Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
On zaś będzie panował nad tobą Drukuj
Sławomir Sierakowski   
17.12.2004

Święte oburzenie, jakie wywołały słowa Magdaleny Środy wśród prawicowych publicystów i polityków, dziwi, bo teza pełnomocniczki do spraw równego statusu kobiet i mężczyzn nie jest nowa. Pojawia się nie tylko wśród feministek, ale także w debatach katolickich intelektualistów polskich i zachodnich. Gdyby rozumowanie Środy nie było dobrym pretekstem do pokazania się „dziarskich chłopców” z prawicy przed kamerami, nie wyszłoby nigdy poza salę szwedzkiej konferencji.

System wartości tradycyjnie hierarchizujący role mężczyzny i kobiety jest pierwszym w logicznym porządku powodem potencjalnej przemocy wobec kobiet. I nie ma w tym nic dziwnego. To Kościół zresztą już wie i stara się choćby na poziomie teologicznym zrównać obie role. Jednakże kluczowa i tak pozostaje kultura dnia codziennego, a ta nie wygląda dobrze. „Katolicka Polska” jest ciągle krajem przemocy wobec kobiet, a z tym walczyć ma pełnomocnik ds. równego statusu.

Kobiety mają milczeć

Chcąc zrozumieć, czy istnieje zależność między przemocą i chrześcijaństwem, dobrze zacząć od źródeł, pamiętając przy tym, że współczesne ich znaczenie jest uzależnione od teologicznych interpretacji, a te bywają czasem bardzo różne. Sięgamy zatem po Biblię. Na kartach Nowego Testamentu widzimy, jak działalność Jezusa Chrystusa zmienia podejście do kobiet. On - mężczyzna - przełamuje ówczesne standardy. Spotykał się i rozmawiał z kobietami w miejscach publicznych. Więcej - nie odtrącał kobiet, kiedy te chciały za nim podążać, stając się jego uczennicami i pełnoprawnymi adresatkami Jego przesłania. To kobiety pierwsze, nieprzypadkowo zapewne, zostały poinformowane o Jego Zmartwychwstaniu, by dalej przekazały tę wieść apostołom. Okazuje się, że dla kobiety najważniejsza nie jest rodzina i wychowywanie dzieci, ale - podobnie jak dla mężczyzny - wiara. To jedna strona medalu.

Druga jest, niestety, zupełnie inna. Gdy z uwagą wczytamy się w zamieszczone na stronicach tej świętej księgi chrześcijaństwa antykobiece passusy, widzimy - np. w Księdze Rodzaju że kobieta jest równorzędnym partnerem mężczyzny, ale tylko do chwili zerwania zakazanego owocu. Potem jako o sprawczyni grzechu pierworodnego mówi się o Ewie, czyli kobiecie „w ogóle”, następująco: „Obarczę cię niezmiernie wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła dzieci, ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad Tobą” (3,16). W późniejszych tekstach coraz silniejsza staje się tendencja do przypisywania winy za grzech wyłącznie kobiecie: „To od kobiety wywodzi się grzech i przez nią wszyscy musimy umrzeć” (Syr 25, 24). W Księdze Sędziów (18,11-30) znajdujemy w końcu historię bezimiennej kobiety, która w imię zasad gościnności wydana została przez męża zgrai mężczyzn. Ci przez całą noc gwałcili ją, doprowadzając do śmierci. Jej mąż lewita chciał w ten sposób uchronić swoich gości przed owymi napastnikami. Co więcej, ćwiartuje ciało swej żony na dwanaście części, rozsyła je po całym Izraelu po to, by wywołać wojnę. Tak przemoc została doprowadzona do granic możliwości. Nie należy sądzić - komentuje tę historię polska teolożka Elżbieta Adamiak, autorka ważnej książki teologicznej pod symptomatycznym tytułem „Milcząca obecność” - że ktoś, pisząc tę historię, myślał o kobietach, które będą to czytać. Przeciwnie: zakładał, że kobieta jest własnością mężczyzny.

