Z pewnym opóźnieniem przeczytałem tekst, jaki Rafał Ziemkiewicz zamieścił na swoim blogu w „Rzepie”, opatrzony sążnisto-demaskatorskim tytułem w stylu dawnej „Trybuny Ludu”: „Krytyka Polityczna - nowy establishment, a nie prawdziwa lewica”. Przeczytałem ten tekst z opóźnieniem, bo przez kilka byłem chory, miałem 40 stopni gorączki i nie widziałem na oczy.
Po przeczytaniu musiałem sobie znowu zmierzyć gorączkę, żeby się upewnić, że nie mam halucynacji. Ziemkiewicz pisze bowiem tak:
„Wszak KP to nie jacyś dynamitardzi, poświęcający osobiste kariery dla Sprawy Ludu, ale salon, w którym być wypada, gdzie się można poocierać o Sasnala czy Masłowską, pogrzać się w aurze wstępującej elity, jeśli jeszcze nie politycznej, to na pewno już kulturowej. Być na lewicy, nowej lewicy, nie postkomunistycznej, tylko zgodnej z najnowszymi światowymi trendami, to jest très chic, very sexy i w ogóle correct, to jest europejsko i światowo. Ale czy z tego /tu brakuje słowa „może”, T.P./ wyniknąć coś nowego, lepszego? (…) Owoż dulce et decorum jest opowiadać ogólnie o źle kapitalizmu, neoliberalizmu, globalizacji etc. Ale napiętnowanie jakiegoś konkretnego przykładu to już ryzyko. Na przykład, trzeba by skrytykować personalnie Balcerowicza, a to przecież świątek „Gazety Wyborczej”, której wsparcie trzeba mieć. No, może i dąsy jakieś na Balcerowicza, byle nie przesadne, na Czerskiej jeszcze zniosą, ale tak naprawdę, by wyjaśnić, co nie tak zrobił Balcerowicz, trzeba by podważyć mit Wielkiego Historycznego Bezkrwawego Sukcesu Polaków Przychodzących Z Obu Stron Historycznego Podziału, czyli Okrągłego Stołu. A tego już nie wolno. Można kwieciście i pięknie deklamować o Społecznym Wykluczeniu, o Polakach drugiej kategorii, wyzutych z szans, wydziedziczonych z praw − ale gdyby coś o tym konkretnie, to trzeba by potępić ten parszywy dil z Magdalenki, gdzie właśnie postanowiono, że muszą być w Polsce równi i równiejsi (…) I jak to by się mogło odbić na owym „pozyskiwaniu funduszy”, ze sprawności w którym /tu chyba miało być „w której” i brakuje przecinka T.P./ tak jest dumny szef KP? Znam ludzi, którzy w różnych momentach historycznych usłyszeli od Adama Michnika jego sławne »to ja cię zniszczę!« i którzy zapewne powiedzieliby, że nadmierne wchodzenie w konkrety jeszcze i dziś mogłoby nowej lewicy mocno zaszkodzić.”
Owoż dulce et decorum jest bredzić. Bardzo podoba mi się owo „owoż dulce et decorum”. Nie mam bladego pojęcia, co to znaczy. To znaczy, dobrze wiem, co znaczy „dulce et decorum” („słodko i zaszczytnie”, w najpowszechniejszym tłumaczeniu). Dobrze wiem, co znaczy „owoż”. Ale co to znaczy razem do kupy - nie wiem za cholerę. Może Ziemkiewicz zamiast „owoż” chciał napisać „otóż”. Ale może naprawdę chciał napisać „owoż”, ponieważ ewidentnie nie wie, co pisze. No cóż, zostańmy przy owym „owoż”.
Owoż Adama Michnika „Krytyka” krytykuje nieustannie, właśnie za różne parszywe dile, które sprawiły, że są w Polsce równi i równiejsi, wykluczeni i jaśniepaństwo. Za dile, które sprawiły, że zostały zamazane normalne podziały polityczne, dzięki którym zimna wojna między wykluczonymi a jaśniepaństwem mogłaby przeobrazić się w normalny, pożyteczny i demokratyczny spór między biznesem a klasą pracującą.
Owoż ze sporą częścią „Gazety Wyborczej” mamy otwartą wojnę - żeby nie szukać daleko, z głównym publicystą ekonomicznym „Gazety”, Witoldem Gadomskim.
Owoż ten spór zaostrzył się niezwykle, kiedy Maciej Gdula z KP stwierdził, że plan Balcerowicza został wprowadzony równie niedemokratycznie, jak stan wojenny - dzieląc społeczenstwo na równych i równiejszych, na mądrą elitę, która podejmuje decyzje i antyrynkowych oszołomów (których się nie słucha, a nie słuchając, bije po kieszeni). Usłyszawszy Gdulę, „Wyborcza” zawyła w sposób tak histeryczny i przesadny, że aż Paweł Smoleński uznał, że musi uspokoić nastroje w swoim obozie.
