NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Stokfiszewski: Jestem za muzeum krytycznym Drukuj
Igor Stokfiszewski   
12.10.2010

Jan Matejko, StańczykPiotr Piotrowski zrezygnował z funkcji dyrektora stołecznego Muzeum Narodowego, którym kierował od sierpnia ubiegłego roku. W tym okresie zdążył obudzić nadzieje środowisk muzealnego, artystycznego i politycznego na ożywienie zmurszałej nieco placówki; wejść w ostry konflikt z pracownikami merytorycznymi o podłożu ekonomicznym i artystycznym, zorganizować ważną wystawę Ars Homo Erotica, prezentującą homoseksualne kody w dawnej i współczesnej sztuce polskiej oraz światowej, której przedmioty znajdziemy w kolekcji Muzeum; obronić się przed usunięciem ze stanowiska, dzięki wsparciu Rady Powierniczej, która złożyła na ręce Piotrowskiego swoiste wotum zaufania, biorąc jego stronę w sporze z pracownikami; sformułować na prośbę tejże rady plan reformy placówki oraz – po jego, znów przez Radę, odrzuceniu – odejść ze stanowiska. 

 

Trudno ocenić nagłą decyzję dyrektora oraz rolę pracowników Muzeum w jej  –  deklarowanej przez Piotra Piotrowskiego  –  nieodwracalności czy postępowanie Rady Powierniczej, nim nie poznamy kulis sprawy. Warto poczekać na wypowiedź samego dyrektora, uzasadnienie nieprzyjęcia jego planu reformy, wreszcie – głos przedstawicieli podwładnych Piotrowskiego. Wiele pytań czeka na odpowiedź. Choćby to, czy fakt, że Piotr Piotrowski zrezygnował z funkcji dyrektora Muzeum Narodowego zanim Rada Powiernicza przedstawiła uzasadnienie decyzji o nieprzyjęciu planu reformy instytucji, sugeruje, że powody owego nieprzyjęcia mogą być drugorzędne w stosunku do samej możliwości oddalenia Piotrowskiego od kierowania Muzeum? Czy Rada w konflikcie z pracownikami stanęła po stronie dyrektora tylko dlatego, że czekała na moment, w którym usunięcie Piotrowskiego możliwe będzie z powodów sprawiających wrażenie obiektywnych? Czy zachowanie dystansu przez Bogdana Zdrojewskiego w stosunku do sporu wokół Muzeum, które sugerowało ciche przyzwolenie na reformy dyrektora, w świetle ostatnich wydarzeń, nie jawi się jako próba uniknięcia odpowiedzialności za kształt jednej z najważniejszych rodzimych instytucji kultury? Miejmy nadzieję, że z czasem poznamy odpowiedzi na te i inne wątpliwości.

 

Kto odpowiada za muzea? 

 

Dziś – dwa zagadnienia wydają mi się kluczowe dla prawidłowej oceny tego, co działo się wokół Muzeum Narodowego w Warszawie przez ostatnie czternaście miesięcy. Pierwsze dotyczy strukturalnego umocowania instytucji kultury w systemie społeczno-ekonomicznym. Drugie umocowania światopoglądowego, a więc odpowiedzi na pytanie o funkcje sztuki (w tym sztuki dawnej w nowych kuratorskich interpretacjach) w rzeczywistości wolnorynkowej demokracji, znajdującej się w fazie postępującego, konserwatywnego zwrotu. Oba te  czynniki trzeba wziąć pod uwagę również wtedy, gdy mowa o następcach Piotrowskiego na stanowisku dyrektora warszawskiego Muzeum i szerzej – o nominacjach dyrektorskich w muzeach, galeriach sztuki czy teatrach, oraz o miejscu kultury w społecznej rzeczywistości i kulturalnej polityce państwa.

