Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Graff: Kobiety w męskim klubie |
|
|
Agnieszka Graff
|
|
27.09.2007 |
„Jak zwykle w kampanii wyborczej partie stawiają na kobiety” – czytam w artykule Aleksandry Pawlickiej „Walka płcią” w „Przekroju” (20.09.2007). Osobliwa to wiadomość. Stawiać na kobiety jakby wypada. Jednak w praktyce stawianie na kobiety „utrudnia” politykom życie. Uściślijmy: politykom-mężczyznom. A zatem pojawia się przedwyborcze zadanie: jak się pozbyć kobiet, żeby wyglądało, że się je promuje.
Jak bardzo męską rzeczą jest w Polsce władza, można się było przekonać, oglądając pożegnalne wydanie „Co z tą Polską?” (20.09.2007). Czołowi politycy kilku partii wobec wielomilionowej publiczności oskarżali się nawzajem o homoseksualne skłonności. Jeden zrobił drugiemu przytyk, że tamten „chodzi w parze z trzecim”. Na to ten drugi odpalił, że to tamten stanowi „jedno ciało” z jeszcze innym politykiem.
Tak zachowują się mężczyźni we własnym gronie, gdy chcą rozładować napięcie, a są przekonani, że żadna kobieta ich nie słyszy. Istotnie – w studiu, jak zwykle, sami mężczyźni. A kobiety przed telewizorami można spokojnie zignorować, bo kobiecy elektorat – to nie jest kategoria znana polskim politykom. Z badań od lat widać wyraźnie, że Polacy obu płci życzą większej reprezentacji kobiet w życiu publicznym. Wynika z nich wiele innych rzeczy – i co z tego? „Panie” z własnej partii można od czasu szarmancko skomplementować (tylko w przypadku Samoobrony sprawa się nieco komplikuje), ale na co dzień „utrudniają układanie list”.
Jak promocja, to tylko w Platformie
Obecna kampania to męska rozmowa, ale kobiety próbują się do niej włączyć. Kilka tygodni temu w prasie zaszumiało o buncie kobiet w PO – mają być jakieś parytety, miejsca na listach i ogólnie promocja kobiet. Myślałam, że się rozejdzie po kościach, ale po chwili gruchnął konkret - rada krajowa PO ustaliła, że na listach wyborczych „kobiety winny zajmować co najmniej jedno z trzech pierwszych miejsc”. Niestety, w terenie pomysł nie spotkał się z entuzjazmem. Równość równością, ale tu chodzi o władzę. I kobiety zaczęto z akcji wyłączać.
Rugowaniu kobiet z list wyborczych towarzyszy niezmiennie twierdzenie, że płeć jest bez znaczenia. Jak powiada poseł Szejnfeld, „nieważne, czy kobieta, czy mężczyzna, byle zebrać dużo głosów”. Zaraz, czy to ten sam Szejnfeld, którego na stronach internetowych PO opisano jako „propagatora aktywności kobiet w życiu publicznym”? Ależ tak! Szejnfeld założył nawet kobiecą stronę w internecie. „Czy zawsze potrzeby i problemy kobiet są właściwie rozumiane?… Czy rola kobiety w społeczeństwie jest należycie doceniana?…” – zastanawia się poseł na kobiecej stronie. Mało tego, jedzie w teren i wygłasza referat „Kobieta w samorządach – oczekiwania a rzeczywistość”.
To zapewne w ramach partyjnej rzeczywistości Julia Pitera - ponad 40 tys. głosów w 2005 roku, mimo że umieszczono ją pod koniec listy – została przeniesiona do Płocka. Czyżby chodziło o to, by kobieta nie odebrała głosów Tuskowi? Ależ skąd! Zasady są przecież proste i logiczne. Po pierwsze, odpowiednio dobrych kobiet brakuje, po drugie, płeć nie ma znaczenia, po czwarte, kobiety się przecież promuje i propaguje. Dodajmy, że ze szczególnym uwzględnieniem całowania po rękach - jak kto całował, można się było dowiedzieć z ust Zyty Gilowskiej w „Kropce nad i” (10.09.2007).
