Nowość w sklepie KP

kepel72dpi_maly.jpg
1proc-male-1proc.png

Komentarze

Przemoc ma płeć! Apel do posłów i p
 -Spokojny (4 komentarze)
Czarnacka: Wielka feministyczna ści
 -Spokojny (2 komentarze)
Platfaszyzm
 -Rylew (12 komentarzy)
polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Uczymy się po to, aby zmieniać świat, a nie po to, aby się do niego
przystosowywać.

Jacek Kuroń
Advertisement
Žižek: Pieniądz to piąty żywioł Drukuj
Slavoj Žižek
Slavoj Žižek
  
19.05.2009
Jedyną zaskakującą rzeczą w kryzysie, który dotknął w 2008 r. rynki finansowe, było to, jak łatwo wszyscy uwierzyli, że nie dało się go przewidzieć - grom z jasnego nieba. Przypomnijcie sobie wszystkie demonstracje regularnie towarzyszące waszyngtońskim spotkaniom MFW i Banku Światowego: protestujący poruszali nie tylko typowe antyglobalistyczne motywy (rosnący wyzysk krajów Trzeciego Świata itd.), ale również krytykowali banki, które tworzyły złudzenie wzrostu, grając fikcyjnymi pieniędzmi. Widzieli zbliżającą się katastrofę.

Nie tylko ekonomiści tacy jak Paul Krugman i Joseph Stiglitz ostrzegali przed zagrożeniami i mówili jasno, że ci, którzy obiecują niekończący się wzrost, nie zdają sobie sprawy z powagi sytuacji: w 2004 r. demonstrantów ostrzegających przez załamaniem finansowym było tak wiele, że waszyngtońska policja musiała zmobilizować osiem tysięcy dodatkowych policjantów i sprowadzić sześć tysięcy kolejnych z Maryland i Virginii.

Piąty element: Kapitał

Kiedy walczymy z AIDS, głodem, brakiem wody pitnej, globalnym ociepleniem itd., to choć uznajemy te problemy za palące, zawsze mamy czas na zastanowienie, odłożenie decyzji w czasie (przypomnijcie sobie najważniejszą konkluzję obwołanej sukcesem ostatniej konferencji klimatycznej na Bali: ustalono, że kolejne spotkanie odbędzie się za dwa lata, by kontynuować rozmowy…). Jednak w przypadku kryzysu finansowego bezwarunkowo trzeba było działać natychmiast. W mgnieniu oka znaleziono niewyobrażalne sumy.

Ocalenie zagrożonych gatunków zwierząt, ocalenie planety przez globalnym ociepleniem, ludzi umierających z powodu braku funduszy na leczenie, ocalenie głodujących dzieci… to wszystko może trochę poczekać, ale wezwanie „Ratować banki!” jest bezwarunkowym imperatywem, który skutecznie domaga się natychmiastowego działania. Wybuchła panika, natychmiast zawiązała się ponadnarodowa koalicja, natychmiast zapomniano o wszystkich urazach, byle tylko uniknąć KATASTROFY.

Realizując zasadę ustalania jednego stanowiska obu partii amerykańskich w trudnych sprawach, de facto zawieszono tam demokratyczne procedury. Bush, McCain i Obama szybko połączyli siły, tłumacząc zagubionym kongresmanom, że nie ma czasu na długie demokratyczne debaty - to stan wyjątkowy, trzeba działać szybko…

Nie zapominajmy też, że niewiarygodnie olbrzymią sumę pieniędzy wydano nie na jakieś „realne” cele, ale głównie na odbudowanie zaufania rynków - chodziło o kwestię wiary!

Czy potrzebujemy jeszcze jakiegoś dowodu na to, że to Kapitał jest tym, co Realne w naszym życiu? To właśnie potrzeby Kapitału są dużo bardziej bezwzględne niż nawet najbardziej palące potrzeby naszej rzeczywistości społecznej czy przyrodniczej. Josip Brodski udzielił swego czasu odpowiedzi na mistyczne poszukiwania „piątego żywiołu”, kwint-esencji naszej rzeczywistości: „Oprócz powietrza, ziemi, wody i ognia to pieniądz jest piątą naturalną siłą, z którą najczęściej musi się liczyć człowiek”.

