NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Majmurek: Obywatel Zuckerberg Drukuj
Jakub Majmurek   
30.10.2010


The Social Network Davida Finchera jest oczywiście filmem biograficznym. Konkretnie: należy do podgatunku filmów o genialnych, „większych niż życie jednostkach”, rzucających wyzwanie całemu światu, opętanych swoją wielką wizją i niszczących wszystko (i wszystkich) stojących na drodze do jej realizacji. Amerykańskie kino kocha i zawsze kochało takie postacie i ich historie, uwielbia pokazywać ich walkę z całym światem, ich wzloty, a czasami także upadki, wielkość projektu, jaki realizują i cenę, jaką muszą za to płacić, zdradzając siebie, przyjaciół, bliskich. Najsłynniejszym obrazem tego gatunku (stanowiącym przy tym refleksją nad samą konwencją) jest Obywatel Kane Orsona Wellesa.  


Pierwowzorem filmowego Kane’a był magnat prasowy William Randolph Hearst, człowiek który zrewolucjonizował amerykańską prasę na przełomie XIX i XX wieku, czyniąc ją bardziej populistyczną (w najgorszym i najlepszym tego słowa znaczeniu) i rzeczywiście masową, zmieniając ją w potężny biznes i siłę polityczną. Postać Hearsta/Kane’a, potentata masowej komunikacji przemysłowego, monopolistycznego kapitalizmu początku XX wieku, ciągle przychodziła mi na myśl, gdy patrzyłem na portretowanego przez Finchera Zuckerberga, potentata masowej komunikacji kapitalizmu kognitywnego, z początku XXI wieku. Nie ze względu na podobieństwa łączące obie postacie, ale z powodu dzielących je różnic, które są jednocześnie różnicami między dwoma różnymi fazami kapitalizmu. U Wellesa walka Kane’a o własny życiowy projekt zostaje ukazana w formie edypalnego konfliktu, w jaki wchodzi z kolejnymi ojcowskimi figurami reprezentującymi poprzednią fazę akumulacji kapitału (związane z nią instytucje społeczne i polityczne), nierozumiejącymi potrzeb masowego społeczeństwa, jakie właśnie się tworzy. Kane w tytanicznym boju wygrywa tą walkę, ale na końcu swojej drogi zostaje sam. Zuckerberg w zasadzie nie mierzy się z figurami ojcowskimi, ani one, ani konflikt edypalny nie napędzają dynamiki filmu, figury ojcowskie występują tu w formie szczątkowej, od razu widać, że nie są wartymi zainteresowania uwagi przeciwnikami dla bohatera (najlepiej pokazują to sceny przesłuchań, gdy Zuckerberg traktuje przesłuchujących go prawników jak zakłócające spokój, brzęczące za uchem muchy). The Social Network wydaje się rozgrywać w świecie, który nie jest już dłużej kształtowany przez schemat edypalny, konflikt pokoleń, zmagania postaci synowskiej i ojcowskiej. Kane działał w świecie określanym przez silne ideologiczne podziały. Dla realizacji swoich celów musiał posługiwać się ideologią, używać jej do mobilizacji swoich czytelników. Kapitalizm ery Kane’a/Hearst nie był się w stanie obejść bez gwałtownych politycznych podziałów, służących jako narzędzia koniecznej cyrkulacji elit wewnątrz systemu.  


