NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Kapela: Biblia polskiego hipsterstwa Drukuj
Jaś Kapela   
25.03.2011

Jeśli zawierzyć autorom książki What was the hipster?, mamy do czynienia z zakończonym już fenomenem społecznym z lat 1999-2010. Jeśli przeczytać książkę Łukasza Gorczycy i Łukasza Rondudy W połowie puste, trudno nie zauważyć, że jej główny bohater Oskar Dawicki może nosić zaszczytne miano ojca polskiego hipsterstwa.

Zbieżne są nie tylko daty. Oskar Dawicki rozpoczął swoją działalność już w połowie lat dziewięćdziesiątych, a pierwszą wystawę zagraniczną miał właśnie w roku 1999. Nieprzypadkowo, jak sądzę, jest to rok, w którym hipsterstwo rozpleniło się na cały świat. Nie przeceniałabym udziału w tym Oskara Dawickiego, ale trudno nie dostrzec wielu podobieństw między jego twórczą postawą a ruchem społecznym określanym jako hipsterstwo. 

Już sam fakt, że poświęcona Dawickiemu książka jest w połowie pusta (to znaczy połowa jej stron pozostała niezadrukowana), świadczy o związku z hipsterstwem. Tylko w połowie potrafimy powiedzieć, czym ono jest. Tylko połowa życia hipstera jest znacząca. Cała reszta musi zginąć w zapomnieniu. Hipster nie może pracować, nie powinien się kształcić. Może postępować zgodnie z podszeptami Žižka, że nie należy nic robić, a wręcz nie powinno się nic robić. Tylko nie wiadomo, skąd miałby je znać, bo hipster czytający Žižka nie jest już hipsterem. Oczywiście tego rodzaju maksymy wystarczy przeczytać na jakimś fajnym blogu albo usłyszeć w modnej knajpie. A jednak upierałbym się, że w życiu każdego hipstera są momenty, kiedy hipsterem nie jest. Nie tylko wtedy, gdy czyta  Žižka, ale też gdy sprząta albo oddaje się pracy zarobkowej (do tego jeszcze wrócimy).

Książka w W połowie puste zaczyna się od znamiennego aktu otwarcia lodówki. Już w pierwszym zdaniu autorzy sugerują, że będziemy mieli okazję przyjrzeć się procesowi twórczemu poniekąd od kuchni. Lodówka „była, tak jak powieść i jak jego życie, w połowie pełna, w połowie pusta”. Jednocześnie już kilka stron dalej dowiadujemy się, że kuchnia nie jest tym, co naszego bohatera interesuje najbardziej. A wręcz trochę się brzydzi koniecznością jedzenia. „Posiłki zawsze kojarzyły mu się z obowiązkiem, a obowiązki to przecież forma przymusu. Przymus zaś to kwintesencja nudy”. Szczególnie ważne wydaje się to ostatnie zdanie. Przymus nie dlatego jest zły, że odbiera nam wolność, jak chcieliby liberałowie, ale dlatego, że jest nudny. Hipsterzy nie walczą o wolność, której i tak nie ma. Hipsterzy walczą z nudą.

Elementem, który łączy hipsterstwo z punk rockiem, jest brak przyszłości. Ale z trochę innych powodów. „Oskar nie wierzył w przyszłość, po prostu wiedział, że nie ma ona nic do zaoferowania komuś takiemu jak on. Przyszłość była jeszcze jedną zwyczajnie pustą przestrzenią, pustym pokojem, niezadrukowaną książką, nie była niczym ciekawym”. Nie ma tu punkowej egzaltacji i desperacji. Nawet jeśli przyszłość istnieje, to nie warto się nią zajmować. A nawet nie wypada. Jak może być interesujące coś, czego nie ma?

Normalnie. Być może właśnie tylko to jest interesujące. Dlatego jednym z głównych zainteresowań Dawickiego jest sztuka znikania. (Nie powinniśmy się przejmować tą pozorną sprzecznością. Życie hipstera jest pełne sprzeczności nad którymi przechodzi on do porządku dziennego, nie przejmując się zbytnio). Artysta praktykuje znikanie na co dzień i od święta. Dobitnym tego przykładem jest wystąpienie na festiwalu filmowym w panelu o filmach, które nigdy nie powstały. Dawicki również zaprezentował film, którego nie było. Był to jego film, ale o tym nie wiedział, bo zanim zdążył go przedstawić, film mu się urwał. Takie zresztą było zamierzenie. Urwany film Dawickiego zobaczyli widzowie, ale dla artysty był to jedynie kolejny urwany film. Prezentacja ta poniekąd oddawała podstawowy problem sztuki znikania: co zrobić, aby faktycznie osiągnąć efekt zniknięcia, żeby zauważono nieobecność? Zniknięcie niezauważone jest zniknięciem nieudanym. Trzeba umieć znikać tak, aby zostało to dostrzeżone. Jak sądzę, jest to również pragnienie wszystkich hipsterów. Być nieobecnym w taki sposób, aby ta nieobecność była dostrzeżona. Zniknąć, aby zostać zauważonym.

