NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Majmurek: Oskarżam! Drukuj
Jakub Majmurek   
19.03.2011
W jaki sposób kino może mówić o kryzysie ekonomicznym? Jak może przedstawić skomplikowane procesy gospodarcze, które do niego doprowadziły, pokazać wiążące się z nim polityczne problemy i stawki? Czy może być narzędziem wyrafinowanej polityczno-ekonomicznej publicystyki, zdolnej krytycznie opisać płynny turbokapitalizm opierający się na alchemii instrumentów pochodnych, kreatywnej księgowości i przepływach pieniędzy przez labirynty instytucji systemu bankowego?

Na pewno na ekranie łatwo jest pokazać gniew ludzi dotkniętych przez ostatni kryzys: rozpacz rodzin eksmitowanych z domów, desperację bezrobotnych, od miesięcy niemogących znaleźć żadnego płatnego zajęcia, czy upodlenie pracowników zmuszonych do przyjmowania pracy w warunkach, na które jeszcze kilka lat wcześniej nawet do głowy nie przyszłoby im się zgodzić. Trudniej pokazać jest generujący te wszystkie zjawiska mechanizm, obieg pieniądza w światowym systemie gospodarczym, sieć złożonych, skomplikowanych połączeń, jakie tworzy.

Taką próbę podejmuje nagrodzony w tym roku Oscarem dla najlepszego dokumentu film Inside Job Charlesa Fergusona. Przedstawia z wielką rzetelnością źródła, przyczyny i przebieg kryzysu finansowego spowodowanego przez pęknięcie bańki „złych długów” (przede wszystkim opartych na kredytach hipotecznych typu subprime), co doprowadziło do bankructwa dwa czołowe amerykańskie banki inwestycyjne – Bear Stearns i Lehman Brothers – a na jego skraj giganta rynku ubezpieczeń, AIG. Autorzy filmu tworzą następującą narrację historyczną: od końca drugiej wojny światowej do lat 80. kapitalizm przeżywał swoje złote półwiecze. System finansowy służył wtedy przede wszystkim potrzebom „realnej gospodarki”, produkcji zaspokajającej podstawowe, rzeczywiste potrzeby ludzkie. Nie wynikało to ze szczególnej dobroci bankierów z tamtych lat, ale z regulacji przyjętych w latach 30., które wymusiły na bankach takie postępowanie. Banki inwestycyjne, zaangażowane w wysoce ryzykowne przedsięwzięcia finansowe, były ściśle oddzielone od całej reszty systemu finansowego; same odpowiadały za wytwarzane przez nich ryzyko - nie rozlewało się ono na całość systemu. Bankowcy często nie zarabiali wielkich pieniędzy, o wiele większe zarobki i prestiż czekały na osoby na wysokich stanowiskach w produktywnych sektorach gospodarki.

Wszystko to zmienia się w latach 80., wraz z deregulacją systemu bankowego zapoczątkowaną przez administrację Reagana, a konsekwentnie kontynuowaną przez administracje obu Bushów i Clintona. Deregulacje te umożliwiły bankom spekulacje na szerszą skalę za pomocą nowych, wyrafinowanych instrumentów finansowych (takich jak kontrakty CDS czy CDO), wyłączonych spod normalnego nadzoru bankowego. Sprawiły także, że wytwarzane przez nich ryzyko zaczęło dotykać całego sektora finansowego, a pośrednio także całej gospodarki. Nowy system finansowy wytworzył kulturę wysoce ryzykownych, racjonalnych wyłącznie w krótkoterminowej perspektywie zachowań, na których zarabiały finansowe elity, a traciła cała reszta społeczeństwa.

Ta narracja jest zasadniczo słuszna, choć brakuje w niej kilku elementów. Autorzy filmu w żaden sposób nie zastanawiają się nad tym, że finansowa deregulacja nie jest wyłącznie kwestią politycznych decyzji, chciwości i lobbingu, ale symptomem pewnego strukturalnego kryzysu kapitalizmu (a przynajmniej kryzysu w ramach długiego cyklu koniunkturalnego). Na pewno Inside Job nie jest filmem antykapitalistycznym. Choć bezlitośnie oskarża współczesny kapitalizm, to przeciwstawia mu nie jakąś utopię, ale „newdealowski”, regulowany kapitalizm, osadzony w strukturach państwa dobrobytu, dbającego o jak najbardziej racjonalną – z punktu widzenia długoterminowych interesów większości – alokację zasobów i dystrybucję zysków.

