacją wiekowej nędzy) grzebiąc się w
śmieciach zostaje milionerem (dzięki recyklingowi - który już w XIX wieku
najwyraźniej bardzo zafascynował Dickensa) i w swojej perfidii zostawia pokrętny
testament, za sprawą którego skazuje całą masę złych ludzi (spadkobierców et
consortes) na beznadziejne niemal poszukiwanie dobra. A dobro rodzi się wśrod
śmieci, wśród wykluczonych. Pozytywnymi bohaterami są analfabetka, karlica, Żyd
i nekrofil.

Tak. Literatura osiągnęła swój szczyt w XIX wieku. Późny Dickens,
wczesny Hugo i cały Dostojewski. Z dwudziestego wieku, co się ratuje? Dla mnie
(podkreślam, to moje osobiste zdanie): Fitzgerald, Gide, Joseph Roth, Steinbeck,
Gadda, Capote, Sabato, Sołżenicyn. Ale ogólnie w XX wieku prozę zżarło najpierw
bełkociarstwo, a potem czysty plastikowy marketing. Najważniejszym punktem
odniesienia jest ciągle wiek XIX.
Rylew  - rekontra   |16.01.2010 07:04:42
Tak, tak, tylko skąd ta radosna pewność, że RAZ jest neoliberałem,
wszak
przyklejenie komuś etykietki nie zmienia i nie tworzy jeszcze charakteru i
przekonań.
Mnie już nazywano czarnym, pastorem i księżym pachołkiem ze średnią
trafienia 0.
Ja wprawdzie mało znam Ziemkiewicza i jego PISanie, ale z tego co
wiem
to raczej mniej szkodliwy członek prawicy. Z religią kapitału ma chyba
niewiele wspólnego. Jak mi się wydaje Ziemkiewicz brzydzi się GW,
jedną z
głównych tubą neoliberalnych *mądrości*. Gdzie michnikowe cyngle i cyngielki
piszą równiutko, wygląda jakby pod zamówienie sponsora.
Tam wypisują swoje
homilie biskupi tej religii jak Balcerowicz,
J. Lewandowski, Majcherek nie
mówiąc już o o.redaktorze W.Gadomskim.
Nakład im spada, a oni gwiżdżą na to i
dalej ogłupiają ludzi.
Ciekawe ?
Może Ziemkiewicz ma rację może za mało
zajmujemy się tym tematem,
krytykując jego spalamy się na drobnych.
Dobrze,
że chociaż M. Gdula odpowiedział Beylinowi na jego ostatni tekst.
step  - skąd ta pewność?!   |16.01.2010 07:46:37
Widzę, że kolega zresearchował Ziemkiewicza po ziemkiewiczowsku (podobno
istnieje takie pojęcie: ziemkiewiczowski research - użyto go właśnie przy okazji
nieszczęsnego tekstu Z. w którym zarzucał nam strach przed B.)

Ja czytałem
książki Ziemkiewicza, nie tylko różne Worożychy, ale także Michnikowszczyzny i
Polactwa. Ziemkiewicz nieustannie i obsesyjnie powtarza, że socjal to hodowla
leni, że każdy ma obowiązek sam sobie radzić na wolnym rynku, że wolny rynek to
najlepsze i jedyne rozwiązanie wszystkich problemów (Ewa Milewicz śmiała się z
niego, że w takim wypadku nie powinien płakać nad upadkiem swoich ukochanych
prawicowych pisemek). Najśmieszniejsze jest to, że na blogach i forach nazywają
go największym miłośnikiem Balcerowicza na prawicy. On nie ma Balcerowiczowi za
złe trzecioświatowego rozwarstwienia społeczeństwa polskiego. On nie ma mu za
złe wykluczenia ludzi biednych. Jedyne, co on ma do zarzucenia swemu idolowi, to
to, że Balcerowicz brał udział w Okrągłym Stole, który zaowocował - jak pisze
Ziemkiewicz - podziałem na równych i równiejszych czyli "światłych
nowoczesnych" u władzy i prześladowanych, wyśmiewanych katolików na dole.
Ziemkiewicz żyje w fantastycznej alternatywnej Polsce, w której katolicy są
prześladowani, a Balcerowicz ratuje gospodarkę.
Rylew  - No dobrze,   |16.01.2010 08:17:25
przyjmuję to wyjaśnienie, nie chce mi się go *researchować*, może przy okazjii
lepiej się mu przyjrzę.

