|
Piotr Piotrowski zrezygnował z funkcji dyrektora stołecznego Muzeum Narodowego, którym kierował od sierpnia ubiegłego roku. W tym okresie zdążył obudzić nadzieje środowisk muzealnego, artystycznego i politycznego na ożywienie zmurszałej nieco placówki; wejść w ostry konflikt z pracownikami merytorycznymi o podłożu ekonomicznym i artystycznym, zorganizować ważną wystawę Ars Homo Erotica, prezentującą homoseksualne kody w dawnej i współczesnej sztuce polskiej oraz światowej, której przedmioty znajdziemy w kolekcji Muzeum; obronić się przed usunięciem ze stanowiska, dzięki wsparciu Rady Powierniczej, która złożyła na ręce Piotrowskiego swoiste wotum zaufania, biorąc jego stronę w sporze z pracownikami; sformułować na prośbę tejże rady plan reformy placówki oraz – po jego, znów przez Radę, odrzuceniu – odejść ze stanowiska.
Trudno ocenić nagłą decyzję dyrektora oraz rolę pracowników Muzeum w jej – deklarowanej przez Piotra Piotrowskiego – nieodwracalności czy postępowanie Rady Powierniczej, nim nie poznamy kulis sprawy. Warto poczekać na wypowiedź samego dyrektora, uzasadnienie nieprzyjęcia jego planu reformy, wreszcie – głos przedstawicieli podwładnych Piotrowskiego. Wiele pytań czeka na odpowiedź. Choćby to, czy fakt, że Piotr Piotrowski zrezygnował z funkcji dyrektora Muzeum Narodowego zanim Rada Powiernicza przedstawiła uzasadnienie decyzji o nieprzyjęciu planu reformy instytucji, sugeruje, że powody owego nieprzyjęcia mogą być drugorzędne w stosunku do samej możliwości oddalenia Piotrowskiego od kierowania Muzeum? Czy Rada w konflikcie z pracownikami stanęła po stronie dyrektora tylko dlatego, że czekała na moment, w którym usunięcie Piotrowskiego możliwe będzie z powodów sprawiających wrażenie obiektywnych? Czy zachowanie dystansu przez Bogdana Zdrojewskiego w stosunku do sporu wokół Muzeum, które sugerowało ciche przyzwolenie na reformy dyrektora, w świetle ostatnich wydarzeń, nie jawi się jako próba uniknięcia odpowiedzialności za kształt jednej z najważniejszych rodzimych instytucji kultury? Miejmy nadzieję, że z czasem poznamy odpowiedzi na te i inne wątpliwości. Kto odpowiada za muzea? Dziś – dwa zagadnienia wydają mi się kluczowe dla prawidłowej oceny tego, co działo się wokół Muzeum Narodowego w Warszawie przez ostatnie czternaście miesięcy. Pierwsze dotyczy strukturalnego umocowania instytucji kultury w systemie społeczno-ekonomicznym. Drugie umocowania światopoglądowego, a więc odpowiedzi na pytanie o funkcje sztuki (w tym sztuki dawnej w nowych kuratorskich interpretacjach) w rzeczywistości wolnorynkowej demokracji, znajdującej się w fazie postępującego, konserwatywnego zwrotu. Oba te czynniki trzeba wziąć pod uwagę również wtedy, gdy mowa o następcach Piotrowskiego na stanowisku dyrektora warszawskiego Muzeum i szerzej – o nominacjach dyrektorskich w muzeach, galeriach sztuki czy teatrach, oraz o miejscu kultury w społecznej rzeczywistości i kulturalnej polityce państwa. Jakkolwiek negatywnie oceniam starania Piotra Piotrowskiego o częściowe uprywatnienie działalności Muzeum poprzez outsourcing szeregu działań (np. konserwatorskich) na zasadach rynkowych oraz wiązanie zbytnich nadziei z prywatnymi sponsorami i inwestorami, to jednocześnie jestem przeciwny interpretacji sugerującej, że konflikt w Muzeum Narodowym był sporem między bezwzględnym kierownikiem i podległymi mu pracownikami, którym groziła utrata środków do życia. Lokowanie dyrektorów publicznych i państwowych instytucji kultury w pozycji właścicieli i/lub posiadaczy tychże jest próbą ukrycia faktu, że pełna odpowiedzialność za finanse – a w konsekwencji uposażenie i bezpieczeństwo socjalne pracowników – tego typu placówek spada na władze, którym placówki te są podległe, a w dalszej kolejności na decydentów budżetowych oraz legislatorów. Dopóki