Film momentami sugeruje, że samo ponowne uregulowanie systemu rozwiązałoby większość problemów. Choć rola deregulacji rynków finansowych jest nie do przecenienia, to nie można rozpatrywać jej w oderwaniu od wzrostu nierówności dochodowych i majątkowych w Stanach. Od czasów Nixona średnie płace realne właściwie stoją tu w miejscu, a wielkość majątku znajdująca się w rękach 1% najbogatszych ciągle rośnie. Niskie płace i konieczność finansowania konsumpcji z długu były, obok świadomej spekulacji banków, drugim czynnikiem pompującym bańkę spekulacyjną kredytów subprime – film niestety tylko sygnalizuje te kwestie.

Ale Inside Job jest nie tylko rekonstrukcją pewnego stanu faktycznego, ale także interwencją polityczną, filmowym „J’accuse!” („Oskarżam!”) skierowanym pod adresem osób odpowiedzialnych za katastrofalną sytuację ekonomiczną, w jakiej ciągle się znajdujemy (nie wiadomo, jak długo potrwa recesja i jaka będzie jej dynamika) od 2008 roku. Film wskazuje osoby, które ponoszą odpowiedzialność za obecną sytuację, osoby, które wiedziały, że wszystko zmierza do katastrofy, ale – słusznie przekonane, że nawet jeśli wszyscy stracą, to akurat one na pewno zarobią – nie zrobiło nic, by choćby zminimalizować jej rozmiary. Są to politycy odpowiedzialni za stan prawny umożliwiający orgię spekulacji, bankierzy i innych przedstawiciele elit finansowych, funkcjonariusze instytucji kontrolnych (mających w teorii stać na straży prawidłowego funkcjonowania systemu), wreszcie ekonomiści.

Ci ostatni, korzystając z kapitału symbolicznego, jaki daje etat na prestiżowej uczelni, produkowaną przez siebie „wiedzą” usprawiedliwiali dalsze deregulacje i przekonywali opinię publiczną, jak wspaniałe perspektywy rysują się przed gospodarką opartą na spekulacji i długu. Hojnie odwdzięczały im się za to najpotężniejsze instytucje systemu finansowego, czy to synekurami w radach nadzorczych i stanowiskami w zarządach, czy to opiewającymi na setki tysięcy dolarów honorariami za napisanie kilkudziesięciostronicowego raportu. Obraz skorumpowania akademickiej ekonomii w Stanach jest zupełnie porażający, tak samo jak cyniczna bezczelność samych ekonomistów, którzy nie widzą żadnego problemu w swoim postępowaniu i są szczerze zdziwieni, że ktokolwiek ma problem z tym, że za raporty wychwalające deregulacje bankowe płacą im sami bankierzy.

Ferguson, oskarżając amerykańskie elity, przyjmuje nieco inną strategię niż Michael Moore. Różnica między Inside Job a Kapitalizm, moja miłość (Capitalism: A Love Story) jest taka, jak między dobrze przygotowanym, opartym na drobiazgowo opracowanych dowodach aktem oskarżenia a pełną gniewu mową wiecową. Struktura Inside Job upodabnia ten film do dramatu sądowego. Narratorem jest Matt Damon - słuchając jego słów z offu, nietrudno wyobrazić go sobie w roli idealistycznego, rzutkiego prokuratora, który nagle dostaje sprawę życia – może posadzić za kratami ludzi z samego szczytu elit biznesu i władzy, co na pewno otworzy przed nim drogę do dalszej prawniczej i politycznej kariery. Mamy przesłuchiwanych oskarżonych (bankierów, polityków, ekonomistów, urzędników). Ci, którzy zgodzili się wystąpić przed kamerą, plączą się w zeznaniach, zasłaniają brakiem pamięci, idą w zaparte albo po prostu udają idiotów. Oglądając ich wykręty, tylko czekamy, aż któryś w końcu powoła się na piątą poprawkę. Są wreszcie świadkowie oskarżenia – niezależni eksperci, nieskorumpowani ekonomiści od dawna przestrzegający przed kryzysem (Nouriel Roubini), finansiści i politycy dystansujący się – w mniejszym na ogół niż większym stopniu – od neoliberalizmu (George Soros, Dominique Strauss-Kahn), działacze społeczni i ofiary kryzysu.

Choć wywód Fergusona nie pozostawia wątpliwości, że duża część postawionych przez niego w stan oskarżenia osób odpowiada za kryzys nie tylko w sensie moralnym i politycznym, ale także prawnym, poza ekranem nie spadł im włos z głowy. Za kryzys zapłacili wszyscy amerykańscy podatnicy – a bankierzy świetnie na nim zarobili. Państwo wyrównało poniesione przez nich straty, nie dostając praktycznie nic w zamian. Zaraz po tym, jak banki zainkasowały miliony dolarów państwowej pomocy, ich szefostwo wypłaciło sobie sute premie. Ferguson pokazuje, że duża część interesów wśród pracowników najbardziej prestiżowych instytucji finansowych załatwiana jest w towarzystwie luksusowych prostytutek i z kilogramami kokainy. Służby policyjne, gdyby tylko miały taką polityczną wolę, bardzo łatwo mogłyby skłonić ludzi zaangażowanych w tak ryzykowne rozrywki do mówienia. Ale takiej politycznej woli nie ma. Ludzie, którzy doprowadzili cały system gospodarczy na skraj przepaści, mają się świetnie. Trochę musieli się tłumaczyć w mediach, złożyli zeznania przed Kongresem – za kilkadziesiąt milionów dolarów nie takie rzeczy można wytrzymać.

Ferguson, zgodnie z najlepszymi tradycjami filmowca zaangażowanego, mówi im „oskarżam!”. Nawet jeśli ten akt oskarżenia nie sięga czasami, tam gdzie powinien, to od czegoś przecież trzeba zacząć.

Komentarze
Dodaj nowy
kot   |19.03.2011 23:17:48
Krytyka staje się coraz lepszą opiniotwórczą gazetą. Za rok nie będzie uchodziło
żeby do jej opinii nie zajrzeć.
Już teraz na co dzień jest ciekawsza
niż
papierowe media.
A Majmurek to mocny punkt.
Setka100  - Film obowiązkowy   |20.03.2011 14:14:51
Pomimo słusznie wypunktowanych przez autora kilku nieścisłości, film ten
powinien stać się obowiązkowy w Polsce, gdzie elity władzy od ponad dwudziestu
lat romansują z neoliberalizmem. Może wtedy, zamiast o krzyż i Smoleńsk,
zadawalibyśmy pytania o pakiet Pawlaka - ustaw deregulujących gospodarkę, który
przeszedł przez Parlament w ostatnim roku. Nam też przydałby się taki dokument,
który przyjrzałby się bliżej prywatyzacji i inwestycjom zagranicznym, a także
sektorowi bankowemu (włączając w to SKOKi)
magnuson   |21.03.2011 00:40:47
Jeśli jest tak jak mówi Majmurek, to rodzi sie takie pytani: czy jeśli ten film
obejrzą polscy ekonomiści spod znaku pana Leszka, co musi odejść i jego młodzi
uczniowie w rodzaju "wydajnego Wiktora", opisanego przez Kapelę, to czy
spowoduje to jakąkolwiek zmianę w ich myśleniu? Moim zdaniem tych twardych głów
już nic nie ruszy. I to jest dramat naszego kraju. Bo za takimi ekonomistami (u
nas wciąż modnymi, a gdzie indziej mocno podejrzanymi) idą oczywiście polscy
politycy.
magnuson   |21.03.2011 10:35:59
powinienem powiedzieć nie: ekonomistami mocno podejrzanymi, ale coraz bardziej
podejrzanymi. I to nie tylko przez swoje doktrynerstwo, ale przez swoje
powiązania ze światem finansowym.
Zamorano   |22.03.2011 18:37:06
@Bo za takimi ekonomistami (u
nas wciąż modnymi, a gdzie indziej mocno
podejrzanymi) idą oczywiście polscy
politycy.


Zgoda. Ale trochę w
mainstreamowych mediach pojawia się alternatywnych głosów (w zasadzie w prasie,
bo w telewizjach nie, te nawet wizyty Naomi Klein w Polsce nie zauważyły). Mało
tego, ale dwa trzy lata temu tego jeszcze nie było.
yendrrek   |27.03.2011 00:04:14
"płynny turbokapitalizm opierający się na alchemii instrumentów pochodnych,
kreatywnej księgowości i przepływach pieniędzy przez labirynty instytucji
systemu bankowego" - zdaje się, że autor wyznaje ideę, że im bardziej
bełkotliwa wypowiedź tym mądrzejsza. Rozumiem, że "turbokapitalzim" mogę
zastąpić po prostu "kapitalizmem" i nie dokonam tutaj jakiegoś
semantycznego zamachu. Kapitalizm może istnieć wyłącznie kiedy jest oparty na
wolnym rynku,a ten nie ma nic wspólnego z alchemią, labiryntami i kreatywną
księgowością. Gdyby szanowny autor zamiast "turbokapitalizm" napisał
"socjalizm" albo "faszyzm" to ta wypowiedź miałaby sens.
:)   |23.12.2011 23:44:29
http://forbesboard.com/ - lista osób bogatych (nie wszyscy)
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 19.03.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.93942 Seconds