Jeśli kolega tak ładnie wyjaśnia to przy okazji mam
inne pytanie.
Czy ktoś może mi wyjaśnić jak można czytając Dickensa, zaliczając
siebie do lewicy, jednocześnie przymierzać się do kupna Bugatti lub Ferrari
:).

Mój dziadek uczył mnie, że lewicowiec jest niebogaty.
Zdaje się, że
każdemu według potrzeb to humbug :).

Zdaje się, że niebezpieczeństwo
*jeunesse doree* ciągle aktualne.
:)
step  - jakie Ferrari?   |16.01.2010 10:13:04
Proszę lepiej się przyjrzeć nickom.
Ja tu nie piszę ani o Bugattim ani o
Ferrarim, to inni komentatorzy.
Ja mieszkam w rozpadającej się Łodzi, w
rozpadającej się kamienicy. W kawalerce. Z żoną, dzieckiem, psem i kotem.
Pracuję społecznie - piszę felietony, teksty do druku, prowadzę seminaria - na
razie wszystko za darmo. Żeby przeżyć, robię jakieś fuchy reklamowe. Co może
jest moralnie wątpliwą pracą, ale na pewno nie lekką. Wydałem 12 książek w ciągu
siedmiu lat. Z każdej miałem średni przychód typu 3000 złotych (co znaczy 36 000
w ciągu sześciu lat, czyli 600 złotych rocznie, tyle zarabiam na książkach).
Koledzy pisarze (utytułowani i nagradzani) mówią mi, że mam się cieszyć, bo i
tak oni sprzedają sześć razy mniej niż ja. Czyli jakie Ferrari? Dziesięcioletnie
audi to ja mógłbym sobie w snach pooglądać (gdyby nie to, że wozy mnie nie
kręcą, raczej śnią mi się dziwne zwierzęta). A kolegów pisarzy to pewnie nawet
na sny nie stać.

Pisanie książek oznacza w Polsce działalność
charytatywno-społeczną. Tak to wygląda, po 20 latach neoliberalnej polityki
edukacyjnej i neoliberalnego ładu medialnego. Więc pliz…
step  - sorry, niedokłądnie policzyłem   |16.01.2010 10:24:12
przepraszam, nadmiar emocji (jak to przy niesłusznym oskarżeniu)

3 000 razy
dwanaście = 36 000

to "rocznie" działa tylko przez rok, nie powtarza
się co roku, bo po roku o książce nikt w Polsce nie pamięta

Więc można
powiedzieć, że z każdej książki mam średnio 3000 i koniec

Ponieważ książka
sprzedaje się krócej niż rok, nic tu się nie nawarstwia.

Dzieląc to przez
siedem (nie sześć) wypada nie 600 (jak napisałem) tylko mniej niż 6000 rocznie.
viking   |16.01.2010 11:07:15
@Rylew
,,Czy ktoś może mi wyjaśnić jak można czytając Dickensa, zaliczając
siebie do lewicy, jednocześnie przymierzać się do kupna Bugatti lub
Ferrari"

Spieszę z wyjaśnieniem:) Można się interesować literaturą i
motoryzacją. Niesamowite?
Ponieważ jednak nie chcę już tu dyskutować o moim
guście samochodowym tylko o lewicy, powiem nawet więcej;)
Otóż ja nie jestem za
lewicą, która wierzy, że wszyscy możemy żyć na tym samym poziomie, mieć
powiedzmy całkiem przyzwoite, ale nie rewelacyjne Renault. Są ludzie, którzy
mieli w życiu szczęście i zarobili kupę kasy- niech ją mają i niech sobie jeżdżą
tym Bugatti. Tylko mogą np. część swojego majątku przeznaczać na instytucje
charytatywne a mogą pluć na biedaków, którzy proszą ich o 50 groszy. Dickens
uczy tej pierwszej postawy. Nie krytykuje tych, którym się udało, tylko jak w
,,Wielkich Nadziejach" tych, którzy odnosząc sukces zapomnieli o innych;
którzy idąc z głową w chmurach nie patrzą pod nogi. Moim zdaniem Dickens nie
pisze tego po to, by biedni poczuli się lepiej, bo biedni zazwyczaj go w tamtych
czasach nie czytali. Swoje przesłanie kieruje do tych, którzy mają wysoką
pozycję i przypomina im o empatii oraz poszanowaniu dla ludzkiego nieszczęścia.

