Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Graff: Polskość nie jest własnością endeków Drukuj
Agnieszka Graff   
22.08.2007
Trudno polemizować z głupstwem tak oczywistym jak stwierdzenie, iż „patriotyzm jest jak rasizm”. Skoro jednak „Gazeta” opublikowała tak zatytułowany tekst z datą inną niż 1 kwietnia („Gazeta” z 17 sierpnia b.r.), to polemika wydaje się nieodzowna. Rzecz w tym, że wrzucenie patriotyzmu do jednego worka z nacjonalizmem, ksenofobią, rasizmem, a nawet totalitaryzmem jest głupstwem niebezpiecznym. To nic innego jak oddanie Polski i polskości ludziom pokroju Giertycha i Wierzejskiego, bo to oni właśnie - triumfujący od paru lat neoendecy - z uporem zacierają granicę między patriotyzmem a nacjonalizmem, przekonując nas, że polskość jest tożsama z katolicyzmem radiomaryjnym, a miłość do Polski - z nienawiścią do wszystkiego, co niepolskie. Czy jednak monopol na polski patriotyzm należy oddać panom z Młodzieży Wszechpolskiej, ojcu Rydzykowi oraz braciom Kaczyńskim?

Patriotyzm to nie nacjonalizm

Na szczęście nie ma takiej potrzeby. Istnieje bowiem zasadnicza różnica między patriotyzmem i nacjonalizmem. Miłość do własnego kraju nie jest sprzeczna ani z otwartością na świat, ani ze sprzeciwem wobec zachowań plemiennych własnego narodu, takich jak rasizm, ani nawet z pacyfizmem i niechęcią do popisów militarnych w rodzaju defilady z 15 sierpnia.
Dodajmy, że patriotyzm nie musi się też wiązać z „tożsamością narodową” rozumianą w kategoriach wspólnoty krwi, a nawet kultury. Istnieją formy patriotyzmu oparte na obywatelskości, a w Kanadzie, Australii czy USA świetnie się miewa patriotyzm wielokulturowy - głębokie przywiązanie ludzi o rozmaitych rodowodach etnicznych do pewnego projektu politycznego. Trudno o większych patriotów amerykańskich niż najnowsze pokolenia imigrantów. Zaś o polskim patriotyzmie wiele się można dowiedzieć nie tylko z historii Powstania Warszawskiego, ale także z lektury wspomnień wielu polskich Żydów z okresu międzywojnia. Jeśli absolwentowi London School of Economics trzeba powtarzać te banały, to znaczy, że skrajna prawica osiągnęła w Polsce swój cel, utrwalając w naszych umysłach czysto etniczny, zamknięty model polskości.
O różnicy między patriotyzmem a nacjonalizmem pisał w 1981 r. Jan Józef Lipski w słynnym tekście „Dwie ojczyzny - dwa patriotyzmy”. Twierdził wręcz, że w skrajnych przypadkach nacjonalista i patriota należą właściwie do różnych ojczyzn. Piętnował megalomanię narodową i szowinizm nie tylko jako nieetyczne, niechrześcijańsie i głupie, ale także jako niepatriotyczne i zgubne dla Polski.
W 85. rocznicę odzyskania niepodległości Lipskiemu wtórował Jan Nowak-Jeziorański: „Patriotyzm mieści w sobie szacunek dla patriotyzmu innych. Jest cnotą, podczas gdy nacjonalizm - grzechem”. I dalej: „Patriotyzm jest uczuciem. Nacjonalizm - światopoglądem”.
Z dzisiejszej perspektywy centralna teza eseju Lipskiego wydaje się prorocza: „jednym z najistotniejszych zagadnień naszej teraźniejszości i przyszłości jest wyzbycie się megalomanii narodowej i ksenofobii, a przynajmniej ich stępienie do stanu niegroźnego dla dalszych losów narodu polskiego. Jeśli to się nie stanie - byle agent, przebrawszy się w ułańskie czako i zawiesiwszy ryngraf na piersi, poprowadzi naród dokąd zechce, podbijając bębenka »dumy narodowej« i manipulując fobiami (…); zamkniemy w rezultacie sobie drogę do Zachodniej Europy, w której widzimy naszą kolebkę kulturową - na zawsze”.
Czyż nie to właśnie dzieje się na naszych oczach? Zaledwie kilka lat po tym, jak znaleźliśmy się w upragnionej Europie, nasza polityka zagraniczna pełna jest antyeuropejskich lęków. Ksenofobia Giertychów, Wierzejskich i Rydzyków, „polityka historyczna” Kaczyńskich, teatralne „umieranie” to za Niceę, to znów za pierwiastek - wszystko to jest dramatem, a nie kabaretem, dlatego właśnie, że szkodzi Polsce. A nazywanie podszytej kompleksami megalomanii „patriotyzmem” to nie tylko głupstwo - to także piękny prezent dla neoendeckiej prawicy.