 

Jakkolwiek negatywnie oceniam starania Piotra Piotrowskiego o częściowe uprywatnienie działalności Muzeum poprzez outsourcing szeregu działań (np. konserwatorskich) na zasadach rynkowych oraz wiązanie zbytnich nadziei z prywatnymi sponsorami i inwestorami, to jednocześnie jestem przeciwny interpretacji sugerującej, że konflikt w Muzeum Narodowym był sporem między bezwzględnym kierownikiem i podległymi mu pracownikami, którym groziła utrata środków do życia. Lokowanie dyrektorów publicznych i państwowych instytucji kultury w pozycji właścicieli i/lub posiadaczy tychże jest próbą ukrycia faktu, że pełna odpowiedzialność za finanse – a w konsekwencji uposażenie i bezpieczeństwo socjalne pracowników – tego typu placówek spada na władze, którym placówki te są podległe, a w dalszej kolejności na decydentów budżetowych oraz legislatorów. Dopóki obowiązki te będą przez nich lekceważone, instytucje kultury zaś traktowane jako zło konieczne, które może poświadczyć swoją przydatność wyłącznie w rynkowej konkurencji, pracownicy tychże będą mieli poczucie braku uznania dla podejmowanych przez siebie czynności i starań.

 

Być może – zamiast wystosowywać listy do ministra kultury w sprawie odwołania dyrektora, należałoby zawrzeć w nich żądanie poważnego traktowania instytucji kultury i obowiązku zapewnienia im odpowiednich środków finansowych. Socjalne troski pracowników stołecznego Muzeum Narodowego nie znikną wraz z odejściem Piotra Piotrowskiego, zniknąć mogą wyłącznie wraz ze zmianą społecznego i politycznego wyobrażenia o miejscu tego typu placówek w przestrzeni zbiorowej, wyłącznie wtedy, gdy powstanie wola podjęcia radykalnych kroków w celu korekty parametrów prawa pracy. Byłbym rozczarowany, gdyby ocena postawy Piotra Piotrowskiego względem pracowników nie brała pod uwagę nieludzkich warunków, w jakich wszyscy zmuszeni jesteśmy „uprawiać” kulturę i nie prowadziła do postawienia elementarnych pytań, dotyczących kulturalnej polityki państwa.

 

Poszło o program? 

 

„Muzeum krytyczne” – tak Piotr Piotrowski zdefiniował swoją wizję instytucji, której kierownictwo obejmował ponad rok temu. W wyobrażeniu dyrektora Muzeum Narodowe nie powinno bezmyślnie wpisywać się w główny – zachowawczy  –  nurt myślenia o historii (w tym historii sztuki) oraz o rzeczywistości społecznej – o kodach i symbolach ją organizujących, które dostarczane są do naszej wyobraźni m.in. poprzez  sztuki wizualne. Przeciwnie – powinno stać na straży krytycznego namysłu nad indywidualną i zbiorową tożsamością, uczyć podejrzliwości w stosunku do tego, co wydaje się w niej bezdyskusyjne, komplikować obraz otaczającej nas rzeczywistości i podawać w wątpliwość wartości, na fundamencie których zdaje się opierać. 

 

W sporze wokół stołecznego Muzeum Narodowego o jego programie mówiło się najmniej. Pracownicy deklarowali na łamach prasy podzielanie intuicji dyrektora co do kierunku, w jakim podążać winny artystyczne rozwiązania, Rada Powiernicza nie była zbyt wylewna w omawianej materii, ale akceptacja wstępnej wizji Piotrowskiego i poparcie udzielane mu przez szereg miesięcy, mogły sugerować jej przychylność w sprawach programowych. Podobnie jak sugerować przychylność mogło milczenie ministra Zdrojewskiego. Jestem jednak przekonany, że to kwestia krytycznego spojrzenia na aktualną rodzimą rzeczywistość jest prawdziwym powodem kłopotów Piotra Piotrowskiego. Im mniej padało polemicznych względem jego wizji sztuki i jego światopoglądu słów, tym silniejsze można było odnieść wrażenie, że to właśnie one stanowiły najbardziej uciążliwą ość w gardle ministra, Rady Powierniczej i pracowników Muzeum. 

