Gerwin: Sopot ma budżet obywatelski

,
+A -A

Krytycy budżetu partycypacyjnego twierdzą, że mieszkańcy będą się koncentrować na sprawach "łatwych i przyjemnych". Przykład Sopotu tego nie potwierdza.

Było coś przełomowego, a nawet wzruszającego w chwili, gdy jeden z sopockich radnych, na pytanie mieszkańca, czy wynik głosowania w sprawie budżetu obywatelskiego będzie wiążący, wstał i odparł, że jeżeli prezydent nie wprowadzi do budżetu miasta projektów wybranych przez mieszkańców, to radni tego budżetu nie uchwalą. Ten sam radny bowiem przez wiele miesięcy upierał się, że mieszkańcy nie mogą podejmować wiążących decyzji w sprawie budżetu miasta, bo to do prezydenta i radnych należy jego układanie. Kiedy jednak odbywały się ostatnie spotkania z mieszkańcami i rozpoczęło się głosowanie, zdecydował się uszanować ich głos.

Sopot jest pierwszym miastem w Polsce, w którym wprowadzony został budżet obywatelski (inaczej: partycypacyjny). Polega to na tym, że mieszkańcy mogą sami decydować o przeznaczeniu wydatków z budżetu miasta i zgłaszać swoje propozycje. Po raz pierwszy budżet obywatelski wprowadzono w brazylijskim mieście Porto Alegre w 1989 roku, a w następnych latach zyskał on na popularności i zaczęto go stosować nie tylko w miastach w Brazylii, lecz także w Europie.

W maju tego roku rada Sopotu przyjęła rezolucję, zgodnie z którą mieszkańcy mieli w bezpośredni sposób zadecydować o wydaniu 3 milionów złotych z budżetu miasta. Potem prezydent zaproponował zwiększenie tej kwoty do 4 milionów złotych z przeznaczeniem na projekty lokalne w czterech okręgach. To niewiele w skali wszystkich wydatków z budżetu miasta, nieco ponad 1%. Kwota ta celowo była skromna, chodziło bowiem o to, by sprawdzić, czy mieszkańcy Sopotu będą w ogóle zainteresowani taką formą udziału w sprawach miasta i przetestować, jak się to sprawdzi w naszym mieście.

Do wprowadzenia budżetu obywatelskiego nie była potrzebna zmiana prawa. Od strony formalnej jest to rodzaj konsultacji społecznych, które rada miasta lub prezydent mogą przeprowadzić w dowolnej sprawie, także wydatków z budżetu miasta. O tym, czy są to konsultacje w sprawie budżetu czy budżet obywatelski, decyduje jedna rzecz – czy radni uznają wynik głosowania za wiążący. A uznają go za wiążący nie dlatego, że tak zostało to zapisane w ustawie, lecz dlatego, że sami tego chcą. Jest to zatem dżentelmeńska umowa pomiędzy radnymi a mieszkańcami.

Nie wszystkim radnym ten pomysł przypadł do gustu: „Mieszkańcy mieliby o czymś sami decydować? Przecież to my jesteśmy od tego! To nas po to wybierają!”. Na szczęście jednak nie wszyscy tak myślą.

Rozmowy z radnymi na temat wprowadzenia budżetu obywatelskiego rozpoczęła Sopocka Inicjatywa Rozwojowa, nieformalna grupa mieszkańców, która niedawno obchodziła swoje trzecie urodziny. Pomysł wprowadzenia w Sopocie budżetu obywatelskiego spodobał się części radnych jeszcze w poprzedniej kadencji, jednak dopiero zeszłoroczne wybory i zmiany w składzie rady miasta sprawiły, że zyskał on poparcie większości rady. Przed wyborami rozmawialiśmy o tym także z kandydatami na prezydenta – poparcie dla budżetu obywatelskiego wyraziło aż czterech z pięciu kandydatów, ale wybory wygrał akurat ten jeden, który był przeciw. Brak poparcia ze strony prezydenta to spory problem, bo choć powstała komisja ds. budżetu obywatelskiego, która zajęła się tym tematem, prezydentowi zdarzało się utrudniać jej działania, na przykład nie realizując wniosków komisji. Na koniec jednak i prezydent Sopotu uznał całe przedsięwzięcie za sukces.

Od strony organizacyjnej budżet obywatelski w Sopocie wymaga jeszcze wielu usprawnień – od bardziej szczegółowego opisywania projektów i lepszego sposobu prowadzenia spotkań aż po zmianę metody głosowania. Niemniej jednak doświadczenia z Sopotu są cenne, bo pokazują, że budżet obywatelski sprawdza się także w Polsce. W pierwszym głosowaniu oddano 2410 ważnych głosów, co – biorąc pod uwagę, że to pierwszy raz i niedociągnięcia w promocji – jest całkiem sporą liczbą (Sopot ma ok. 37 tysięcy mieszkańców).