Pomyśli ktoś - wszak to Stary Testament, nie ma się czemu dziwić. Ale i w Nowym spotkamy niepokojące sformułowania. Tym bardziej że wiążące się z tak fundamentalną kwestią jak kategoria „obrazu Bożego”. A - jak przekonuje siostra Elizabeth Johnson w tekście z „Tygodnika Powszechnego” (nr 50 z 2002 r.) - „nie jest bez znaczenia, w jaki sposób symbol Boga funkcjonuje w ludzkich umysłach. Jeśli ciągle myślimy o Bogu w formie męskiej, nie ulega wątpliwości, przynajmniej dla mnie, że w ten sposób faworyzowani są mężczyźni”. W Liście do Koryntian św. Pawła czytamy: „Tak jak to jest we wszystkich zgromadzeniach świętych, kobiety mają na tych zgromadzeniach milczeć; nie pozwala się im bowiem mówić, lecz mają być poddane, jak to Prawo nakazuje. A jeśli pragną się czegoś nauczyć, niech zapytają w domu swoich mężów! Nie wypada bowiem kobiecie przemawiać na zgromadzeniu” (1Kor 14,34-36).

Na podstawie analogicznych słów, których znajdziemy w Biblii bez liku, uznawano - przekonuje Adamiak - że wspólny obu płciom jest przejaw nadprzyrodzonego imago Dei, natomiast doczesny dotyczy już tylko mężczyzn. „Tak teologicznie uzasadniano porządek społeczny: mężczyzna jest człowiekiem aktywnym i przeznaczonym do panowania, kobieta - istotą bierną i podporządkowaną.” - wyjaśnia Adamiak w jednej z rozmów z „Tygodnikiem” (nr 49 z 2002).

Grzech seksizmu

Prawdopodobnie jeszcze długo Kościół będzie musiał oczyszczać swoją pamięć i swoje nauczanie z antykobiecych naleciałości. Rozmaici doktorzy Kościoła i święci mężczyźni nierzadko widzieli w kobietach pośledniejszy gatunek. „Kobieta jest nieudanym mężczyzną”, „Z natury jest podległa mężowi, gdyż z natury mężczyzna ma większe rozeznanie rozumu” (św. Tomasz z Akwinu)., „Trwa ciągle na tym świecie wyrok Boga przeciwko twojej płci. A więc z konieczności żyjesz jako oskarżona. Ty jesteś komnatą diabła!” (Tertulian). Czy taki typ nauczania poniżający wobec kobiet jest tylko wspomnieniem?

Powagę sprawy potwierdza Jan Paweł II, który w 2000 Roku Jubileuszowym w bezprecedensowym dla Kościoła wyznaniu win i prośbie o przebaczenie za grzechy popełniane w historii przez „synów Kościoła” wyraził także żal z powodu dyskryminacji i poniżania kobiet. Wcześniej w „Liście do kobiet” z 1995 roku napisał: „Jesteśmy, niestety, spadkobiercami dziejów pełnych uwarunkowań, które we wszystkich czasach i na każdej szerokości geograficznej utrudniały życiową drogę kobiety zapoznanej w swojej godności, pomijanej i niedocenianej, nierzadko spychanej na margines, a wreszcie sprowadzanej do roli niewolnicy. (…) Ale jeśli, zwłaszcza w określonych kontekstach historycznych, obiektywną odpowiedzialność ponieśli również liczni synowie Kościoła, szczerze nad tym ubolewamy.”

W tym samym czasie Kongregacja Generalna Towarzystwa Jezusowego przyznawała wprost: „Jesteśmy wszakże częścią tradycji społecznej i kościelnej, która zawiniła wobec kobiet. Podobnie jak inni mężczyźni usiłujemy zwykle przekonywać samych siebie, że problem nie istnieje. A jednak częstokroć - choć być może nieświadomie - przyczyniliśmy się do powstania pewnej formy klerykalizmu, który umacniał dominację mężczyzn, powołując się na wyraźną jakoby aprobatę ze strony Boga”.

