Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Gej, wieloryb i prawa człowieka - czyli co śmieszy polską prawicę Drukuj
Agnieszka Graff   
08.02.2007
Podręcznik „Kompas - edukacja o prawach człowieka w pracy z młodzieżą” przygotowała Rada Europy, przetłumaczono ją na 19 języków, ale nigdzie oprócz Polski książka nie okazała się kontrowersyjna. Roman Giertych uznał, że publikacja służy „lansowaniu zasady współpracy między środowiskami uczniowskimi a homoseksualnymi” i zakazał jej dystrybucji. To właśnie za przygotowanie „Kompasu” zwolniono Mirosława Sielatyckiego, szefa Centralnego Ośrodka Doskonalenia Nauczycielskiego. Bronili go nauczyciele, Polska Sekcja Amnesty International i Helsińska Fundacja Praw Człowieka - bez skutku.

Książka jest podręcznikiem metodycznym dla nauczycieli. Podaje podstawowe informacje z zakresu praw człowieka, przede wszystkim jednak proponuje pomysły na ciekawe lekcje: scenki z podziałem na role, debaty, w których ścierają się interesy różnych grup, wizualizacje. Celem autorów nie było zebranie faktów do zapamiętania, z których nauczyciel może potem zrobić klasówkę, lecz zaproponowanie ram dla otwartej debaty. Te ramy to koncepcja praw człowieka zawarta w międzynarodowych dokumentach, których nasz kraj jest sygnatariuszem: prawa obywatelskie i polityczne, ale także gorzej u nas znane prawa społeczne, gospodarcze, kulturalne i zbiorowe.

Śledząc tę żenującą awanturę, zastanawiałam się, kiedy - i w jakiej tonacji - odezwą się prawicowi publicyści. Doczekałam się. W „Rzeczypospolitej” 1 lutego ukazał się prześmiewczy artykuł Tomasza Terlikowskiego „ »Kompas « źle nastawiony”. Książkę przedstawia się jako „przewodnik dla lewicowych agitatorów”, instruktaż kompleksowego prania uczniowskich mózgów. Artykuł wybiórczo cytuje podręcznik, by następnie go parodiować, wyszydzając jego założenia i retorykę. Terlikowskiego śmieszy wszystko oprócz chrześcijaństwa: szacunek do islamu, ekologia, historia religii pogańskich Litwinów, emancypacja kobiet, oświeceniowa tradycja praw człowieka. Z tych żarcików wyłania się system wartości polskich konserwatystów, a także stosunek IV RP do praw człowieka.

Co się komu kojarzy

Terlikowski upiera się, że „Kompas” jest obsesyjnie antychrześcijański. Tymczasem w książce jest sporo cytatów z Biblii i ze światłych chrześcijan, choć niekoniecznie katolików. Może kłopot polega na tym, że obok Biblii cytuje się Koran, nie wyjaśniając dzieciom, które źródło zawiera „prawdę objawioną”?

Pada także zarzut o stronniczość: autor cytuje przywoływane w książce argumenty jednej ze stron sporu, sugerując, że jest to jedyny przedstawiony w podręczniku punkt widzenia. I tak wyszydzane przez Terlikowskiego hasło radykalnych ekologów: „Mówcie, co chcecie, wielorybnictwo to morderstwo, a morderstwo jest złem”, nie jest opinią autorów podręcznika, lecz wypowiedzią organizacji Greenpeace na jednej z kart w symulacji debaty o konflikcie między ekologami a pewnym indiańskim plemieniem.

Dla polskiego konserwatysty nie do przełknięcia jest sytuacja, kiedy dochodzi do starcia różnych interesów i poglądów traktowanych równie poważnie, tym bardziej gdy strony tego konfliktu to Indianie i ekolodzy. Słuszny pogląd jest jeden, cała reszta to kłamstwa. Skoro historia Europy to opowieść o zbawczym wpływie chrześcijaństwa, to czy nie należałoby edukacji obywatelskiej po prostu zastąpić katechezą? Terlikowski tak nie pisze, jednak oburza się, że w kontekście tożsamości europejskiej mówi się w „Kompasie” o spuściźnie kolonializmu i przypomina o Holocauście. Spytam nawinie: czy w wielokulturowej Europie można te sprawy pomijać milczeniem?

