|
Wielu ludzi odczuwa realny lęk przed lataniem. Przeraża nas świadomość, jak wiele elementów tej niezwykle skomplikowanej maszyny, jaką jest współczesny samolot, musi funkcjonować bez zarzutu, by samolot unosił się w powietrzu - jeden mały lewarek się zepsuje i pikujemy w dół… Gdy zaczniemy się zastanawiać, jak wiele rzeczy może pójść nie tak, nagle ogarnia nas panika. Czy Europa nie doświadczyła czegoś podobnego po erupcji wulkanu Eyjafjallajökull? Fakt, że chmura z małej erupcji wulkanicznej na Islandii - drobne zakłócenie w skomplikowanym mechanizmie życia na Ziemi - może zatrzymać ruch powietrzny nad całym kontynentem, przypomina, że człowiek, z całą swoją mocą przekształcania natury, nadal jest tylko jednym z wielu gatunków żyjących na Ziemi. To, że ten niewielki wybuch miał aż tak poważne konsekwencje społeczno-ekonomiczne, jest efektem naszego rozwoju technologicznego (podróże lotnicze). Sto lat temu podobna erupcja przeszłaby bez echa. Postęp technologiczny uniezależnia nas od natury. I zarazem sprawia, że na innym poziomie jesteśmy jeszcze bardziej zależni od kaprysów natury. Minęły dziesięciolecia, od kiedy człowiek zrobił pierwszy krok na księżycu i wypowiedział słowa: „To jest mały krok dla człowieka, ale wielki krok dla ludzkości”. Teraz, w kontekście wybuchu wulkanu na Islandii i jego konsekwencji, możemy dodać: „To jest mały krok wstecz dla natury, ale wielki krok wstecz dla ludzkości”. I to jest pierwsza lekcja po wybuchu wulkanu: nasza rosnąca niezależność i zdolność kontrolowania natury, a także samo nasze przetrwanie zależą od całej serii naturalnych parametrów, których stabilność uważamy za oczywistą (temperatura, skład powietrza, wystarczająca ilość wody i źródeł energii itd.). Możemy „robić, co chcemy” tylko dopóki pozostaniemy na tyle mało znaczący, by nie naruszać poważnie parametrów życia na Ziemi. Paradoskalnie, ograniczenia naszej wolności, które narzucają nam zagrożenia ekologiczne, wynikają z gwałtownego wzrostu naszej wolności i siły. Nasza coraz większa zdolność do przekształcania natury, może zdestabilizować podstawowe parametry geologiczne życia na Ziemi. Fakt, że ludzkość staje się czynnikiem geologicznym, wskazuje na początek nowej ery - ochrzczonej przez naukowców mianem ”antropocenu”. Po ostatnich trzęsieniach ziemi w Chinach pojęcie antropocenu nabiera nowej aktualności. Budowa gigantycznej Zapory Trzech Przełomów spowodowała powstanie nowych wielkich sztucznych jezior, co w efekcie zwiększyło ciśnienie na skorupę ziemską i przyczyniło się do trzęsień ziemi. Jednak to, że jesteśmy gotowi przyjąć na siebie winę za powodowanie zagrożeń dla środowiska, jest zwodnicze. Lubimy czuć się winni, bo jeśli jesteśmy winni, to znaczy, że wszystko zależy od nas. To my powodujemy katastrofy, więc możemy także uchronić się przed nimi, zmieniając nasz sposób życia. Niezwykle trudno nam zaakceptować (przynajmniej na Zachodzie) to, że moglibyśmy odgrywać jedynie rolę biernego obserwatora, który siedzi i patrzy, co przynosi los. Angażujemy się więc w szaleńcze, obsesyjne czynności. Przetwarzamy stary papier, kupujemy organiczne jedzenie, zakładamy energooszczędne żarówki - cokolwiek - byle tylko mieć poczucie, że coś robimy. Wnosimy swój indywidualny wkład, tak jak fan futbolu, który kibicuje swojej drużynie w domu przed telewizorem, krzycząc i skacząc na fotelu w nadziei, że wpłynie jakoś na wynik gry. Typowa dla ekologii formuła fetyszyzmu wyparcia brzmi tak: „Dobrze wiem, że wszyscy jesteśmy zagrożeni, ale tak naprawdę w to nie wierzę (więc nie jestem gotów zrobić nic naprawdę ważnego, np. zmienić stylu życia)”. Jest też wyparcie odwrotne: „Dobrze wiem, że tak naprawdę nie mam wpływu na proces który może mnie zniszczyć (jak wybuch wulkanu), lecz akceptacja tego, byłaby zbyt wielką traumą, więc nie mogę oprzeć się potrzebie zrobienia czegoś, nawet jeśli wiem, że jest to całkowiecie bez znaczenia”. Wybuch wulkanu na Islandii przypomina, że problemów ekologicznych nie można ograniczyć do tego, że jesteśmy aroganccy i zakłócamy porządek Matki Ziemi. Natura sama w sobie jest chaotyczna, skora do najdzikszych klęsk, do bezsensownych i nieprzewidywalnych katastrof. Jesteśmy bezlitośnie wystawieni na okrutne kaprysy przyrody. Żadna Matka Natura nie ma nas w swej opiece. Tekst ukazał się w magazynie „In These Times”. Przełożyła Agata Tomaszewska
Na podobny temat
|
Tytuł naukowy nie czyni z nikogo auto...
Bugaj jest doktorem habilitowanym. ...