 

Trudno oczekiwać, by reprezentanci wymienionych podmiotów otwarcie przyznali się do oporu względem społecznych intuicji dyrektora. Padać będą zapewne słowa dotyczące ekonomii Muzeum, psychologicznych predyspozycji Piotrowskiego do rozbudzania konfliktów, braku jego kompetencji w tej czy innej dziedzinie. Mam jednak nadzieję, że przynajmniej wśród komentatorów nie zabraknie odwagi w ujawnianiu stosunku do światopoglądowych wyborów Piotrowskiego, a każda kolejna osoba brana pod uwagę jako jego następca, lub następczyni będzie zobowiązana przez media, by się do nich odnieść. Byłbym rozczarowany, gdyby ocena rocznego urzędowania Piotra Piotrowskiego na stanowisku dyrektora stołecznego Muzeum nie uwzględniała jego wyrazistych światopoglądowych wyborów, a w konsekwencji również wizji rodzimej rzeczywistości, wyrażającej się poprzez dzieła sztuki, decyzje kuratorskie i instytucjonalne wszystkich kierowników placówek kultury.

 

Ja jestem za lewicowym z ducha „muzeum krytycznym”, a Pan/Pani?

 

Komentarze
Dodaj nowy
ilpalazzo   |13.10.2010 01:18:42
Być może to coś znaczy, a być może niewiele. Uczęszczałem na wykład kursowy,
obiło mi się o uszy kilka plotek z instytutu w czasie gdy był kierownikiem.
Krótko, subiektywnie mówiąc - znakomity znawca sztuki demoludów; osobowość
arogancka i narcystyczna o dość ograniczonych kompetencjach socjalnych.
Po
sposobie w jaki chciał się rozprawić z instytucją muzeum (jako
"Gmachem") rozpoznaję wolnorynkowe ukąszenie, pielęgnowane z gorliwością
neofity. Chyba jeszcze nie przetrawił politycznie ostatnich paru lat, zajęty
własną karierą. Co poniekąd podważa kompetencje merytoryczne także. Diagnoza
funkcjonalna, efektywna: Palikot muzealnictwa.
Limba   |13.10.2010 08:56:41
tyle,ze obydwie wystawy ktore dyro zainicjowal byly porazkami- mediatorzy
‘ogolna’ od koncepcji po realizacje a gejowska- msle,ze gejowska byla slaba
przez kuratora … leszkowicz zrobil typowa laurke- gdzie manipulacje
winckelmanna, gdzie rozpasana homoerotycznosc trzeciej rzeszy gdzie w koncu
wspolczesna ikonosfera gejowska- z calym swoim komercyjnym i opresyjym
charakterem …
ankolwiek  - nareszcie doczekaliśmy   |13.10.2010 09:48:11
jeden z najlepszych znanych mi tekstów jeśli nie najlepszy z mi
znanych.
Naprawde dziękuję. jestem po dwrażeniem. To jest tekst ktory daje do
myśolenia w długie jesienne wieczory. W końcu ktoś pisze na temat i do rzeczy w
tak istotnych sprawach. Dziękuję i pozdrawiam i już czekam na nastepne teksty
Drozda   |13.10.2010 11:04:23
Autor artykułu ma sporo racji i ważne, że zagłębianie się w kontekst całej
sprawy odbywa się tu dwutorowo. Ja też jestem zwolennikiem rozwijania krytycznej
funkcji muzeów w ogóle, ale mam też za sobą epizod pracy muzealnej i wiem, że
bez względu na status prawny (a ten stanowi osobną ciekawostkę
Istota krytyczna   |14.10.2010 18:50:12
Jako istota krytyczna jestem za muzeum krytycznym! Ale co to znaczy? Zarówno w
tradycji europejskiej filozofii, jak i we współczesnej kulturze krytyczność
oznacza analizę i namysł. Najpierw analizę! I tego jak sądzę zabrakło w
warszawskim Narodowym.Z lektury artykułów pani Jareckiej (które wydają się
niekompetentne) wnoszę, że to, co zostało zaproponowane przez pana Piotrowskiego
to było raczej "muzeum bełkoczące", połączenie powierzchownej
polityzacji społecznej z trudno realizowalnymi postulatami ideowymi. Na początku
można było mieć wrażenie, że chodziło o potrzebną do namysłu prowokację, ale
niestety nie następował ciąg dalszy. Gdyby więc miało to być w istocie muzeum
krytyczne, to powinniśmy usłyszeć o jego historii, zmianach, które prezechodziło
(bo dobrze wiemy, że przeszło po 1989 głębokie zmiany) przemianie planowanej i
wyprowadzeniu z tej analizy wniosków "krytycznych", czyli takich, które
osadzają jego program w rzeczywistości polskiej, tradycji kultury wschodniej i
zachodniej spotykających się na linii Wisły (tak od muzeum niedalekiej). Tego
zabrakło, zabrakło wiedzy, refleksji, mediacji, promocji idei, po prostu
zabrakło klasy intelektualnej. I to mnie dziwi. Muzea są osobnym złożonym
światem, który musi przenosić materialne dowody kultury z przeszłości do
przyszłości, jak pisała Izabela Czartoryska. Mam wrażenie, że zarówno obecna
Rada , choć ma wielu dyrektorów muzeów w składzie, ale co gorsza, obecny
minister - zlekceważyli wartość, którą mieli chronić. I z muzeum krytycznego
zrobiła się nieprofesjonalna, pełna emocji - karczemna jatka. A może po prostu
dramatyczna niekompetencja władzy. Smutne. Punkty ujemne dla PO. Nawet komuniści
cenili fachowców.
no12kia13  - krytycznie o parówkowych skrytożercach   |15.10.2010 01:10:22
Warszawskie Narodowe pozbyło się swojego palikowa muzealnictwa, to w końcu duże
muzeum, stolica, silna grupa wsparcie. A co mają powiedzieć mniejsze muzea w
których od niedawna zadomawiają się podobni do pana PP. W warszawskim
etnograficznym mamy dyrektora, który postawił sprawę jasno: za 5 lat nie będzie
tu pracował żaden kustosz. Jest konsekwentny. Nie wiem czy kogoś z forumowiczów
KP interesuje np. XIX wieczne malarstwo ludowe, tradycyjny strój regionalny czy
kolekcja pozaeuropejska; jeśli tak, to już nie znajdą tam fachowców chętnych do
udzielenia kwerendy. Owszem znajdą oczytanych absolwentów znających na wyrywki
wszelkie antropologiczne -izmy, ale o zbiorach już ani du-du. Co gorsza nie
uważają by jako pracownicy muzeum mieli cel i obowiązek poznawać zbiory. Są
powołani do lepszych celów. Drugi przykład: podobne jw. muzeum, podobne zbiory,
już nie Wwa ale prowincja. Kogo obchodzi co się w środku dzieje pod rządami
nowego dyrektora, publiczność zachłystuje się iwentami, gustownymi meblami w
szatni po remoncie, lampkami, prasa leje miodzik. A w środku szara zgrzebna
rzeczywistość, regres, tymczasowość. Konserwacja zbiorów ograniczona do działań
doraźnych, wystawy - kilka zdjęć na wypasionych instalacjach. I jakoś na
plastyczne wydmuszki pieniędzy nie brakuje. Właśnie przyglądamy się jak
zadziała konserwatorki outsourcing, na razie nie wygląda to za dobrze bo zgodnie
z prawem rynku wygrywa tańsze, kwalifikacje są na drugim planie. Byłoby fajnie,
gdyby publiczność muzeów zechciała zauważyć, że muzeum to nie tylko głośne
wystawy ale dobro publiczne: zbiory. Zapanowała moda na dyrektorów wizjonerów. A
ja sądzę, że większy pożytek przynieśliby dyrektorzy administratorzy. Świat się
zmienia, jest co reformować, zmieniać, nie ma o to sporu. Tylko niech nie robią
tego ludzie dla których muzeum jest tylko przystankiem w karierze. Przypadkowym.
xyz   |24.10.2010 17:35:34
czy w UK ktoś by wpadł na pomysł żeby z TATE Gallery zrobic Tate Modern?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 13.10.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.90368 Seconds