To nie moja bajka, ale i nie faszyzm

Nie przepadam za militaryzmem, mierzi mnie prężenie narodowych muskułów. Czołgi na ulicach, plastikowy karabinami w rękach przedszkolaka - to nie moja bajka. Defiladę wojskową ominęłam więc wielkim łukiem. Ani myślę bronić tej „imprezy plenerowej”, jak ją określa Żuradzki - hałaśliwej, kosztownej, dętej.
Zgadzam się - defilada była anachronizmem i marnotrawstwem. Jak trafnie napisał Kazimierz Kutz, całość „robiła wrażenie części artystycznej agonii IV RP”. Czy jednak rozsądne jest porównywanie tego wydarzenia z defiladami urządzanymi przez dyktatorów-ludobójców, albo tymi, które dziś organizuje ku chwale Wielkiej Rosji nasz barczysty sąsiad Władimir?
Polska nie jest potęgą imperialną. Przeciwnie, nasz kraj zaledwie kilka lat temu pozbył się ze swego terytorium obcych wojsk. Podejrzewam, że dla wielu obserwatorów defilady źródłem wzruszeń nie była ani wątpliwa nowoczesność sprzętu, ani zdolność „naszych dzielnych chłopców” do zabijania talibów, lecz pamięć zupełnie innych mundurów na tych samych ulicach.
Nie podzielam tych emocji. Dla mnie symbolem Polskości i źródłem patriotycznych uniesień jest raczej widok Doliny Pięciu Stawów lub flaga narodowa sąsiadująca z flagą Unii na wiejskiej chałupie (widziałam!), niż ryk samolotu F16 nad Warszawą. A jednak, chociaż ich nie podzielam, nie traktowałabym cudzych uniesień z taką pogardą jak Żuradzki.
Traktując militaryzm, rasizm, nacjonalizm i patriotyzm jako tożsame, a także myląc pragnienie niepodległości z agresją, Żuradzki wylał dziecko z kąpielą. W jego wizji świata nie mieszczą się ani patrioci-pacyfiści (choćby ci z ruchu Wolność i Pokój), ani ludzie, którzy kierując się patriotyzmem walczyli z rasizmem (bez retoryki patriotycznej, bez wiary w amerykańską „obietnicę” nie byłoby ruchu praw obywatelskich), ani patrioci-uniwersaliści rozmaitych nacji, gotowi w różnych miejscach globu płacić życiem „za wolność naszą i waszą”.
Żuradzki pomija wreszcie prosty fakt, iż ludzie przywiązują się do ojczystych krajobrazów, zadamawiają w swojej kulturze i języku, odczuwają więź z innymi, których odbierają jako „swoich”. Słowem, zbywa milczeniem to wszystko, co składa się na tożsamość narodową, a przecież nie jest tożsame z nacjonalizmem.

