Czas na zieloną alternatywę dla „Polski 2030”.
Jednym z czynników, który sprawia, że dokumenty takie jak raport zespołu pod wodzą Michała Boniego, „Polska 2030”, odnoszą sukcesy w legitymizowaniu tez w nich zawartych, jest ich technokratyczność. Pozorne odpolitycznienie i prezentowanie wizji deregulacji i prywatyzacji jako jedynej możliwej do zrealizowania sprawia, że bardzo łatwo w mediach przedstawiać ją jako szczytowy wykwit polskiej myśli modernizacyjnej. Polemiki z dokumentem nie są traktowane poważnie. Z tezami zawartymi w takich opracowaniach najlepiej można dyskutować wtedy, gdy jasno pokaże się alternatywę - wizję rzeczywistości, opartą na zupełnie innych założeniach, a jednocześnie - na obfitej bibliografii i namacalnej możliwości pójścia taką drogą. Takim dokumentem może być analiza, jaką przygotowało brytyjskie Centrum Technologii Alternatywnych we współpracy z szeroką rzeszą organizacji pozarządowych, think-tanków i wyspiarskich uczelni wyższych. Ta sama data co w raporcie Boniego, a zupełnie inny punkt ogniskowania aspiracji i dążeń…
Brytyjski projekt modernizacji chce ze zwalczenia kryzysu ekologicznego, którego najważniejszym elementem są kwestie związane ze zmianami klimatycznymi, uczynić potężny wehikuł tworzenia bardziej sprawiedliwego społeczeństwa i relacji międzynarodowych. Ani ten kryzys, ani inne - finansowy czy społecznego rozwarstwienia - nie stał się osią „Polski 2030”. W raporcie ten problem traktowany jest raczej jako kłopotliwy naddatek, przekleństwo zesłane przez „złą Unię”, domagającą się wyższych standardów, a nie jako kwestia mogąca mieć wpływ na poprawę jakości życia. Wystarczy tymczasem porównać dwie wizje rozwoju - zrównoważenia kwestii ekologicznych, społecznych i ekonomicznych z projektem „polaryzacji i dyfuzji”, by zobaczyć, w jaki sposób przyjęte wstępnie założenia odnośnie aktualnej sytuacji i stojących przed nami wyzwań mają istotny wpływ na końcowy rezultat pracy intelektualnej. Kto wie, czy gdyby sugestie z polskiego raportu przenieść na grunt brytyjski, nie pojawiłyby się w nim rekomendacje powrotu przez rząd Wielkiej Brytanii do polityki kolonialnej…
Cel, do którego dążą autorki i autorzy raportu „Zero Carbon Britain 2030” jest ambitny, ale realistyczny - to doprowadzenie do sytuacji, w której za 20 lat jedna z czołowych światowych gospodarek „wyjdzie na zero” pod kątem emisji gazów cieplarnianych do atmosfery. Wiedząc, że tego typu zmiany będą nieść za sobą istotne przekształcenia w sposobie organizacji gospodarki i społeczeństwa, w samą istotę tego procesu wpisano kwestię sprawiedliwego podziału kosztów takiej transformacji i zapewnienia wszystkim odpowiedniej jakości życia. Co więcej, badawcza rzetelność w wielu wypadkach wskazuje na możliwość przyjęcia różnorakich - mających swoje wady i zalety - alternatywnych dróg dojścia do tego celu, odmiennych od sugerowanych w scenariuszu optymalnym. Tak jest na przykład w kwestii sposobu osiągania międzynarodowych porozumień klimatycznych i stosowanych w nich narzędzi. Czy muszą one mieć koniecznie charakter globalny, co może utrudnić uchwycenie lokalnej specyfiki, chociażby, rynków energetycznych? Czy lepszą drogą jest handel emisjami, czy jakaś forma podatku ekologicznego? Jakie instrumenty ekonomiczne należy użyć, by promować publiczne i prywatne inwestycje w zwiększanie efektywności energetycznej światowej gospodarki? Twórczynie i twórcy brytyjskiego raportu doszli do wniosku, że lepiej przedstawić złożoność aktualnej sytuacji i pozostawić decyzje politykom, jedynie sugerując potencjalnie najlepsze rozwiązania, niż udawać, że istnieje tylko jedna, jedynie słuszna ścieżka.
Kiedy popatrzy się na propozycje, padające w „Zero Carbon Britain 2030”, już pierwszy rzut oka pozwala wyłapać różnice w przyjętym punkcie widzenia. W „Polsce 2030” urbanizacja kraju i zmniejszanie procentu ludności pracującej na roli to zjawiska nieuniknione, podczas gdy w „ZCB 2030” poważnie rozważa się potencjał rozwoju miejsc pracy na obszarach wiejskich, takich jak sektor energetyki odnawialnej czy rolnictwo ekologiczne. Kiedy w raporcie Boniego czytamy o nieodzowności budowy dwóch elektrowni atomowych, w badaniach z Wielkiej Brytanii po raz kolejny pojawia się postulat rezygnacji z tej formy wytwarzania energii. Możemy przeczytać tam też o tym, że brytyjska gospodarka może być dwa razy bardziej efektywna energetycznie, podczas gdy w polskich badaniach problem ten niby się pojawia (a problem to olbrzymi - każdy 1% PKB jest u nas 2,5 raza bardziej energochłonny niż wynosi unijna średnia), ale zasadniczo niewiele się postuluje - a już wyraźnie brakuje wiary w to, że w ten sposób można rozwiązać problem nadchodzącego kryzysu energetycznego.
Kwestia obszarów wiejskich pokazuje chyba najdobitniej różnice miedzy tymi dwoma podejściami. W „Zero Carbon Britain 2030” dąży się do odchodzenia od przemysłowego podejścia do rolnictwa, które zdaje się być ideałem ekipy Boniego. Widząc rosnący udział rolnictwa i aktualnie promowanych diet na zmiany klimatu, postuluje się ograniczenie hodowli zwierząt na mięso, zwiększenie areału przeznaczanego na uprawy warzyw i owoców, wykorzystywanie resztek z produkcji rolnej w formie energetycznej biomasy drugiej generacji, a także zmniejszenie wykorzystywania nawozów sztucznych w wyniku zwiększenia znaczenia rolnictwa organicznego. W ramach tego procesu transformacyjnego mieści się także sekwestracja węgla, jednak nie w formie wtłaczania CO2 pod ziemię, lecz inwestowania w zalesianie i używanie do nawożenia węgla drzewnego. Wszystkie wymienione wyżej aktywności mogą pomóc w tworzeniu miejsc pracy i szans rozwojowych dla obszarów, na które w „Polsce 2030” brakuje pomysłów, poza (rzecz jasna słusznym) zapewnieniem dostępu do szerokopasmowego Internetu.
Idźmy dalej - jednym z symboli modernizacji w sektorze transportowym w Polsce jest szybki dostęp mieszkanek i mieszkańców Polski do… lotniska. W tym samym czasie, w stosunku do chociażby rozbudowy sieci autostrad, na uboczu stoi poprawa jakości transportu kolejowego w naszym kraju. Tymczasem brytyjskie pomysły zdają się godzić kwestie mobilności, nowoczesności i klimatu. Mamy tu dalekosiężne wizje, związane z przemodelowaniem struktury miast, zwiększania udziału transportu zbiorowego, zastępowania transportu towarów za pomocą TIRów koleją i… zeppelinami, a także włączania rozwijającego się sektora samochodów elektrycznych w sieć energetyczną. To, że jakość infrastruktury - nie tylko drogowej - pozostawia w Polsce wiele do życzenia, nie oznacza, że remedium na tę sytuację musi być czysto ilościowe, a nie jakościowe.
Z przestawianiem się gospodarki na zielone tory wiążą się zmiany w jej funkcjonowaniu. Inspirujący jest przywoływany w „ZCB 2030” przykład producenta ekologicznych samochodów. Wizja RiverSimple zakłada produkcję lekkich samochodów napędzanych wodorem, których plany trafiają do domeny publicznej, umożliwiając dalszy rozwój technologiczny; ponadto pojazdy są przeznaczane nie do sprzedaży, lecz do okresowej dzierżawy, a następnie zwracane firmie, a pracownicy firmy są równocześnie jej akcjonariuszami. Tego typu przykłady pokazują na potencjał zielonej transformacji do tworzenia bardziej demokratycznych, zlokalizowanych miejsc pracy (w Niemczech sektor energetyki odnawialnych już dziś zatrudnia więcej osób, niż energetyka węglowa i atomowa razem wzięte). To model zdecydowanie odrębny od skupiania się na „centrach rozwojowych” a la „Polska 2030”.
Nie da się ukryć, że najwięcej brytyjskich pomysłów dotyczy energetyki. Wiążą się z tym kwestie zwiększania efektywności energetycznej budynków poprzez termoizolację (możliwości zmniejszenia zużycia energii, na przykład za pomocą inteligentnych narzędzi mierzących zużycie energii, sięgają nawet 80%), opracowanie narzędzi społecznych i ekonomicznych umożliwiających zapobieganie ubóstwu energetycznemu, chociażby w formie „kwot węglowych” – wszyscy obywatele otrzymaliby określone ilości dopuszczalnych emisji gazów cieplarnianych, które mogliby kupować i sprzedawać, w zależności od indywidualnych potrzeb konsumpcyjnych. Jednocześnie badania dotyczące wyczerpywania się surowców energetycznych wskazują, że proces uniezależniania się od ropy i gazu musi rozpocząć się na 20 lat przed szacowanym peak oil (ocenia się, że ten moment nastąpi w 2031 roku), inaczej czeka nas kolejna „terapia szokowa”.