I w tym samym duchu, nie mam pretensji do elity z Nowego Swiata o to, że
pochodzi z dobrego domu, jest inteligentna itd. Byle tylko nie zakochała się w
swojej elitarności i widziała problemy tych, o których dyskutuje na spotkaniach
poświęconych Zizkowi.
viking   |16.01.2010 11:49:48
@step

Ziemkiewicz jest neoliberałem wierzącym w dyskryminację katolików w
Polsce- to prawda. Będąc lewicowcem można i trzeba z nim dyskutować. Ale trzeba
też się zastanowić co daje mu wodę na jego młyn; co jest przyczyną jego
popularności, o której pisałem. Można jak niektórzy młodzieńcy na spotkaniach z
nim ironicznide się uśmiechać z powodu jego ,,dziadkowatych poglądów".
Osobiście jednak wolałbym się zastanowić czy w tym co mówi o Okrągłym Stole i
roli Michnika w kwestii polityki historycznej nie ma trochę prawdy.

Ziemkiewicz jest mi obcy, jeśli chodzi o poglądy. Jednak trochę go rozumiem.
Bo nie ścigałbym może kogoś kto kiedyś tam podpisał jakąś lojalkę. Natomiast
rzygać mi się chciało jak słyszałem ten koncert wzruszeń na temat biednych
prześladowanych przez PiS ludzi, którzy kiedyś niszczyli życie młodym chłopakom
i dziewczynom, donosili na kolegów, bili więźniów. Bo każdy taki skurwiel myśli,
że sprawiedliwość nie dosięgnie go teraz a potem o nim zapomni. To jest podstawą
wszystkich zbrodniczych systemów.

P.S. Co do literatury się zgadzamy, choć
nie mam aż tak negatywnego stosunku do literatury XX w. Ogólnie jestem
literackim germanofilem, więc pewnie wymieniłbym więcej niemieckich pisarzy:)
Np. Th. Manna
Rylew  - bugatti   |16.01.2010 13:28:43
Pytanie było do Pana, jednak miało charakter ogólniejszy, ale dzięki za ten rys
osobisty. 12 książek w tym wieku to niesamowite.
Ja piszę swoją *książkę
życia* mój ślad, już kilka lat i nie mogę skończyć, ale mam nadzieję, że
skończę przed końcem :).
Wydam ją potem w małym nakładzie na własny koszt dla
dzieci, wnuków
i przyjaciół.
Faktycznie wyobrażam sobie, że dochody pisarza
w dzisiejszej Polsce nie należą do oszałamiających, ale wszystko jest możliwe i
jestem przekonany, że Panu przyjdzie niedługo na własny użytek rozstrząsać
moralny dylemat, jak się ma lewicowość do bogactwa.
Pozdrawiam
Rylew   |16.01.2010 13:35:05
viking,
zgadzam się, mam jednak ciągle jeszcze niejasne wizje co do różnic
i
równości, po tym jak lewica zaprowadzi swój ustrój sprawiedliwości społecznej.
Stąd moje pytanie.
Poza tym mam obawę, że dickensowska empatia i miłosierdzie
może nie wystarczyć.
viking   |16.01.2010 14:41:09
Jak może niektórzy się zorientowali po moich komentarzach, nie porzuciłem
marzenia o ,,trzeciej drodze":)
Mogę sobie poczytać Zizka, bo ma ciekawe
obserwacje, ale przynajmniej tu i teraz nie widzę możliwości zaprowadzenia
,,lewicowego ustroju sprawiedliwości społecznej". Pewnie też dlatego
przyznałem, iż w Szwecji głosuję na prawicę.
Tu w Polsce są problemy, które
wymagają lewicy. Nie takiej, która zmieni ustrój i zniszczy kapitalizm, ale
takiej, która stawi czoła tym ,,aksjomatom", które ukonstytuowano na
początku lat 90. i zaproponuje swoje rozwiązania. I nadal będą biedni ludzie,
krzywda i wykluczenie. Na początek jednak wystarczy, że będzie ich mniej. Nie
jestem zwolennikiem totalistycznych projektów tylko małych kroków.
Rylew   |16.01.2010 15:00:44
Mam podobne zdanie.
Pozdro!
daktyl   |20.01.2010 05:43:22
Ziemkiewicz, Ziemkiewicz, czy trzeba coś więcej dodawać?