Świat przyszłej amerykańskiej elity (studenci stanowiącego tradycyjne miejsce hodowli elit Harvardu) ukazany w filmie Finchera jest całkowicie postpolityczny i postideologiczny, jest za to rządzony przez obsesję statusu, uznania i sławy (i – w nieco mniejszym stopniu – przez seks). Choć filmowy Zuckerberg znajduje się na Harvardzie, jednym z najbardziej ekskluzywnych miejsc świata, w jakim może znaleźć się dwudziestolatek, to ciągle czuje potrzebę zdobywania kolejnych statusowych stawek, wkraczania do coraz bardziej ekskluzywnych klubów, potwierdzania uznania, zdobywania sławy. Wie, że jeśli jakoś się nie wyróżni, to, będąc dzieckiem lekarzy z Long Island, skończy w najlepszym wypadku jako bardzo dobrze opłacany, lecz niemający na nic wpływu specjalista w dużej korporacji, z domkiem na przedmieściu i dwójką dzieci. Film Finchera, niejako w tle całej opowiadanej historii, doskonale pokazuje strukturę aspiracji i motywacji amerykańskiej młodzieży z wyższej klasy średniej, strukturę pragnień napędzającą obecną fazę kapitalistycznej akumulacji. W scenie, gdy Zuckerberg po raz pierwszy rozmawia ze swoim przyjacielem Eduardo o finansowaniu przedsięwzięcia (w trackie nudnego przyjęcia w żydowskim bractwie, z którego obaj chcą się wyrwać), wyraźnie widać, w jaki sposób współczesny kapitalizm musi opierać się na umiejętności łączenia masowości z ekskluzywnością. Przez cały film widać, że jest to najważniejszy problem stojący przed rodzącym się Facebookiem. Bracia Winklevossowie, którzy chcą założyć portal ograniczający się do ludzi z adresem mailowym harvard.edu, nie rozumieją potrzeby masowości. Eduardo, przyjaciel Zuckerberga, od początku pragnący zmiany strony w platformę do wyświetlania reklam nie rozumie potrzeby ekskluzywności. Bohater filmu, tworząc program, który nie bombarduje użytkowników spamem, pozwalający im na dobieranie sobie znajomych (czyli tworzenie sieci kontaktów o różnym stopniu ekskluzywności), ale jednocześnie dostępny dla wszystkich, idealnie rozwiązuje problem kluczowy dla współczesnego kapitalizmu opierającego się coraz bardziej (inaczej niż kapitalizm Kane’a/Hearst) na produkcji niematerialnych symboli. 
Kane był postacią wzniosłą, szedł przez życie od sukcesu do sukcesu, do czasu fatalnego dla niego romansu z Susan Alexander. Do tego momentu (prowadzącego do rozpadu jego małżeństwa, zniszczenia obiecującej kariery politycznej i stopniowego pogrążania się w obłędzie) Kane jest ulubieńcem Ameryki, mężczyzną, którego każda Amerykanka chciałaby za zięcia.

  

Zuckerberg w portrecie Finchera nie jest złotym chłopcem i ulubieńcem wszystkich. Choć od początku stara się być „dupkiem” (co kapitalizm, zwłaszcza w Ameryce cenił i nagradzał), mimo to ciągle pozostaje raczej „nerdem” i „freakiem”, samotnym chłopcem bez zbyt wielu przyjaciół, aroganckim, a przy tym bardzo neurotycznym, o zdolnościach komunikacyjnych na granicy lekkiego autyzmu. W swojej błyskotliwej interpretacji filmu Oleksyi Radynski proponuje zestawić Zuckerberga z bohaterem Podziemnego kręgu, innego filmu Finchera. Zestawienie ich obu jest bardzo interesujące. Obaj wydają się być głęboko nieprzystosowanymi do świata, sfrustrowanymi (a przy tym doskonale spełniającymi wymogi późnego kapitalizmu i zajmującymi w nim względnie uprzywilejowaną pozycję) jednostkami. Czy bohater grany przez Edwarda Nortona nie jest tym, kim stałby się Zuckerberg, gdyby nie napisał Facebooka? Czy nie tego się boi od pierwszej sceny The Social Network, od rozmowy z dziewczyną, która wkrótce z nim zerwie? A jednak różnica między tymi dwoma bohaterami polega na tym, że Zuckerberg jest w stanie zaprząc swoje lęki i frustracje do pracy. Pracy, dodajmy, na rzecz tej samej kultury, która jego lęki i frustracje wygenerowała. Bohater Podziemnego kręgu nie potrafi już dalej w podobny sposób przekuwać swojej psychozy w pracę, społeczeństwu jest w stanie zwrócić jedynie nihilistyczną przemoc.  


W tych dwóch postaciach doskonale widać stosunek współczesnego kapitalizmu do generowanych przez siebie psychoz i nerwic. Z jednej strony podsyca je i (wobec zablokowania sfery politycznej) nie daje im innego ujścia niż bezsensowna, politycznie bezproduktywna przemoc. Z drugiej zaprzęga je do pracy na rzecz siebie samego, co doskonale ilustruje pokazana przez Finchera postać Zuckerberga. Dyspozycje psychiczne niegdyś represjonowane lub medykalizowane dziś są siłą napędową kapitalizmu w najbardziej dla niego rozwojowych dziedzinach (produkcja wiedzy i symboli). Zuckerberg w swoim wyścigu na szczyt pokonuje w filmie braci Winklevossów, pochodzących z zamożnej rodziny o długim rodowodzie i starych pieniądzach, harvardzkich dżentelmenów, gwiazdy uniwersyteckiej drużyny wioślarskiej. Kino amerykańskie uwielbia ten motyw: zdolny, pracowity człowiek znikąd uciera nosa arystokratom zepsutym przez przywileje, w jakich wzrastali. Ale podkreślany przez Finchera kontrast między Zuckerbergiem, a Winkelvossami dotyczy nie tyle klasy (i związanych z nią kapitałów), co raczej pewnego typu psychicznego. Winkelvossowie wyglądają i zachowują się jak ucieleśnienie amerykańskiego ideału młodego mężczyzny, są przystojni, pewni siebie, a przy tym grzeczni, w żaden sposób nie wyglądają na osoby cierpiące na problemy i zaburzenia psychiczne. Zuckerberg, w interpretacji Jessa Eissenberga, jest ich przeciwieństwem, aktor i prowadzący go reżyser ciągle podkreślają jego „dziwaczność”: manię wielkości, obsesyjny charakter, lekki autyzm, arogancję, słabo kontrolowaną agresję etc. Ale w dobie współczesnego kapitalizmu (inaczej niż w erze Hearsta/Kane’a) właśnie ta „dziwaczność” okazuje się cennym kapitałem. 