Błąd Greenspana nie polegał po prostu na tym, że przecenił racjonalność podmiotów rynkowych, tzn. ich zdolność do oparcia się krótkoterminowej pokusie szalonej spekulacji. Zapomniał raczej ująć w swoich rachunkach, że spekulanci (całkiem racjonalnie) będą skłonni ryzykować, ponieważ wiedzą, że w razie wpadki i tak państwo pokryje koszty (co się właśnie stało).

Tymczasem to, co jest dobre dla Wall Street, wcale nie musi być dobre dla Main Street, czyli zwykłych ludzi. Main Street nie przeżyje, jeśli na Wall Street sprawy nie będą dobrze szły i już ta asymetria daje z góry przewagę Wall Street. Przypomnijmy sobie klasyczny argument teorii „skapywania” [trickle-down] przeciw redystrybucji (np. za pomocą progresywnej i wysokiej stawki podatkowej) - zamiast czynić biednych bogatymi, czyni ona bogatych biedniejszymi.

To podejście wcale jednak nie jest wrogiem wszelkich interwencji państwa. Chodzi o to, że bez sensu jest bezpośrednie pomaganie biednym - potrzebujemy za to interwencji pomagających jeszcze bardziej wzbogacić się bogatym. A potem profity automatycznie spłyną w dół… Dziś oznacza to przekonanie, że jeśli rzucimy dostatecznie dużo pieniędzy na Wall Street, coś w końcu skapnie również na Main Street, pomoże robotnikom i właścicielom domów. Innymi słowy, jeśli chcesz, żeby ludzie mieli pieniądze na budowę, nie dawaj ich do ręki im, ale tym, którzy udzielają im pożyczek.

Pod koniec 2008 r. grupa badaczy z uniwersytetów Cambridge i Yale, która studiowała prawidłowości zachorowań na gruźlicę w ostatnich dziesięcioleciach w Europie Wschodniej, opublikowała wyniki swoich badań. Po przeanalizowaniu danych z ponad 20 państw naukowcy ustalili wyraźną korelację między pożyczkami udzielanymi tym państwom przez MFW a wzrostem liczby zachorowań na gruźlicę. Kiedy tylko pożyczki się kończyły, liczba zachorowań spadała. Wyjaśnienie tej pozornie dziwnej korelacji jest bardzo proste: warunkiem udzielenia pożyczek było wprowadzenie przez te państwa „dyscypliny finansowej” (czyli redukcji wydatków publicznych), a pierwszą ofiarą środków, które miały „uzdrowić finanse”, były wydatki na publiczną służbę zdrowia. W ten sposób otwierano pole dla organizacji humanitarnych, które mogły ubolewać nad katastrofalnym stanem usług zdrowotnych w tych krajach i oferować pomoc charytatywną.

Toksyczny Bliźni

W tym kontekście trzeba podjąć ponownie temat miłości bliźniego. Dziś de facto coraz bardziej oddalamy się od bliźniego. Nawet akcje charytatywne służą trzymaniu bliźnich na dystans. Możemy kupić sobie odpust, zamiast skonfrontować się realnie z problemami społecznymi. Nic dziwnego, że znów popularny staje się temat „osób toksycznych”. W sposób charakterystyczny dla „postmodernizmu” przymiotnik „toksyczny” obejmuje cały szereg właściwości należących do kompletnie różnych poziomów (natury, kultury, psychologii, polityki).