Ziemkiewicz
widocznie ma dysonans poznawczy, bo jak tu niszową KP można uważać za
mainstream. Ja wiem, że w Polsce nie ma lewicowych mediów i jedyne tak naprawdę
tytułu, które dla zasada trzeba zaatakować to KP i Przegląd. Walka Ziemkiewicza
z lewicą przybrała wymiar kolosalny, sam będąc mainstreamowym publicystą,
autorem niezliczonych progamów w publicznej i PR atakuje niszowe pismo. To
prawda, że prawica zagarnęła wszystko co było do zagarnięcia, dzięki
antylewicowej propagandzie to raz, ale chce zagarnąć jeszcze więcej, czy można?
Można. Przecież jest jeszcze "mainstreamowa" KP do której "lgnie
very sexi młodzież".
hogonice  - wektorki   |20.01.2010 06:20:48
Nie jest pewien, czy słuszna jest analogia, która przychodzi mi do głowy
podczas czytania tekstu. A raczej, czy jest uprawniona, bo jestem
przekonany, że jest słuszna jeśli rzeczywiście ma taki sens, jak
sądzę. Jak w tytule: wektory. Wartości fizyczne, dla których określa się
kilka parametrów: punkt przyłożenia, kierunek, siła i zwrot. Otóż mój
koncept polega na tym, że autora tekstu od jego adwersarza odróżnia tylko
ostatni z tych parametrów, a sens analogii na tym, że mają oni bardzo
wiele wspólnego. Uważam, że uroczo wyglądają stylistyczne manewry autora w
celu zamanifestowania swojego dystansu od OPZATF (Obiekt Polemicznego
Zainteresowania Autora Tego Felietonu-pozwolę sobie używać tego
określenia). Rozkoszne są szczegółowe dociekania sensu tam, gdzie go
brak już to z powodu językowej opieszałości OPZATF, już to na
skutek niedopatrzenia gdzieś w zespołach, połączone ze sformułowanymi
en passant przez Pana Lingwistę zapewnieniami o znajomości frazy klasycznej. "Nie
spoczniemy my, aż sprawdziemy czy…". Do rzeczy:
gdzie dostrzegam podobieństwa między środowiskiem, do którego należy
autor a ludźmi pokroju OPZATF? Odniosę się do poglądu wyrażonego, nie
pamiętam w jakich okolicznościach, przez lidera tego środowiska, p.
Sierakowskiego oraz mojej diagnozy problemu, z jakim boryka się OPZATF.
Zacznijmy od tego drugiego. Uważam, że OPZATF i podobni roszczą sobie
prawa do bycia ekskluzywnymi kontynuatorami oraz beneficjentami tradycji
opozycji z czasów PRL i na tej podstawie budowania swojego
autorytetu. Uzasadnieniem jest najbardziej skrajna, w ich mniemaniu,
opozycja między ich własną ideologią a bazą ideologiczna tamtego systemu.
Na przeszkodzie stoi (i tu dochodzimy do istoty podobieństwa, o którym
piszę) Adam Michnik. Otóż jest on równie niewygodny dla środowiska KP. P.
Sierakowski pisał kiedyś o swojej afirmacji poczynań i programu AM
w czasach PRL oraz dystansie wobec jego późniejszych działań. Krótko
mówiąc, p. S., jeśli dobrze zrozumiałem, uważa mniej więcej,
że, podobnie jak bohater pewnej powieści, AM se habia jodido en algun momento (tak, tak, to dla pana, Panie Lingwisto, obiecałem… . ). Identyfikację
cytatu zostawiam jako zadanie domowe, chociaż myślę, że AM z
tymże bohaterem łączy coś innego, ale to wymaga uważnej lektury. AM
jest przeszkodą dla środowiska KP dlatego, że chce ono nawiązywać do i
być kontynuatorem tradycji polskiej lewicy zaangażowanej (to ostatnie
to chyba dosłowny cytat, proszę wybaczyć nieuhonorowanie
praw autorskich) jeszcze przedwojennej. Chodzi mniej więcej o
"tatę w KPP" - tutaj bynajmniej nie jako zarzut, ostatecznie
"inny zwrot". Ale siła, kierunek i punkt przyłożenia ten sam.
Spokojny   |20.01.2010 08:12:48
>>W kwestii Bugatti: jak się tak przejdzie np. po Düsseldorfie, trochę ich
widać. Właściciele lubią się nimi pochwalić i często chętnie coś tam pokazują
zainteresowanym dzieciakom. I jeżdżą po mieście tą 50.