Co kieruje Oskarem? (I hipsterami w ogóle?) „Strategiczna abnegacja”. Jak sam o tym mówi: „Kieruje mną pustka, siła nicości”. Na czym polega strategiczność abnegacji? Na odmowie działania. W bardzo trafny sposób opisał to James Pogue, komentując związki hipsterstwa i filozofii Žižka: „Be an activist by not participating”. Działać, nie uczestnicząc. Działać poprzez odmowę uczestnictwa. Oczywiście jest to pewien stan idealny. Cel, do którego należy dążyć. Wspólny, jak sądzę, dla obu hipsterów, Dawickiego i Žižka.

Istotę hipsterstwa dobrze oddają też kolejne sentencje: „Nie uważam, żeby to było złe być głupim. Jeżeli chcemy działać niezależnie i poza systemem, to należy przełamać to mejnstrimowe myślenie. Ponadto należy to zrobić w sposób pogodny”. Jakikolwiek komentarz jest tu, myślę, zbędny. Podobnie jak w przypadku tezy „złośliwość jest ważną kategorią społeczną”. Bo przecież jest. Wszyscy hipsterzy o tym wiedzą.

Istotne wydaje się również odwołanie do powstania warszawskiego. W którymś rozdziale okazuje się, że artyści należą do zgrupowania Bawiciel okupującego Plan B i okolice oraz potykają się z wrogimi formacjami, gdy chcą się przedrzeć na imprezę do jakiejś innej dzielnicy. Ta metafora życia towarzyskiego jako powstania warszawskiego jest bardzo trafna i dobrze oddaje istotność tego pierwszego dla hipsterów. Imprezowania to jedyna wojna, jaka istnieje naprawdę dla tego pokolenia. I nie może się obyć bez ofiar.

Hipsterski żywot jest niepełny i niepełnowartościowy. Świadczy o tym tytuł pracy Dawickiego - „I forgot my best idea”. Mógłby to za nim powtórzyć każdy hipster. Wszyscy mieliśmy kiedyś jakieś absolutnie genialne i rewolucyjne pomysły. Niestety nie pamiętamy, o co w nich chodziło. Poza tym każdy hipster tak naprawdę nie wie, kim jest. Ale wie, że wolałby być kimś innym. Podobnie Dawicki. „Różnica pomiędzy mną jako człowiekiem a mną jako rzeczą jest czysto instytucjonalna”, konstatuje artysta, gdy okazuje się, że jako performer jest jednocześnie podmiotem i przedmiotem sztuki. Jak stać się dziełem sztuki, nie stając się przedmiotem? Tego nie wie nikt, ale nie oznacza to, że nie warto próbować.

Ulubionym antybohaterem Dawickiego jest Florian Ceynowa. Lider powstania w 1846 na ziemi starogardzkiej, które jednak nigdy nie wybuchło, bo gdy tylko padł zamysł i spotkali się oganizatorzy, natychmiast zostali aresztowani przez pruską policję. Ta apoteoza porażki jest oczywiście znamienna i ważna. Co innego można by czcić po końcu sztuki? Co jest bardziej godnego pochwały i sławy niż piękna porażka? Dla hipsterów nie ma niczego takiego.

Z tych wszystkich powodów W połowie puste powinno być lekturą obowiązkową dla tych, którzy pragną zgłębić, czym jest hipsterstwo. A czego w tej książce nie ma? Trzeba to powiedzieć wyraźnie: mało jest biografii, z których nie możemy się dowiedzieć, z czego właściwie żyją ich bohaterowie. Skąd tak niematerialny twórca jak Dawicki ma pieniądze? Okazują sie one tabu zbyt wielkim, żeby można było o nich mówić otwarcie. Powód jest oczywisty - hipsterstwo jest sprzeciwem wobec tego, co materialne i nieuniknione, ironiczną próbą wyminięcia smutnej konieczności. Pieniądze są jej najbardziej wyrazistym symbolem. Co nie zmienia faktu, że trzeba je mieć.

  

Komentarze
Dodaj nowy
Gra_ce   |25.03.2011 14:47:54
Pieniędzy nie trzeba mieć. Można używać cudzych. Transfer pieniędzy nie musi
polegać na ich materialnym zarabianiu, gdyby się przyjrzeć wielu współczesnym
"pracom" to widać, że mają znamiona umów na transfer (np. reputacji,
obecności, relacji) niż materialnego wysiłku. Samo nazwanie się artystą jest
próbą wejścia w pole, gdzie jest możliwa umowa transferu oparta na innych
zasadach niż fizyczny wysiłek.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 25.03.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.01777 Seconds