Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Erbel: Trzy jajka, praski antagonizm i błękitna karta |
|
|
Joanna Erbel
|
|
22.07.2010 |
|
Kilka dni temu siedziałam ze znajomymi w winiarni na ulicy Inżynierskiej na warszawskiej Pradze. Chwilę wcześniej w pobliskim KNOTcie skończyliśmy dyskusję o pismach Henriego Lefebvra i o prawie do miasta. Początkowo wyglądało na to, że rozmowa tego dnia nie wykroczy poza teoretyczne rozważania i planowanie potencjalnych przyszłych działań, ale czasowo odległych. Jednak przestrzeń miejska częściej niż wiele innych obszarów intelektualnej refleksji sprawia, że to co intelektualnie odroczone powraca na styku ciała z materialnością miasta. Kwestia prawa do miasta pojawiła się niespodziewanie pod postacią dwóch jajek, które ktoś wyrzucił z okna kamienicy na chodnik koło naszego stolika. Szczęśliwie tylko jajka (a nie butelki), szczęśliwie nie na nas, ale obok.
Dwa rozbite jajka silnie przypominały nam, że nasza obecność z winem, piwem, makaronem kupionymi w knajpie, na którą nie stać większości mieszkańców kamienicy, w której się ona mieści jest głęboko problematyczna. Chcąc nie chcąc ze swoimi gustami i przyjemnością picia dobrego wina jesteśmy agentami i agentkami gentryfikacji. Nasz sposób bycia w mieście był tym, co jednemu z lokalnych mieszkańców przeszkadzało. Jednak fakt, że jajka spadły nie nas, ale obok (chociaż znacznie łatwiej pewnie byłoby wystawić rękę i je spuścić prosto) uznaliśmy nie za próbę agresji wymierzonej w nas, ale rodzaj niezgody na obecny stan rzeczy. Za głos w dyskusji odnośnie prawa do miasta i warunków naszej współobecności na danym kawałku przestrzeni, którą rzucający w nas mieszkaniec uznał za własną, bo sąsiadującą z jego domem - my również za własną, bo publiczną. Zniechęciliśmy właścicielkę do wzywania policji. Nie weszliśmy do środka. W poczuciu, że atak nie był bezzasadny postanowiliśmy zostać i cielesną obecnością podjąć dialog.
Po chwili spadły kolejne trzy jajka. Tym razem wprost na nas. Rzucenie pierwszych dwóch jajek zmieniło swoje znaczenie z głosu niezadowolenia na ostrzeżenie, które naiwnie zignorowaliśmy. Postanowiliśmy się schować do środka. Właścicielka stwierdziła, że bezwarunkowo dzwoni na policję i nie ma mowy o dalszej próbie tolerowania tej sytuacji, bo to nie pierwszy raz i prawie codziennie problem się ponawia, co więcej rzucający w nas mieszkaniec jest psychicznie chory i trzeba pokazać mu granice. Zaś jakiekolwiek próby zasłaniania się przed agresorem markizą lub parasolem nie mają sensu, bo wtedy zamiast jajek lecą pety, które wypalają dziury. Wezwanie policji miało być ostatecznym rozwiązaniem sytuacji, ale nim nie było. Pojawienie się policji w praktyce okazało się nie być rozwiązaniem, ale jedynie gestem separacji od rzucającego jajkami, które odraczało dalszy ciąg sąsiedzkiego antagonizmu o kolejny dzień. Policjanci mieli prawo interweniować w sprawie ulicznych bójek oraz kradzieży, ale sytuacja agresji na styku przestrzeni prywatnej i publicznej, w której nic nie zostało ukradzione, a szkoda była niewielka nie mieściła w procedurach. My mogliśmy spokojnie wrócić do domu bogatsi o nową miejską przygodę, ale właścicielka restauracji mogła być pewna, że sytuacja się powtórzy następnego dnia, tak jak powtarzała się przez wszystkie poprzedni dni. I to że to ona, która kolejnego dnia albo nie wystawi stolika albo będzie musiała się liczyć z koniecznością przepraszania kolejnych klientów i klientek, jest ofiarą spadających jajek, a nie my.
Sąsiedzki konflikt w obecnej praktyce działania władzy nie istnieje. Traktuje ona przestrzeń publiczną i prywatną jako całkowicie niezależne, rozdzielone od siebie sfery. Powtarzające się akty agresji w obrębie kamienicy uznaje za niepowiązane ze sobą, mało szkodliwe działania. Nie oznacza to, że nie istnieją instrumenty, które pozwalałyby na objęcie ochroną osób, które tak jak właściciele praskiej knajpy są narażeni na codzienne ataki ze strony sąsiada. Jednak jedyny instrument dotyczący przemocy w przestrzeni domowej - Błękitna Karta, która została opracowana przez Państwową Agencję Rozwiązywania Problemów Alkoholowych definiuje przemoc domową jako przemoc w rodzinie. Błękitna karta ma na celu: zwiększenie bezpieczeństwa ofiar przemocy domowej, rozwijanie ich zdolności samoobrony przed przemocą oraz tworzenie lokalnych koalicji na rzecz przeciwdziałania przemocy. Błękitna Karta z definicji nie ogranicza się jedynie do przestrzeni prywatnej zamieszkiwanej przez rodzinę, ale dotyczy sytuacji codziennego przebywania w danej przestrzeni. Mogłaby być używana do monitorowania napięć wewnątrz lokalnej wspólnoty rozumianej szerzej niż związek kobiety i mężczyzny oraz ich dzieci (o ile takie są), ale nie jest.