jednakowoz ilosc
wypadkow drogowych w Niemczech wyniosla w roku 2004 az 339 000 sztuk. Fakt, ze
zabitych maja w porownaniu do Polski statystycznie polowe w porownaniu do ilosci
mieszkancow. U nas na 10 000 osob poltora osoby rocznie zostaje zabite przez
samochody, u nich tylko 0,7 osoby na 10 000 mieszkancow (dane za 2004) zostaje
przez samochody rocznie zabite. Ale juz jesli chodzi o poranionych, to w Polsce
na 10 000 osob jedynie 16 odnosi rany, natomiast u nich az 54. Wszystko pewnie z
tego jezdzenia 50 na godzine sie bierze.
Gdyby jakikolwiek inny produkt
zabijal tyle osob rocznie, wlasciciel fabryki do konca zycia nie wyszedlby z
pierdla. No chyba, ze to by fabryka kalasznikowow byla. Czemu tutaj tak nie
jest? No wlasnie z powodu obsesji o ktorej piszemy.
Spokojny   |20.01.2010 08:20:25
P.S. zeby nie byc goloslownym - w Niemczech ilosc zabitych w sztukach wyniosla w
2004 tyle samo osob co w Polsce - nieco powyzej 5 tysiecy ludzi stracilo zycie.
Mimo autostrad ;)
Spokojny   |20.01.2010 08:23:37
>>I może ta elita do swoich lektur, do Jelinek, Bernharda czy ostatnio przez nią
kochanego, mało ,,elitarnego Stiega Larssona powinna jednak dołączyć choćby
Dickensa, żeby nie zatracić wrażliwości na biedę?

wrazliwosci na biede nie
mozna zatracic, poniewaz tylko w ten sposob zachowuje sie wyzszosc moralna w
porownaniu do rownie inteligentnych ale bogatszych.
viking   |20.01.2010 12:54:54
@Spokojny

Miałem już nie mówić o samochodach, ale trudno:) Skoro
stwierdzasz, że Niemcy mają de facto mniej wypadków w stosunku do liczby
mieszkańców a, jak wiadomo, jest u nich więcej szybkich i dobrych aut niż w
Polsce, to świadczy to chyba o tym, że statystycznie jeżdżą ,,rozsądniej".

Nie twierdzę natomiast, że wloką się 50 tylko, że wśród bogaczy, którzy
posiadają tam Bugatti jest pewna grupa, której najbardziej zależy na tym, żeby
go zaparkować przy Königsalee i przyciągać spojrzenia:)

Ale mniejsza o to…
. Samochody są prowadzone przez ludzi, których to powinno się uczyć rozsądku na
drodze. JA się z tym zgadzam. Myślę też, że jednak wydzielanie miejsc, gdzie
można jeździć szybciej nie jest chyba złym pomysłem. Mówię tak, ponieważ mam
kumpli, którzy uprawiają różne ,,sporty samochodowe". Szaleją na torze a na
codzień jeżdżą spokojniej niż większość społeczeństwa:)
Osobiście lubię takie
zabawki jak motory, samochody, samoloty itp. Być może są niebezpieczne, ale z
drugiej strony dzięki nim udaje się czasem też ratować życie- np. ludzi, którzy
mieli zawał i potrzebują natychmiastowej pomocy. Konno do szpitala można by nie
zdążyć.
Spokojny   |20.01.2010 16:56:12
Uczenie rozsadku czlowieka, ktory ma pod noga 200 koni mechanicznych to jest
mniej wiecej tak samo sensowne, jak nawolywanie do ochrony srodowiska przy
gospodarce opartej na pieniadzu dluznym (juz tlumaczylem, dlaczego to nonsens)
albo jak promowanie monogamii jako lekarstwa na HIV. Albo jak proby rozwiazania
problemu przemocy domowej za pomoca zamykania sprawcow w wiezieniu i trzymania
ich tam rok albo dwa. Albo jak proby rozwiazywania problemu niewyplacalnosci
kredytowej wiekszosci obywateli przez tlumaczenie im, zeby rozwazniej pieniadze
z banku pozyczali.
To wszystko sa proby rozwiazywania pewnych problemow z
calkowitym ignorowaniem ich istoty. Problem z samochodem jako sprawca wiekszej
ilosci smierci od czasu jego powstania, niz wszystkie wojny jakie sie w tym
czasie na swiecie odbyly (tak jest) nie polega na tym, ze nierozsadni kierowcy
za szybko jezdza. Tak jak problem z kryzysem nie polega na tym, ze glupi ludzie
pozyczaja zanim pomysla. Problem z samochodem polega na tym, ze daje sie do
dyspozycji czlowiekowi maszyne, ktora poprzez sama swoja konstrukcje prowokuje
do pewnej reakcji. Producent dlugow sprzedaje ci to samo, co producent samochodu
- sprzedaje ci poczucie mocy. Jesli placisz za sto czy dwiescie koni, to nie po
to, zeby jezdzic na trzecim biegu. Jedynym rozwiazaniem w kwestii samochodu
moglyby byc przepisy okreslajace norme bezpieczenstwa jako norme osiagalnej
przez ten samochod predkosci. I gwarantuje ci, ze zadne pogotowie nie lata po
miescie 150 na godzine. To klienci pogotowia tak lataja, zanim ono do nich musi
przyjechac. predkosc przemieszczania sie pogotowia nie wynika z predkosci
maszyny, tylko z tego ze ta maszyna ma wolna droge. Gadanie o pogotowiu to
racjonalizacje. Prawda jest taka, ze predkosc nas uwodzi, tak jak uwodza nas
karty kredytowe i plastikowe opakowania, ktore mozna higienicznie wyrzucic
zamiast zmywac ;) To sa elementy tego samego systemu. Systemu zbiorowego
uwiedzenia.
viking   |20.01.2010 19:55:04
A ja się będę upierał przy wydzielaniu specjalnych miejsc:) Ale nie bez
argumentów.
To co piszesz przypomina mi trochę dyskusję o zawodowym boksie,
która toczy się co jakiś czas w Szwecji.
Kraj ten zabronił niegdyś tego
sportu. Moim zdaniem to jeden z największych idiotyzmów, jakie zrobiła tam
lewica.
Powód był prosty- politykom wydawało się, że można częściowo
wyeliminować agresję takimi zakazami. Ja natomiast myślę, że niestety jako
ludzie mamy pewne ,,potrzeby" i skłonności. Boks jest sposobem na
wyładowanie agresji, ale w ramach pewnych reguł. Wielu ludziom przez to pomógł.