obowiązki te będą przez nich lekceważone, instytucje kultury zaś traktowane jako zło konieczne, które może poświadczyć swoją przydatność wyłącznie w rynkowej konkurencji, pracownicy tychże będą mieli poczucie braku uznania dla podejmowanych przez siebie czynności i starań. Być może – zamiast wystosowywać listy do ministra kultury w sprawie odwołania dyrektora, należałoby zawrzeć w nich żądanie poważnego traktowania instytucji kultury i obowiązku zapewnienia im odpowiednich środków finansowych. Socjalne troski pracowników stołecznego Muzeum Narodowego nie znikną wraz z odejściem Piotra Piotrowskiego, zniknąć mogą wyłącznie wraz ze zmianą społecznego i politycznego wyobrażenia o miejscu tego typu placówek w przestrzeni zbiorowej, wyłącznie wtedy, gdy powstanie wola podjęcia radykalnych kroków w celu korekty parametrów prawa pracy. Byłbym rozczarowany, gdyby ocena postawy Piotra Piotrowskiego względem pracowników nie brała pod uwagę nieludzkich warunków, w jakich wszyscy zmuszeni jesteśmy „uprawiać” kulturę i nie prowadziła do postawienia elementarnych pytań, dotyczących kulturalnej polityki państwa. Poszło o program? „Muzeum krytyczne” – tak Piotr Piotrowski zdefiniował swoją wizję instytucji, której kierownictwo obejmował ponad rok temu. W wyobrażeniu dyrektora Muzeum Narodowe nie powinno bezmyślnie wpisywać się w główny – zachowawczy – nurt myślenia o historii (w tym historii sztuki) oraz o rzeczywistości społecznej – o kodach i symbolach ją organizujących, które dostarczane są do naszej wyobraźni m.in. poprzez sztuki wizualne. Przeciwnie – powinno stać na straży krytycznego namysłu nad indywidualną i zbiorową tożsamością, uczyć podejrzliwości w stosunku do tego, co wydaje się w niej bezdyskusyjne, komplikować obraz otaczającej nas rzeczywistości i podawać w wątpliwość wartości, na fundamencie których zdaje się opierać. W sporze wokół stołecznego Muzeum Narodowego o jego programie mówiło się najmniej. Pracownicy deklarowali na łamach prasy podzielanie intuicji dyrektora co do kierunku, w jakim podążać winny artystyczne rozwiązania, Rada Powiernicza nie była zbyt wylewna w omawianej materii, ale akceptacja wstępnej wizji Piotrowskiego i poparcie udzielane mu przez szereg miesięcy, mogły sugerować jej przychylność w sprawach programowych. Podobnie jak sugerować przychylność mogło milczenie ministra Zdrojewskiego. Jestem jednak przekonany, że to kwestia krytycznego spojrzenia na aktualną rodzimą rzeczywistość jest prawdziwym powodem kłopotów Piotra Piotrowskiego. Im mniej padało polemicznych względem jego wizji sztuki i jego światopoglądu słów, tym silniejsze można było odnieść wrażenie, że to właśnie one stanowiły najbardziej uciążliwą ość w gardle ministra, Rady Powierniczej i pracowników Muzeum. Trudno oczekiwać, by reprezentanci wymienionych podmiotów otwarcie przyznali się do oporu względem społecznych intuicji dyrektora. Padać będą zapewne słowa dotyczące ekonomii Muzeum, psychologicznych predyspozycji Piotrowskiego do rozbudzania konfliktów, braku jego kompetencji w tej czy innej dziedzinie. Mam jednak nadzieję, że przynajmniej wśród komentatorów nie zabraknie odwagi w ujawnianiu stosunku do światopoglądowych wyborów Piotrowskiego, a każda kolejna osoba brana pod uwagę jako jego następca, lub następczyni będzie zobowiązana przez media, by się do nich odnieść. Byłbym rozczarowany, gdyby ocena rocznego urzędowania Piotra Piotrowskiego na stanowisku dyrektora stołecznego Muzeum nie uwzględniała jego wyrazistych światopoglądowych wyborów, a w konsekwencji również wizji rodzimej rzeczywistości, wyrażającej się poprzez dzieła sztuki, decyzje kuratorskie i instytucjonalne wszystkich kierowników placówek kultury. Ja jestem za lewicowym z ducha „muzeum krytycznym”, a Pan/Pani?
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...