Wchodzenie w drogę kolegom bywa niebezpieczne - przekonała się o tym pomysłodawczyni feralnej uchwały Iwona Śledzińska-Katarasińska. W ramach promocji znalazła się na piątym miejscu na łódzkiej liście i – jak czytam w „Przekroju” – zastanawia się, czy wobec tego nie zrezygnować w ogóle ze startu w wyborach. Na temat samej uchwały posłanka wypowiada się jednak bardzo ostrożnie: „Nie chodzi o nakaz, ale o jasny sygnał, że jeśli dwóch równie silnych kandydatów – kobieta i mężczyzna – walczy o to samo miejsce, to nie powinno być zasadą, że kobieta odpada”.
Cóż, skoro nie chodzi o nakaz, tylko o „sygnał”, to panowie zwarli szeregi. „Kobiety, nie przeszkadzajcie nam, my walczymy o Polskę” – ten legendarny napis ze Stoczni Gdańskiej z 1980 roku okazuje się nader aktualny. Zastanawiam się, kiedy posłanki z PO zdecydują się jednak poprzeszkadzać. Pewnie nie teraz, bo obecnie, jak zwykle, toczy się walka o Polskę.
Do polityki na golasa
Tymczasem, najwyraźniej zirytowana brakiem zainteresowania mediów, do akcji wkracza o Partia Kobiet Manueli Gretkowskiej. W „Przekroju” czytam, że PK tylko udaje, że istnieje, ale ja przyglądam się jej z ostrożną życzliwością, ciekawa, co będzie dalej. Samo zaangażowanie się w politykę paru tysięcy kobiet pod kobiecym szyldem, jest w Polsce nie lada osiągnięciem. Czapki z głów – feministkom się żadne pospolite ruszenie dotąd nie udało.
Z ciekawością czekałam na kampanię wyborczą i nie zawiodłam się. Gretkowska pokazała nam, jak zrobić kampanię bez nakładów finansowych. W krążącym w internecie świetnym spocie wyborczym Agnieszka Rylik, mistrzyni świata w boksie zawodowym, idzie na odsiecz bitej przez męża żonie. W krótkim filmiku jest cała masa kobiecego gniewu i siły.
Plakat wyborczy PK nie pojawił się na ulicach, ale widziała go już chyba cała Polska – każdy wie, że partia prezentuje się nago, osłaniając istotne części ciała szyldem „Polska jest kobietą” . Do tego hasło: „I nic do ukrycia”. Na stronie PK goliznę uzupełnia manifest: „Jesteśmy odważne, silne i niezależne. Nagie i prawdziwe. Jesteśmy niewinne, uczciwe - mamy czyste ręce, czyste serca i czyste intencje. Nie wstydzimy się naszej kobiecości. Ubrane czy nagie, nie jesteśmy tylko obiektem seksualnym…”. Przyznam, że kiedy to wszystko zobaczyłam, zdębiałam.
Rozumiem desperację – w tej kampanii media ignorują nie tylko partię Gretkowskiej, ale w ogóle kobiety i ich interesy. Jednak wkraczać do męskiego klubu nago? Z powagą ogłaszać własną „czystość”? Coś mi się zdaje, że PK na naszych oczach popełnia publiczne samobójstwo. Nie da się zaistnieć w polityce, potwierdzając stereotyp od stuleci blokujący dostęp kobiet do polityki - że kobieta w sferze publicznej to kobieta „publiczna”. Naga, czyli nieprzyzwoita, dostępna seksualnie. Ten ciąg skojarzeń prowokuje mizoginiczny rechot. Plakat w najlepszym razie przypomina niedawną reklamę pewnego mydła.