Zaskoczeniem są także wyniki głosowania. Mieszkańcy decydowali o sprawach lokalnych w swoim okręgu, a także wybierali najważniejsze inwestycje o charakterze ogólnomiejskim (do których włączone były także te projekty o charakterze lokalnym, których szacunkowy koszt przekraczał 1 milion zł). Jako propozycje wydatków mieszkańcy zgłaszali przede wszystkim zwykłe sprawy, jak budowę nowego placu zabaw, ustawienie ławek i koszy na śmieci w lesie, remonty schodów oraz remonty chyba wszystkich ulic i chodników świata. Ze względu na mobilizację mieszkańców ulicy 23 Marca można było się spodziewać, że w projektach ogólnomiejskich wygra remont właśnie tej ulicy. Tak się jednak nie stało. Projektem, na który oddano najwięcej głosów, było ustawienie w Sopocie 20 dodatkowych zestawów do segregacji odpadów (60 tys. zł). Na drugim miejscu znalazło się dofinansowanie i modernizacja schroniska dla zwierząt (400 tys. zł). Z kolei pomysł budowy Muzeum Sztuki Nowoczesnej, wyceniony na 40 milionów zł, przepadł z kretesem (w projektach ogólnomiejskich nie było limitu finansowego).

Wygrana recyklingu to świetna wiadomość. Utkwiła mi bowiem w pamięci wypowiedź radnej z Gdańska, która stwierdziła, że jeżeli mieszkańcy mieliby sami decydowali o wydatkach z budżetu miasta, to nie powstałaby żadna oczyszczalnia ścieków (w domyśle – bo jedynie radni w swej mądrości potrafią podejmować racjonalne decyzje). Z kolei Jarosław Neneman, ekonomista i doradca społeczny prezydenta Bronisława Komorowskiego ds. samorządu, pisał we „Wspólnocie” (pismo samorządu terytorialnego): „Istnieje obawa, że budżet obywatelski będzie koncentrował się na sprawach łatwych i przyjemnych – każdy będzie się wolał pochwalić nową ścieżką rowerową, bo to widać, a nie remontem sieci kanalizacyjnej, bo tego nie widać. Odpowiedzialne rządzenie, w tym zarządzanie dochodami i wydatkami, wymaga podejmowania potrzebnych, ale niepopularnych decyzji. Z pewnością nie zobaczymy takich w budżecie obywatelskim”.

Doświadczenia z budżetem obywatelskim w Sopocie tych obaw jednak nie potwierdzają. Zresztą, patrząc na doświadczenia innych miast, zarówno w Polsce, jak i na świecie, można zauważyć, że to raczej naszym przedstawicielom – prezydentom miast lub radnym – zależy na projektach wizerunkowych, a nie mieszkańcom.

Korzyści z wprowadzenia budżetu obywatelskiego to jednak nie tylko efektywne wydawanie środków z budżetu miasta. Wśród mieszkańców Sopotu pojawiło się poczucie, że mamy realny wpływ na sprawy miasta, że o ustawieniu tych pojemników do recyklingu zadecydowaliśmy my sami. Również wśród niektórych radnych zaszła zmiana, którą można było zauważyć na spotkaniu komisji, po ogłoszeniu wyników budżetu obywatelskiego: „Więc tak wygląda lista projektów, które chcą zrealizować mieszkańcy? Naszą rolą jest zatem dopilnować, by zostały one wprowadzone w życie”. Radni nie postrzegali już swojej roli jako „rządzimy mieszkańcami”, lecz jako „reprezentujemy mieszkańców”. A to spory krok naprzód w budowaniu kultury demokracji.


Więcej o tym, jak wprowadzić budżet obywatelski w swojej miejscowości, już wkrótce w Przewodniku po partycypacji, który przygotowuje Krytyka Polityczna.

 

Polub Dziennik Opinii na FB   

Nie rozumiem

Nie rozumiem jednej istotnej rzeczy. A to dość ważne. Czemu walczycie z tym żeby obywatele sami bezpośrednio wydawali swoje pieniądze a promujecie takie inicjatywy w których mają robić to samo ale bardziej skomplikowanie przez jakiś budżet obywatelski. Skoro mieszkańcy mają sami decydować o tym na co wydawać pieniądze, to lepiej byłoby obniżyć im podatki i pozwolić samym decydować na co te pieniądze mają wydać. Tak jest prościej, skuteczniej, wydajniej i nie zablokuej tego żaden radny.

