Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Szczuka: Niemoralne propozycje Drukuj
Kazimiera Szczuka   
12.12.2007
Przekonanie o tym, że dostęp do ciał kobiet to przywilej męskiej władzy wydaje się nam stare jak świat. Niewolnice, nałożnice, hurysy, branki wojenne, chłopki, które podlegały prawu pierwszej nocy, wreszcie – służące, pokojówki, guwernantki, robotnice, sekretarki, asystentki… Ale nie tylko. Polscy arystokraci stręczyli młodą mężatkę, panią Walewską, Napoleonowi, bo skoro Polka wpadła w oko wielkiemu Cesarzowi Francuzów, to seks z nim był jej patriotycznym obowiązkiem. Jedne kobiety przechodzą do narodowej legendy, inne potępiamy jako dziwki, wszystko zależy od tego, z kim spały. Rzadko zastanawiamy się, czy miały jakiś wybór.

Przyzwolenie na ten „naturalny” stan rzeczy ukrywa się w stereotypach, w dowcipach, pogardzie dla kobiet, które „rozkładają nogi”, robią karierę przez łóżko”, „wiedzą, komu dawać”. Komu? Temu, kto zbawi, załatwi, zatrudni, zapłaci, nie zwolni. Temu, kto ma to, czego my nie mamy: władzę i pieniądze. Nawet bardzo niewielką władzę, wystarczy, że jest kierownikiem zmiany. W społecznej świadomości ten ktoś zawsze zasługuje na większy szacunek niż kobieta, której złożono niemoralną propozycję. On to szef, ona dziwka. Która dziewczyna w Polsce nie słyszała kawałów o tym, jak to gwałcona zeznaje że owszem, opierała się… o ścianę, a młoda aktorka chwali się, że producent lansował ją w hotelu przez dwie godziny? Kto nie słyszał o tym, że pielęgniarka to materac dla lekarza, a stewardesa dla pilota? Kto nie zna ludowej mądrości o psie i suczce, która jakby nie dała, to pies by nie wziął? A ile osób wie, że mobbing, molestowanie i wykorzystywanie seksualne jest przestępstwem? Na pewno nie wiedzieli o tym politycy Samoobrony, jednej z rządzących w Polsce do niedawna partii. Byli przekonani, że skoro zaszli tak wysoko, przysługuje im nagroda również w naturze, odbierana wedle własnego uznania. Taki przecież jest porządek świata.

Sprawa Anety Krawczyk, pracownicy łódzkiego biura posła Samoobrony, która złożyła zeznania obciążające prominentnych działaczy i samego przewodniczącego partii, przetoczyła się przez media jako „seksafera” zadająca cios „rewolucji moralnej”, obiecywanej przez prawicowo-populistyczną koalicję PiS- LPR - Samoobrona.

Krawczyk zdecydowała się ujawnić własne nazwisko i twarz, przyznać, że przez kilka lat dotrzymywała nieformalnej umowy „seks za pracę”. Zatrudniono ją w zamian za seksualną „dyspozycyjność” i obok sumiennie pełnionych obowiązków biurowych wykonywała po godzinach lub w trakcie godzin pracy również szokujące zadania partyjnej nałożnicy. Nie była jedyna. Za jej przykładem zeznawać zaczęły inne kobiety. Do mediów przedostały się drastyczne opowieści o imprezach, delegacjach, spotkaniach, nocnych wezwaniach na szybki numerek, odstępowaniu partnerek kolegom. Powtarzały się wzmianki o pijaństwach, brutalności, przemocy i zgwałceniach.

Bez względu na wyniki prowadzonego (nieśpiesznie) procesu, najbardziej zadziwiające były reakcje oskarżanych działaczy, a także ich żon, lojalnie broniących swoich po męsku jurnych chłopów. Ci przybierali pozy mężów stanu, ludzi honoru, odpowiedzialnych za kraj, elektorat i własne rodziny. Z oburzeniem lub szyderstwem apelowali do opinii publicznej, aby nie ulegała nagonce, sterowanej przez politycznych wrogów a rozpętanej przez żałosne zera: rozwódki, samotne matki, biurowe popychadła, zazdrosne brzydule, prostytutki, „kobiety zboczone”. Najwyraźniej panowie politycy – wiadomo, che che, że nie są święci – sądzili, że pozostaną bezkarni, że wszystko sprowadzi się do wspólnego rechotu, a w razie kłopotów – pielgrzymki na Jasną Górę i powiadomienia mediów o odbytej spowiedzi.