Nie jestem przeciwniczką golizny, broniłam nawet pornografii przed zakusami cenzorów. Rzecz jednak w tym, że kojarzenie polityki i seksu to w przypadku kobiet gol do własnej bramki. Logika reklamy jest jasna. Skoro teraz jest prawie goło, to na następnym plakacie pokażą nam coś więcej. Przecież właśnie podkreślając cielesność kobiet – popędliwość, nieokiełznaną fizjologię, a także zagrożenie dla kobiecej „czystości” ze strony „brudnej” polityki – próbowano sto lat temu zapobiec wprowadzeniu praw wyborczych kobiet. Jeśli sufrażystki widzą ten plakat, to przewracają się w grobach. Widzą to niektóre z działaczek partii: „Tym plakatem zepchnęłyście naszą akcję na peryferie polityki, lokując ją gdzieś pomiędzy kabaretem a kalendarzem do warsztatu blacharskiego” – to wpis na forum PK.
Czy strategia „na skandal” przysporzy Partii Kobiet poparcia? Bez obaw, już przysporzyła. Notowania w ciągu jednego dnia skoczyły do 3-4 proc. Obawiam się tylko, że to poparcie z gatunku Partia Piwa, Korwin Mikke i jego mucha oraz Krasnoludki i Gamonie. Czy nie szkoda, żeby ludzie głosowali na kobiety „dla jaj”? Przecież Partia Gretkowskiej ma naprawdę całkiem sensowne i ważne dla kobiet postulaty…
Zostawmy nagość, spójrzmy na hasło. „Polska jest kobietą” – o co tu chodzi? Czy PK świadomie wpisuje się w opisywaną przez Marię Janion w „Niesamowitej słowiańszczyźnie” tradycję przedstawiania Polonii – czyli właśnie Polski - jako kobiety? Polonie bywały więzione, skute łańcuchami, zdarzały się też Polonie ukrzyżowane, martwe. O Polsce jako kobiecie wypowiedział się też niedawno Jarosław Kaczyński, tłumacząc tajniki polityki zagranicznej rządu: „Zrezygnowaliśmy z założenia, że jak panna jest brzydka i nieposażna, to musi być miła i się uśmiechać”.
Jak się idzie w patriotyczną alegorię, warto się zastanowić nad jej sensem. Polonia Kaczyńskiego jest brzydka i nieposażna, ale dumna i zadziorna. Pewnie dlatego przegoniła nachalnych zalotników, czyli zagranicznych obserwatorów wyborczych. Czy Partia Kobiet sugeruje nam teraz swoim plakatem, że Polska to kobieta goła? Rozebrano ją? Sama się rozebrała? Szuka partnera? Niestety, hasło to nie ma wiele wspólnego z kobietami. Pochodzi z czysto męskiego imaginarium. Polska jest kobietą-matką w świecie, gdzie Polacy to mężczyźni-synowie. W takim świecie Partia Kobiet to oksymoron.
Ale i tak trzymam kciuki za Partię Kobiet.
Prawicowe prawa kobiet?
Nelly Rokita w swoim przemówieniu na konwencji wyborczej PiS-u w Rzeszowie oświadczyła, że zamierza odebrać lewicy monopol na problemy kobiet. Gdyby potraktować to serio, można by w annałach kobiecej historii zapisać epokowe wydarzenie - akt założycielskiego prawicowego feminizmu. Czy jednak Nelly Rokitę należy traktować serio? Przecież kwestia równości płci w jej przejściu do PiS-u pełni rolę czysto pretekstową i dekoracyjną. Z równym powodzeniem żona znanego polityka konkurencyjnej partii mogłaby zostać doradcą prezydenta ds. trawników i klombów, po czym ogłosić w mediach, że pilnie szuka kontaktu z działkowcami – tak jak Nelly Rokita poszukiwała kilka dni temu kobiet, które „nazywają siebie feministkami”. Co zrobi, jak nas znajdzie? Aha, odbierze nam „monopol”.