Tomasz Terlikowski nie mieszka jednak w wielokulturowej Europie. On żyje wyłącznie w Polsce, uczestniczy wyłącznie w polskich sporach. Tolerancja? Ekologia? Wielość kultur i systemów wartości? To go nie dotyczy. W Polsce system wartości jest jeden, a jedyny istotny spór dotyczy lustracji i dekomunizacji. Terlikowski czyta zatem europejski podręcznik o prawach człowieka i przełamywaniu stereotypów przez pryzmat walki z układem. Dziwnie monotonna to lektura, bo - niczym Jasiowi ze znanego dowcipu - wszystko kojarzy mu się z jednym, czyli z komunizmem. Równość to urawniłowka; idealizm to ideologia; dostrzeżenie nierówności to zakamuflowany totalitaryzm. A promowanie aktywności obywatelskiej to nic innego jak lewicowa agitacja.

W żadnym kraju zachodnioeuropejskim nie byłyby to skojarzenia czytelne. Gdyby tekst Terlikowskiego przetłumaczyć na francuski czy angielski, okazałby się zbiorem dziwacznych nonsensów. Narzucona nam przez prawicę lustratorska obsesja sprawiła jednak, że te nonsensy wydają się dziś oczywistościami.

Wszyscy różni, ale nie my

IV RP za wszelką cenę chce się odróżniać od Europy. My mamy swoje wartości. My jesteśmy inni. Jarosław Kaczyński stwierdził swego czasu, że kategorię obywatelstwa uważa za obcą polskiej tradycji. Budowniczym IV RP obca jest także liberalna koncepcja równości: zapewne dlatego kampanię Rady Europy „każdy inny, wszyscy równi” przedstawiciele polskiego rządu usiłowali „dopasować” do naszej kultury przez zmianę trefnego słowa „równi” na „solidarni”. A kiedy w czerwcu 2006 r. Parlament Europejski przyjął rezolucję krytykującą Polskę za rasizm, ksenofobię, nietolerancję i homofobię, Wojciech Wierzejski stwierdził po prostu: „Polska jest krytykowana za to, że nie spełnia wydumanych lewackich standardów europejskich”.

Zdanie to świetnie streszcza artykuł Terlikowskiego: idee tolerancji, równości i swobód obywatelskich, na których opiera się europejska wizja społeczeństwa obywatelskiego, to niebezpieczne „lewackie” głupstwa. W świecie Terlikowskiego nie istnieją geje i lesbijki, nie istnieje problem dyskryminacji kobiet, nie istnieje też zagrożone przez współczesną cywilizację środowisko. Realna i poważna jest słuszna walka z (post)komunizmem. Cała reszta to głupstwa, z których można się pośmiać.

Co zatem śmieszy Terlikowskiego? Śmieszy go wspomniany wieloryb - pomysł, że można serio traktować życie zagrożonego gatunku zwierząt, wydaje się autorowi zdumiewający, wręcz groteskowy. Niektórzy mówią o tych wielorybach „całkiem poważnie”, kpi Terlikowski, przekonany, że żaden czytelnik „Rzeczypospolitej” nigdy by się losem wielorybów nie zajął. Pewnie „ochrona środowiska” kojarzy się Terlikowskiemu z Ligą Ochrony Przyrody, czynami społecznymi i Towarzystwem Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. Trochę szkoda, bo żyjemy w kraju, gdzie znęcanie się nad zwierzętami uważa się za normę, wycieczka do lasu zaczyna się od spontanicznie założonych wysypisk śmieci, a w poszukiwaniu pojemnika z napisem „szkło” czy „papier” trzeba przejechać pół miasta.

Terlikowskiego śmieszy też problem dyskryminacji. „Jednym z elementów tego projektu jest walka o prawa prześladowanych mniejszości seksualnych” - szydzi, sugerując za pomocą quasi-cytatu, że podręcznik posługuje się komunistyczną nowomową. Cóż, w Polsce żyje kilkumilionowa grupa osób dyskryminowanych z powodu homoseksualnej orientacji. Zapewniam, że można się przejąć ich losem z pobudek innych niż chorobliwa nostalgia za minionym systemem. Na przykład dlatego, że są to nasi współobywatele.

Z równości płci autor natrząsa się standardowo. Proponuje nam żelazny zestaw mizoginicznych banałów: równouprawnienie to „wypędzenie kobiet z domu” oraz „zatarcie wszelkich różnic między ludźmi”. Mamy też ulubioną bohaterkę antyfeministycznej kpiny - traktorzystkę. W przyszłości proszę koniecznie uwzględnić wredne feministki z „Seksmisji”, które twierdzą, że Kopernik była kobietą.