„Toksyczny podmiot” może być śmiertelnie chorym imigrantem, którego trzeba poddać kwarantannie; terrorystą, którego śmiercionośne plany trzeba pokrzyżować i którego miejsce jest w Guantanamo; fundamentalistycznym ideologiem, którego trzeba uciszyć, bo sieje nienawiść; rodzicem, nauczycielem lub księdzem, który molestuje i wykorzystuje dzieci… Jeśli pójdziemy za tą logiką do samego końca, okaże się, że toksyczny jest Bliźni jako taki, ponieważ nie jesteśmy w stanie urefleksyjnić otchłani jego pragnienia.

A zatem ostatecznym celem wszystkich reguł kierujących relacjami międzyludzkimi jest poddanie kwarantannie lub przynajmniej zneutralizowanie tego toksycznego wymiaru, sprowadzenie Bliźniego do poziomu zwykłego sąsiada. Wszyscy kochamy naszych sąsiadów, ale nie chcemy, aby byli toksyczni, tak jak lubimy pić kawę bez kofeiny, piwo bez alkoholu, colę bez cukru…

Uwaga na demokrację po włosku

Dziś być może najbardziej postępowymi krajami są Włochy i Polska, oczywiście nie w tym sensie, że są najbardziej rozwinięte. Po prostu pokazują, w którym kierunku rozwija się świat. Upraszczając, możemy powiedzieć, że w Polsce lewica odeszła w niebyt i wybór sprowadza się do oświeconego, liberalnego kapitalizmu w wydaniu Donalda Tuska oraz populizmu braci Kaczyńskich. Włochy poszły jeszcze krok dalej. Tam Berlusconi jest jednocześnie i jednym, i drugim. Ci, którzy jeszcze wierzą w demokrację, powinni przyjrzeć się temu, co się dzieje we Włoszech.

Jak gdyby czyniąc ironiczny ukłon w stronę teorii Giorgio Agambena, włoski rząd ogłosił w lipcu 2008 r. stan wyjątkowy, aby uporać się z problemem Bliźniego w formie, jaką przyjmuje on dzisiaj w Europie Zachodniej: chodzi o napływ nielegalnych imigrantów z północnej Afryki i Europy Wschodniej. Następnie rozmieścił 4 tys. uzbrojonych żołnierzy, by kontrolowali strategiczne punkty w dużych miastach (stacje kolejowe, centra handlowe), a tym samym podnieśli poziom bezpieczeństwa publicznego. Podobno są plany, by użyć wojska dla ochrony kobiet przed gwałtami… Warto zauważyć, że stan wyjątkowy wprowadzono bez jakiegoś wielkiego halo: życie toczy się normalnym rytmem…

Czy właśnie nie do tego zmierzają kraje rozwinięte na całym świecie? Ta lub inna forma stanu wyjątkowego jest akceptowana jako niezbędny środek przeciw zagrożeniu terrorystycznemu czy przeciw imigrantom.

Jak w rzeczywistości wygląda taki stan wyjątkowy? Pewien incydent z 20 września 2007 r. jest w tej mierze wielce wymowny. Tego dnia sąd na Sycylii oskarżył siedmiu tunezyjskich rybaków o przestępstwo polegające na uratowaniu 44 afrykańskich imigrantów od pewnej śmierci w morzu. Za „pomoc i współudział w nielegalnej imigracji” oskarżeni otrzymali wyroki od roku do15 lat pozbawienia wolności.

7 sierpnia rzucili kotwicę na szelfie jakieś 30 mil na południe od wyspy Lampedusa niedaleko Sycylii i poszli spać. Obudziły ich krzyki i zobaczyli tonący ponton wypełniony całkowicie wygłodniałymi ludźmi, wśród których były kobiety i dzieci. Kapitan zdecydował o odstawieniu rozbitków do najbliższego portu na Lampedusie. Tam też aresztowano całą załogę.

Wszyscy obserwatorzy zgadzają się, że prawdziwym celem tego absurdalnego procesu jest zastraszenie załóg innych łodzi. Nie podejmowano żadnych akcji przeciw rybakom, którzy w podobnej sytuacji odpychali imigrantów kijami i pozwalali im utonąć. Incydent ten pokazuje, że Agambenowskie pojęcie homo sacer, człowieka wyjętego spod prawa, którego można bezkarnie zabić, działa w samym środku Europy. Ta sama Europa mieni się ostatnim bastionem praw człowieka i pomocy humanitarnej i stawia się w opozycji wobec nadużyć popełnianych przez Stany Zjednoczone w wojnie z terroryzmem.