Ja myślę, że rozsądniej jest próbować nadawać ludzkim popędom pewne ramy niż
udawać, że ich nie ma. To dotyczy i boksu, i aut; i agresji, i szybkości.


,,To sa elementy tego samego systemu. Systemu zbiorowego
uwiedzenia."

To pewnie w dużej mierze prawda. Problem polega na tym, że
ja lubię być uwodzony:) Szczególnie przez kobiety i samochody. A szybkie auta
mają złe strony, ale są zajebiście piękne i fascynujące. Boys will be boys-
pewnie o to tu chodzi:)
Spokojny   |21.01.2010 04:33:31
Czyli wiemy o czym mowimy. W Szwecji nie tylko boksu zabroniono w ten
sposob. Takze MMA i efekt jest podobny jak z alkoholem, prostytucja
i przymusowym urlopem tacierzynskim - Szwedzi to obchodza. Na urlopie
tacierzynskim pracuja w firmie siostrze na zlecenia, na panienki jezdza
do sasiadow, a w zawodach MMA startuja w krajach porosyjskich. Mysle
jednak, ze jest pewna roznica miedzy sytuacja sportu, na ktory ja sie godze
bo go swiadomie decyduje sie uprawiac a sytuacja wypuszczenia na ulice
maszyny nad ktora homo sapiens nie jest ewolucyjnie
przystosowany panowac, z ktora to maszyna musimy miec do czynienia
wszyscy czy tego chcemy czy nie. Problem zaczyna sie nie wtedy kiedy jest
zwykla ludzka agresja i jej nie chcemy sie pozbyc. Problem zaczyna sie
wtedy, kiedy tak zwany wolny rynek bierze te ludzkie instynkty i je
wykorzystuje zeby generowac zyski, przy okazji je rozbudzajac by
te zyski byly jak najwieksze. Spojrz na przyklad na to zdjeciehttp://www.motorkit.com/catalog/images/yamaha12…
Nikt mi nie powie, ze producent ktory mi to chce sprzedac ma w glowie
pomysl, ze ja bede tym jezdzil 50 na godzine, albo ze on podejrzewa,
ze mnie sie idea jezdzenia 50 w glowie pojawia kiedy sie decyduje
zaplacic za to cudo iles tam tysiecy euro. To zostalo zaprojektowane przez
inzynierow i stylistow w ten dokladnie sposob i tak wyprodukowane,
zeby mnie maksymalnie podniecic mysla o zapierdalaniu na maksa. I w tym
sensie nie tylko jest tak, ze ja mam instynkt szukania adrenalinki,
ale tez jest tak, ze rynek mi ten instynkt podkreca i podtrzymuje kadzac mi
przy tym nazywaniem "rycerzem szos" i w inne podobne sposoby
bym sie czul super kolesiem kiedy startuje na tylnym kole. I dlatego ktos
zginie. Nie dlatego, ze ja jestem istota z natury agresywna, tylko
dlatego, ze producent dzialajacy na wolnym rynku pozbawiony ograniczen
musi podkrecac mnie na maksa zeby maksymalizowac swoj zysk. Smier
pieciu tysiecy ludzi rocznie w Niemczech nic tu nie zmienia. Ci ludzie
zostaja poswieceni dla kasy.
viking   |21.01.2010 05:42:37
Jeśli chodzi o Szwecję masz rację. Tam się dużo rzeczy próbuje zabraniać:) Z
tym, że akurat ten urlop tacierzyński jest dosyć lubiany przez facetów.
Przymusowość jest tu o tyle problemem, że czasem ktoś ma taki okres w życiu
kiedy ma szansę zarobić a przez pomysły feministek ryzykuje tym, że straci te
szanse, które akurat mu się trafiają.
Alkoholu nie zabraniają tylko
ograniczają-ale to też dotyczy mocnego alkoholu, bo piwo można kupić prawie
wszędzie. To akurat biorąc pod uwagę różne kwestie historyczne i problemy
(zwłaszcza północnej) prowincji nie było takie złe rozwiązanie. Zakaz
prostytucji jest już natomiast robotą szwedzkich feministek, których zachowań
nawet tu nie będę komentował, bo chyba nie znam aż tak wiele wulgaryzmów, żeby
móc to dobrze opisać.