Owoż jeszcze przed tym sporem - tu popełnię małe samochwalstwo w miłym Ziemkiewiczowi sarmackim stylu - jam to wystąpił tak. No ja nie wiem, jeśli oskarżenie kogoś o to, że jest fanatycznym szaleńcem, chorym bożkiem i twórcą nędzy to są „nie przesadne dąsy”, to ja rozumiem, że Ziemkiewicz w takim Michniku to jest po prostu zakochany, czasem się tylko dąsa, tak dla kokieterii.
Rozwiązanie zagadki Ziemkiewicza jest bardzo proste.
Jechałem kiedyś z Ziemkiewiczem do Krakowa. Przez całą podróż tłumaczył mi (protestantowi), jak niezwykle ludzką, humanitarną i nowoczesną instytucją była Święta Inkwizycja. W końcu przeszedł do argumentów takich bardziej wyobraźniowych. A może w jego rozumieniu - przyszłościowych: „No bo jak już cię mają torturować, to będziesz chciał, żeby to robił profesjonalny mnich z profesjonalnym pachołkiem, według reguł, a nie pijane mieszczaństwo z rady grodzkiej”.
To wszystko tłumaczy. To tłumaczy, dlaczego Ziemkiewicz wierzy w neoliberalizm i absolutnie wolny rynek, obywający się jednakowoż bez korupcji (chociaż wszędzie, gdzie wprowadzano neoliberalizm, nie obyło się bez korupcji, a także bez takich atrakcji jak nędza, kataklizmy, wojny czy tortury - chociaż to ostatnie pewnie Ziemkiewiczowi nie przeszkadza). To tłumaczy, dlaczego Ziemkiewicz pozwala sobie na ocenianie polityki KP po przeczytaniu jednego wywiadu ze Sławomirem Sierakowskim, kompletnie poza tym nie znając „Krytycznych” działań i tekstów.
Rafał Ziemkiewicz, mimo swojej niezaprzeczalnej inteligencji i wyobraźni, jest człowiekiem kompletnie oderwanym od rzeczywistości. Jest też człowiekiem, który najwyraźniej nigdy w życiu nie dostał porządnie w dupę, inaczej nie pieprzyłby bredni o „humanitarnych torturach” ani nie okazywałby neoliberalnej pogardy ludziom wykluczonym. Rafał Ziemkiewicz jest mądralą, który siedząc wygodnie za swoim komputerem, gardzi światem.
A jeśli chodzi o motywy młodych ludzi, którzy przychodzą do KP, to może nie są one aż tak czyste i szlachetne, jak się Pan, Panie Rafale, tego domaga. Ale nie są też tak niskie, jak Pan to sobie wyimaginował. Ci ludzie przychodzą do KP z motywów zarówno altruistycznych, jak i egoistycznych, a przede wszystkim pragmatycznych. Ci ludzie za jakiś czas będą chcieli mieć dzieci (tak, tak, te lewicowe sterylizacyjno-antykoncepcyjne potwory często chcą mieć dzieci). Ci ludzie ze zgrozą myślą o braku przedszkoli, bądź o cenach w prywatnych przedszkolach, bądź o poziomie nisko opłacanego personelu przedszkolnego (także w tych drogich prywatnych przedszkolach). Ze zgrozą myślą o tym, że dziecka z babcią nie zostawią, bo babcia, tak samo zresztą jak dziadek, zapieprzać będzie do siedemdziesiątki w naszym balcerowiczowskim raju. Z jeszcze większą zatem grozą ci ludzie myślą o swojej własnej emeryturze. Jako rodzice albo przyszli rodzice z przerażeniem patrzą na zapaść szkoły. I nie tylko jako rodzice: patrzą na zapaść szkoły i komercyjną degenerację mediów z przerażeniem, bo nagle widzą, że 95% otaczających ich współobywateli zmienia się w otępiałych tłuków, z którymi nie można zamienić normalnego słowa. Z przerażeniem patrzą na ulice, dzielnice i całe miasta nędzy (Łódź zaprasza Ziemkiewicza!), które są wylęgarnią bandytów. Ludzie, którzy przychodzą do KP, dla swojego i cudzego dobra chcą żyć w bardziej bezpiecznym świecie, a „wolny rynek” jakoś im tego nie zapewnia. Im więcej tego „wolnego rynku” się wprowadza, tym gorzej się dzieje z emeryturami, ze szkołą, z mediami i z ulicami nędzy. Jeżeli Pan, Panie Ziemkiewicz, odpowie na to, że w takim razie trzeba wprowadzić jeszcze więcej „wolnego rynku”… No cóż, żeby coś takiego powiedzieć trzeba być Ziemkiewiczem. Nie-z-tej-Ziemkiewiczem.
Owoż dulce et decorum, koniec i kropka.
www.tomaszpiatek.pl
Na podobny temat
|
Drogi Cezary, chyba nikt cie nie czyt...
W ostatnich dniach minister Zdrojewsk...