Czy sposób, w jaki nasze rządy zajmują się „zagrożeniem ze strony imigrantów”, nie przypomina tak zwanego „rozsądnego antysemityzmu”? Jego formułę zaproponował w 1938 roku Robert Brassilach, sam uważający się za „rozsądnego antysemitę”:

„Pozwalamy sobie na oklaskiwanie w kinie Charlie Chaplina, pół-Żyda; na wielbienie Prousta, pół-Żyda; na oklaskiwanie Yehudi Menuhina, Żyda; a głos Hitler niesie się na falach radiowych nazwanych nazwiskiem Żyda Hertza. […] Nie chcemy nikogo zabijać ani organizować żadnych pogromów. Uważamy jednak, że najlepszym sposobem zapobieżenia nieprzewidzianym aktom odruchowego antysemityzmu jest właśnie urządzenie antysemityzmu rozsądnego.”

Choć rządy odrzucają bezpośredni populistyczny rasizm jako „nierozsądny” i nie do przyjęcia wedle naszych demokratycznych standardów, promują „rozsądnie” rasistowskie środki zapobiegawcze… Dzisiejsi Brassilachowie, z których niektórzy są nawet socjaldemokratami, mówią nam: „Pozwalamy sobie oklaskiwać afrykańskich i wschodnioeuropejskich sportowców, azjatyckich lekarzy, indyjskich programistów. Nie chcemy nikogo zabijać ani organizować pogromów. Uważamy jednak, że najlepszym sposobem zapobieżenia zawsze nieprzewidywalnym wybuchom skierowanym przeciw imigrantom jest zorganizowanie rozsądnej ochrony przed imigracją”. Tak właśnie wygląda przejście od jawnego barbarzyństwa do barbarzyństwa z ludzką twarzą.

Skrócona wersja wykładu wygłoszonego 12 maja na Uniwersytecie Warszawskim, zorganizowanego przez „Krytykę Polityczną” z okazji wydania książki Žižek. Przewodnik Krytyki Politycznej.

Zobacz też: Fotorelacja: Žižek w Warszawie

Tekst ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z 16-17 maja 2009.


