Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Aborcja: Fundamentaliści kontra reszta |
|
|
Kinga Dunin
|
|
30.11.2006 |
Spór o wprowadzenie do konstytucji poprawki o ochronie życia od momentu poczęcia sprawił, że znowu na porządku dziennym stanęła sprawa legalności aborcji. I dobrze, bo zdecydowanie przedwcześnie została ona zdjęta z agendy. Kolejną jednak kwestią, szerszą i niedotyczącą jedynie aborcji, jest pytanie o relacje między prawem a moralnością.
Dla zwolenników ochrony życia sprawa jest jasna: bronią absolutnych wartości, których nikt nie będzie ustalał w głosowaniu. Wartości te mają zostać zapisane w prawie, a prawo ma karać i jednocześnie wychowywać. Pytanie zaś o jego skuteczność jest krokiem w kierunku zgubnego relatywizmu.
Czyje jest liberalno-demokratyczne państwo?
A jakie jest stanowisko w tej sprawie drugiej strony, zwolenników legalizacji aborcji i prawa kobiet do swobodnego wyboru?
W tym wypadku sytuacja jest bardziej złożona, mieszają się ze sobą rozmaite porządki, których uzasadnienie często nie jest jasno wyeksplikowane. Na tym może też polegać słabość tego głosu w debacie publicznej, gdy musi się on zetrzeć z dość koherentnie uzasadnionym fundamentalizmem. Spróbujmy zatem je wymienić i nazwać.
Zwolennicy wolnego wyboru zwykle opierają się na liberalnym rozumieniu prawa i funkcji państwa. Dla nich państwo jest wspólną własnością obywateli o rozmaitych poglądach, wobec których powinno ono zachowywać równy dystans. Skoro jedni uważają płód za dziecko, a inni nie, jedni chcą mu przyznać prawo do pełnej ochrony, a inni nie - należy wprowadzić liberalną ustawę lub pustkę prawną (brak ustaleń w tej kwestii) i umożliwić każdemu postępowanie w zgodzie z własnym sumieniem. Nie chodzi tu o relatywistyczny stosunek do wartości, lecz podejście liczące się ze społecznymi realiami.
Społeczeństwo jest realnie podzielone, spór został zinstytucjonalizowany. Każda ze stron ma swoich ekspertów, autorytety, etyczne i filozoficzne uzasadnienia. Często stosowany w retoryce antyaborcyjnej argument polegający na stawianiu znaku równości między zwolennikami legalnej aborcji a zwolennikami prawa do mordowania każdego, kto nam przeszkadza, jest w tym kontekście całkowicie chybiony. Ci drudzy, jeśli nawet istnieją, nie są zalegitymizowaną siłą społeczną. W takim sporze państwo nie powinno być arbitrem orzekającym, które stanowisko jest słuszne, a jedynie pilnować, aby chwilowe zwycięstwo strony fundamentalistycznej nie ograniczyło prawa inaczej myślących do życia zgodnie z własnym światopoglądem. Może włączyć się tam, gdzie istnieje konsens, a taki, mimo walki na śmierć i życie, jednak istnieje.
Powszechnie zgadzamy się, że lepiej, aby aborcji było mniej. W tej kwestii państwo powinno podejmować racjonalne działania, nie ulegając naciskom ideologicznym. Jeśli daje się udowodnić związek między edukacją seksualną i powszechnie dostępną antykoncepcją a ograniczeniem liczby aborcji, to powinno wspierać takie rozwiązania. Znamienne jest, że w tej kwestii zapewne dałoby się doprowadzić do porozumienia między byłą ministrą Magdaleną Środą a obecną wiceminister Joanną Kluzik-Rostkowską. Jednak ich możliwości działania jak były, tak są podobnie ograniczone i podobne jest lekceważące i instrumentalne traktowanie ich przez kolejne rządy. Nawet jeśli teraz jest jeszcze gorzej. Przykład ten pokazuje nam, jak bardzo w dzisiejszej polityce nie chodzi o osiąganie społecznie akceptowanych celów.
Myślenie liberalne w istocie stawia nas ponad sporem i błędnie tak ściśle wiązane jest z jedną stroną konfliktu aborcyjnego. Pamiętam publikowaną kilka lat temu w Polsce rozmowę z holenderskim prawicowym premierem, który, choć osobiście był moralnym przeciwnikiem aborcji, jednocześnie - używając argumentów podobnych do wyżej wymienionych - opowiadał się za liberalnym holenderskim prawem. Na chwilę porzucając aborcję, zauważmy, że prawa dla związków jednopłciowych w Szwecji zostały przegłosowane zgodnie przez prawicę i lewicę.
W krajach UE liberalne prawo w wielu kwestiach obyczajowych nie jest już przedmiotem ideologicznych sporów i zostało powszechnie zaaprobowane. W jakiejś mierze dzięki zgodzie na oddzielenie osobistych poglądów od poglądu na to, czym i dla kogo powinno być prawo. W Polsce taka kultura polityczno-prawna jest słabo zakorzeniona, a publicyści i dziennikarze uchodzących za liberalne media notorycznie mylą zwolenników legalizacji aborcji ze zwolennikami aborcji.
Wbrew temu, co się często sugeruje, fundamentaliści nie są jedynymi depozytariuszami wartości w naszym społeczeństwie. Przeciwnicy fundamentalistycznych rozwiązań w sprawie aborcji to nie tylko liberałowie odwołujący się do ogólnych zasad i formalnych procedur, to także ludzie wyznający inne systemy wartości. Absolutną wartość życia kwestionuje się, twierdząc, że wartością jest dobre życie albo jego jakość. Wskazuje się na utylitarystyczną zasadę minimalizacji cierpienia jako bardziej adekwatną, gdy w grę wchodzi także interes kobiety. Prawom płodu do życia przeciwstawia się takie dobra, jak życie i zdrowie kobiety czy wywodzone z praw człowieka prawo kobiet do decydowania o sobie i swoim życiu.
Moralność mglista
Takie argumenty, które odwołują się do wartości, można by mnożyć. Często nie potrafią one pokazać swojego zakorzenienia w konkretnych systemach filozoficznych, jednak są intuicyjnie zrozumiałe i na co dzień uwzględniane w procesie podejmowania decyzji moralnych. Jedną z tych wartości jest również ochrona życia, tyle że traktowana nie jako jedyna i absolutna.
Przeważnie nie mamy tu zresztą do czynienia z jednym fundamentalistycznie traktowanym systemem etycznym, lecz ze stanowiskiem, które można nazwać sytuacjonizmem. Sytuacjonizm obok permisywizmu i nihilizmu wymieniany jest przez hierarchów polskiego Kościoła jako jeden ze składników cywilizacji śmierci. Niesłusznie. Sytuacjonizm jest doktryną chrześcijańską, której patronuje św. Augustyn ze swoją słynną maksymą: Kochaj i rób, co chcesz. Maksyma ta z całą pewnością nie oznacza zachęty do radosnego promiskuityzmu. Mówi nam tyle, że istnieje dobro i zło, ale nie ma jednoznacznych wskazówek, jak je osiągnąć. To zależy od sytuacji. W bardziej współczesnych i świeckich językach nazywa się to etyką bez kodeksu, moralnością mglistą.
Taki sposób przeżywania moralności jest charakterystyczny dla nowoczesnych społeczeństw, które nie znajdują już oparcia w jednej tradycji i powszechnie podzielanym systemie wartości. Dzisiaj, podejmując decyzje moralne, musimy brać pod uwagę wiele okoliczności i wartości. Podejmowanie takich decyzji wymaga odpowiedzialności, wrażliwości moralnej oraz wiedzy pozwalającej na uwzględnienie różnych okoliczności oraz przewidywania konsekwencji naszych działań. Sytuacjonista nie jest moralnym nihilistą, przeciwnie, jego wrażliwość moralna bywa skrajnie wyostrzona i żywa, w przeciwieństwie do tych, którzy zdali się na jeden kodeks i jeden autorytet. Przy czym najczęściej taki jednoznaczny nakaz kierowany jest do innych, a nie do siebie.
Sytuacjonista, godząc się na różne mieszane rozwiązania w sprawie aborcji, nie może z pewnością zgodzić się na zapisanie ich w konstytucji. Nie każdy sytuacjonista musi być zwolennikiem legalizacji aborcji na życzenie, każdy jednak musi być gotów uwzględniać rozmaite argumenty, a jednoznaczny zapis w konstytucji temu nie służy.
To, co nazywamy w Polsce kompromisem w sprawie aborcji, w istocie oznaczało jedynie drobne ustępstwa na rzecz podejścia niefundamentalistycznego i w pierwszym odruchu takie stanowisko poparli bracia Kaczyńscy. Wiele jednak wskazuje na to, że pod wpływem szantażu Kościoła i środowisk fundamentalistycznych PiS oraz konkurująca z nim o względy prawicowego elektoratu PO poprą radykalne poprawki albo wpisanie do konstytucji aktualnego - dyskusyjnego i niemającego za sobą powszechnego poparcia - stanu prawnego. To również wydaje się krokiem w niewłaściwym kierunku, próbą ustalenia czegoś, czego na gruncie współczesnej moralności ustalić się nie da.
Zasada rzeczywistości
Trzecia kwestia, pokrótce już wspominana, dotyczy realnych warunków naszego życia. Zwolennicy legalizacji aborcji wskazują na konieczność uwzględniania ich w procesie stanowienia prawa. A na zarzut, że liberalne prawo chroni nie inną moralność, a zwykły egoizm, powinni zapewne odpowiedzieć: Nie da się dziś zakazać egoizmu.
Egoizm jest mechanizmem napędowym współczesnego kapitalizmu i społeczeństwa. Żyje ono i rozwija się dlatego, że dopuszcza, a nawet wspiera dążenie do indywidualnego szczęścia i sukcesu, do wzrostu indywidualnej konsumpcji. I w tym zakresie daje równe prawa - chociaż nie możliwości - wszystkim, w tym kobietom i mężczyznom. Dodajmy do tego przemiany instytucji rodziny, która stała się miejscem poszukiwania indywidualnego szczęścia, a dzieci pojawiają się w niej jako wynik świadomej decyzji, a nie naturalnego prawa.
Kiedy wszyscy kierują się egoizmem i własnym interesem, a wartości, do których dążymy, są nam narzucane przez kapitalistyczną i konsumpcyjną kulturę, wyłączenie z tego - może wątpliwego - dobrodziejstwa kobiet, wydaje się zabiegiem podejrzanym. Można podejrzewać, że ma on na celu odwrócenie uwagi od całości zjawiska, wskazanie grupy, która ma zostać umoralniona na siłę, dostarczając alibi dla zapominania o prawdziwych problemach.
Ideologia łącząca umiłowanie wolnego rynku z restrykcyjnym podejściem do kontroli urodzin - tak popularna w Polsce - z punktu wiedzenia nawet pobieżnej wiedzy o procesach społecznych jest zwyczajną głupotą. Jej niekonsekwencja nie jest jednak przypadkowa, jak również jej wymierzone w kobiety ostrze. Jeśli coś jest nie tak, zawsze łatwiej jest oskarżyć i próbować zmusić do nieracjonalnych w ramach istniejącego systemu decyzji, niż zakwestionować sam system.
Mimo dotychczasowych regulacji prawnych i stanowiska w sprawie antykoncepcji Kościoła, do którego należy 98 procent Polaków, mamy przyrost naturalny taki, jaki mamy, podziemie aborcyjne i powszechną dostępność chemicznych środków wczesnoporonnych. Wiara, że zmiana w konstytucji może na tę rzeczywistość wpłynąć, pozbawiona jest wszelkich podstaw.
To oczywiste, że projektowana poprawka i cała antyaborcyjna ustawa jest pomysłem rodem z fundamentalistycznego księżyca. Prostym sposobem na ośmieszenie prawa i wygaszenie wszelkich odruchów legalistycznych. Jest sprzeczna z europejskimi standardami liberalnej demokracji, z intuicją moralną społeczeństwa, kompletnie oderwana od rzeczywistości. Mimo to istnieje poważne niebezpieczeństwo, że zostanie uchwalona tylko dlatego, że taki jest akurat rozkład władzy. Pamiętajmy jednak, że władza, która nie liczy się z niczym poza własnymi pomysłami, nie ma wiele wspólnego ani z uczciwie rozumianą demokracją, ani ze zdrowym rozsądkiem.
Tekst ukazał się w „Rzeczpospolitej” z 30 listopada 2006.
Na podobny temat
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...