|
Starając się ubiec czarny wieczór felietonistów rozświetlany złowieszczo tylko przez pusto biały ekran komputera, wpadliśmy na pomysł, żeby napisać felieton-obrazek, felieton pejzażyk, zgrabny i leciutki landszafcik, teatralny reportażyk z naszego pracowego pokoju 409 w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Miało tam być o budowaniu dramaturgii spektaklu, które to budowanie polega na ciągłym wychodzeniu któregoś z nas do 410 i trzaskaniu drzwiami (swoją drogą im bliżej do premiery tym więcej czarnych wieczorów felietonisty/tki i trzaskania). Miało też być o scenografie, Michale Korchowcu, który krzyczy na nas, że nie mamy dla niego czasu i że nie będzie się z nami umawiał na audiencje. W tle pojawiłby się Janek Suświłło – kompozytor, który przynosząc nam kolejne numery, opowiada o tym, że światem rządzą psychopaci i że nie wolno jeść pszenicy. O telefonach od naszej przyjaciółki jeszcze z Teatru Wybrzeże Ewie Siwek, która robi masę wokół spektaklowej pracy, w wyniku czego ciągle ma różne rowerowe kolizje z antyrowerową przestrzenią miejską. A kontrapunktem byłby choreograf Rafał Urbacki, którego inwalidzki wózek stoi u nas w kącie pokoju.Jednak zainspirowani pewnym plotkarskim telefonem ze stolicy nie napiszemy tekstu o naszych przyjaciołach. Napiszemy felieton o Donaldzie Tusku. I miejscu, w którym się znalazł. I nie jest to pokój 409. Choć trochę jest – bo myślimy o nim długo i często.
Plotarski telefon ze stolicy uprzejmie doniósł, że teatralna Warszawa wrze od plotek. A właściwie od jednej plotki. W pewnym stołecznym teatrze, w gabinecie dyrektora odbywają się tajne próby. Ale jak to bywa w tajnych sytuacjach – są przecieki. Jedni twierdzą, że próbowane są Biesy. Inni – że Ryszard III, a jeszcze inni – że Prezydent Bernharda. Nie chodzi jednak o nieścisłości w przeciekach. Po prostu plotka mówi, że równolegle odbywają się próby do kilku przedstawień. Jak już mówiliśmy – tajne próby. Tajność tych prób polega na tym, że obsadzeni, próbujący swoje role aktorzy nie mogą mówić kolegom o tym, że próbują i biorą udział w jakichkolwiek produkcjach.
Pytanie brzmi: czy w stołecznym niewymienianym z nazwy teatrze powstaje spektakl polityczny? Czy w stołecznym – dotowanym przez miasto/państwo teatrze – ma miejsce jakiś rebeliancki akt artystycznej odwagi powiedzenia władzy fuck you?
Czy możemy podejrzewać, że szykuje się artystyczno-terrorystyczna rebelia? Czy w 2011 roku znalazł się ktoś, kto wie, w jaki sposób w 2011 roku można wyprowadzić na ulice ludzi przy pomocy teatru aluzyjnego i powtórzy dejmkowskie Dziady z ‘68 roku? Czy próby są tajne, bo spektakl ma na celu obalenie rządu? A przynajmniej – na początek – obalenie królowej Warszawy? Przepotwornie by nas to wkurwiło z zazdrości. I umarlibyśmy w 409 z tej przepotwornej zazdrości. I z tego, że przepotwornie pochopnie przestaliśmy wierzyć, że gest ‘68 roku jest możliwy.
Warszawscy teatrofile nie śpią po nocach, żeby nie przegapić sms-owego powiadomienia o „właśnie za godzinę rozpoczynającej się tajnej premierze, która zmieni bieg historii”!
Wszystkie główne role w trylogii mającej być skomasowanycm atakiem na władzę ma zagrać Najbardziej Rebaliancki Aktorski Samiec Stołeczny! Nic tak jak plotka nie rozpala naszej lewicującej wyobraźni! Co jest powodem tajności prób i co ma z tej tajności wyniknąć? Tajny spektakl aluzyjny o tajnym raporcie MAK odtajniającym przecieki? O kompromitujących posunięciach polskiego rządu w polityce zagranicznej? Nie czytaliście? To za kilofy i na przodek! I kopać w wikileaksach. A jak wam się nie chce kopać – to ostatecznie chyba zadaniem dziennikarzy jest kopać i orientować się na bieżąco w wydarzeniach zmieniających bieg pijarowych strategii!
Szczerze mówiąc po krótkiej, ale za to burzliwej dyskusji znaleźliśmy wyjście z naszej przepotwornej zazdrościi: pfff… co to za sztuka robić sztuki krytykujące premiera i partię rządzącą, jeżeli robi to nawet Monika Olejnik. Pfff… artyści kopiący leżącego? Leżącego, bo położonego przez starających się go położyć mainstreamowych dziennikarzy? Dziennikarzy, którzy chcą odnaleźć się w iście tragicznym antygonowskim konflikcie wyboru – Balcerowicz czy Tusk? I jakoś wyjść z tej tragedii z twarzą? Z jakąkolwiek twarzą? Z twarzą, która grymasi się argumentami, które powtarzaliśmy już ile czasu temu, ale były nie do przyjęcia, bo były lewicowe? Stop! My – kierujący się wrażliwością wobec kopanych i niechęcią do ogólnych i powszechnych nastrojów – nie mamy satysfakcji z takich działań. Czy w związku z tym, że już za chwilę, już za momencik wszyscy będą po partii rządzącej jechać – zresztą słusznie – jak po łysym ogierze, mamy wreszcie czuć satysfakcję?
W trakcie tych dywagacji, sporów i chęci stawania po stronie ludzi, których kopie się jako słabszych, nasz plotkarski telefonista zatelefonował nam nową wiadomość. Otóż dyrektor pewnego stołecznego teatru, w którego gabinecie odbywają się podobno tajne próby, stwierdził, że w Warszawie za dużo jest premier a za mało sztuki, dlatego tajne próby nie zakończą się żadną premierą. Tajne próby są tylko po to, żeby tajnie próbować. Żeby coś się działo w teatrze. Jest ta sytuacja pewną metaforą. Państwowe teatry mają udawać, że próbują, że istnieją, że dają premiery. A tak naprawdę ich działalność nie działa. Nie pokazuje się. Jako artyści z ambicjami jesteśmy w sytuacji tragicznej: niby ulżyło nam, że żaden z artystów teatru nie ma pomysłu jak spektaklem wyprowadzić ludzi na ulicę. Z drugiej strony - mamy świadomość, że sami też nie mamy pomysłu jak to zrobić. Na pewno nie w sposób à la Monika Olejnik: kopiąc tych, którzy i tak mają się ostatnio nie najlepiej.
Felietony Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego publikujemy we wtorki.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...