Na podobny temat




  Komentarze (7)
 1 Niezupełnie kwestia samej wiary
Dodane przez wojnier, w dniu - 21.05.2009 14:47
„Nie zapominajmy też, że niewiarygodnie olbrzymią sumę pieniędzy wydano nie na jakieś realne cele, ale głównie na odbudowanie zaufania rynków - chodziło o kwestię wiary!” 
To niebagatelna kwestia bo przy braku wiary następuje tzw „run na banki” czyli masowe wybieranie depozytów przez ludność. Zapobiegnięcie temu zjawisku to cel całkiem realny.
 2 Dodane przez blaise, w dniu - 21.05.2009 20:53
Owszem bo lud musi wierzyć, tylko dzięki jego wierze system ten może się utzymać. Wpłacanie bilionów nie było jedyną możliwością - można było też znacjonalizować banki. Uniknięto by pewnie masowej paniki ciułaczy, ale wiara mogłaby ucierpieć.
 3 Dodane przez blaise, w dniu - 21.05.2009 20:53
Owszem bo lud musi wierzyć, tylko dzięki jego wierze system ten może się utzymać. Wpłacanie bilionów nie było jedyną możliwością - można było też znacjonalizować banki. Uniknięto by pewnie masowej paniki ciułaczy, ale wiara mogłaby ucierpieć.
 4 Dodane przez wojnier, w dniu - 21.05.2009 21:37
Ależ właśnie tak zrobiono, to wpłacanie to była nacjonalizacja w proporcji do wysokości „pomocy”.
 5 Dodane przez blaise, w dniu - 21.05.2009 22:11
Chyba nie. To była być może nacjonalizacja samych strat. Bailout to chyba nie to samo co przejęcie banku przez państwo. Jeszcze pamiętam, że mówiono coś o „akcjach niemych”. Nie było to przejęcie tylko wrzucenie kasy. Bailoutowane banki nie są dziś własnością państwa, ani nie są też przez państwo zarządzane.
 6 nacjonalizacja bankowych strat
Dodane przez wojnier, w dniu - 22.05.2009 14:49
to fajnie brzmi w dyskusji ale nie znaczy nic konkretnego. Pomoc dla banków ma różną postać, są to poręczenia kredytowe, kredyty oraz wykup udziałów również. Sektor bankowy ma z reguły uprzywilejowaną pozycję w każdym państwie a w Polsce objawia się to np poprzez tzw tytuł wykonawczy, którym bank może się posłużyć wobec każdego kredytobiorcy w dowolnym momencie i zażądać natychmiastowego zwrotu kredytu bez podania przyczyny. 
Są i inne przywileje banków, o których można podyskutować ale pełna nacjonalizacja to zabieg, którego nawet ulubiona Szwecja nie chce zastosować, może coś w tym jest?
 7 Polska krajem sfiksowanym na gospodarczy
Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, musisz mieć włączony Javascript, by go zobaczyć website, w dniu - 06.07.2009 08:02
A w Polsce powstaje kolejna partia skupiająca ultra liberałów i wagabundów. To jest osobliwe, że w kraju, który jest w czołówce państw o największym rozwarstwieniu społecznym i społecznych niesprawiedliwości najlepiej się mają partie neoliberalne. Mają one niestety prawie nieustająco wielkie społeczne poparcie. 
Przez całe dwudziestolecie istnienia III RP mieliśmy ciąg neoliberalnej polityki kolejnych rządów. Nawet PiS, który miał w swoim programie walkę z niesprawiedliwościami i dbanie o całe społeczeństwo, a w szczególności o ludzi ze społecznych dołów powołał na stanowisko ministra finansów liberałkę, która skutecznie blokowała prospołeczne i uzdrawiające poszczególne wycinki naszej gospodarczej i społecznej rzeczywistości działania innych ministrów, szczególnie, mocno zaangażowanego w naprawę służby zdrowia ministra Religi.  
Czyżby partie, które mają w swych nazwach lub programach słowa związane z socjalnością lub pracą kojarzą się z ultra ideologicznym ustrojem komunistycznym? Czy może głoszone przez neoliberałów hasła wolności i efektywności skutecznie przykrywają rzeczywiste ograniczenia wolności i efektywności. Czyżby nadzieje i marzenia, które oni skutecznie wzbudzają są silniejsze od namacalnych doznań? Czyżby epoka medialna, z którą mamy obecnie do czynienia sprawia, że kreowana przez media wirtualna rzeczywistość zakrywa tą empiryczną i wizje i poglądy zadowolonych dziennikarzy i ludzi publicznych są tak hipnotyzujące, że stają się wizjami i poglądami większości obywateli? 
Wprawdzie publika mediów identyfikuje się z tezami i wydźwiękiem takich programów jak np. program prowadzony przez redaktor Jaworowicz, współczuje osobom, którym dzieje się krzywda i denerwują ją pokazywane przejawy ludzkiej niegodziwości a także niesprawiedliwe i bezduszne działania urzędników i ludzi władzy ale zupełnie nie ma to przełożenia na oceny naszej rzeczywistości politycznej i gospodarczej, na oceny władz i państwa. Jakby państwo było bezradne ze swej natury i polityka państwa zupełnie nie miała wpływu na te bulwersujące zdarzenia i amoralne działania. 
 
 
http://zdizek.blog.onet.pl

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować artykuły.
Zaloguj się lub zarejestruj.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.3
Polska adaptacja - JoomlaPL.com Team

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »