|
Michał Hernes: Pracuje pan nad filmem dokumentalnym poświęconym pokrętnym losom filmu Na srebrnym globie Andrzeja Żuławskiego. Skąd zainteresowanie tym tematem?
Daniel Bird: Na Srebrnym globie fascynuje mnie w zasadzie od zawsze, nie tylko film, także książka, której jest ekranizacją. Najciekawsza jest jednak historia o tym, jak film został częściowo zniszczony, wylądował na półce i jak po latach go wskrzeszono. To doskonała ilustracja świata upadającego komunizmu. A przy tym film ten mógł powstać tylko w Polsce lat 70. Rok czy dwa lata temu przeczytałem tłumaczenie jakiegoś idiotycznego polskiego tekstu stwierdzającego, że „kino moralnego niepokoju” było w pewnym sensie zapowiedzią Solidarności. Tymczasem trudno mi dostrzec w tych filmach cokolwiek odważnego. Nie ma nic odważnego w ucieczce z tonącego okrętu. Za odważne filmowe produkcje uważam za to oryginalną wersję filmu Ręce do góry Jerzego Skolimowskiego, ale też właśnie Na srebrnym globie czy Przesłuchanie Ryszarda Bugajskiego. Podobna sytuacja miała miejsce w Czechosłowacji w przypadku Vĕry Chytilovej i Jana Nemeca. Gdy komunistyczne władze blokują twój projekt, to znaczy, że robisz coś słusznego. Howard Barker napisał kiedyś, że prezentuje swoje dramaty Teatrowi Narodowemu tylko po to, by zostały odrzucone. Dzięki temu wie, że to, co napisał, jest dobre! Może to paradoksalnie klucz do odzyskania przez polskie kino wigoru? Może powinno się zachęcać młodych pisarzy i filmowców, żeby składali projekty do PISF, ale stawiając sobie za cel ich odrzucenie?
Jan Klata od kina woli teatr i przymierza się do wystawienia we Wrocławiu spektaklu zainspirowanego Diabłem Żuławskiego – filmem zatrzymanego przez cenzurę, który zablokował autorowi na kilka lat możliwość kręcenia filmów w Polsce.
To ekscytujące, prawda? Widziałem swego czasu jedną z produkcji Klaty w warszawskim Teatrze Rozmaitości, to było coś opartego na Witkacym [Szewcy u bram – przyp. M.H.]. Rzecz była dobra, na pewno lepsza od produkcji filmowych. Ale wracając od Diabła – Klata, albo ktokolwiek inny, powinien to zrobić trzy lata temu w czasie ponownej dyskusji wokół wydarzeń marca ‘68. A co by nie mówić o Diable, to jeden z nielicznych filmów nawiązujących do tamtych wydarzeń. Traktuje on o tym, jak naiwna młodzież daje się wykorzystać cynicznym inteligentom. Niestety, tego problemu nigdy nie udało się rozwiązać. Popatrz na aktualne zamieszki w Anglii! Mamy rząd uprzywilejowanych bachorów po ekskluzywnych szkołach prywatnych, i co najgorsze – te bachory nie są wcale takie głupie.Diabeł wykazuje pewne pokrewieństwo z teatrem. Nie uważasz, że przypomina Ślub Gombrowicza? Chodzi o marzenie o powrocie domu, które spełniając się zmienia się w koszmar. W końcówce filmu są też odwołania do Alfreda Jarry’ego i scena z Hamleta. To dla mnie kluczowe dzieło filmowego romantyzmu.
Podobnie wyglądała sytuacja z Walerianem Borowczykiem, który wyreżyserował adaptację Mazepy Słowackiego pod tytułem Blanche. Nikt nie wspomniał o tym w czasie Roku Słowackiego. Tymczasem Blanche jest jednym ze stu filmów wybranych do listy „filmów stulecia” przez Narodowe Archiwum Angielskiej Kinematografii? A obecnie nie ma nawet taśmy 35 milimetrów, żeby wyświetlać ten film w kinach. Parę miesięcy temu pomagałem byłemu producentowi Borowczyka w porządkowaniu spuścizny po reżyserze. Mówiąc szczerze, to było smutne. Chodzi o dosłownie setki scenariuszy i rysunków, rzeczy naprawdę niesamowitych; animacji, dramatów historycznych czy surrealistycznych fantazji. Ale nikt nie wyłożył pieniędzy, by coś z nimi zrobić.
Mocno interesuje się pan Polską. Aktualnie pracuje pan nad książką o Borowczyku, wcześniej pisał pan o Polańskim.
Tak, dziesięć lat temu. Dzięki tej książce poproszono mnie o wyprodukowanie trzech filmów o wczesnym okresie kariery Polańskiego w Polsce i w Anglii. Zrobiłem wywiady z Wajdą, Kostenką, Malanowiczem, Niemczykiem, Gutowskim i Prugarem. To była dla mnie wielka frajda. Te filmy wciąż są dostępne na DVD i Blu Ray w Anglii, Francji i Stanach.
Z kolei temat Borowczyka chodził za mną od dłuższego czasu. Dzięki Borowczykowi mogę spojrzeć na polską kulturę z całkowicie innej perspektywy niż kanoniczna. A przecież pochodzi on z tego samego pokolenia, co Wajda! Ba, obaj początkowo studiowali w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. O ile jednak Wajda jest prawdopodobnie lepszym politykiem niż filmowcem, o tyle Borowczyk był bez wątpienia lepszym reżyserem niż politykiem. Niestety, by odnosić sukcesy w kinematografii – gdzie tak wiele zależy od pieniędzy – trzeba wyrobić w sobie pewną polityczną zręczność.
Ktoś taki jak Wajda rozumiałby, że robienie Mazepy w Polsce w 1967 roku to było samobójstwo. Jestem pewien, że Borowczyk był zwyczajnie podekscytowany tą historią i po prostu nie miał świadomość politycznych konsekwencji swych działań. Zwróć uwagę, że w filmie Goto, l’ile d’amour robił aluzje do stalinowskich obozów pracy i nazistowskich koncentracyjnych. Jednak film ten odnosi się to do tyranii w wymiarze uniwersalnym. Jako dzieło sztuki ma on bardziej ponadczasowy charakter niż Człowiek z żelaza. Ten ostatni, z historycznego punktu widzenia, jest oczywiście bardzo ważny. Przygląda się niezwykle ważnemu momentowi w historii Polski. Mimo to Opętanie Żuławskiego, które w tym samym roku walczyło o Złotą Palmę w Cannes, opowiada o tych samych problemach w bardziej zawiły i metaforyczny sposób.
Chciałbym jednocześnie podkreślić, że nie atakuję Wajdy. Po prostu uważam, że jest więcej niż jeden kanon. Strasznie irytuje mnie sposób, w jaki polski establishment wrzuca wszystko do jednego kotła. Pręgi i Rewers mogą w Polsce sprawiać wrażenie filmów rewelacyjnych, ale mogę was zapewnić, że ich odbiór w Londynie czy Nowym Jorku był chłodny. Z kolei sporo osób spoza Polski ma obsesję na punkcie Szamanki, która tu miała jak najgorsze recenzje. Do tego grona zalicza się sam Kim Ki Duk. Jestem przeciwny wszelkim kanonom. Zarówno filmy, jak i filmowcy powinni podążać na przekór wszelkim modom.
* Daniel Bird – filmoznawca, psycholog, filmowiec-dokumentalista, animator kultury. Znawca kina z Europy Wschodniej (autor kilku filmów dokumentalnych badających jego historię), doktorant na Uniwersytecie w Sheffield. Współpracuje z wieloma pismami filmoznawczymi w Wielkiej Brytanii i Stanach, autor książki The Pocket Essential to Roman Polański, jeden z autorów przygotowanego przez Kubę Mikurdę i Kamilę Wielebską zbioru Surrealizm w kinie polskim (Warszawa-Kraków 2010).
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...