W gruncie rzeczy może nie mylili się aż tak bardzo. Opinia publiczna znacznie chętniej piętnuje ofiary aniżeli sprawców. Kobietom trudno jest solidaryzować się z tymi, które zdecydowały się mówić mimo wstydu, mimo strachu, mimo osamotnienia. Lekcja jest gorzka – wyjdziesz z ukrycia, to wezmą cię na języki, dzieciom żyć nie dadzą, pracy nie znajdziesz. Z „nimi” - szefem i jego kolegami – w mieście nie wygrasz, najlepiej będzie dla ciebie jak znikniesz, wyjedziesz, bo bez względu na to, co zadecyduje sąd, już i tak przegrałaś.

Co kieruje kobietami, które będąc w sytuacji „Anety K” zdecydowały się mówić i z mniej lub bardziej chętnych albo zdesperowanych ofiar przeistoczyły się w bohaterki głośnych czy skandalicznych spraw? Chęć zemsty, bezsilna wściekłość, upokorzenie, wyrachowanie, wola odbudowania godności, brak środków do życia? A może wszystko po trochu? Z największym trudem przebija się do zbiorowej świadomości fakt, że motywacje poszkodowanych nie mają tu żadnego znaczenia – to nie one popełniły przestępstwo. Popełnili je ci, którzy nadużyli władzy, nie ci, którzy musieli albo zechcieli się na taki układ zgodzić. Zadziwiające, że potrzeba prawdziwej rewolucji kopernikańskiej, abyśmy dostrzegli oczywistość - to pracownik, jako strona słabsza, wymaga ochrony. Szefa się nie molestuje. Szefa się nie zwalnia z pracy. Szefa należy się słuchać.

Mimo powszechnej opinii, że najłatwiej wygrać proces o molestowanie lub mobbing z dużą zachodnią firmą, (bo tam to już nawet strach kobiecie powiedzieć komplement!) to właśnie wielki koncern Pepsi Co pośrednio stał się bohaterem skandalicznej historii z przełomu lat 2004- 2005. W należącej do koncernu fabryce chipsów Frito Lay w Grodzisku osiem kobiet straciło pracę za sam fakt nagłośnienia zachowania kierownika zmiany. Kierownik wzywał do swojego pokoju podczas godzin pracy, namawiał na seks, usiłował obmacywać, zastraszał, groził zwolnieniami. Firma stanęła za kierownikiem, pracownice zwolniono, później w trybie dyscyplinarnym zwolniono również wspierającego je działacza zakładowej komisji NSZZ Solidarność. Mimo to sprawa znalazła się w grodziskim sądzie, gdzie – jak donosiła „Gazeta Wyborcza” – postępowanie toczy się zadziwiająco ślamazarnie. Ta sprawa nie została nazwana „seksaferą”, nie wywołała burzy w kraju. Ot, zwolniono jakieś kobiety ze śmierdzącej, przegrzanej fabryki chipsów, podobno ktoś tam się do nich dobierał.

Równie ślamazarnie, co w wypadku Frito Lay, toczy się w Warszawie sprawa pallotyna ze stowarzyszenia Karan. Według zeznań pracowników w ośrodku terapii osób uzależnionych, prowadzonym przez osobę duchowną, dochodziło do mobbingu, molestowania seksualnego, poniżania pacjentów i zespołu. Doszło nawet do samobójstwa jednego z podopiecznych. Zakonnik, przeciwko któremu toczy się postępowanie, ma zwyczaj via media wysyłać pozdrowienia i „całuski” skarżącym go pracownicom – psycholożkom, terapeutkom, wychowawczyniom. Kościelni zwierzchnicy ojca pallotyna, podobnie jak władze fabryki chipsów uznały zapewne, że oskarżenie narusza dobre imię całej instytucji. Najlepszą strategią jest w tym wypadku milczenie i powstrzymanie się od jakichkolwiek działań.

W Polsce, kraju konstytucyjnie gwarantowanej równości między kobietami a mężczyznami ani szkoła, ani dom, ani media nie uczą o tym, co to takiego ta równość. Z kościoła katolickiego płyną jedynie słowa o godności macierzyństwa, o naturalnym przeznaczeniu kobiety do życia w rodzinie.