Patriotka na skrzyżowaniu

„Dwie ojczyzny” Lipskiego to tekst formatywny dla wielu osób z mojego pokolenia. Po raz pierwszy czytałam go w 1986 r., przygotowując się do spotkania mojego „kółka samokształceniowego” - ówczesnej antykomunistycznej „konspiry” licealistów. Zgodziwszy się z mądrym rozróżnieniem na nacjonalizm i patriotyzm, wdaliśmy się w dziwaczny spór: co powinien uczynić polski patriota, mając do wyboru pomoc w przejściu przez ulicę jednej z dwóch staruszek - Polki i cudzoziemki. Awantura trwała parę godzin, a ostatecznych ustaleń nie pomnę.
Ten infantylny dylemat przypominał mi się podczas lektury rozważań Żuradzkiego. Jego zdaniem „z bezstronnego punktu widzenia, który charakteryzuje myślenie moralne, patriotyczne uniesienia i przedkładanie zobowiązań wobec jednych ludzi nad zobowiązania wobec innych tylko dlatego, że akurat żyją na niewłaściwym skrawku ziemi, są jak rasizm. Różne traktowanie ludzi ze względu na ich kolor skóry nie różni się niczym od różnicowania ich na podstawie miejsca zamieszkania”. A zatem, koledzy i koleżanki, której staruszce pomożemy przejść przez ulicę – Belgijce, Nigeryjce, czy Polce?
Kierując się „bezstronnym punktu widzenia”, Żuradzki upierałby się zapewne przy losowaniu, wszystko inne uznając za „relikt plemiennej przeszłości”. Ja jednak mieszkam w Warszawie, gdzie rzadko na skrzyżowaniach widuję Belgijki i Nigeryjki. Jeśli zobaczę - niechybnie pomogę. Tymczasem fakt, że spotykam staruszki polskie, że wdaję się z nimi (po polsku) w pogawędki o tym i owym, buduje między nami pewną nie całkiem „bezstronną” więź. I ta więź - banalna, ulotna, a jednak realna - ma coś wspólnego z polskością.

Wspólnoty wyobrażone


Czy odruch empatii wobec osoby, która żyje obok mnie, ma coś wspólnego z patriotyzmem? Albo inaczej: czy wynikające z przypadku urodzenia sąsiedztwo i wspólnota losów przekłada się na poczucie więzi? Czy można wiązać swą tożsamość z pewnym krajobrazem? Ze specyficznym klimatem, jaki towarzyszy relacjom między ludźmi? Czy znając świetnie obcy język, można mieć jednak poczucie, że tylko w języku ojczystym jest się „u siebie”? W moim przypadku - a nie uważam się za nacjonalistkę - odpowiedź na każde z tych pytań brzmi: tak.
Tak pojęty patriotyzm sprawił, że okazałam się niezdolna do emigracji, że mieszkam w Polsce i tu angażuję się w działalność społeczną czy wolontariat - w Polsce, a nie na przykład w Darfurze, który wszak obiektywnie dużo bardziej potrzebuje pomocy.
„Bezstronny punkt widzenia”, który tak wychwala Żuradzki, nie ma wiele wspólnego z ludzkim doświadczeniem. Człowieczeństwo jest stronnicze z natury, bo każdy jest z jakichś „stron”, każdy - oprócz może wiecznych podróżników i nomadów - gdzieś jednak mieszka. Miejsce na ziemi określa naszą tożsamość, a także miarę naszego zaangażowania w życie innych ludzi. „Obiektywna” wartość życia nie zmienia się wraz z narodowością. Ale zmienia się intensywność poczucia wspólnoty, więzi z innymi. Pragnienie wybudowania domu w takim a nie innym krajobrazie, zainteresowanie polityką swojego kraju, zaangażowanie w lokalność - to wszystko przejawy patriotyzmu, ale przecież nie nacjonalizmu.
Jak pisał Nowak-Jeziorański: „Patriotyzm jest wysoką wartością moralną, bo uczucie przywiązania do własnego kraju nie idzie w parze z nienawiścią czy wrogością do innych. (…) W przeciwieństwie do nacjonalizmu patriotyzm nie jest konfliktogenny. Wręcz przeciwnie - towarzyszy mu często, choć nie zawsze, poczucie solidarności z ruchami patriotycznymi innych narodowości”.
Klasycy współczesnej teorii narodu i nacjonalizmu, Ernest Gellner i Benedict Anderson, podkreślają historyczność (a zatem, w pewnym sensie, „przypadkowość”) więzi narodowych. Powstawały one na przełomie XVIII i XIX wieku wraz z procesem uprzemysłowienia (Gellner), a także z końcem sakralnej wizji czasu i świata, stając się nowym źródłem sensu i spoiwem społecznym (Anderson). Jak pisze Anderson, narody to „wspólnoty wyobrażone”.
Jednak wyobrażenie to nie to samo, co złudzenie. Kategoria narodowości pozostaje jednym z kluczowych elementów nowoczesnej wrażliwości, głównym wyznacznikiem zbiorowej tożsamości, systemem organizującym naszą orientację w świecie. Nazywanie jej anachronizmem niewiele tu zmieni.
Narodowości bywają jednak „wyobrażone” na rozmaitych zasadach - jako wspólnota krwi, jako oblężona twierdza, jako wspólna misja do wypełnienia - i te zasady podlegają negocjacjom. Otóż w Polsce toczy się dziś spór o to, czy naszą ojczyznę będziemy sobie „wyobrażać” pod dyktando endeków, czy też wedle innych, bardziej otwartych i demokratycznych reguł. Stawka jest znaczna, dlatego - chociaż nie bardzo podobają nam się defilady wojskowe – nie oddawajmy patriotyzmu Kaczyńskim.

Tekst ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z 23 sierpnia 2007.
Komentarze
Dodaj nowy
ragazzodelleuropa   |23.08.2007 08:14:13
Bardzo dobra krytyka artykulu Zuradzkiego, ale czasami za daleko idaca w strone
nacjonalizmu.
Zapraszam na krótki artykul o patriotyzmie w moim blogu
http://ragazzodelleuropa.salon24.pl/27209,index.ht ml
Piotrek Sz.   |23.08.2007 19:16:54
Zdumiewająco słaby tekst. Autorka nie ma żadnych argumentów przeciwko
Żuradzkiemu, więc odwołuje się wyłącznie do sentymentów. Trudno zresztą, aby
odwoływała się do czego innego, bo patriotyzm wyłącznie na sentymentach się
opiera. Dziwne jednak, że chciało jej się o tych sentymentach pisać.
harper lee  - do piotrka sz   |24.08.2007 04:28:31
Sentymenty też bywają argumentem. Szczególnie jeśli ktoś pisze o
"bezstronnym punkcie widzenia, który charakteryzuje myślenie
moralne".
A jak powinna wygladać krytyka Żuradzkiego?
kot   |24.08.2007 04:50:42
Jeden z tematow zodlogowanych przez lewice. To co mogloby ja wzmacniac i byc
atutem w rozgrywaniu polityki-jest jej slabym punktem.

1. Wolne pole, na
ktorym lewica jest nieobecna jako atraktor - neoliberalna, w istocie,
prawica zagospodarowuje w sobie wlasciwy sposob.

2.Prawica jest neutralna
wobec neooliberalizmu, a nawet realnie z nim wspolpracujaca, gdy odwraca uwage
swoim dentym patriotyzmem od uposledzenia ekonomicznego.
3. I w ten
sposob wiesza sobie sznur na szyji. Jesli traktuje siebie powaznie, bo
neoliberalizm wyrownuje dokladnie zroznicowania lokalne, jakie by nie
byly.
4. Lewica, ktora broni wszelkiego zroznicowania jest naturalnym
sojusznikiem patriotyzmu przywiazanego do lokalnosci.
Pisze z Francji,
(dlatego brak polskich ogonkow i daszkow), w rodzinie ktorej goszcze spotkalem
sie z ciekawa odmiana patriotyzmu. Patriotyzmem jako duma : z tego, ze tu
organizuje sie najlepsze miejsce do zycia i ze Francuzm jest kazdy kto
uczestnicy w tym, aby to miejsce bylo jeszcz bardziej przyjazne mieszkancom.
ost.  - do piotrka sz. i w ogóle ;)   |27.08.2007 02:48:52
w artykule tym jest poważny argument z dużą filozoficzną tradycją - że
każdy/każda jest "skądś". że uniwersalność buduje się, jeśli się buduje,
zawsze wychodząc od jakiegoś podłoża. że Autorka nie cytuje Hegla czy Lukacsa,
to dobry zabieg, korzystny dla czytelności. ale Ty akurat, towarzyszu,
powinieneś te tropy sam odnaleźć ;)

jeśli chodzi o emocje - to tu jest moim
zdaniem sedno sprawy. primo emocje społeczne nie znikają tylko dlatego, że się
np. lewicy nie podobają. secundo, emocje takie, jak te, które stanowią podłoże
patriotyzmu, można artykułować w rozmaite programy polityczne. można, oczywiście
pryncypialnie je ignorować, ale wtedy całe pole zajmuje przeciwnik. dziękuję,
mam dosyć lewicy, która oddaje pole walkoverem

rewolucyjna poetka
Piotrek Sz.  - Tekst Graff jest prawicową ideologią   |28.08.2007 17:43:07
Teza, że "każdy" jest skądś, nie jest żadnym argumentem, tylko
ogólnikowym frazesem. Poza tym co to znaczy? Dlaczego mam definiować człowieka
przez pryzmat jego przynależności narodowej, a nie np. płciowej, seksualnej,
wieku, koloru włosów, zainteresować i czego tam jeszcze? Mieszkam w Polsce, więc
pochodzę od wielkiej Matki Polski i Ojca Polaka? O to chodzi? Ocenianie ludzi
przede wszystkim przez pryzmat pochodzenia i podejmowanie decyzji politycznych w
oparciu o różnice narodowe Żuradzki nazywa rasizmem i moim zdaniem ma rację.
Hegel faktycznie był rasistą, ale nie jest to część jego dziedzictwa, do której
warto się odwoływać. Nie wiem zaś jakim cudem odnalazłaś w tekście tezy Lukacsa,
który wiedział, że patriotyzm jest jednym z największym wrogów socjalizmu.
Obydwie wojny tego dowiodły. Z emocjami i sentymentami jest tak, że każdy może
mieć inne. Źle się zaś dzieje, jak ktoś w oparciu o nie chce budować politykę.
Jak Graff lubi Dolinę Pięciu Stawów, to niech napisze o niej wiersz. Ja np.
najbardziej lubię Andaluzję, ale nie jestem w związku z tym nacjonalistą
hiszpańskim. Emocji nie należy lekceważyć, ale tym bardziej nie należy
kultywować emocji narodowych.
giga  - niech lewica pokaże odwagę   |02.09.2007 16:50:33
i objawi ludziom, że patriotyzm nie ma sensu ani przyszłości i jedyne co ma to
krótka przeszłość
to trochę mało

każdy jest skądśtam i to
wszyskto
jakiekolwiek wartościowanie, że jest lepszy, bo jest z tej samej
wioski/metropolii, co ja i moja ciocia nie ma sensu
nikt sobie miejsca
urodzenia i języka ojczystego świadomie nie wybierał i nie widzę powodu do dumy


najlepsza terapia to parę lat za granicą, mnie pomogło
taki pobyt
uświadamia, że można się zakorzenić wszędzie, nauczyć języka z jego niuansami,
zawiłościami i kulturowymi naleciałościami
za to bez patriotycznego zadęcia, ot
tak się zakorzenić
nic więcej
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 25.08.2007 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.51064 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273