...

@kot w gołębniku Wydałbyś z własnej kieszeni 60 000 zł na pojemniki do segregowania odpadów?

...

Ciekawe pytanie :) Wydaje mi się, że jeżeli obniży się podatki, to mieszkańcy nie wydadzą \"zaoszczędzonych\" w ten sposób pieniędzy na wspólne cele - na przykład na ścieżki rowerowe, parki czy owe pojemniki do recyklingu - lecz na konsumpcję indywidualną. Podatki mogą być całkiem przydatne, pod warunkiem, że się je sensownie wydaje ;)

@Zenon

Nie. Wydałbym 5zł a resztę pozostali zainteresowani. W Sopocie mieszka chyba ze 100tys. ludzi więc jeśli wszyscy są masowo zainteresowani tymi śmietnikami to w czym problem, niechby co 10 zapłacił. A teraz przecież i tak za nie płacą poprzez podatki. Skoro tak, to po co dodatkowo utrzymywać urzędników rozdzielających te pieniądze?

@Marcin Gerwin

Wydzadzą, wydadzą. Tylko wydadzą naprawdę zainteresowani a nie przymuszeni. Myślę, że środowisko KP powinno w końcu dojrzeć do konkluzji, że z niewolnika nie ma obywatela i tylko dobrowolny udział w jakimkolwiek wydarzeniu, także ekonomicznym jest pełny.

2410

Czy udział tylko 2410 mieszkańców w głosowaniu można uznać za sukces? Jaki procent uprawnionych do głosowania oni stanowią? Czy nie jest tak, że budżet partycypacyjny będzie odzwierciedlał potrzeby dość zamożnej i wykształconej \"klasy średniej\" (nie jest to zbyt precyzyjny termin ale nie mam lepszego? Statystycznie rzecz biorąc tacy ludzie najczęściej chodzą na wybory, głosują itd?

Kocie zacznij liczyć

Kocie twoje pomysły ekonomiczne nie wzbudzają za grosz zaufania, a wiesz dlaczego? Bo piszesz \"W Sopocie mieszka chyba ze 100tys. ludzi \" pod artykułem, gdzie napisano \"Sopot ma ok. 37 tysięcy mieszkańców\"

...

Marks, w porównaniu z frekwencją w wyborach to te 2410 głosów to oczywiście bardzo mało (ok. 6,5% uprawnionych do głosowania), jednak jeżeli sprawdzimy, jak wygląda frekwencja w budżecie partycypacyjnym w Brazylii - Camaragibe: 6,6%, Gravatai: 10,5% - to jest naprawdę nieźle, szczególnie, że od strony promocyjnej i organizacyjnej było w tym roku kiepsko, i jeśli się to poprawi w przyszłym roku, to w głosowaniu może wziąć udział znacznie więcej mieszkańców. Aczkolwiek, chciałbym podkreślić, że wysoka frekwencja sama w sobie nie jest celem budżetu obywatelskiego. Co do najuboższych to tak, warto, aby ich potrzeby były reprezentowane.

...

Gratulacje dla Sopotu i osobiście dla Marcina Gerwina. Dokonaliście wielkie sprawy. Pierwszy budżet partycypacyjny w Polsce: sukces! PS. Copyright na nick \"kot\" i \"kocie\" w formie osobowej. -\"kot w gołębniku\" komentuje w Krytyce jako \"antykot\" i po to został tu zainstalowany.

Dzięki

Dziękuję za wszystkie komentarze.

Multimedia

Klub Krytyki Politycznej w Łodzi

Żyję w mieście rewolucji - film dokumentalny

Film dokumentalny prezentujący obchody 111. rocznicy Powstania Łódzkiego/Rewolucji 1905 roku, a także przygotowania do eventu. Obchody odbyły się 18 czerwca 2016 roku w Łodzi.

TVKP

ONR nie pojawił się w roku 2015

Zapytana o strategię walki z antysemityzmem, dr Helena Datner z Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie mówi: „protestować, pisać, badać”.

TVKP

Irena Grudzińska-Gross: „Trump? Macho z kiepskiego filmu"

Donald Trump? Rasista i mizogin, macho z kiepskiego filmu - mówi Irena Grudzińska-Gross, historyczka z Uniwersytetu w Princeton, w programie „Sterniczki” Roberta Kowalskiego w Krytyce Politycznej.

Time To Talk

No Europe without Solidarity

Jak wygląda dzisiejsza i przyszła Europa widziana oczami działaczy i działaczek z południa kontynentu, jego zachodniej i wschodniej części?