NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Majmurek: Dobra „Chciwość” Drukuj
Jakub Majmurek   
12.01.2012

W pierwszym Wall Street Gordon Gecko wypowiada słynne słowa „chciwość jest dobra”. Gdy ogląda się plakaty i reklamy filmu „o początku kryzysu finansowego w Stanach”, zatytułowanego (przez polskiego dystrybutora) Chciwość, trudno uniknąć skojarzeń z dziełem Stone’a. Skojarzeń nie najlepszych, bo choć Wall Street to dynamicznie (agresywne travellingi kamery Roberta Richardsona), świetnie zrobione kino z wyrazistymi postaciami i błyskotliwymi dialogami, to jako krytyka kapitalizmu sprawdza się średnio, nie ma bowiem systemowego charakteru.

  

chciwosc_film.jpgCałe zło kapitalizmu jest tu tak naprawdę wadą charakteru – źródłem problemów Ameryki lat 80. jest drapieżna, pasożytująca na „prawdziwej gospodarce”, obsceniczna pazerność takich postaci jak Gecko, któremu przeciwstawiony jest ojciec głównego bohatera – prosty, szlachetny robotnik i działacz związkowy – oraz reprezentujący „odpowiedzialny”, liczący się z dobrem całej społeczności biznes sir Larry Wildman.

Chciwość (w oryginale Margin Call) J. C. Chandora idzie zupełnie inną drogą. Choć debiutującemu w pełnym metrażu reżyserowi udało się zgromadzić na planie wyborową obsadę świetnych, rozpoznawalnych aktorów (Kevin Spacey, Jeremy Irons, Stanley Tucci, Demi Moore), to jego film w niewielkim stopniu opiera się na konfliktach charakterów. To nie chciwość tej lub innej jednostki jest tu problemem, ale system, który promuje agresywną spekulację, rozmontowuje narzędzia jej kontroli i korumpuje wszystkich w niego uwikłanych.

Film przedstawia dobę przed pęknięciem bańki spekulacyjnej na rynku CDO (papierów dłużnych opartych na połączonych w pakiety długach o różnym stopniu ryzyka) w banku inwestycyjnym w Nowym Jorku, od którego zaczyna się światowy kryzys. Większość akcji rozgrywa się w nocy, gdy bankierzy, wpatrzeni w monitory wyświetlające skomplikowane wykresy, radzą nad tym, jak zminimalizować straty, zanim inni zorientują się, że większość ich aktywów jest kompletnie bez wartości.

Kryzys w filmie ma strukturalny charakter, wpisany jest w samą logikę funkcjonowania finansowego kapitalizmu. Bankowcy obsługują potężną maszynę finansowej spekulacji, której nikt nie jest w stanie tak naprawdę kontrolować – już nawet nie po to, by zaspokajała „realne potrzeby”, ale by przynajmniej nie powodowała ciągle powracających spektakularnych katastrof finansowych.  Ba, większość bankowców (poza sprowadzonymi specjalnie do tego celu na Wall Street matematykami i fizykami z doktoratami z MIT, którym banki płacą kilkakrotnie więcej niż najlepsze uczelnie i laboratoria) nie rozumie nawet matematycznych modeli, na których opiera się jej codzienna praca.

W filmie Chandora wszyscy bohaterowie w równej mierze są skorumpowani przez system. Wraz z rozwojem fabuły widz poznaje coraz wyższe szczeble w hierarchii banku, coraz wyżej postawionych i coraz bardziej przepłacanych bankierów. Słyszymy bajeczne kwoty rocznych zarobów: od 250 tysięcy dolarów dla początkującego analityka po studiach, przez 2,5 miliona dolarów dla szefa działu, po kilkadziesiąt milionów dolarów zarobków prezesa. Wszystko to w sytuacji, gdy średnia pensja w Stanach wynosi niewiele ponad czterdzieści tysięcy dolarów rocznie. A i tak większość pracowników banku, którym towarzyszymy feralnej nocy, ciągle narzeka na brak pieniędzy. W końcu styl życia bankiera inwestycyjnego – drogi dom, samochód, kluby nocne itd. – kosztuje.

