NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Kapela: Facebook, czyli komunizm Drukuj
Jaś Kapela   
29.10.2010

kasa_120.jpgWłączyłem komputer, uruchomiłem przeglądarkę, wszedłem na pocztę i na Facebooka. Na poczcie nic się nie zmieniło. A przynajmniej nic od momentu, gdy sprawdzałem ją w telefonie, leżąc jeszcze w łóżku, więc zacząłem czytać posty umieszczone ostatnio na facebookowej tablicy. Dwie osoby, poza mną i stroną Krytyki Politycznej, której administruję, współdzielą mój felieton. Miło. Moja była dziewczyna komentuje wpis koleżanki poetki Marty Marcinik, żeby zajęła się czymś poważniejszym, niż jeżdżenie na slamy, bo podobnie jak ja skończy, siedząc w szatni bez ogrzewania. Mniej miło. Z początku nie zamierzałem tego komentować. Ale potem uznałem, że to zrobię, bo też zostałem zaproszony na ten slam i zastanawiam się, czy jechać, a poza tym w szatni mam farelkę. W odpowiedzi Marta odpisała, żebym jechał. Nie wiem, ale może pojadę. Ktoś na moją tablicę wrzucił jakiś spam. Nieważne. Mam tylu znajomych, że nie da się tego uniknąć. I tak dziw, że nie atakuje mnie zewsząd farmville. Głupia gra, w której hoduje się zwierzątka i roślinki. Nigdy jej nawet nie włączyłem. Więc może dlatego mnie nie atakuje. Facebook potrafi podążać za naszymi zainteresowaniami. Choć teoretycznie powinna. To jedna z nielicznych rzeczy, na której Facebook zarabia. A przecież zarabiać musi. Wszystko musi na siebie zarabiać. Tak przynajmniej nam mówią. I trudno im nie wierzyć. Choć są ku temu pewne powody.


Trudno zrozumieć, na czym zarabia Facebook. Na tych malutkich reklamach z boku, w które prawie nikt nie klika, a spora część osób w ogóle ich nie widzi, bo używa adblocków? Czy może utrzymuje go wspomniany farmville? Co prawda utrzymanie nawet tak dużej strony internetowej nie jest pewnie równie kosztochłonne, co sprzedanie 500 milionów par skarpetek. Ale wciąż. Ktoś musi tam pracować i w miarę dobrze zarabiać. I skąd się bierz ta wartość - 25 miliardów dolarów. Jak łatwo obliczył kolega, gdy wyszliśmy z kina, wychodzi na to, że każdy profil jest wart pięćdziesiąt dolarów. W takim razie, czemu nie mogę go nigdzie sprzedać? A może mogę? Mam ponad tysiąc znajomych. To raczej powyżej średniej. Więc może mój profil jest wart nawet więcej. Tylko jakoś nikt nie chce go kupić. Czy tylko dlatego, że gdyby przestał być moim profilem, straciłby na wartości? Co komu po moim profilu, gdyby nie był już mój? Dziś przyjąłem kolejnych siedmiu znajomych. Myślicie, że długo by trwało, zanim by się zorientowali, że sprzedałem swój profil Pepsi? Wartość Facebooka, choć liczona w dolarach, jest zupełnie innego rodzaju. Liczy się tu każda ludzka indywidualność w swej wyjątkowości. (I powtarzalności oczywiście też.) Więc może nie powinna być liczona w dolarach? Skoro nie można jej sprzedać? To znaczy można. I od początku były takie próby. Na tym zresztą opiera się jeden z głównych konfliktów w filmie Davida Finchera. Eduardo jest dobrym, poczciwym kapitalistą, który wie, że trzeba sprzedawać, a jak się nie ma co sprzedawać, to przynajmniej wynajmować powierzchnię reklamową. Tymczasem Mark wie, że reklamy nie są cool. To znaczy może czasami są. Ale przeważnie nie są. A już na pewno nie są, gdy atakują cię przy wejściu na stronę, na którą nie wchodzisz, żeby kupić sobie nowe majtki, tylko raczej, żeby je zdjąć z kogoś innego. Tak. Bo świat Facebooka opiera się na seksie. Ale na seksie, który nie zawsze musi być stosunkiem płciowym. A nawet przeważnie nim nie jest. Jest to czysty seks, czyli pociąg. Czyste pragnienie.


Wchodzimy na Facebooka, bo pragniemy. Pragniemy relacji, pragniemy kontaktu, pragniemy drugiego człowieka. Czasami też chcemy pójść z nim do łóżka i czasami to się dzieje. Ale nie musi dziać się zawsze. Gdybyśmy chodzili do łóżka ze wszystkimi, z którymi byśmy chcieli, moglibyśmy niczym innym się nie zajmować. A przecież chcemy się też zajmować innymi rzeczami, żeby nie okazało się, że jesteśmy nudni. Abyśmy nie musieli czuć się nudni. Bycie cool ma oczywiście bardzo różne wymiary. Niektórzy na przykład uważają, że bycie cool łączy się z byciem w porządku i dołączają do grup NIE!!!! DLA BANDYTÓW MALTRETUJĄCYCH ZWIERZĘTA!, inni sądzą, że bycie cool polega na byciu bucem i na wyborczej.biz komentują wpisy o pensji minimalnej stwierdzeniami, że zarabiający tak mało sami są sobie winni, bo powinni się przekwalifikować. Różne są pomysły na bycie cool, a większość z nich można realizować w ramach Facebooka. 