Motor na zdjęciu jest motorem sportowym co sprowadza
nas z powrotem do koncepcji wydzielonych miejsc i torów:) I jeśli każesz mi na
niego spojrzeć, patrzę i słyszę jak on do mnie mówi ,,czyż można mnie nie
kochać?".
Może i rynek podkręca różne instynkty, ale dla mnie to trochę
tak jak z gwałtem i tekstem ,,bo ona zawsze w mini łaziła". Mini też
,,podkręca" co jednak żadnego z nas nie zwalnia z używania rozumu i w żaden
sposób nie tłumaczy gwałcicieli. Co więcej nie jest też argumentem za wycofaniem
seksownych strojów z rynku i wprowadzeniem barchanowych majtek i grubych spódnic
z wełny.
Spokojny   |21.01.2010 08:33:46
>>Może i rynek podkręca różne instynkty, ale dla mnie to trochę tak jak z
gwałtem i tekstem ,,bo ona zawsze w mini łaziła. Mini też ,,podkręca co jednak
żadnego z nas nie zwalnia z używania rozumu i w żaden sposób nie tłumaczy
gwałcicieli.

juz w gwalcicieli tu nie pojde, wystarczy ze motor wkleilem pod
tekstem o Ziemkiewiczu :)
Ale idac twoim przykladem moge powiedziec, ze w
przypadku motoryzacji my nie mamy do czynienia z dziewczyna w mini, ktora sie
zagadala z nieodpowiednim typkiem, tylko z perfekcyjnie wyszkolona specjalistka
przygotowana przez setki fachowcow - plastykow, psychologow, seksuologow,
marketingowcow, muzykow, rezyserow i aktorow w tym tylko celu, by zwabic
konkretnego goscia do konkretnego miejsca i zrobic wszystko co sie da, by
zareagowal w przewidziany sposob.
Samochod wspolczesny jest skonstruowany z
mysla o jezdzeniu nim z predkoscia znacznie przewyzszajaca predkosc przy ktorej
przezywa sie uderzenie w nieruchoma przeszkode. Jednoczesnie przepis prawny
wymaga od kierowcy, by nie uzywal tego, za co zaplacil producentowi. W efekcie
kosza kase wszyscy - producent, bo sprzedaje maszyne superszybka, panstwo - bo
kosi mandaty i grabarz - bo sprzedaje trumny. Wystarczyloby zakazac produkowania
maszyn nie spelniajacych podstawowej normy bezpieczenstwa i zadne mandaty by nie
byly potrzebne a 5000 ludzi rocznie by zylo. Od przewrotu polskiego to jest sto
tysiecy ludzkich istnien uratowanych. Klopot w tym, ze marketing by usiadl.
viking   |21.01.2010 10:00:24
Seksowne stroje też są projektowane przez wielu specjalistów:)
Jest wiele
prawdy w tym co piszesz. Ale z drugiej strony nie zapominaj o tym, że producenci
samochodów nieustannie wprowadzają także nowe rozwiązania mające poprawić
bezpieczeństwo. Niektórzy dziennikarze motoryzacyjni twierdzą nawet, że
niejednokrotnie jest to przesada i histeria, z czym ja zresztą absolutnie się
nie zgadzam.
To właśnie na tym a nie na prędkości chcą zarabiać producenci.
Dzisiejszy odbiorca chce mieć zazwyczaj eleganckie, ale bezpieczne Volvo czy
Mercedesa, w którym siedzenie dostosowuje się do zmiany pozycji tyłka. To są
właśnie auta, które bogata część społeczeństwa kupuje najczęściej.
Samochody
sportowe są piękne, ale mało praktyczne i choć większość facetów lubi je oglądać
w TVN Turbo niewielu je ma- także spośród tych, których stać. Wielu aut
rozwijających zawrotne prędkości nigdy nie wypuszczono na rynek. Wydaje mi się,
że ich produkcja- cały ten wyścig o to kto zrobi szybszą brykę, czy Koenigsegg
czy Bugatti czy kto inny, to klasyczna, ambicjonalna walka o to kto będzie
lepszy, pierwszy itd. Coś jak sowiecko- amerykańska walka o kosmos czy
koreańsko- japońska o to kto zrobi fajniejsze roboty. A więc nic innego jak
leżący u podstaw naszej kultury spór oto kto ma większego fallusa;)