Dlatego ostatecznie każdy z pracowników banku, który ma jakieś opory, zapomina o nich, gdy uświadomi sobie, że kredyty same się nie spłacą. Ostatecznie to pieniądz – wysokie alimenty, fundusz inwestycyjny na studia dzieci, ubezpieczenie zdrowotne – rozstrzyga wszystkie etyczne wybory. Zamknięty świat bankierów, który oglądamy, wydaje się impregnowany na politykę i jakąkolwiek demokratyczną kontrolę. Nic nie wskazuje na to, by zmienił go kryzys. Jak mówi prezes banku John Tuld, patrząc z restauracji na szczycie szklanej wieży swojego biurowca na Wall Street: „Będzie mnóstwo pieniędzy do wyciągnięcia z tego bałaganu”.

Jak na standardy hollywoodzkie Chandor nakręcił film mało dynamiczny i wyciszony: nocny Nowy Jork (wspaniale sfotografowany przez Franka G. DeMarco) jest senny, zmęczony, tak jak ciała godzinami obradujących w swoich biurach bankierów. Ich dialogi rwą się, tną, są niezgrabne – raczej tak wyglądają, a nie jak w Wall Street. A przy tym wszystko jest tu dramaturgicznie bardzo spójne: paradokumentalna rekonstrukcja została ujęta w formułę trójaktowego widowiska z dwoma przepisowymi punktami zwrotnymi w odpowiednich momentach.

Film Chandora to świetny, etnograficzny portret grupy społecznej odpowiedzialnej za kryzys ostatnich lat. Zamiast moralitetu o godnej potępienia chciwości, dostajemy świetne studium systemu, w którym chciwość jest nieustannie nagradzana, gdyż stanowi jego istotę. Nie ma w tym filmie żadnego miejsca, żadnego punktu, z którego mógłby zostać wyartykułowany opór – ale dzięki temu dokładnie widać, czemu należy się opierać.

  

Komentarze
Dodaj nowy
kot   |13.01.2012 09:14:33
Uwaga organizacyjna.
-Proszę uprz. o otwarcie okienka komentarzy pod
wczorajszym spotkaniem z Piotrem Kuczyńskim w ramach U.K.
- "ad
tekstum"
Wiem czego mi brakowało w PRL-u najbardziej. Dobrych krytyków
filmowych i teatralnych. W polskim kapitalizmie sztuka jest o niebo gorsza, ale
jest o niebo lepiej recenzowana (czy tylko w Krytyce).
- ad meritum. Majmurek
(nie chcę ale muszę go … choćby to powodowało opaczne tego rozumienie)łączy:
analizę
produktu artystycznego z najszerszym kontekstem kulturowym. Świetnie
rozumie z której strony należy podchodzić do "systemu" i jak go się
"je".
Jak się nie cieszyć gdy pięknie narasta i upowszechnia się nowe,
trafione, zrozumienie pojęcia system i chodzi o "system" jako taki , a
nie koniecznie o system kapitalistyczny.

łaczy
kot   |16.01.2012 08:27:17
"Watykan" Krytyki ma?o rychliwy, wi?c je?li interesujesz si? o
czym si? mówi?o na spotkaniu z Kuczy?skim to skoczhttp://kot-blogkota.blogspot com
marceli_nowotko   |16.01.2012 10:08:52
?wietny tekst - dodam: kolejny.
No w?a?nie Wall Street to emocjonuj?cy
dynamiczny film, ze ?wietn? rol? Douglasa, ale niestety grzeszy pewn? naiwno?ci?
w rozumieniu przyczyn kryzysu finansowego: w?a?nie przekonaniem, ze wszystkiemu
s? winni poszczególni zbyt chciwi bankowcy. Taki podzia? na dobrych i z?ych
bohaterów na pewno dobrze te? wp?ywa? na dynamik? i fabul? filmu. Taka naiwno??
by?a jeszcze uzasadniona w drugiej po?owie lat osiemdziesi?tych, gdy powstawa?
Wall Street I. Ale w?a?nie na tym mi?dzy innymi polega n?dza (poza gorsz? fabu??
i ?le dobranymi aktorami) Wall Street II, Pieni?dz nigdy nie ?pi, tego gniota,
który w ogóle nie powinen powsta?. Ten podzia? na rozs?dnych i chciwych by? w
tym wypadku ju? ?mieszny. I tak bardzo odczuwa?em brak filmu, który pokazywa?by
wad? systemu, w którym wszyscy bez wyj?tku s? tak samo "winni" chciwo?ci
i nikt ale to nikt nie widzi swojej winy. Ciekaw jestem jak to z takiego
trudnego zadania wywi?zali si? twórcy Margin call.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 12.01.2012 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.89257 Seconds