Jednak - jak przekonuje siostra Johnson we wspomnianym tekście z „Tygodnika Powszechnego” - „dyskryminacja nie ulotniła się wraz z aktami skruchy Jana Pawła II i watykańskich hierarchów. Kobiety dalej są wyłączone zarówno z uczestnictwa w kościelnych posługach (np. posługi diakonatu) czy pełni udziału w systemie sakramentalnym, jak również - a może tym bardziej - z procesów decyzyjnych, które kształtują dzisiejsze oblicze Kościoła. Nie trzeba być przenikliwym obserwatorem życia kościelnego, by się o tej niesprawiedliwości przekonać”.

Ostatni dokument dotyczący kobiet wydany 31 lipca br. w Watykanie - „List do biskupów Kościoła katolickiego o współdziałaniu mężczyzny i kobiety w Kościele i świecie” - spotkał się ze stanowczą krytyką jeszcze innej teolożki feministycznej Rosemary Radford Ruether, która napisała: „List jest adresowany do biskupów Kościoła katolickiego, nie zaś do całego kleru i katolików świeckich. Dlatego kobiety nie są adresatkami listu, stanowią po prostu przedmiot opisu, aby biskupi wiedzieli, jakie powinno być nauczanie na temat kobiet. (…) Chociaż list wzywa do «dialogu z wszystkimi mężczyznami i kobietami dobrej woli, w szczerym poszukiwaniu prawdy oraz we wspólnym zaangażowaniu w rozwijanie bardziej autentycznych związków«, w istocie podejście w nim przedstawione wyklucza dialog z kimkolwiek, a już z kobietami w szczególności. W tekście tym przyjmuje się raczej, że »poprawne rozumienie« natury kobiet i sposób, w jaki mężczyźni i kobiety powinni ze sobą współpracować w Kościele i społeczeństwie, są już całkowicie znane Urzędowi Nauczycielskiemu (tzn. znane kard. Ratzingerowi dokonującemu interpretacji nauczania Jana Pawła II). Dlatego też problemem pozostaje jedynie bliższe określenie tego poprawnego stanowiska i obwieszczenie go biskupom, jak również, dzięki nauczycielskiemu autorytetowi Papieża, nakłonienie wszystkich innych w Kościele i w świecie do aprobaty tej poprawnej wykładni lub, w wypadku jej odrzucenia, potępienie”. („Dialog z głuchym. Odpowiedź na watykańską deklarację w kwestii kobiet” w najbliższym numerze „Krytyki Politycznej” 7-8/2005).

Na ołtarzu dobra rodziny

Zatem nawet na teologicznych wyżynach wiary katolickiej pojawia się dyskryminacja kobiet, która usprawiedliwia traktowanie ich z góry. Sądzić, że nie sprzyja to przemocy, jest hipokryzją. Dlaczego wszyscy ci, którzy krytykowali Środę i zarzucali jej ideologiczne uprzedzenie, milczeli, gdy w czerwcu 2000 roku Jerzy Kropiwnicki jako wysłannik polskiego rządu na sesję ONZ na temat sytuacji kobiet (sic!) mówił, że „przemoc w rodzinie jest w Polsce sprawą marginalną” oraz - odcinając się od stanowiska UE - sprzeciwił się wpisaniu do dokumentu końcowego sesji zakazu dyskryminacji ze względu na orientację seksualną? Polska zajęła wówczas podobne stanowisko jak delegaci m.in.: Algierii, Iranu, Libii, Sudanu, Pakistanu. Dodajmy, że z ówczesnych badań opinii publicznej wynikało, że ponad połowa kobiet zna ofiarę przemocy domowej.

Dopóki politycy prawicy będą - tak jak czynił to Kropiwnicki i stale powtarzają politycy i publicyści prawicy - uzasadniać sądy, że „przemoc w rodzinie jest w Polsce sprawą marginalną”, troską o chrześcijański model rodziny, dopóty Magdalena Środa będzie miała nie tylko prawo, ale i obowiązek mówić, że istnieją pośrednie związki między religią i jej sposobem ekspresji a przemocą wobec kobiet. W atmosferze nawoływania do odnowy życia politycznego w Polsce aż gęsto od nawoływania polityków, żeby przestali kraść i kłamać. Kiedy jednak mówią prawdę, nawet własny obóz zamiast poparcia udziela im reprymendy, a następnie degraduje.

Hierarchowie Kościoła, proboszczowie w parafiach, prawicowi politycy i publicyści wielokrotnie dawali dowody na to, że wyżej stawiają dobro rodziny niż dobro jednostek. I oczywiście ma to być rodzina tradycyjna, czyli zachowująca dawny podział ról. Oznacza to ekonomiczne uzależnienie kobiety od męża i utrzymanie jego realnej władzy, w jakiekolwiek piękne bibułki słów o „naturalnej różnicy” byśmy tego nie ubierali.

Dodajmy dwa do dwóch. Kobieta gorsza od mężczyzny, zależna od niego, podlegająca jego realnej władzy znajduje się w warunkach, w których przemoc łatwo może się pojawić. I nic jak dotąd nie wskazuje na to, że w jej obronie otwarcie stanie polski Kościół czy prawica. Zostanie ona złożona na ołtarzu dobra wspólnego rodziny, jej cierpienie stanie się ubocznym kosztem propagowania nierozrywalności związków małżeńskich.

W komentarzach do „sprawy Środy” pojawiły się też słowa o tym, że „biją idioci, a nie katolicy” (komentarz Andrzeja Stefańskiego i Jakuba Cegieły w „Gazecie” z 12 grudnia). To zresztą stała figura towarzysząca odpieraniu jakichkolwiek krytyk Kościoła. Gdy ktoś mówi o tym, jak faktycznie wygląda realizacja ewangelicznego przesłania, zaraz się go odsyła do słów Ewangelii albo do słów Papieża i idealnej wizji Kościoła, który zajmuje się wyłącznie uczeniem miłości bliźniego. Mamy Kościół idealny (ten z dokumentów) i realny (ten z parafii), i w zależności od tego, co mamy wykazać, podstawiamy jeden albo drugi. Gdy mówi się o tych, co biją albo wzywają do nienawiści lub propagują antysemityzm i nietolerancję, dramatycznie zmniejsza się liczba katolików w Polsce - okazuje się, że to wszystko bezbożnicy. Gdy natomiast mówi się o kształcie prawa, neutralności światopoglądowej, zaraz Polska okazuje się niemal w całości katolicka i należy zaraz postulaty tej licznej całości spełnić.

Prawicowo-katolicki dyskurs jest w Polsce wyrazisty, dobrze słyszalny i wszyscy znamy go na pamięć. Dobrze oddaje to Adam Ostolski w opublikowanym w witrynie internetowej „Krytyki Politycznej” liście otwartym: „Słyszałem, jak ktoś mówił (często), że bicie dzieci jest właściwą metodą wychowawczą. Słyszałem, jak ktoś mówił, że problem przemocy w rodzinie to wymysł liberałów, którzy chcą rodzinę zniszczyć. Słyszałem, jak ktoś mówił, że rozwody są sprzeczne z wolą Boga, nie jest więc dobrze, kiedy żona odchodzi od męża, który pije i bije. Słyszałem, jak ktoś mówił, że kobieta powinna dźwigać swój krzyż. Słyszałem, że ktoś wstrzymywał finansowanie ośrodków i organizacji pomagających bitym kobietom, bo nie należy szkodzić rodzinie.

Słyszałem, że ktoś mówił, że gwałt jest sam w sobie czymś złym, ale może z niego wyniknąć coś dobrego, a mianowicie dziecko. (To wszystko nie jest żadna ezoteryczna wiedza; nawet nie trzeba czytać gazet ani chodzić do kościoła, żeby to wiedzieć.) A teraz słyszę jeszcze, że zwolennicy takich poglądów oburzają się, kiedy ktoś mówi, że ma to coś wspólnego z religią katolicką i z przemocą wobec kobiet”.

Tekst ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z 17 grudnia 2004.


Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.55076 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273