Tu nie chodzi ani o kobiety, ani o trawniki, tylko o przyszłość polityczną Jana Rokity. Nie wiem dokładnie, w co grają państwo Rokitowie. Widzę natomiast, że oboje usiłują grać kawiarnianą wizją równouprawnienia. Energiczna żona wkracza do polityki, oświadczając przed kamerami, że jej zdaniem „mądry mężczyzna zawsze wspiera swoją kobietę” i po kobiecemu zachęca do „rozmowy” Donalda Tuska. Tymczasem mąż z polityki wychodzi, ustępując żonie miejsca i tłumacząc, że prowadzi ona całkowicie autonomiczne życie polityczne, a on jest z jej aktywności dumny. Poleca też podobny stosunek do kobiet innym mężczyznom: „Czasy, w których mężów pytano o to, co będą robić ich żony, chciałem obwieścić, definitywnie minęły” (Radio TOK FM).
Tak się w Polsce porobiło, że ukłony w kierunku równości płci się politykom opłacają. I na ukłonach się kończy. Transfer Nelly Rokity z Platformy do PiS jest istotny z punktu widzenia przyszłości obu partii. Z perspektywy praw i interesów kobiet zdarzenie to ma wymiar kabaretowy. Oboje małżonkowie – trzeba przyznać, że z właściwym sobie wdziękiem – potraktowali kwestię równości płci czysto instrumentalnie. A jednak… Nelly Rokita załatwiła dla kobiet, a konkretnie dla jednej kobiety, coś, czego nie udało się wynegocjować jej koleżankom z Platformy - drugie miejsce na warszawskiej liście wyborczej PiS.
Na jednym wozie
Czy golizna na plakacie Partii Kobiet, równościowe doradztwo Nelly Rokity oraz „promocja” kobiet w Platformie mają ze sobą coś wspólnego? Owszem. Wszystko to są przejawy aktywności politycznej kobiet w kraju, gdzie toczy się brutalna walka wyborcza, a kwestia równości płci traktowana jest instrumentalnie. Kobiety w polityce – może z wyjątkiem Zielonych 2004, którzy twardo trzymają się parytetu – przestawia się i odstawia jak paprotki na stołach prezydialnych w minionej epoce. Protekcjonalne traktowanie wywołuje rozmaite reakcje: u jednych cyniczną grę, u innych potrzebę szokowania, u innych jeszcze bezsilną złość i rezygnację. Żadna z opisanych tu postaci nie identyfikuje się z ruchem feministycznym. Widać jednak wyraźnie, że aby kobiety mogły zaistnieć w polityce na równych prawach, potrzebne są rozwiązania systemowe – takie właśnie, jakie na Zachodzie wywalczyły feministki. Bo to jest nadal męski klub. Obecnie na drzwiach wisi napis: „Promocja kobiet. Paniom wstęp wzbroniony”.
Cała ta sytuacja wydaje mi się pouczająca i smutna z jeszcze jednego powodu. Transfer Nelly Rokity i goliznę z plakatu PK odbiera się dość powszechnie jak przejawy dziwacznej aktywności „feministek”. Środowisko feministyczne nie ma jednak ani z jednym, ani z drugim nic wspólnego. Cóż, członkinie Partii Kobiet przekonają się teraz nieuchronnie, co oznacza łatka feministki. Po prostu dlatego, że próbują wkroczyć do męskiej gry. Polskie feministki, chcąc nie chcąc, będą zaś kojarzone z kapeluszami Nelly Rokity i dziwacznym hasłem „Polska jest kobietą”. Z perspektywy głównego nurtu polskiej polityki – czyli z perspektywy mizoginicznej – nie ma między nami specjalnej różnicy. Jedziemy na tym samym wozie. A wiadomo, co się w Polsce robi z wozem, żeby koniom było lżej.
Tekst ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z 26 września 2007
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 02.10.2007 )
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...