Najprostszy wniosek, jaki można wyciągnąć z filmu The Social Network, brzmi, że jeśli chce się być geniuszem, to trzeba być też trochę dupkiem. Ten być może słuszny wniosek łączy się jednak z jeszcze innym. Każdy jest trochę dupkiem. Oczywiście jedni są dupkami bardziej niż inni, ale jawność bycia dupkiem sprawia, że dupek czasami postanawia się w swojej dupkowatości ograniczać. Czy zauważyliście, że największymi dupkami są na fejsbuku ci, którzy nie mają na zdjęciach profilowych swojej twarzy? Najwyraźniej jednak trochę się wstydzą. Przeważnie nie mają też zbyt wielu znajomych. Oczywiście reguła ta nie dotyczy niektórych piętnastolatków i ich emocjonalnych odpowiedników niezależnie od wieku. W każdym społeczeństwie istnieje pewna grupa ludzi, których nic nie jest w stanie powstrzymać przed byciem dupkiem. A jednak na forum typu Facebook, gdzie przeważnie występuje się pod nazwiskiem, ilość dupków jest mniejsza niż na jakichkolwiek forach anonimowych. Chcąc nie chcąc Mark Zuckerberg, będąc trochę dupkiem, stworzył system zmniejszający ilość dupków na świecie. A przynajmniej w internecie. Jednak mam nadzieję, że nie mylę się, licząc, że dożyjemy czasów, gdy internet będzie miał każdy. Jest mi bliskie marzenie Antonio Negriego o intensyfikacji komunikowania się i myślę, że Facebook przybliża jego spełnienie. Jest też miejscem, gdzie realizuje się opisywana przez Negriego „wspólność”, czyli coś, co nie jest ani prywatne, ani publiczne. 


Oczywiście tej wspólności trzeba doglądać. Pamiętna jest sprawa, gdy Facebook postanowił przejąć na własność cały umieszczany na nim kontent. Gwałtowny protest internautów zniszczył ten pomysł w zarodku. Z kolei na stronie zbierającej osoby, który miały się wypisać z portalu, jeśli nie zmieni on sposobu zarządzania ustawieniami prywatności, wpisało się niecałe czterdzieści tysięcy osób, a jednak portal dostosował się do ich żądań. Gdyby zmienianie prawa było tak łatwe w jakimkolwiek państwie, świat byłby zapewne lepszym miejscem do życia. Nie chciałbym, żeby to był czysty pean. Ale rewolucja, jakiej dokonał Facebook, jest jedyną, jaką mam przyjemność obserwować na własne oczy. Samo klikanie nie zmieni świata, ale jeśli wystarczająco dużo osób będzie dobrze klikać, może go to przepoczwarzyć. Jak powiedziała jedna z bohaterek The Social Network, w Bośni nie mają dróg, ale mają Facebooka. Facebook nie wybuduje dróg, ale być może sprawi, że będziemy lepiej wiedzieć, gdzie te drogi trzeba budować, a gdzie można sobie darować. Bardzo podobał mi się film o Marku Zuckerbergu, który jest trochę dupkiem, ale dupkiem, który potrafił zmienić świat i zrozumieć, że to robi. 

  

  

Czytaj też:

Oleksy Radynski, Podziemna sieć

Jakub Majmurek, Obywatel Zuckerberg

  

Komentarze
Dodaj nowy
Jan Lete  - Ilość znajomych   |30.10.2010 13:33:24
Zapewne po tej recenzji, z resztą bardzo udanej, liczba potencjalnych znajomych
Jasia Kapeli na facebooku podwoi się. Takie są prawa wtórnej natury.
jóźwik  - Żadna rewolucja. Fake   |01.11.2010 20:28:07
Sorry, ale postrzeganie mody na facebooka jako rewolucji wydaje mi się
regresem.

We are not deep. We are not intellectual. We just have internet access.
monica  - Chcesz sprzedać swój profil Pepsi?   |04.11.2010 09:22:14
Muszę Cię zmartwić, Pepsi już ma profil na FB i 1.893.999 - raczej nie połaszczą
się na Twojego tysiaka, nawet za 5 dolców.
FC  - hehehe   |04.11.2010 10:13:12
http://wo.blox.pl
ms   |04.11.2010 11:35:21
Na czym zarabia Facebook? Wojtek Orliński zjeżdża Twój felieton porównując go do
obory (facebooka, nie felieton). Ale zwykłe wyjaśnienie jest inne i
zwyczajne.

> na tych malutkich reklamach, w które prawie nikt nie klika, a
spora część osób w ogóle ich nie widzi, bo używa adblocków

Tak, bo w
reklamowaniu ważne jest to, ile osób po pokazaniu reklamy kupi reklamowany
produkt minus ile osób zniechęci się do reklamowanej marki (tu jest pies
pogrzebany). A to zależy od tego, jak dobrze potrafimy zgadywać, czy danej
osobie warto puścić taką-a-taką reklamę. Ci użytkownicy którzy reklamy blokują
"jadą sobie na gapę", ale techniczny koszt obsługi tych użytkowników
jest znikomy.

> czy może utrzymuje go wspomniany farmville?

Nie, na farmville
zarabia firma Zynga, która wydaje się jednak być kilka razy mniej
warta/zarabiająca niż Facebook.

> Ale wciąż. Ktoś musi tam pracować i w miarę
dobrze zarabiać.

Po części dzieje się to dlatego, że rozkręcając się przez parę
lat płacili pracownikom pensje z kapitału inwestorów. A teraz mając mnóstwo
użytkowników mogą łatwiej uruchamiać nowe dochodowe projekty niż inne firmy,
więc to z tego też się bierze ich wartość.
muzyczny   |05.11.2010 09:41:09
Wo zna się tak na internecie, jak ja na balecie.)
JoeTF   |14.11.2010 01:11:03
muzyczny:

To zakladam, ze jestes conajmniej baletmistrzem.

Obawiam sie, ze
Wojtek przeflejmowal na internecie wiecej lat, niz ty zyjesz.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 31.10.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.14775 Seconds