Popularny program telewizyjny „Duże dzieci” niedawno poświęcił jeden z odcinków feminizmowi. Zaproszono nawet Magdalenę Środę, która miała odpowiadać na różne mądre i niemądre pytania. Rezolutne dzieciaki wygłaszały opinie, że mężczyźni rządzą, a kobiety gotują („Bez kobiet umarłbym z głodu!” – zapewnia kilkuletni chłopczyk). Na widowni dumni rodzice nagradzali salwami śmiechu co bardziej udane dziecięce bon moty. I ja się parę razy uśmiałam, bo dzieciaki są przezabawne. Ale potem zrobiło mi się jakoś dziwnie smutno. Pomyślałam, że z tymi szczególnie bystrymi i uroczymi dziewczynkami i chłopcami, wybranymi do występów w telewizji, nikt nigdy nie porozmawiał o równości, sprawiedliwości, godności kobiet i mężczyzn. Polskie dzieci nie mają o tych wartościach bladego pojęcia. Za to od najwcześniejszych lat potrafią za rodzicami psioczyć, a to na postkomunę, a to na nietrzeźwego byłego prezydenta, a to na autorytarne kaczory. Bystre telewizyjne dzieci feminizm znają jedynie z rubasznych żartów o babochłopach i z odwiecznej „Seksmisji”.

Wkrótce „duże dzieci” staną się jeszcze większe. Poznają i te odwieczne ludowe mądrości o suczce i psie, o materacach, o rozkładaniu nóg. Na razie wśród dzieci panuje zgoda co do tego, że mężczyźni znają się na wielu rzeczach i walczą a dziewczynki dzielą się na ładne i zwyczajne. Tym ładnym na pewno będzie w życiu łatwiej! – zapewniają nas dzieci.

Tekst został napisany na konferencję Feminoteki i Gender Index pt. „Niemoralne propozycje. Molestowanie i mobbing w miejscu pracy”, która odbyła się 8 grudnia 2007 w Warszawie.


Komentarze
Dodaj nowy
araya   |12.12.2007 20:03:22
Od paru już lat ogólnie wiadomo, że tzw. feministkom nie chodzi o
równouprawnienie, tylko o poniżanie mężczyzn. Nie chodzi, broń boże, o zrównanie
wieku emerytalnego, tylko o resentyment (tu gdzie mieszkam, historie okładkowe w
magazynach zaczynają się tytułami na pierwszej stronie: "Nie jesteś
zadowolona z seksu? Jak pobudzić twojego leniwego gniota, żeby zaczął cię
kochać?" Jak tak dalej pójdzie, moje panie, zostaniecie pozostawione same
sobie (jak to już jedna z Was przytomnie zauważyła, nie pamiętam tylko, która).
Jeżeli za wszystkie swoje niepowodzenia - realne i wyimaginowane - będziecie
obwiniać mężczyzn, wizja z Seksmisji szybko się spełni.
Tyle że ja mam to
gdzieś. Mężczyzna jest już i tak - jak to pisał ktoś - gatunkiem zanikającym.
martina   |14.12.2007 14:09:11
Jakie znowu poniżanie - tekst jest konkretny dotyczy kulturowo przez wieki
wypracowanych stereotypów dotyczących kobiet sprowadzających się do poniżania
kobiety w ramach przyjętego \"kobieta słabsza, gorsza etc\".
Dopóki w obiegu kulturowym takie porównania słowne jak \"pies
suka\" będą funkcjonowały dopóty niektórzy mężczyżnie będą uważali że to
jest normalne zawsze przecież tak było, że szef sekretarkę podszczypać może?
Zwracanie na to uwagi nie ma na celu poniżania mężczyzn bo ci którzy tak
postępują nie wzbudzają symaptii tzw szacunku tylko wstręt u kobiet, zatem
poniżają sami siebie, ma natomiast na celu eliminowanie z kultury a co za tym
idzie języka który jest jej wyrazem takich porównań i określeń. Jak ich nie
będzie to nie będzie przyzwolnienia społecznego a jak nie ma przyzwolnienia
społecznego to się niektórzy panowie zastanawią zanim coś poniżającego zrobią -
ewolucji ciąg dalszy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 12.12.2007 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.00762 Seconds