Na fakt eksploatacji przez kognitywny kapitalizm wcześniej wykluczanych stanów i dyspozycji psychicznych często zwraca uwagę w swoich analizach filmów niemiecko-holenderski filmoznawca Thomas Elsaesser. Jego zdaniem gatunkiem filmowym, w którym najlepiej widać ten proces są tzw. mind-game films. Filmy te przedstawiają obraz świata, którego statusu widz nie może być pewny, zmuszają go do nieustającej, wytężonej czujności, ciągłego deszyfrowania nadawania przez film komunikatów (i traktowania wszystkiego co widzi, jako potencjalnego źródła znaczenia), ciągłej rewizji założeń, jakie widz powziął na temat bohaterów i łączących je relacji. Najlepszym przykładem takiego kina jest Memento Christophera Nolana. Memento na jak najbardziej dosłownym poziomie – odwzorowując na ekranie świat zaburzonego umysłu – włącza to, co wcześniej poddawano medycznemu, czy innemu wykluczeniu w obręb kapitalistycznej cyrkulacji towarów-znaków. The Social Network oczywiście nie należy do mind-game film. Ale ilustruje dokładnie ten sam proces, którego symptomem są takie filmy jak Memento, czy – będący czystym przykładem gatunku – debiut Finchera Gra

 
W Obywatelu Kanie obserwujemy wzlot i upadek głównego bohatera, od początku do końca jego historia ma wymiar tragicznej wzniosłości. W The Social Network ten schemat filmu „większym od życia bohaterze” w pewnym momencie siada, traci impet. Nie z winy twórców filmu. Po prostu jako widzowie zaczynamy mieć w końcu wrażenie, że konwencja opowieści o genialnej jednostce, wybitnym pionierze biznesu, nie przystaje do tego, co dzieje się na ekranie. Facebook koniec końców okazał się czymś o wiele większym i jednak innym, niż Mark Zuckerberg wyobrażał to sobie na początku. Choć element gry między ekskluzywnością a masowością cały czas jest ważny dla portalu, to jego sukces przede wszystkim polega na tym, że staje się coraz bardziej uniwersalną platformą komunikacji. Jaś Kapela słusznie połączył słowa Facabook i komunizm. Sukces Facebooka jest dziś w mniejszym stopniu sprawą geniuszu jego założyciela, co codziennej pracy (tak, pracy), którą wkładają w niego jego użytkownicy, pisząc na nim, wrzucając tam zdjęcia czy linki do ciekawych tekstów. Bez ich niewidzialnej i ciągle nieopłacanej pracy strona byłaby martwa i nic nie warta. Czy takie projekty jak Facebook i Google, nie są najlepszymi argumentami na rzecz komunizmu, a przynajmniej minimalnego dochodu gwarantowanego? Czy nie pokazują, że w swoich najbardziej innowacyjnych gałęziach kapitalizm opiera się nie na genialnych pomysłach menadżerów, ale pracy ludzi, żmudnie, poprzez codzienne kliknięcia generujących przepływy wiedzy i informacji? Ludzi, których pracy nie bardzo da się wycenić rynkowymi metodami, ale która jest niezbędna dla prawidłowego funkcjonowania dojrzałego kapitalizmu w jego centrach? Choć film Finchera może na pierwszy rzut oka wydawać się hagiografią miliardera, to tak naprawdę jest o wiele bardziej subwersywny i daje punkt wyjścia do dyskusji, w której możemy postawić współczesnemu kapitalizmowi kilka co najmniej kłopotliwych pytań.  

  

  

Czytaj też:

Jaś Kapela, Facebook, czyli komunizm

Oleksy Radynski, Podziemna sieć

  

Komentarze
Dodaj nowy
Mieszko   |30.10.2010 14:10:22
Ja tak tylko gwoli ścisłości Gra to trzeć pełnometrażowy film Finchera trudno więc nazwać go debiutem.
rad_mirek  - mirek   |01.11.2010 01:52:18
Lubię to!
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 31.10.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.98128 Seconds