Ja
osobiście o wiele chętniej zabroniłbym produkowania TIRów. Nie wiem czy są
jakieś statystyki co do tego jakie auta najczęściej doprowadzają do wypadków,
ale myślę, że są to właśnie one a nie tych kilkadziesiąt Bugatti w Polsce i
kilkaset w Niemczech. I do tego nie mogą się obronić swoją urodą, jak ta
piękność, którą mi tu wkleiłeś wcześniej:)
Spokojny   |22.01.2010 03:13:22
Robia rozwiazania zapewniajace pozory bezpieczenstwa poniewaz robia
niebezpiecznie szybkie maszyny i chca ten fakt ukryc. Nawet jak zamontuja
katapulty to i tak maszyny jezdzace 100 i wiecej na godzine beda zabijac tyle
samo ludzi co zabijaja. Nie da sie tego uniknac przy tej szybkosci. A z
szybkosci maszyny nie zrezygnuje nikt, bo marketing samochodu opiera sie na
sprzedazy sily i mocy. Oczywiscie prawodawcy beda scigac kierowcow gdzie moga,
przerzucajac odpowiedzialnosc z rynku i producenta na te niewielka czesc
wlascicieli, ktorzy byli dosc narwani lub pechowi, zeby dac sie zlapac.
Piatek
cytuje w najnowszym artykule wywiad z kolesiem posiadajacym Astona Martina. Z
pewnoscia sporo tam poduszek, ale facet nie mowi o poduszkach, tylko o silniku 6
litrow. To z niego jest dumny i to za niego zaplacil.
6 litrow do jezdzenia
50? To po 1,2 litra na kazde 10 kilometrow na godzine wypada :) Naprawde
producent nie byl swiadomy jakie obowiazuja przepisy? :)
Co do Tirow - sa one
konsekwencja decyzji politycznej. Posiadacze szybkich samochodow sa zarazem
posiadaczami najwiekszych wplywow w panstwie. Z tego powodu za priorytetowe dla
rozwoju panstwa uznaje sie bezdyskusyjnie to, co jest priorytetowe dla tych
ludzi, czyli zapewnienie za wspolne pieniadze infrastruktury dzieki ktorej oni
beda mogli w pelni korzystac z wlasciwosci swoich maszyn. Czyli tak zwane
"budowanie drog" czytaj superszybkich autostrad do zapieprzania z
predkoscia TGV ktore polacza metropolie wyposazone w najlepsze hotele. No i jak
juz budujesz takie konstrukcje to jest rzecza naturalna, ze w slad za nimi
pojawia sie TIRy i nikt sie nie bedzie pieprzyl w wozenie towaru pociagami
(praktycznie zero ofiar smiertelnych) albo splawianie go rzeka na barkach jak to
sie robilo w Polsce jeszcze w latach 70 tych. To nie rynek o tym decyduje, tylko
obowiazujaca ideologia. Superszybkie maszyny sa konstruktem kulturowym. Smierc 5
tysiecy ludzi rocznie w kazdym europejskim kraju jest konsekwencja tej kultury.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 12.01.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.34685 Seconds