Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Opowiem wam eurodowcip |
|
|
Tomasz Piątek
|
|
19.02.2009 |
Piorunująco dobra wiadomość pojawiła się w „Gazecie Wyborczej”: Mistrzostwa Euro 2012 prawie w całości odbędą się w Polsce!
Cytuję: „Ukraina oddaje nam stadiony. Piłkarskie mistrzostwa Europy mogą być rozgrywane w sześciu polskich miastach i tylko dwóch ukraińskich – dowiedziała się «Gazeta» – Jeśli nie zdarzy się katastrofa, mistrzostwa odbędą się w Warszawie, Gdańsku, Poznaniu, we Wrocławiu, w Krakowie i Chorzowie – twierdzi informator «Gazety» w UEFA”.
Jak widać, jest to dobrze poinformowany informator, skoro zakłada, że może się zdarzyć katastrofa. Gdyby był jeszcze lepiej poinformowany, miałby pewność, że katastrofa nastąpi. A gdyby był poinformowany do końca, wiedziałby, że to nie żadna katastrofa, tylko logiczna prawidłowość.
Przypominam, bo może ktoś już zapomniał: Euro 2012 miało się wiązać z wielkimi inwestycjami, budową stadionów oraz – magiczne słowo – autostrad. Już się robi śmiesznie? I słusznie.
Jest taki bardzo stary eurodowcip, opowiadany przez kolejne pokolenia eurokratów. O tym, jak minister infrastruktury Szwecji prowadzi wymianę doświadczeń z ministrem infrastruktury innego kraju. W pierwszej wersji dowcipu był to Włoch-Sycylijczyk, później – kolega z Hiszpanii. Kiedy opowiada się ten dowcip teraz, występuje w nim kolega z Polski. Co ciekawe, za każdym razem jest to kolega z kraju katolickiego, ale nie będę się nad tym rozwodził – moja Hania powiedziała mi, że jak będę ciągle pisał na portalu KP o religii, to już niedługo KaPe będzie mieć swojego KaPelana (i nie o Jasia KaPelę chyba jej chodziło).
W każdym razie ten stary dowcip (jeśli ktoś go nie zna) wygląda tak: minister infrastruktury Szwecji gości w swojej willi ministra infrastruktury Polski. „Piękna willa” – mówi kurtuazyjnie Polak. – „A jak ty na nią zarobiłeś?”. Szwed bierze Polaka do okna: „Widzisz tę autostradę?”. „Widzę”. „No więc przyznam ci się w tajemnicy, że firma, która wygrała przetarg, odpaliła mi jeden procent”. Po roku Szwed wizytuje polskiego kolegę w jego gigantycznym złotym pałacu. „Piękny pałac” – mówi zaszokowany Szwed – „A jak ty na niego zarobiłeś?”. Polak bierze Szweda do okna: „Widzisz tę autostradę?”. „Nie widzę”. „A widzisz”.
Dowcip, jak widać, wesoły i ogromnie przez to smutny. Nie żebym był bezwzględnym miłośnikiem autostrad – mieszkałem przez pięć lat we Włoszech i wiem, jak autostrady nieraz potrafią, za przeproszeniem, zasrać krajobraz, przyrodę, wszystkie ekosystemy, włącznie z tym ludzkim. Jestem zwolennikiem idei rozbudowy sieci kolejowej oraz akcji „TIR-y na tory” (także dla dobra kierowców osobowych). Nie chodzi tu jednak o samą zasadność budowy super-ultra-mega dróg. Chodzi tu o to, co się robi z naszymi oraz europejskimi pieniędzmi, przeznaczonymi – rzekomo – na wielkie inwestycje infrastrukturalne.
W tym celu opowiem jeszcze jeden dowcip. Eurodowcip, a nawet euro-polo. Jest sobie kraj, a w nim firmy projektujące autostrady, stadiony i inne wspaniałe euroobiekty, które podobno gdzieś daleko, za górami, istnieją. Ale u nas one nie istnieją, tylko się projektują. A są to, jak się zaraz okaże, pojęcia zupełnie przeciwne.
Są w tym kraju też agencje rządowe, które inicjują i nadzorują całe to projektowaNIE (z naciskiem na NIE). Mają dużo pracy te agencje: przetargi rozpisują! Co roku nowy.
I są też politycy, którzy uchwalają w Sejmie budżet – czyli np. ile kasy dać na te przetargi, na projektowaNIE. Uchwalają również inne rzeczy, np. prawo środowiskowe.
Firmy, które zajmują projektowaNIEm, to prawdziwa wylęgarnia orłów biznesu! Te orły przekroczyły zasady normalnej konkurencji twórczo i wielostronnie – równocześnie prowadzą ze sobą wojnę prawną i współpracują jak najściślej. Jak na przykład firma A wygra przetarg na budowę autostrady, a firmy B i C przegrają, to firma A zatrudnia firmy B i C jako podwykonawców. Jak w przyszłym roku będzie przetarg (na pewno będzie!) i wygra go firma B, to firma B zatrudni A i C jako podwykonawców. Jak w jeszcze następnym roku będzie przetarg (bo znowu na pewno będzie!), to wtedy firma C wygra go, zatrudni A oraz B, i tak dalej. A dlaczego te firmy tak się zatrudniają? Bo nieustannie skarżą się na siebie, gromadzą kwity, grożą ujawnieniem prawdy. Dlatego zwycięzca musi zatkać pysk swoim „konkurentom”, za każdym razem dopuszczając ich do interesu. I dlatego te wszystkie groźby, kwity, skargi rozwiewają się w powietrzu zaraz po tym, jak zostały wypowiedziane, nie docierając do opinii publicznej.
A skąd wiadomo, że w każdym następnym roku będzie nowy przetarg? Dochodzimy do najważniejszej sprężyny w całym tym mechanizmie. Drogi specjalnie planuje się tak, żeby szły przez wszystkie możliwe Rospudy: potencjalne rezerwaty, parki naturalne i tereny chronione (a czasem dla odmiany – gęsto zaludnione miasta). W roku 2006 stowarzyszenie „Zielone Mazowsze” sprawdziło krajową sieć projektowanych autostrad i dróg ekspresowych. Okazało się, że na tej sieci są – jeśli dobrze policzyłem – 262 obszary potencjalnych konfliktów z samymi obszarami Natura 2000! I pamiętajmy, że na każdym obszarze konfliktu może być więcej niż jeden konflikt.
Budowę projektuje się więc tam, gdzie najbardziej może się nie udać. Gdzie trzeba uzyskać najwięcej pozwoleń i decyzji administracyjnych. Gdzie może wybuchnąć najwięcej protestów politycznych, społecznych i tak dalej. Gdzie potrzeba najwięcej czasu – bo Ministerstwo Środowiska rozpatruje sprawy miesiącami, latami, skrupulatnie badając prawo środowiskowe. A jeśli w końcu rozpatrzy sprawę, i to pozytywnie…
Wtedy do gry wkraczają nasi politycy. Oni to prawo przecież uchwalają. Podczas kiedy Ministerstwo mozolnie rozpatruje istniejące prawo, oni nagle tworzą prawo nowe. Bo ta sama dobra ciocia Europa, która daje nam klocki do zabawy – przepraszam, środki na budowę infrastruktury – każe nam zmieniać prawo środowiskowe. I politycy ciągle to prawo zmieniają. Ale jakoś nie mogą zmienić go raz i już. Nie, oni co roku je zmieniają. A każda taka zmiana oznacza, że ZMIENIŁY SIĘ UWARUNKOWANIA PRAWNE I WYMOGI MERYTORYCZNE całej inwestycji, przetarg jest więc UNIEWAŻNIONY. I ledwie nasza firma A (przy pomocy firmy B i C) przygotowała projekty urbanistyczno-architektoniczne, dokumentację techniczną itd., nagle okazuje się, że to wszystko jest NIEWAŻNE. Ale firma A nie płacze: sprawiedliwość nakazuje, żeby dostała forsę za wykonaną pracę koncepcyjną. W tym przypadku państwo polskie okazuje się niezwykle sprawiedliwe. Firmy A, B i C zarabiają i szykują się do przetargu w następnym roku.
I tak to się kręci od dwudziestu lat. W ten oto sposób mamy najmniej dróg, ale za to najwięcej projektów dróg. Co roku firmy A, B i C produkują stosy szkiców, rysunków technicznych i obliczeń. Co prawda, są to przeważnie ciągle te same projekty, zmieniane tylko o jeden czy dwa detale (związane z „ostatnią nowelizacją prawa środowiskowego”). I przede wszystkim – są to projekty papierowe. Bliska osoba opowiadała mi kiedyś o tym, co się działo w pewnym biurze architektonicznym, kiedy zdarzyło się straszliwe niedopatrzenie: posłowie nie zdążyli zmienić prawa i okazało się, że przetarg w nowym roku jest nadal WAŻNY. Nadchodził termin rozpoczęcia prac, trzeba było zrobić coś z cementu, a nie z papieru. Architekt, jak to się ładnie mówi, rwał sobie włosy z głowy: „Przecież tego nie da się zbudować, to się zawali! Projekt był do wygrania przetargu, a nie do zbudowania!”.
Ale to był jednostkowy wypadek. Poza tym wszystko funkcjonuje pięknie. A funkcjonuje pięknie, bo we wszystkich śrubkach tej maszyny – w partiach/Sejmie/rządzie, w agencjach rządowych oraz w firmach prywatnych – pracują ciągle te same osoby, które wymieniają się miejscami. Ktoś jest w Wielkiej Agencji Rządowej Budowy Nieistniejących Dróg. Zmienia się władza, nowy rząd wprowadza do agencji swoje osoby, zwalnia naszego ktosia – wtedy nasz ktoś idzie pracować do firmy A. Równocześnie działa w swojej partii, która stała się partią opozycyjną. I po kilku latach, w następnych wyborach wchodzi do Sejmu oraz rządu jako czołowy ekspert od tematu „budowaNIE infrastruktury”. Politycy mają zapewnione posady rządowe, a na czas opozycyjny – firmowe. I do tego, jak sądzę, wziątki od każdego unieważnionego przetargu, od każdej zmiany prawa.
Zastanawiam się tylko, co mają z tego nasi niezłomni publicyści liberalni? Ci, którzy głoszą – niby słusznie – że trzeba organizować bezstronne konkursy i przetargi? Że przetargi i konkursy zapewnią nam bezstronność i efektywność? Że wolna konkurencja, wolna gra sił, wolny rynek i tak dalej? I że koniecznie trzeba budować autostrady, że to rozwój, praca, wygoda, że to nas przybliży do Europy (w której, jak widać, już jesteśmy razem z Sycylią)? Powtarzają te zaklęcia od 1995 roku. Co dwa lata się budzą i krzyczą: „drogi, drogi, drogi!”. A potem zapadają w półsen, wygodny półsen, w którym można udawać, że nie wiadomo, co tu się dzieje – że jakoś te drogi nie chcą się same budować. Czytelniku-widzu drogi/ Nie chcą się budować drogi/ Więc ty także oczka zmruż/ Zaśnij, zaśnij, zaśnij już.
W mediach trudno znaleźć jakiekolwiek konkrety. „Polityka” wprawdzie też nie pisze o całym tym chorym mechanizmie, ale przynajmniej referuje, co się NIE DZIEJE z pieniędzmi. Cytuję artykuł Cezarego Kowandy „Jak wydawać, żeby zarobić” z 24 stycznia 2009: „Tradycyjnie najgorzej idą wielkie projekty, do których należy budowa autostrad i dróg ekspresowych, remonty linii kolejowych czy tworzenie i unowocześnianie oczyszczalni ścieków (…) Teraz te duże projekty są częścią Programu Infrastruktura i Środowisko (…) Tymczasem na razie z prawie 28 mld euro Polska nie wydała ani centa”.
Patrząc na to wszystko, chciałoby się użyć złowrogiego słowa „układ”. I nic dziwnego, że mówiąc o autostradach, użył go – nie, nie Jarosław K. Użył go Donald T. W tym przypadku nawet on uznał, że działa tu jakaś wroga sieć powiązań i powikłań.
Niestety, drogi Donaldzie – nie zniszczysz tego układu, bo sam jesteś jego częścią. Przynajmniej jeśli spojrzeć na całą sytuację szerzej. Taki układ jest przecież możliwy dzięki okolicznościom, które ty ochoczo i radośnie współtworzysz.
Okoliczności te wyglądają tak: polityka się umarketingowiła. Producent kawy nie sprzedaje smaku, tylko reklamowy kit i otoczkę: „Kawa dla zmysłowych, pita przez nagie Afrykanki”. Samochody nie sprzedają realnych parametrów technicznych, tylko mit i otoczkę. I tak samo: politycy nie sprzedają wyborcom realnych osiągnięć, tylko pic i otoczkę. Uśmiechy, koszule, bilbordy i telewizyjne wygłupy. Po cholerę robić coś konkretnego, budować jakieś drogi czy stadiony, kiedy można nie robić nic – i też wygrać? A poza tym, jak zaczniemy, nie daj Boże, realnie budować jakąś drogę, to grozi nam, że zostanie oddana do użytku za kilka lat, kiedy rządzić będzie nasz oponent. I on przypisze sobie zasługę. I wygra następne wybory i będzie rządził dwie kadencje, jedną po drugiej. A przecież nie taki miał być układ. Układ miał być taki: firma A, przepraszam, partia A, wygrywa przetarg, przepraszam, wybory – i zleca partii B bycie opozycją. Potem partia B wygrywa wybory i zleca partii A bycie opozycją. Potem znowu A i B, a potem znowu B i A…
Dlatego plujcie na mnie, krzyczcie – ale nie wierzę w to, że w Polsce odbędą się jakiekolwiek mistrzostwa Europy (no, może w rzucaniu papierowych samolocików). Nie wierzę w to, że zostaną zbudowane jakiekolwiek autostrady, czy stadiony. Pocieszam się, że przynajmniej środowisko naturalne będzie miało chwilę spokoju.
—
Foto: Olimpijka - to potoczna nazwa planowanej w latach 70. XX wieku autostrady Berlin — Moskwa. Jednym z powodów podjęcia decyzji o budowie były zbliżające się Igrzyska Olimpijskie w Moskwie w 1980, jednak do tego czasu miał być oddany jedynie odcinek od Wrześni do Warszawy.
Odcinek Nieborów — Warszawa nigdy nie został ukończony, jednak pozostało po nim trochę wybudowanych wiaduktów, mostów i przepustów, przecinka w Puszczy Bolimowskiej (a w niej dwupasmowa droga leśna z resztkami asfaltu), a nawet 700-metrowy odcinek asfaltowej drogi donikąd. Jednym z ciekawszych obiektów są rzędy filarów, które miały dźwigać wiadukt nad planowaną, północną linią Centralnej Magistrali Kolejowej do Gdańska (również nieistniejącą). Więcej na Opencaching.pl. [red. dg]
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 20.02.2009 )
|
|
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...