„Kompas” proponuje namysł nad problemem bezrobocia, zwraca uwagę na problem, jakim jest strukturalne wykluczenie i dziedziczenie ubóstwa, wyjaśnia, czym są prawa pracownicze. To także śmieszy Terlikowskiego. Pomysł, by w kraju o najwyższym w Europie poziomie bezrobocia debatować o biedzie i opiekuńczej funkcji państwa to jego zdaniem przejaw totalitarnych skłonności. Przełknęłam pogardliwe żarty z gejów, feminizmu i wieloryba, ale przyznam, że tu autor nieco mnie zdziwił. Czyżby prawica zapomniała o przedwyborczej retoryce PIS? O pustej lodówce? O „solidarności”? Czyżby niewidzialna ręka rynku była narodową świętością, jak dogmaty katolicyzmu?

Polski konserwatysta nie chce uczestniczyć w kluczowej dla współczesnej Europy debacie: jak budować poczucie obywatelskiej wspólnoty i wzajemnego zaufania w wielokulturowym świecie. Nie chce też budować państwa opiekuńczego, bo pachnie mu ono socjalizmem, a socjalizm - komuną. Polska jest etnicznie jednorodna, heteroseksualna, katolicka i wolnorynkowa. I taka właśnie ma zostać. Kompas nastawimy sobie sami: wskazówka będzie na zawsze wychylona na prawo.

Pawka Morozow i wszechpolacy

Terlikowski nie życzy sobie, by jego córka uczyła się w szkole o prawach człowieka. Z takiej szkoły wróci do domu „Pawka Morozow, który zadenuncjuje mało otwartych rodziców odpowiednim czynnikom”. Gdy już skończymy się śmiać z tego wybornego żartu, odnotujmy, że takich „czynników” w Polsce nie ma, zdarza się natomiast presja Kościoła katolickiego. Dzieci, które nie chodzą na religię, przesiadują w szkole na schodach, nie zaś na lekcjach poświęconych ochronie mniejszości narodowych czy wolności słowa. Ze szkół bywają wyrzucani nauczyciele, którzy przyznają się do orientacji homoseksualnej - z naszych (także ateistów) podatków opłaca się zaś katechetów. Gdyby dziecku przyszło do głowy donosić komuś na rodziców, to raczej księdzu niż lesbijce prowadzącej lekcje wychowania obywatelskiego.

Terlikowski odpowie pewnie, że jest u siebie, że Polska to kraj katolicki. Zgoda, ale ja też jestem u siebie. I bezrobotny z postpegeerowskiej wsi, para lesbijek z dzieckiem czy ekolodzy. Istotą demokracji jest ochrona praw mniejszości - przed presją większości, dyskryminacją, napiętnowaniem, pogardą.

„Kompas” jest częścią szerszej wizji, próbą wprowadzenia do szkół kluczowej dziś dla Europy idei: wspólnoty opartej na wzajemnym zaufaniu i tolerancji, szacunku dla dzielących nas różnic, wrażliwości na niesprawiedliwość. Od tego, czy uda się te wartości wpoić młodym ludziom, zależy kapitał społeczny przyszłej Europy, w tym Polski. Bez poczucia obywatelstwa, bez równości i tolerancji z Europy zostanie nam najwyżej euro.

I chyba o to właśnie chodzi. Mam wrażenie, że w Unii ideologom IV RP podobają się tylko pieniądze, a cała reszta kojarzy im się z postkomuną. Niech nam Unia da fundusze strukturalne i dopłaty dla rolników - podręczniki kształtujące postawy obywatelskie napiszemy sobie sami. Słowo obywatel pojawi się tam tylko z dopełnieniem „Czwartej RP”. A jeśli dziecko wróci ze szkoły zatroskane o los wielorybów, nędzę w krajach Trzeciego Świata, wyzysk w supermarketach albo, nie daj Boże, o los lesbijek, to tatuś konserwatysta wybije mu te głupstwa z głowy.

Od ponad roku ideolodzy prawicy stawiają Polaków przed fałszywym wyborem: albo jesteś zwolennikiem braci Kaczyńskich, albo postkomunistycznego układu. Przypomnę: tu stoi PiS, tam - ZOMO. Ten sam zabieg Terlikowski zastosował w sferze edukacji: strasząc Pawką Morozowem, popycha nas w stronę młodych wszechpolaków i sam przemawia językiem LPR. Chora nienawiść do Trzeciej RP sprawia, że zamiast w Czwartej Terlikowski budzi się w najgorszym wcieleniu Drugiej.

Tekst ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z 7 lutego 2007.

 — -
dr Agnieszka Graff - adiunkt w Ośrodku Studiów Amerykańskich UW, współpracuje z Helsińską Fundacją Praw Człowieka, członkini zespołu „Krytyki Politycznej”.
Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 08.02.2007 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.98624 Seconds