Niezależność energetyczną można zapewnić sobie także na poziomie europejskim. To szczególnie ważne z perspektywy Polski, która w przeciwieństwie do Wielkiej Brytanii nie posiada tak obfitych zasobów odnawialnych zapewnianych, chociażby, przez dostęp do Morza Północnego. Brytyjskie Centrum Technologii Alternatywnych przypomina opisywane w projekcie ERENE (Europejska Wspólnota na rzecz Odnawialnych Energii) pomysły na transeuropejskie sieci przesyłu energii i projekty wielkopowierzchniowych elektrowni słonecznych na Saharze, z których energia płynęłaby do Europy za pośrednictwem nowoczesnych sieci przesyłowych – mogłoby to zaspokoić aż do 15% zapotrzebowaniu kontynentu na prąd. Często potrzeby energetyczne poszczególnych krajów są ze sobą komplementarne, jak pokazuje kwestia transferu energii między Wielką Brytanią a Norwegią.
Korzyści z energetyki odnawialnej widać na przykładzie hiszpańskiej Nawarry, gdzie po inwestycjach władz prowincji jej udział w miksie energetycznym sięgnął 60%, a poziom bezrobocia, dzięki utworzeniu nowych, zielonych miejsc pracy, spadł z 13% w 1993 roku (będącego efektem upadku starych gałęzi przemysłu) do 4,8%. W latach 70. XX wieku podobną drogę aktywności państwa w tym sektorze przećwiczyła Dania, realizująca spójny program decentralizacji energetycznej, rozwoju mikrogeneracji oraz oddzielenia rozwoju gospodarki od rosnącego zużycia energii poprzez wzrost efektywności energetycznej. Co ciekawe, w okresie szalejącego wówczas kryzysu paliwowego podobne pomysły badane były w Wielkiej Brytanii, tam jednak zdecydowano się na jego zarzucenie na rzecz eksploatacji - wówczas - bardzo obiecujących złóż ropy i gazu na Morzu Północnym. Dziś, z powodu wyczerpywania się paliw kopalnych, kraj ten musi importować energię, podczas gdy Dania swoje nadwyżki energii może eksportować z zyskiem.
Im mniejsze są zasoby nieodnawialnych źródeł energetycznych, tym bardziej spada współczynnik EROEI - stosunku energii wytworzonej z danego źródła do potrzebnej do włożenia w jej wytworzenie. Dla przykładu, w Stanach Zjednoczonych współczynnik ten w wypadku wydobycia ropy naftowej spadł z 100:1 w roku 1930 do 18:1 w 2000, podczas gdy np. elektrownia wiatrowa o mocy 5MW ma EROEI na poziomie 28:1. Ma to wpływ na koszty eksploatacji danego zasobu, wiąże się też z kosztem prądu i ciepła dla odbiorców końcowych. Co więcej, energetyka odnawialna nadrabia mniejszą wydajność brakiem kosztów surowca, szczęśliwie bowiem wiatr wieje za darmo, a węgiel, ropa czy gaz swoje kosztują. Oszczędności z tego tytułu mogą być reinwestowane w dalsze podnoszenie wydajności korzystania z energii czy też na badania i rozwój.
We wszystkich wyżej wymienionych przykładach autorki i autorzy „Zero Carbon Britain 2030” wyraźnie wskazują na silną potrzebę wsparcia legislacyjnego i finansowego ze strony sektora publicznego. Sporo miejsca zajmuje opis sukcesu niemieckiego modelu feed-in tariff, czyli stałej ceny za energię odnawialną wprowadzaną do inteligentnej sieci energetycznej. Taryfa miała kolosalne znaczenie w procesie rozszerzania udziału energetyki odnawialnej w niemieckim miksie energetycznym. Zostawianie wszystkiego „niewidzialnej ręce” i wiara w racjonalność rynku nie daje szans na osiągnięcie podobnych rezultatów.
Nie da się ukryć, że plan osiągnięcia celu zeroemisyjnej gospodarki w ciągu 20 lat w wypadku stojącej na węglu Polski może wydać się utopijne, lecz nie zmienia to faktu, że choćby spora redukcja emisji gazów cieplarnianych może być potężnym bodźcem do całościowego przeniesienia gospodarki na zrównoważone tory. Redukcja emisji CO2 nie musi kończyć się ekonomicznym krachem i utratą miejsc pracy, a nawet wręcz przeciwnie - o ile tylko będzie opierała się na zaplanowanych, spójnych działaniach. Wizja Polski, zaprezentowana przez ekipę Michała Boniego, nie musi być jedyną, na którą jesteśmy skazani, zaś ekologiczna i społecznie sprawiedliwa Polska to projekt absolutnie możliwy. Czas na zieloną alternatywę dla „Polski 2030”.
—
Autor prowadzi blog „Zielona Warszawa”.
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...