Obecne rozdzielenie przestrzeni prywatnej od przestrzeni publicznej, poprzez definiowanie tej pierwszej jako przestrzeni zamieszkiwanej przez rodzinę istotnie utrudnia monitorowanie i rozładowywanie sąsiedzkich antagonizmów, które często posiadają klasowe podłoże. Efektem tego rozdzielenia jest nie tylko traktowanie relacji w obrębie jednej kamienicy czy bloku jako relacji osób, które są ze sobą niepowiązane, więc nie są za siebie nawzajem odpowiedzialne, ale ponadto sugeruje, że rozwiązaniem na miejskie antagonizmy nie jest nawiązanie dialogu i próba wypracowania jakiejś formy wspólnotowego współbycia pomimo różnic odnośnie wizji przestrzeni miejskiej, ale radykalne odcięcie prób ponawiania dialogu wzmacniane przez nasyłanie na siebie nawzajem policji: przez mieszkańców na właścicieli barów i restauracji, żeby zamknąć imprezę, uciszyć gości; przez właścicieli knajp po to, żeby dyscyplinować powtarzające się ataki ze strony mieszkańców. Przestrzeń sąsiedzka nie jest przestrzenią neutralnego spotkania, ale punktem, w którym radykalizują społeczne antagonizmy związane z walką o wizję miejskiej wspólnoty i prawo do miasta. Jednocześnie jest przestrzenią życia codziennego, która z jednej strony prowadzi do eskalacji napięć, z drugiej zaś daje możliwość przepracowania pewnych konfliktów, które możemy ignorować w innych miejscach w przestrzeni miejskiej, zmieniając nasze trasy spacerów. Jednak, aby takie relacje były możliwe, nawet w sytuacji agresji, konieczne jest poszerzenie polityki antyprzemocowej i uznanie przestrzeni kamienicy czy bloku jako przestrzeni domowej, która powinna podlegać takiej samej ochronie jak przestrzeń prywatna dzielona przez szeroko definiowaną rodzinę.
Na podobny temat
|
|
Serwis kulturalny - menu
-
Majmurek: Big fuckin' love, czyli od wzniosłości do śmieszności...
-
Kosińska: Radosny, suwerenny obłok
-
Grudzińska-Gross: Ślady stóp w stronę morza
-
Głażewska: Antychryst będzie artyst
-
Liszka: Szymborska po swojemu
-
Bojarska: Zdobywcy słońca
-
Konarzewska: Sześć kobiet
-
Drath: Epoka jest polityczna
-
Mrozek: Nie litujcie się nad kalekami
-
Majmurek: Przez mgłę
-
Majmurek: Niełatwa gra w klasy, czyli dlaczego jednak nie zostałem populistą
-
Pyzik: Kultura zhomogenizowana
-
Majmurek: Niepotrzebna "Rzeź"
-
Kapela: Młodzi, piękni, wykluczeni
-
Malewski: Matka myślała, że będę księdzem
-
Majmurek: Dobra "Chciwość"
-
Zrałek-Kossakowski: Podsumowanie roku 2011. Muzyka
-
Kaczmarski: Poezja 2011. Podsumowanie osobne
-
Konarzewska: 11 książek roku 2011
-
Majmurek: Poważna dyskusja z historią
-
Tillmans: Centrum Studiowania Prawdy
-
Mrozek: Podsumowanie roku 2011.Teatr
-
Majmurek: Podsumowanie roku 2011. Kino
-
Stokfiszewski: W stronę akcji bezpośredniej
-
Majmurek: Utopia na miarę naszych możliwości
-
Kapela: Bóg, kasa i kiełbasa
-
Lech, Plewicki: Dlaczego nie możemy śpiewać "Warszawianki"?
-
Grand Prix festiwalu Boska Komedia dla Strzępki i Demirskiego
-
Mrozek: Czy można znieść pańszczyznę?
-
Kapela: Tylko nie dzwońcie po karetkę!
-
Majmurek: Oburzeni z Hollywood
-
Majmurek: Jak to w konspiracji ładnie
-
Twardoch: Cenię sobie życie w Kryształowym Pałacu
-
Mrozek: Paralityk nie chce cudu
-
Łysak, Majewski, Mieszkowski: Jaki widz? Jaki repertuar? Jakie zmiany?
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...